środa, 1 grudnia 2021

"Romantyczni w Paryżu" Dorota Ponińska

Autor: Dorota Ponińska

 Wydawnictwo: Lira

 Data wydania: 2021- 09 -29

ilość stron: 368



   Kwiaty co roku zakwitają tak samo pięknie, jakby nic nie wiedziały o upływie czasu - powiedział w zamyśleniu Maurycy.

- Tylko my coraz starsi i coraz słabsi. I co chwilę kogoś z nas ubywa. A teraz książę...

Nie wyobrażałem sobie, że kiedykolwiek mogłoby go zabraknąć. Zawsze był dla nas opoką. W Wilnie, w powstaniu, w Paryżu...

                                                                        cyt.: "Romantyczni w Paryżu" Dorota Ponińska

Cytat o kwiatach i o mijającym czasie, to piękna sentencja. Cokolwiek wydarza się w naszym życiu, w dziejach historii, na miarę i wagę cezury, to świat pędzi dalej, a przyroda rządzi się swoimi prawami. Snuje swe refleksje Maurycy Kamienicki w rozmowie z Antonim Edwardem Odyńcem po pogrzebie księcia Adama Czartoryskiego ( Warszawa lipiec 1861)

Pogrzeb księcia Adama Czartoryskiego, to wydarzenie z końca fabuły tej znakomitej, pod wieloma względami, powieści, a opis tej sceny, przeżyć i przemyśleń bohaterów oddaje poetykę i liryzm narracji, w tak ujmujący sposób, że nie mogłam tego nie podkreślić na samym początku.

A wcześniej...? Co było wcześniej, jeszcze za życia Księcia Adama...?  Ruch filomatów i filaretów, proces, ciężkie wyroki skazujące studentów i uczniów na wygnanie, represje w Królestwie Polskim i na Litwie. ( Ten czas dokładniej poznajemy w pierwszej części serii "Romantyczni".  Było Powstanie Listopadowe i nadzieja na odzyskanie niepodległości, na odrodzenie się Państwa Polskiego. Upadek powstania, złożenie broni, kapitulacja. Upokorzenie i łzy. Decyzje - zostać, skorzystać z amnestii ( car Mikołaj ogłosił amnestię, ale gdy tylko pierwsi chętni wrócili, zaraz ich pognał w głąb Rosji albo do pułków kaukaskich"), czy udać się na zachód Europy? I nastała wielka emigracja. Aby uniknąć carskich represji, zsyłki na Sybir, wielu powstańców skorzystało z zaproszenia rządu francuskiego, by schronić się na francuskiej ziemi. Kolumny polskich żołnierzy, a wraz z nimi główny bohater Maurycy Kamienicki, maszerowały z Litwy i Korony w kierunku Awinion. Zostawili za sobą wileńską młodość, marzenia, wiarę w wolność. Maurycy podobnie, opuścił młodą żonę, kilkuletnie dzieci i gospodarowanie w swoim majątku. Na emigracji było biednie, głodno, tęskno i beznadziejnie. Czy wspólne cierpienie zbrata z sobą ludzi, czy wręcz przeciwnie, zrodzi podziały? Jednak nadzieja nie opuszczała żadnego z nich, żadnego żołnierza, ubranego w mundur polskiego wojska. Wciąż żywili nadzieję powrotu do kraju, by dalej walczyć o jego wolność.

Książę Adam Czartoryski, prezes powstańczego rządu, dźwigając ciężar odpowiedzialności za upadek powstania, udaje się z Krakowa do Anglii. Książę próbował swych sił w dyplomacji i desperacko wierzył, że zainteresuje sprawą polską rządy Anglii i Francji. Cóż..., gdyby tylko miały w tym swój interes..., ale nie miały. W rezultacie działanie emigracyjne księcia, pomimo usilnych starań, to pasmo bolesnych rozczarowań i niepowodzeń. Polacy bardzo liczyli na międzynarodową solidarność i pomoc, w myśl hasła: "za waszą i naszą wolność", jakie przyświecało walkom Polaków u boku Napoleona. Boleśnie przekonali się o swoim osamotnieniu. 

 Wśród tysięcy emigrantów byli też ludzie nauki i kultury, tacy jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Fryderyk Szopen, którzy ze swojego twórczego talentu uczynili oręż w walce o wolność swojego kraju. Poznajemy relacje, jakie łączyły dwóch wymienionych wcześniej naszych znakomitych poetów, blaski i cienie ich znajomości i rywalizacji. Pojawia się też prorok z Litwy, który swoimi poglądami rozpościera mglisty welon tajemniczości i wywiera wpływ na wiele umysłów. Co z tego wyniknie...?

Przeplatają się wątki na przestrzeni czasu, od 1832roku do roku 1855, no i epilog - lipiec 1861rok, pogrzeb księcia Adama Czartoryskiego. Wydarzenia z życia bohaterów obserwujemy z bliska, będąc to w Londynie, to w Paryżu, Prowansji, Dreźnie, Jerozolimie i Klasztorze Betcheszban (Góry Libanu), gdzie udał się w podróż Juliusz Słowacki, w Krzemieńcu, do którego z Wilna przeniosła się Salomea Słowacka - matka Słowackiego. Niezwykle ujmująca jest silna więź matki z synem, ich tęsknota, oddanie. Nie można pominąć też istotnego wątku kupna Hotelu Lambert, co stało się możliwe dzięki fortunie teściowej księcia Adama, księżnej Annie Sapieżynie. Powstał w nim ośrodek kultury polskiej. Jak prężnie działał i jaki wywarł wpływ na wydarzenia w kraju...? Warto wrócić do tej lekcji historii.


 Poznajemy postaci autentyczne, fakty historyczne, losy polskich romantyków, życie politycznych i kulturalnych elit, atmosferę ówczesnych miejsc i klimat zdarzeń w pięknej literackiej odsłonie. Czytając, przenosimy się w czasie, jesteśmy obok bohaterów, którzy stają się nam bliscy. Dorota Ponińska zabiera nas do takiej zwykłej codzienności swoich bohaterów, ukazując sposoby zmagania się z nią. Przybliża ich rozterki, radość, przemyślenia, wzajemne relacje, ukazując jednocześnie rzeczy wielkie, ponadczasowe.  Jest coś wyjątkowego w tej literaturze, taki czynnik, magiczny element, co czyni ją niezwykle piękną i to, że dowiadujemy się o historycznych postaciach o wiele więcej, niż z lekcji historii, czy encyklopedii. 

To wielka umiejętność Doroty Ponińskiej, połączenie cennej lekcji historii ze swoim literackim talentem, co tworzy niecodzienną ucztę duchową. Styl Pisarki jest bardzo piękny, romantyczny, jak opisywana opowieść, zaspokajający wybredne literackie gusta. I co muszę podkreślić, wyczuwa się pasję, zaangażowanie i szacunek do czytelnika. Po lekturze powieści, takiej jak ta, długo nie można powiedzieć więcej, niż tylko to, że trzeba koniecznie przeczytać. To tak, jak po fascynującej podróży, trudno oddać emocje i doznane wrażenia. Mówimy wówczas: najlepiej zobaczyć i przeżyć samemu. Takie właśnie są powieści Doroty Ponińskiej, ta "Romantyczni w Paryżu" i każda inna, jak długa, fascynująca podróż, do której serdecznie namawiam. Wyrażam na koniec wielką radość z faktu, iż będzie następna część  Romantycznych. Ostatni tom poświęcony będzie tym, którzy nie trafili na emigrację, tylko za swoją działalność zostali zesłani w głąb Rosji.




niedziela, 26 września 2021

"ŚWIĘTO OGNIA" Jakub Małecki

Święto ognia. Ebook. Jakub Małecki. Ebookpoint.pl - tu się teraz czyta!Autor: Jakub Małecki

                                     Wydawnictwo: SQN

                                      Data wydania: 2021- 09- 15

                                      Ilość stron: 256



          To po co ja jestem...?

                cyt.; " Święto ognia" Jakub Małecki


    Patrzeć! Widzieć! Słuchać! Czuć!

zobaczyć kogoś "tak bardziej", tak "od środka". Otworzyć się na drugiego człowieka.

