wtorek, 17 sierpnia 2021

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna" Ałbena Grabowska

 Autor: Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Marginesy 

Data wydania: 2021. 08.11

Ilość stron: 496


"Anna wpatrzyła się w tych dwoje ludzi z wyraźną zazdrością. Jej rodzice nigdy nie okazywali sobie uczuć, swoim dzieciom także nie. U Korzyńskich było zupełnie inaczej. Przez jedną krótka chwilę pomyślała, że mogłaby wyjść za mąż i urodzić dzieci. Przy odrobinie szczęścia byłby to światły człowiek i mogłaby wykorzystać swoje zdolności, wspierając jego karierę. Mogliby razem pracować w laboratorium i podpisywać prace jako A. Tomaszewicz. Nikomu by do głowy nie przyszło, że autorem jest kobieta."
                           Cyt.: " Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna"- Ałbena Grabowska


Mogłaby..., tylko Annie do pełni szczęścia potrzebne było coś więcej. Chciała zostać lekarzem.
A to nie było łatwe, gdyż w czasach, kiedy żyła i podejmowała swe życiowe decyzje (II poł. XIX wieku), kobiety nie mogły studiować medycyny, a co dopiero leczyć ludzi. Uważano, że jest to sprzeczne z naturą.
Kobieta lekarz!? wielu mężczyznom, lekarzom nie mieściło się to w głowie, dla nich kobieta wykonująca zawód lekarza, to pogwałcenie praw ludzkich i boskich.
Anna Tomaszewicz, tytułowa Doktor Anna, ukończyła studia medyczne na Uniwersytecie w Zurychu.
Koniec lat 70. XIX wieku. Anna wraca do Warszawy, z nadzieją podjęcia praktyki lekarskiej.
Jednak dyplom lekarski z najlepszymi wynikami, nawet przeprowadzone badania fizjologiczne dotyczące kory mózgowej, dodatkowo uznanie niektórych profesorów, wszystko to zbyt mało, gdy jest się kobietą.
Do głosu dochodzi upór, determinacja oraz waleczność.
Anna gotowa jest podjąć walkę z całym, nieprzychylnym jej i innym kobietom, z zarozumiałym, szowinistycznym męskim światem, nie obawiając się nikogo i niczego.

Ałbena Grabowska, z zawodu lekarka neurolog, z pasji pisarka, o nieprzeciętnym talencie, podarowała nam kolejną powieść, pt.: "Doktor Anna", to drugi tom z serii "Uczniowie Hippokratesa"( Itom: "Doktor Bogumił")
Jest to fabularyzowana opowieść biograficzna, pierwszej polskiej dyplomowanej lekarki Anny Tomaszewicz - Dobrskiej, z bogatym tłem historycznym, oparta na faktach, ukazująca realia i trudną rzeczywistość naszego kraju, będącego w szponach zaborców.
Jest to fabuła tematycznie związana z medycyną, jej rozwojem, z prestiżem zawodu lekarza, jak i ukazująca ludzkie pasje, marzenia, relacje, uczucia, dylematy i niełatwe wybory.
Pisarka, sama mocno zainteresowana historią medycyny, wprowadza nas i wtajemnicza w arkana tej fascynującej dziedziny wiedzy.

W  umiejętny, przemyślany sposób przekazuje czytelnikowi ważne fakty, terminologię, metody leczenia, niedoskonałości etc. ówczesnej medycyny. Muszę to podkreślić, bo jest to istotne w odbiorze treści  i w przyjemności czytania. 
Nie zrobiła tego za sprawą przypisów i