To idea, jaka przyświeca twórczości Jakuba Małeckiego i to jego inspiracja, od samego początku, niezmiennie.

Anastazja (Nastka)patrzy na świat przez okno mieszkania, uważnie, bo tam, wszyscy oni, zza szyby, biorą udział w wyścigach. Podgląda, a nawet przenosi się w światy innych ludzi, by je opowiedzieć, bo mówić o własnym, to "jakoś nie wychodzi". Nastka urodziła się z porażeniem mózgowym, ma dwadzieścia lat i wciąż jest królewną tatusia.

Łucja jest starszą o dziesięć lat siostrą Nastki. Tylko ona rozumie język, jakim posługuje się jej niepełnosprawna siostra. Światem Łucji jest balet i marzenie, by stać się kimś więcej, niż jedną z wielu tancerek Polskiego Baletu Narodowego. Choćby koryfejką..., bo solistką, to już szczyt marzeń...

Ojciec ich, Poldek, dźwiga cały swój świat, świat żony Leny, świat Nastki oraz Łucji, cały ciężar odpowiedzialności, ze wszystkich sił. Czy da radę? Są chwile, że ucieka..., tam, gdzie jest łatwiej. Jak długo i jak daleko trzeba czasami uciekać, by zrozumieć, że trudności mogą nas wzmocnić, mogą stać się naszą siłą...?

Fabuła powieści jest wielopłaszczyznowa, każdy z bohaterów pokazuje nam swój własny i ich wspólny świat ze swojej perspektywy, co daje w rezultacie kompletny obraz rodziny, wzajemnych relacji, odcienie lęków, strachu o drugą osobę, błysk sukcesów, radości i nieblaknące barwy najgłębszych uczuć.

Bo właśnie..., o czym jest powieść Jakuba Małeckiego?,- to zawsze pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi. Bo wbrew pozorom, nie tylko o niepełnosprawności, nie tak do końca o balecie; jest to, z pewnością, przemyślane, może nie całkiem przypadkowe tło do ukazania rodziny, relacji pomiędzy najbliższymi osobami. O tym, jak "stroją codzienność", w której też siłują się każdy na swój sposób, bardzo różnie, albo bardzo podobnie. Co ich oddala, od siebie, a co zbliża?

O tym, że jedno zdanie usłyszane kiedyś na nasz temat może stać się wyrocznią, może powracać jak mantra i przekonywać nas o naszej niedoskonałości. Co usłyszała na swój temat Łucja i od kogo, że nieustannie zmaga się z samą sobą, chce być wciąż lepsza, może nawet doskonała, gotowa przekroczyć pewne granice, by coś udowodnić, by spełnić czyjeś oczekiwania?

"To po co ja jestem...?" O tym też, że każdy ma prawo do marzeń, nawet tych, do których podążają obsesyjnie nasze myśli. Oglądamy świat niepełnosprawnej Nastki i cieszymy się wspólnie z nią z osiągniętych sukcesów, raduje nas kasztan, rytualnie wręczany przez ojca każdej jesieni, każde spotkanie z sąsiadką Józefiną i każdy spacer. 

Postać pani Józefiny, choć drugoplanowa, jest bardzo piękna, symboliczna i wymowna. Kobieta swoje już przeżyła, jest pogodzona z życiem, emanuje pogodą ducha i zdolna jest zauważyć drugą osobę, której chce dać coś od siebie. Każdy z nas może spotkać na swej drodze kogoś, kto powie czasem tylko jedno zdanie, zauważy nas po prostu, zrobi gest w naszym kierunku, zapadnie w pamięć na zawsze. Czy tak trudno być jak Józefina; "zadowolona, że jest sobą i że w ogóle jest"?

Życie każdego z nas może zostać naznaczone cezurą, dzielącą na to "przed tym" i na to "po tym", co nas bolesnego spotkało. I tak jest tutaj. Bolesne przeżycie dotyczy całej rodziny. Jak sobie z tym poradzą jeżeli w ogóle?

Po przeczytaniu książki, a czyta się jednym tchem, zostajemy z emocjami i z niedosytem. Ja tak mam, bowiem musiało minąć kilka dni, bym mogła podzielić się swoją opinią, a już tęsknię za kolejną dawką podobnych  emocji...

Jestem wdzięczna Jakubowi Małeckiemu najbardziej za wrażliwość, za pomocą której ukazuje naszą rzeczywistość, ważną dzięki detalom, dzięki drobinkom codzienności, za wrażliwość, którą naprawia świat. Jestem zafascynowana twórczością pisarza, bowiem spotkałam wrażliwość bliską mojej, a to, co cieszy mnie jeszcze bardziej, to fakt, iż wielu czytelników ceni sobie głęboko tę wrażliwość, która nikomu niczego nie ujmuje i to jest dziś bardzo potrzebne, ważne i piękne. Gorąco polecam!


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/






 

 

wtorek, 17 sierpnia 2021

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna" Ałbena Grabowska

 Autor: Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Marginesy 

Data wydania: 2021. 08.11

Ilość stron: 496


"Anna wpatrzyła się w tych dwoje ludzi z wyraźną zazdrością. Jej rodzice nigdy nie okazywali sobie uczuć, swoim dzieciom także nie. U Korzyńskich było zupełnie inaczej. Przez jedną krótka chwilę pomyślała, że mogłaby wyjść za mąż i urodzić dzieci. Przy odrobinie szczęścia byłby to światły człowiek i mogłaby wykorzystać swoje zdolności, wspierając jego karierę. Mogliby razem pracować w laboratorium i podpisywać prace jako A. Tomaszewicz. Nikomu by do głowy nie przyszło, że autorem jest kobieta."
                           Cyt.: " Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna"- Ałbena Grabowska


Mogłaby..., tylko Annie do pełni szczęścia potrzebne było coś więcej. Chciała zostać lekarzem.
A to nie było łatwe, gdyż w czasach, kiedy żyła i podejmowała swe życiowe decyzje (II poł. XIX wieku), kobiety nie mogły studiować medycyny, a co dopiero leczyć ludzi. Uważano, że jest to sprzeczne z naturą.
Kobieta lekarz!? wielu mężczyznom, lekarzom nie mieściło się to w głowie, dla nich kobieta wykonująca zawód lekarza, to pogwałcenie praw ludzkich i boskich.
Anna Tomaszewicz, tytułowa Doktor Anna, ukończyła studia medyczne na Uniwersytecie w Zurychu.
Koniec lat 70. XIX wieku. Anna wraca do Warszawy, z nadzieją podjęcia praktyki lekarskiej.
Jednak dyplom lekarski z najlepszymi wynikami, nawet przeprowadzone badania fizjologiczne dotyczące kory mózgowej, dodatkowo uznanie niektórych profesorów, wszystko to zbyt mało, gdy jest się kobietą.
Do głosu dochodzi upór, determinacja oraz waleczność.
Anna gotowa jest podjąć walkę z całym, nieprzychylnym jej i innym kobietom, z zarozumiałym, szowinistycznym męskim światem, nie obawiając się nikogo i niczego.

Ałbena Grabowska, z zawodu lekarka neurolog, z pasji pisarka, o nieprzeciętnym talencie, podarowała nam kolejną powieść, pt.: "Doktor Anna", to drugi tom z serii "Uczniowie Hippokratesa"( Itom: "Doktor Bogumił")
Jest to fabularyzowana opowieść biograficzna, pierwszej polskiej dyplomowanej lekarki Anny Tomaszewicz - Dobrskiej, z bogatym tłem historycznym, oparta na faktach, ukazująca realia i trudną rzeczywistość naszego kraju, będącego w szponach zaborców.
Jest to fabuła tematycznie związana z medycyną, jej rozwojem, z prestiżem zawodu lekarza, jak i ukazująca ludzkie pasje, marzenia, relacje, uczucia, dylematy i niełatwe wybory.
Pisarka, sama mocno zainteresowana historią medycyny, wprowadza nas i wtajemnicza w arkana tej fascynującej dziedziny wiedzy.

W  umiejętny, przemyślany sposób przekazuje czytelnikowi ważne fakty, terminologię, metody leczenia, niedoskonałości etc. ówczesnej medycyny. Muszę to podkreślić, bo jest to istotne w odbiorze treści  i w przyjemności czytania. 
Nie zrobiła tego za sprawą przypisów i odsyłaczy do nich, bo byłoby to uciążliwe dla czytelnika, ani też nie włożyła w usta bohaterów całej wiedzy, gdyż ludzie w swym kręgu nie rozmawiają ze sobą popisując się swą elokwencją i erudycją, byłoby to zbyt sztuczne.
Metoda, która zdała egzamin, to przeplatanie głównej fabuły fabularyzowanymi opowieściami o losach autentycznych lekarzy, pionierów wielkich odkryć z dziedziny medycyny XIX wieku.
W I tomie "Doktor Bogumił", byli to wyłącznie lekarze, w II zaś "Doktor Anna" poznajemy sylwetki naukowców, których badania i osiągnięcia naukowe wywarły kolosalny wpływ na rozwój medycyny, takich jak: Elizabeth Blackwell (lekarka), Louis Pasteur (chemik), Wilhelm Rontgen (fizyk), Charles Darwin (biolog), Felix Hoffmann (chemik) oraz Florence Nightingale (pielęgniarka).
Czas, w którym umiejscowiona jest fabuła powieści, to moment przełomowy w tej, tak ważnej dla ludzkości, dziedzinie nauki, jaką jest medycyna.

Wiele odkryć wydawało się wręcz rewolucyjnych. Przykładem jest znieczulenie, według lekarzy bezsensowne i niepotrzebnie przedłużające czas trwania zabiegów, czy operacji. Nie wiedziano, że higiena, czy czystość w szpitalu ma ścisły związek ze śmiertelnością okołoporodową.
Zalecenia Josepha Listera, inicjatora antyseptyki, są ignorowane, bo jak "zwykłe umycie rąk" może mieć takie znaczenie...?
Przeprowadzano sekcje zwłok, a następnie, nie myjąc rąk, czy narzędzi chirurgicznych, badano zdrowe położnice. Przyczyn chorób dopatrywano się w miazmatach, cząstkach obecnych w powietrzu, które miały być odpowiedzialne za zarazy nawiedzające ludzkość.

Wracając do Anny Tomaszewicz, tej pięknej, nieprzeciętnej osobowości, trzeba z szacunkiem podkreślić jej pionierską, prekursorską rolę, jaką odegrała pokonując trudną drogę do upragnionego zawodu, torując ją dla innych kobiet. Wyjeżdża do Petersburga, by tam nostryfikować dyplom i podjąć wreszcie praktykę lekarską.
 Pomimo, że polskie lekarki kończyły studia z najlepszymi wynikami, nie mogły znaleźć zatrudnienia. Ostatecznie pozwalano im opiekować się położnicami. Lekarki tworzyły szpitale, przytułki dla kobiet z ludu, aby tylko móc praktykować.
Książka opowiada o kobietach, które miały odwagę marzyć i siłę, by swoje marzenia spełniać, w trudnym czasie, w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
Pierwsza dyplomowana lekarka Elizabeth Blackwell otrzymała tytuł doktora medycyny w 1849 roku, ale dostała się na Uniwersytet przez pomyłkę. Nikomu nie przyszło do głowy, że to kobieta może aplikować na uczelnię. Poddano pod głosowanie jej kandydaturę i tylko dlatego, że studenci chcieli zrobić na złość dyrektorowi, zagłosowali wbrew jego oczekiwaniom, za jej przyjęciem...
Książka bardzo dobra, wciągająca od pierwszej strony, bogata w treści, ciekawa w formie, opowiadająca o interesujących ludziach, ich perypetiach i postawach życiowych, przyjaźniach, miłościach, wyborach, kreśląca nader fascynujące ludzkie portrety z "dedykacją" dla potomnych.
Historia warta ekranizacji. To myśl, która przyszła mi do głowy już na samym początku lektury.
O kim będzie kolejna część sagi o "Uczniach Hippokratesa"? Bo będzie... Jestem bardzo zaintrygowana.


Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za możliwość zrecenzowania powieści.
                                                                             


                                   Zapraszam na mój fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/
 


poniedziałek, 31 maja 2021

"ŻYWA I MARTWA" Magdalena Zimniak

                        Żywa i martwa - Zimniak Magdalena | Książka w Sklepie EMPIK.COM      Autor: Magdalena Zimniak          

                                                                       Wydawnictwo: Prozami

                                                                       Data wydania: 2021.05.18

                                                                      Ilość stron:  448      

 

                               "Nie pamiętam. Nic nie pamiętam po samobójstwie. Tylko to, że zostałam w ciele. Tylko tatę od czasu do czasu pochylającego się nade mną. Jakie to ma teraz znaczenie? chcę, żeby już wyszedł. Znowu się położę. Może uda mi się uwierzyć, że łóżko jest trumną."

                                                    cyt.: "ŻYWA I MARTWA" Magdalena Zimniak

    Maja jest siedemnastoletnią licealistką jednej z najlepszych szkół w Warszawie. Od jakiegoś czasu, od powrotu z wakacji, następuje w jej zachowaniu radykalna zmiana. Stroni od swoich rówieśników, wagaruje, mniej przykłada się do lekcji, sprawia wrażenie nieobecnej. Zamyka się w sobie, chowa w szerokim swetrze, chodzi ze spuszczoną nisko głową.Wychowuje ją samotny ojciec. Matki nie pamięta, Matka zmarła w tragicznych okolicznościach, gdy Maja była niemowlęciem.

Stojąc z boku, obserwując dziewczynę, można przypuszczać, że, z jakiegoś powodu, zamyka się w swoim świecie, nikogo nie chce tam wpuścić, buntuje się przeciwko komuś lub czemuś. Możliwe, że popada w depresję. Rówieśnicy mogą sądzić, że jest samolubna, zarozumiała, czuje się kimś lepszym. Szkolny psycholog zauważa problem samotności, wyobcowania, alienacji społecznej. A ona sama? Co o sobie samej sądzi Maja? Maja jest przekonana o własnej śmierci. Jest przekonana, że umarła.  Umarła podczas odwiedzin u babci (matki ojca) w Stanach Zjednoczonych. Odkąd wróciła do Warszawy jest martwa, jest trupem. Co wydarzyło się w życiu dziewczyny, że decyduje się na samobójstwo? W pomoc dziewczynie angażuje się szkolna psycholożka Iwona. Nawiązuje kontakt z ojcem i innymi osobami z otoczenia Mai. "Grzebie" w życiu rodziny, tak wnikliwie i głęboko, że zostaje zastraszana, otrzymuje wiadomości z pogróżkami. Komu może zależeć, by sprawa została niewyjaśniona?

Bardzo fascynująca fabuła, trzymająca w napięciu, z nieoczekiwanymi zmianami akcji, równie ciekawa, przemyślana konstrukcja powieści, przeplatająca teraźniejszość z przeszłością, przez co staje się analityczna, transparentna. Dzisiejsza relacja Mai, jak i psycholożki Iwony, tasują się z rozdziałami z przeszłości, które relacjonuje Kamila, matka Mai. Fabuła zaskakuje, szokuje, drąży mózg. Intryguje mnie skąd pisarka zaczerpnęła inspirację? Możliwe, że z życia... Tak jak już wcześniej wspomniałam, widzimy młodych ludzi schowanych w kapturach, smutnych, zastanawiamy się, dlaczego są tak osamotnieni? Magdalena Zimniak idzie dalej, głębiej; potrafi wejść do środka, do wnętrza osobowości, w jej tajemniczy mózg, by patrzeć oczami swych bohaterów i relacjonować otaczający ich świat.

Nie po raz pierwszy pisarka zadziwia mnie i fascynuje. Magdalena Zimniak jest mistrzynią w swoim gatunku, jakim jest thriller psychologiczny, wielką znawczynią dusz ludzkich. Z pasją i fascynacją zgłębia najmroczniejsze ich zakamarki, na tyle umiejętnie i skutecznie, by ukazać świat z perspektywy osób z zaburzeniami psychicznymi. Wprowadza nas w ten mrok, wtajemnicza, uświadamia nas w przekonaniu, że nic nie dzieje się bez przyczyny, pomaga w szukaniu odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości, zostawiając jednocześnie przestrzeń dla naszych przemyśleń i refleksji. Bo w przypadku powieści Magdaleny Zimniak  potrzebny jest niemały wysiłek, by zrozumieć postępowanie bohaterów, ich wybory oraz motywację w podejmowaniu decyzji. Na wiele pytań trudno znaleźć odpowiedź. Są takie znaki zapytania, które same, w pewnym momencie, prostują się w wykrzykniki, ale są i takie, które do końca pozostają znakami zapytania, bez odpowiedzi...

Ostatnie zdanie, jakie usłyszała Maja "za życia" brzmi jak enigma, jak szyfr: "Chciałam uzupełnić raport dla Kinseya". Czy słyszeliście o zespole Cotarda? Właśnie! Nieliczni mogli spotkać się z tym określeniem, z fachową terminologią psychiatryczną. Książki Magdaleny Zimniak nie tylko dostarczają wielu wrażeń literackich, niesamowitych emocji, są również edukacyjne, to cenny walor. Skłaniają do poszperania, wyszukania informacji uzupełniających wiedzę w nieznanych arkanach nauki.

Wracając jeszcze na chwilę do bohaterów książki, to nie tylko Maja jest ofiarą zła, tak głęboko i perfidnie zakorzenionego w ludziach. Nie tylko ona cierpi na dewiacje psychiczne, ale inni wokół niej. I tak tworzy się i trwa kamienny krąg. Czy jest z niego jakieś tajemne wyjście, czy w mroku zawiłych meandrów ludzkiego umysłu zatli się światełko nadziei...?

Lektura nowej powieści Magdaleny Zimniak, podobnie jak poprzednich, wciąga, absorbuje, wstrząsa, druzgocze nas wewnętrznie. Jedna  z takich, które nie tylko zahaczają o mózg, ale mocno na niego oddziałują, ściskając, kurcząc, świdrując. Kiedy wpada w moje ręce nowa powieść pisarki, odkładam na bok cokolwiek aktualnie czytam, pochłaniam ją jednym tchem, a potem długo chodzi za mną krok w krok; bohaterowie chwytają się mnie i nie odpuszczają. Takie książki wzmagają mój apetyt, dlatego, z wielkim utęsknieniem oczekuję następnych powieści autorki "ŻYWA I MARTWA". Polecam wszystkim, których fascynują zagadki ludzkiej psychiki.

                                                                                 Wydawnictwo Prozami - Wydawnictwo Prozami



środa, 7 kwietnia 2021

"GUSTAW. Opowieść o Holoubku" Zofia Turowska

Auror: Zofia Turowska                                             

Wydawnictwo: Marginesy

Data wydania: 2021-03-24

Ilość stron : 416

Gustaw. Opowieść o Holoubku              

    "Nie wiem, w jaki sposób dożyłem osiemdziesięciu       lat, ...( mówił pięć lat przed śmiercią- żył 85 lat) - Żyło się z dnia na dzień. (...) Nie wierzę w śmierć. To nadzieja, że się żyje w innych."

                                                        Cyt.: " Gustaw. Opowieści o Holoubku" Zofia Turowska 

To, że Gustaw Holoubek wybitnym, wielkim aktorem był, to wiemy. Znamy go z wielu ról teatralnych, czy filmowych, i że był mężem znanej aktorki Magdaleny Zawackiej, (niekoniecznie pamiętając pierwszą i drugą żonę), natomiast, co niektórzy wiedzą więcej, a co poniektórzy tyle, co wykazuje uliczna sonda.

W sondzie ulicznej, zarejestrowanej z okazji jubileuszu aktora, zagadnięte osoby ujawniają dość ciekawą wiedzę na jego temat:

- Nazwisko coś i mówi, kojarzy się z Dziadami

- Wiem, że grał pijaka... (dopisek własny - film "Pętla"- debiut kinowy Wojciecha Jerzego Hasa, ekranizacja opowiadania Marka Hłaski)

- Dobry aktor i co z tego...

- Ma w sobie coś z Mefista.

- Jeden z najmądrzejszych ludzi w Polsce.

- Ułożony, stateczny, taki po prostu pan...

- Holoubek??? Tak, bokser.

- Do filmu nie pasuje, do teatru jak najbardziej.

- Tyle wie na temat życia, że podchodzi do tego z humorem.

 Zofia Turowska, biografka m.in. Agnieszki Osieckiej, Janusza Majewskiego, Zofii Nasierowskiej, odkrywa nieznane fakty z życia Gustawa Holoubka, analizuje postawy i losy środowiska, a także określenie działania Holoubka w kontekście osobistym i politycznym. Zyskała dostęp do niepublikowanych wcześniej rodzinnych dokumentów i archiwaliów. Poruszyła szereg ważnych i nieopisanych dotychczas zdarzeń.

Bardzo mnie ucieszyła ta opowieść o tak niezwykłym człowieku, ponieważ w moim odczuciu było o nim za cicho ostatnimi czasy, jak na osobowość tak dużego formatu.

Strona za stroną odbywamy peregrynację po scenach teatralnych, planach filmowych, ukochanych zakątkach, gdzie odpoczywał, spotykał ludzi, których darzył szacunkiem, podziwem, przyjaźnią, często na całe życie. Szanował każdego człowieka, z pokorą podchodził do życia, z dystansem i humorem do wielkiej sławy, sukcesów, prestiżu; więc, co by nie powiedzieć więcej, to rysuje jego osobowość i określa klasę, jaką posiadał.

Zawsze podkreślał, by kochać teatr, a nie poszczególnych aktorów. Jego postawa wielokrotnie dowodzi temu, iż wielkie osiągnięcia, pozycja, nobilitacja, nie kłócą się wcale ze skromnością, jaką przejawiał.

Biografia opiera się m.in. na wypowiedziach osób, mających szczęście i przywilej być blisko naszego bohatera, wspomnieniach, opiniach o nim. Chciałoby się cytować wypowiedź za wypowiedzią, co jest niemożliwe, a wręcz zakazane. Mogę ogólnie ująć, że to człowiek o wielkiej kulturze osobistej, nieprzeciętnej inteligencji, nienagannych manierach i nieocenionym poczuciu humoru, nierzadko względem siebie samego.

"Dżentelmen o magicznym głosie i uwodzicielskim spojrzeniu."

"Skupia na sobie uwagę."

"Solidny w przyjaźni i lojalny."

"Będzie o nim bardzo słychać." (mój ulubiony cytat)

Gdy poznajemy bliżej człowieka, każdego, czy o dobrej, czy złej naturze, zastanawiamy się , co sprawiło, że jest takim, jakim jest.  Ja tak mam. 

Gustaw Holoubek budził wszechobecny podziw, magnetyzował swoją osobą, był mentorem dla wielu, rozbawiał towarzystwo swoimi anegdotami. Był dobrym człowiekiem. Co go ukształtowało? Można zadać to pytanie.

Autorka opowieści o Gustawie Holoubku, Zofia Turowska, skrupulatnie zbierała informacje z wielu źródeł, na podstawie których tworzy nam wyraźny portret aktora, męża, ojca, nauczyciela, kibica sportowego, miłośnika brydża, przyjaciela. Cytując wypowiedzi jego samego, na temat pracy, ludzi, poglądów, pasji, życia w ogóle, przybliża nam jego wnętrze, nawet myśli, filozofię życia, którą się kierował. Czy miał swoje słabości, obok sukcesów, jakieś porażki, co go raziło, co uszczęśliwiało, a co dawało ukojenie po ciężkiej scenicznej, reżyserskiej, dyrektorskiej pracy etc.? Był człowiekiem z krwi i kości, nie monumentem, i takim nam go przedstawiła biografka w swojej książce. 

Czytając, popadałam w jeszcze większy zachwyt i podziw nad człowiekiem, którego znam tylko ze szklanego ekranu, ale nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, magii słowa, spokoju, gry każdego mięśnia twarzy. Książka daje nam poznać jego przeżycia od wczesnego dzieciństwa, doświadczenie wojenne młodzieńca, cierpienia spowodowane chorobami, wzloty i upadki zawodowe, "słyszymy" wszystkimi zmysłami, jak deklamuje Wielką Improwizację, innym razem, wpatrujemy się w niego, debiutującego przed warszawską publicznością, siedzącego w kąciku sceny, w ciszy, czytającego gazetę, choć inni aktorzy (same asy i tuzy) na tej samej scenie perorują, dają z siebie wszystko, grając swoje role... To on przyciągał uwagę...

Książka zachwyca, jest pięknie wydana, bogato ilustrowana, podzielona na dwanaście rozdziałów, scen z życia Gustawa Holoubka, na tle historii, rodziny, wspomnień przyjaciół i kolegów. Warto, naprawdę warto poznać bliżej człowieka mądrego słowa, ciętej riposty, dowcipu, wyjątkowej inteligencji i dobroci, człowieka wybitnego, a zarazem skromnego, pokornego, o wzorcowej postawie etycznej. 

Ja pozostaję pod ogromnym wrażeniem i z nieodżałowaną stratą, że nie dane mi było widzieć aktora na żywo. Pozostaje wrócić do zarejestrowanych spektakli teatralnych, telewizyjnych, filmów, w nich pozostał na zawsze, nie wszystek umarł. Sam nigdy nie mówił o śmierci, nie wierzył w nią...

"Nie wierzę w śmierć. To nadzieja, że się żyje w innych..."(słowa wypowiedziane przez aktora w filmie "Zabij to i wyjedź z tego miasta" i jednocześnie jego motto)

Tacy ludzie, chociaż odchodzą fizycznie z tej ziemi, pozostają z nami w jakiś metafizyczny sposób, wciąż odkrywamy ich na nowo. 

"Umarli nas nie potrzebują, to my ich potrzebujemy", jak pisał Rainer Maria Rilke.


Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za możliwość zrecenzowania książki.

                                                                    Barbara Gawryluk Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia – Krakowska  Książka Miesiąca

                                   Zapraszam na mój fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 14 kwietnia 2020

"Prawda przychodzi nieproszona" Magdalena Majcher

  Autor: Magdalena Majcher
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 15 stycznia 2020
  Ilość stron: 400





  "Lepiej jest, kiedy ludzie nie wiedzą o nas zbyt dużo.
Wtedy nie mogą nas tak łatwo zranić."

      cyt.: "Prawda przychodzi nieproszona" Magdalena Majcher




Magdalena, główna bohaterka powieści, wiedzie wygodne życie. Jednak, czy wygodne? To złe określenie, bo wciąż coś boleśnie ją uwiera. Jej życie jest raczej dostatnie, lecz podszyte ciągłym strachem, lękiem o to, że wydarzy się coś, co zburzy jej "święty spokój". Ale to wydarzyło się już dawno temu i prześladuje ją krok za krokiem, odbiera radość życia.
Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość. Nawet przed mężem.
"Tamta sprawa" spędza sen z powiek Magdaleny przez długie lata.
Wszystko, co wydarzyło się po niej i co osiągnęła; nauka, studia, fascynacja Hiszpanią, praca, małżeństwo z Michałem, dom na Osiedlu Pogodnym - enklawa spokoju, wszystko to spleść się miało w bezpieczny kokon, chroniący ją przed "tamtą sprawą".
I biegła z tym swoim szczęściem w przyszłość. Jak najdalej od zdarzeń, które chciała zostawić daleko w tyle i nigdy do nich nie wracać.

Jej nowe życie, to pięcioletnie małżeństwo z Michałem, to luksusowy dom na ekskluzywnym osiedlu dla najzamożniejszych, gdzie luksusem jest przede wszystkim cisza i anonimowość. To także jej praca.
Nigdy nie wiedziała, co i kiedy wytrąci ją z równowagi, kiedy wpadnie w panikę za sprawą budzących się w niej demonów.
Dopadał ją obezwładniający strach.
Powód tego stanu skrupulatnie ukrywała przed mężem. Budowała swoje życie na kłamstwie i płaciła za to ogromną cenę. Cenę strachu przed zdemaskowaniem.
Jak opanować własne lęki? Jak umiejętnie dojść do stanu zwanego "świętym spokojem"?
Gdzie jest do niego klucz?

Dom rodzinny, do którego jeden tęskni, czerpie z niego siłę, energię potrzebną jak tlen, Magdalena chce zapomnieć, chce odciąć się od niego na zawsze.
Jej dom rodzinny spowity jest nimbem tajemniczości. Wciąż uciekała od jego mroku, od "tamtej sprawy". Ale czy ucieknie przed samą sobą?
To, co dawało jej siłę, to była praca. Jako tłumaczka uczestniczyła w ważnych dla firmy negocjacjach, odnosiła sukcesy zawodowe, praca dodawała jej skrzydeł.
Jednak lęk racjonalny, z jakiegoś powodu oraz lęk bez powodu, tworzące zespół lęku napadowego, jak zdiagnozował lekarz, okazały się silniejsze od ambitnej Magdaleny, skutecznie podcinały jej skrzydła.

Trudna, długotrwała terapia w końcu przestaje być tajemnicą w miejscu pracy.
Tak trudny moment weryfikuje wszystko. Staje się lustrem, odbijającym całą prawdę o przyjaźni, życzliwości innych, zrozumieniu, empatii, które tak naprawdę są strachem przed nieznanym.
W życiu prywatnym również dzieje się nie najlepiej. Teraz, tym bardziej, nie zdecyduje się na dziecko, o którym tak bardzo marzy jej mąż.
Czy uda się Magdalenie pozbyć paraliżujących lęków, fobii, koszmarów i w końcu, normalnie żyć?

Magdalena Majcher zrywa maskę pozorów i pokazuje, że wszystko jest względne. To, co widoczne na zewnątrz, co może budzić zazdrość innych, podziw, poczucie czegoś nieosiągalnego dla nich, może okazać się zupełnie czymś innym, czymś zupełnie nie do pozazdroszczenia.
Powieść "Prawda przychodzi nieproszona" jest pierwszą częścią cyklu "Osiedle Pogodne". 
Już 15 kwietnia, swoją premierę będzie miała druga część "Życie oparte na kłamstwach".
Magdalena Majcher jest moją ulubioną pisarką, której sekunduję od początku, od samego debiutu.  Każdą kolejną książką podnosi sobie poprzeczkę coraz wyżej i udowadnia swój talent, wrażliwość, dojrzałość. Porusza tematy trudne, ważne, niektóre wciąż tabu, o których nie mamy odwagi głośno mówić. Nie wychodzę z zachwytu. Każdą kolejną książkę pisarki czytam jednym tchem. Czekam z niecierpliwością na drugą część, zdradzając tylko tyle, że furtka jest otwarta i widać światełko...

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/notifications/

wtorek, 25 lutego 2020

"Toksyczność" Jarosław Czechowicz


  Autor: Jarosław Czechowicz
  Tytuł: "Toksyczność"
  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  Data wydania: 23 kwietnia 2019
  Ilość stron: 256



    "W naszej rodzinie były fronty...
Tylko, gdy musieliśmy uciekać z domu, byliśmy w tej ucieczce razem i jednomyślni...
Całe życie w pieprzonym cyklu bicia, upokorzeń, ucieczek, powrotów i wiecznego strachu."
                   Cyt.: "Toksyczność" Jarosław Czechowicz





 Od sześciu lat czytam recenzje książek pisane przez Jarosława Czechowicza, autora bloga literackiego "Krytycznym okiem".
Są to mądre, wnikliwe, rzetelne analizy fabuły, formy, konstrukcji powieści, stylu, warsztatu pisarza, wartości, przesłania etc. Poleca, zachęca, intryguje. Trudno oprzeć się tak kuszącym rekomendacjom. Doceniam i wiele książek, dzięki zamieszczanym tam opiniom, przeczytałam.
Teraz Jarosław Czechowicz sam napisał książkę pt.: "Toksyczność", którą właśnie przeczytałam, z apetytem na kolejną, bowiem już w marcu swoją premierę będzie miała druga powieść jego autorstwa"Winne". Będzie to "mroczna i bezkompromisowa opowieść o kobietach, które niosą w sobie poczucie winy, za coś , za co nie są odpowiedzialne. Ale także przewrotna historia tego, że możemy nie być świadomi swojego poczucia winy. Że za winą idą zawsze wstyd i rozczarowanie. I tego w życiu bohaterek jest aż nazbyt wiele..."


STRACH. NIEMOC. NIENAWIŚĆ.
"Toksyczność" porusza trudną tematykę problemu alkoholowego, z całą powagą i ciężarem jego skutków. Gdzie alkohol niszczy, nie tylko uzależnionego, ale całą rodzinę, więzy rodzinne, budzi uczucia strachu, niemocy, wstydu, pogardy, nienawiści.
Główna bohaterka powieści Janina, jednocześnie narratorka, jest najstarsza z trojga rodzeństwa.
Nie może pogodzić się z tragiczną śmiercią matki, która starała się ze wszech sił stworzyć dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Trudno też jej odnaleźć się w nowej, bolesnej rzeczywistości.
Ojca alkoholika, "jaśnie pana", jak go nazywa, nienawidzi za los, jaki im zgotował. Dziewczyna jest tuż przed maturą. Nie radzi sobie z emocjami, ze stratą matki, jedynej osoby, którą tak naprawdę kochała, popada w ciężką depresję.


SPOKÓJ...?
Układa swoje dorosłe, lepsze życie, odcinając się totalnie od przeszłości, domu rodzinnego, ojca, a także brata i siostry.
Realizuje swój plan i swoje marzenia, spotyka miłość swojego życia Jerzego, z którym ma dwoje dzieci. Zapanował spokój..., niewyobrażalne wcześniej szczęście. "Do momentu, w którym rozpadło się wszystko, w co zaczęła wierzyć, do dnia, w którym poznała prawdę o Jerzym."
Pustka w jej sercu boleśnie dźwięczy. Nie ma tam nawet miłości do własnych dzieci...
Ucieka w alkohol. Dzieci cierpią. I znów strach, złość, niemoc, nienawiść, funduje dzieciom to samo, co wcześniej rujnowało jej normalność. Ale jest też nierówna, mozolna walka z nałogiem. Nic tu nie jest jednoznaczne. Nie ma oceny, potępienia, jest wiele emocji, wzruszeń, miejsce na refleksje...
Czy Janina opamięta się, czy zrozumie ile straci, gdy odbiorą jej dzieci?
Toksyczność... Deficyt miłości...


NADZIEJA...?
Czy jest szansa, aby zmienić te stany chorobowe? Czy dzieci Janiny będą potrafiły przebaczyć matce, czy będą tak silne, by uwolnić się od toksyczności, i w końcu, czy zdolne będą do miłości, jej brania oraz dawania innym?
Kilka ostatnich, krótkich rozdziałów, to "głosy z tła". Osobne spojrzenie kilku osób z rodziny, czy też blisko z nią związanych, na przeżycia własne i całej rodziny. To taki kalejdoskop doznań, przeżyć, uczuć, odkrycie swojego wnętrza, z pewnej czasowej perspektywy.
Polecam. Wszystkim. Do odczucia, przemyślenia, do szerszego spojrzenia na poruszony tutaj problem. Z pewnością nikt nie pozostanie obojętnym.
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

środa, 27 listopada 2019

"Wschód księżyca" Magdalena Zimniak

  Autor: Magdalena Zimniak
  Wydawnictwo: Prozami
  Data wydania: 8. 10. 2019r.
  Ilość stron: 372




  "Nie dopasujemy rzeczywistości do własnych wyobrażeń"
                 cyt.: "Wschód księżyca" Magdalena Zimniak








Zapowiedź nowej książki Magdaleny Zimniak jest dla mnie obietnicą literackiego wydarzenia, dostarczającego niepowtarzalnych wrażeń, związanych z aurą powieści, portretami bohaterów, zgłębianiem ludzkiego umysłu, możliwością zajrzenia do wnętrza ludzkiej duszy, pełnej znaków zapytania i niepokojących wykrzykników.
No, a sama już lektura, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że na takie książki warto czekać.
Zahaczają o mózg, wpisują się w moją czytelniczą wrażliwość, bohaterowie, wraz ze swoimi historiami, przyczepiają się włókien mojego ubrania i pozostają ze mną na długo, zmuszając do przemyśleń, budząc refleksje.

  Zło jest wokół nas, panoszy się, zakrada, atakuje. Kiedy dopadnie swą ofiarę, potrafi być bezwzględne; zniewoli ciało, potarga duszę, zatrzęsie bezpiecznym dotąd światem i już nic nie będzie takie samo. Chociaż uda się ofierze wyrwać ze szponów zła, to bezradność wobec całego jego okrucieństwa osłabia, nie pozwala zapomnieć, nie daje zabliźnić się ranom.
Walka ze złem jest trudna. Czasem jesteśmy zdolni tylko do czarnej nienawiści... do Boga, do świata, do losu, wobec tych, co je czynią, jak i do "złej przyjemności zemsty, wręcz diabelskiej radości".
Ból ofiary dotyka nieuchronnie jej bliskich i budzi często poczucie winy i wyrzuty, czy nie można było powstrzymać biegu zdarzeń, zapobiec temu, co się wydarzyło, uchronić?
Co łatwiejsze? Przebaczyć, czy zemścić się?

Jak wielkie zło spotkała na swej drodze dwunastoletnia Monika, że przecina jej życie, niczym cezura, na to, co było przed i na to, co będzie dalej? Co stygmatyzuje jej duszę już na zawsze? Co czyni z dziewczyny ducha już za życia?
I chociaż życie potoczy się dalej, na pewno inaczej, bo złe siły, niczym "purpurowe potworki", gryzą jej wnętrze i nieustannie dają znać o sobie, i chociaż dorosła już Monika ma przy sobie bliskich: rodziców, męża, córeczkę, coś ciągnie ją na tatrzański szczyt i ściąga w przepaść. Niczego nie zdradzam, ta tragedia ma miejsce na samym początku powieści, jako konsekwencja zła, a dalej..., to już cała lawina konsekwencji tegoż. Bo "zło porywa za sobą jak wiatr".
Zawsze w obliczu podobnej ludzkiej tragedii, zastanawiam się nad przyczyną, całym łańcuchem wcześniejszych zdarzeń, które mogły pokierować człowieka do tak desperackiego kroku.

W powieści "Wschód księżyca" też nie ma jednej prawdy, a cała seria przyczynowo-skutkowa: złe decyzje, wyobrażenia, obsesje, usilna gonitwa za czymś, za wszelką cenę, a potem choćby koniec świata.
Książki Magdaleny Zimniak, mistrzyni thrillerów psychologicznych, przyciągają mnie jak magnez. Razem z pisarką zgłębiam ludzką duszę, pełną tajemnic, mroku, wątpliwości, szukam tam odpowiedzi na intrygujące pytania, co tak boleśnie zakotwiczyło się w niej, co wywołuje tak wielki ból że człowiek zdolny jest do czynów, których wcześniej sam nie potrafiłby pojąć?
Gdzie w nas jest ta granica, jeśli jest...?

To zastanawiające jak mocno fascynuje nas zło, świat okrutnych przestępstw, gwałtów, poniżania człowieka, kryminalne zagadki.
Dlaczego?
Czy chodzi o oswojenie czegoś, co nas przeraża, czy oczekujemy, by sprawiedliwości stało się zadość i zło zostało ukarane? Czy może chodzi jeszcze o coś innego?
Możliwe, że chcemy poznać tę granicę, której sami, wydawać by się mogło, nigdy nie przekroczylibyśmy.
W powieści, oprócz fascynującej fabuły, przemyślanej konstrukcji, mocno zarysowanych postaci, ma miejsce cenny moment zaskoczenia, w moim odczuciu, bardzo związany jest z poznawaniem tej naszej wewnętrznej granicy, do czego jesteśmy zdolni w obliczu nieprzewidywalnej sytuacji, w ekstremalnych życiowych okolicznościach, kiedy zawładną nami silne emocje...
"Wszystko jest względne", jak pisał Fiodor Dostojewski, żal, poczucie winy, udręczenie samego siebie.
Złożoność ludzkich postaw, ich wyborów, decyzji, autorka wyraziła poprzez artystycznie wplecione elementy fantastyki i mistycyzmu.
Z jednej strony pokrzywdzeni, ze swoimi niepewnościami, słabościami, a z drugiej mroczny świat, przemoc, wciąganie ofiary w mroczne gęstwiny.
Można dostrzec też pewne elementy realizmu magicznego, jednak tutaj wątek magiczny jest bardzo subtelny. Realizm magiczny jest prądem, w którym zderzają się dwie przeciwstawne tendencje: dążenie do realistycznego opisu rzeczywistości, a jednocześnie wprowadzenie do tekstu elementów fantastycznych. Do głosu dochodzi wyobraźnia i poetyka oniryczna.
Bohaterami targają straszne sny, koszmary nocne, demony.
Świat realny przeplata się z magicznym, mrocznym, pełnym demonów, zjaw, głosów, których rozum ludzki zwyczajnie nie pojmuje. Są to silne środki wyrazu, odzwierciedlające nic innego, jak nasze lęki, niepokoje, obawy, strach.
Wątki fabuły, z kolejami losów bohaterów, skrzywdzonych przez okrutny los, okaleczonych na skutek osobistych tragedii, wyraźne, głębokie portrety psychologiczne, to wszystko idealnie współgra z konstrukcją powieści, przeplatającą, za sprawą retrospekcji, współczesność z przeszłością.
Doceniam przestrzeń, jaką pisarka pozostawia dla czytelnika. Miejsce na refleksje, poszukiwanie własnych myśli, próbę podejmowania decyzji, szukanie prawdy, zasad, tego wszystkiego, co doprowadzić może do zguby nas samych. Miejsce na lekcję, jak ominąć absurdy, paradoksy świata, w którym tkwimy? Jak możemy go zmienić?

* Z serdecznym podziękowaniem Wydawnictwu Prozami za przesłanie książki "Wschód księżyca".

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 30 października 2018

"Nikt nie idzie " Jakub Małecki

Autor: Jakub Małecki
                                                            Wydawnictwo: SQN
                                                            Data wydania : 31.10.2018
                                                           Ilość stron : 266


"Takie rzeczy po prostu się zdarzają."

Mówią : Jakub Małecki, autor "Dygotu", "Rdzy", nominowanych do Nike "Śladów "..., a ja już wiem, że to uosobienie niezwykłego talentu i nieprzeciętnej wrażliwości.
Słyszę: Jakub Małecki pisze kolejną książkę ..., czekam z ekscytacją, bo już wiem, że będzie to wydarzenie i wykwintna duchowa uczta.
No i mamy ten moment;  książka ma swą premierę 31 października. Możemy się delektować, karmić zmysły, zapomnieć o wszystkim wokół , by potem szerzej otworzyć oczy i patrzeć, i dostrzegać więcej, niż czubek własnego nosa.  Bo tego, między innymi, uczy proza Jakuba Małeckiego.
Chciałabym wznieść się ponad ten ogólny podziw, napisać spokojnie, bez emocji,  kilka słów polecenia, coś oryginalnego, ale to nie jest łatwe.
Książkę przeczytałam przedpremierowo, z początkiem września i trwam w nieopadających emocjach. Odczuwam, jakby autor pisał dla mnie, dla zaspokojenia mojego czytelniczego apetytu. Ale też domyślam się, że podobnie odczuwa każdy, kto zetknął się z twórczością Jakuba Małeckiego i to jest sztuką , jaką posiadł pisarz. Stworzył przestrzeń, w którą każdy może się wkomponować, w niej odnaleźć i dowolnie interpretować. Bo Jakub Małecki pisząc o sprawach, tylko z pozoru zwykłych, o naszych ludzkich, codziennych zmaganiach, o tym,  co tu i teraz, o tym,  jak żyć,  by nie tylko "mieć ", ale przede wszystkim "być ", nadaje swej prozie ładunek egzystencjalny i uniwersalny. Pisze w niezwykłym, swoim indywidualnym stylu. I to nie jest smutna proza,  a mądra, dojrzała, osadzona w realiach otaczającej nas rzeczywistości.

Swoją bohaterkę Olgę wyprawia w podróż, w dorosłe życie, z "ciepłego, miękkiego świata ", z rodzinnego Kalisza do obcej, anonimowej Warszawy, groźnej, niczym "potwór". Świat, w którym można się pogubić, można się o niego poobijać, pokaleczyć. Wsadza ją w pędzące pendolino, którym gna w stronę sukcesu,  kariery,  lepszego życia. Olga w korporacyjnym wyścigu osiąga wiele, zarabia,  podróżuje po świecie, ale na pewnym przystanku zastanawia się, czy to jest właściwy kierunek do szczęścia? Zwalnia, a może nawet wysiada. By dostrzec więcej, więcej niż widzą inni, a może i widzą, ale czy to ich obchodzi?
Pisarz stawia przed Olgą obraz, który był dla niego samego żywą inspiracją do napisania tej historii,  postać niepełnosprawnego  chłopca - mężczyzny z plecakiem pełnym nadmuchanych balonów. Ona dostrzega Klemensa i jego matkę. Zapadają w jej myśli, zajmują, wzruszają, zastanawiają obchodzą.
Wracam ponownie do tej sceny w tramwaju i badam,  co zadecydowało o tym,  że Olga dostrzega z takim przejęciem ten obraz,  o czym myśli w tej chwili, za czym tęskni. Czy jest tu wyraźna odpowiedź ? Pisarz nie daje takowych, ale jedno wiem na pewno: coś musiała zabrać ze sobą z rodzinnego Kalisza, co stanowi o tym , kim jest.
Odtąd , a po pół roku jeszcze bardziej, ich światy przestaną być oddzielnymi, równoległymi, nieznanymi sobie światami.
Od dzieciństwa plączą się z sobą drogi Olgi i Igora, rozchodzą się i schodzą, ale na jak daleko i na jak blisko, i na jak długo? Czy można jednocześnie tęsknić za miłością i uciekać przed nią?
Język, styl Małeckiego to już jego znak rozpoznawczy, pomiędzy kadrami z życia bohaterów wpisane są krótkie zdania, znaki, sygnały, bez zbędnych opisów, bez moralizowania, uświadamiające, że nic nie jest w życiu jednoznaczne, pewne, pełno w nim kontrastów i względności.  Może będzie tak..., a może nie. Coś jest wiadomo,  coś nie. Coś jest pewne i nie do końca. W jednej chwili coś tnie naszą drogę, naznacza,  niczym cezura dzieli na odcinki "przed" i "po". Jak w rodzinie Klemensa, kiedy w katastrofie lotniczej ginie jego ojciec pilot  i zostają sami z matką, a później tracąc matkę, zostaje sierotą. Jak w rodzinie Igora, kiedy jego brat nie powrócił z Japonii i ślad po nim zaginął, jakby Japonia go "zeżarła", niczym zły potwór. Jak w życiu Olgi..., to, co się wydarzyło, jaką podjęła decyzję , rzutowało na jej dalsze życie.
Rozłąki, straty, rozczarowania, obawy, zwątpienia, obsesje.  Wchodzimy w światy bohaterów i jesteśmy świadkami małych i dużych kataklizmów. Czasem wypadnie tylko cegła,  czasem rozsypie się ściana, a czasem w gruzy zamienia się cały świat. Cokolwiek się stanie, cokolwiek to znaczy, bez względu na wymiar straty i ogrom bólu,  ktoś powie: " takie rzeczy po prostu się zdarzają ".
Narracja ma swój rytm, wchodzimy w bieżący nurt zdarzeń,  Małecki pokazuje nam jak rozpadają się czyjeś światy, a potem wraca, robimy kilka kroków w tył, by zobaczyć jak poszczególne światy budowano, z jakich elementów, wprowadza nas w przyczyny i okoliczności ich rozpadu. Szuka czegoś, co daje siłę i energię potrzebną w trudnych chwilach.  Taka konstrukcja jest tutaj bardzo wymowna  bowiem to, co wydarzyło się wcześniej, kogo spotkaliśmy, choćby na moment, może być znaczące i mieć wpływ na naszą  przyszłość.

Wartość dodana w "Nikt nie idzie " to walor edukacyjny , nawiązujący do poezji japońskiej, krótkiej formy, jaką jest haiku , wiersz inspirowany emocjami chwili. To tradycja japońska, która sięga w głąb duszy. Tytuł powieści zaczerpnięty jest z poezji  Basho :
"Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru ".
Bardzo trafny, adekwatny tytuł, pierwotnie książka miała być zatytułowana "Nauka latania ".
Wszystko tutaj: fabuła, konstrukcja, tytuł oraz grafika okładki  idealnie współgra. Jeśli jest cokolwiek idealnego na tym świecie. Sam pisarz stara się odwieść nas od tego przekonania, przestrzega, aby nie wpaść w pułapkę wyimaginowanego ideału, idealnego świata, idealnego ja,  bo takowe nie istnieją. Warto próbować burzyć w sobie blokady, kompleksy, pokonywać przeszkody, dręczące obsesje  na drodze do pragnień, marzeń, miłości,  aby dotrzeć do samego siebie.
Jeśli szukać klucza, za pomocą którego pisarz otwiera serca czytelników,  to jest nim zdolność obserwowania, nacechowana empatią, otwartość na drugiego człowieka, pomimo, że dźwigamy  własny,  wcale nie lekki, bagaż.

Na koniec powiem, że zainspirowana haiku, emocją chwili, spróbowałam coś stworzyć, nawiązując do przesłania, jakie wyczytałam gdzieś "pomiędzy ":
Kim będziesz jutro
Patrząc na czyjeś dzisiaj
Okiem obojętnym?



*Dziękuję serdecznie Wydawnictwu SQN za egzemplarz przedpremierowy na długo przed premierą książki.



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: /https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/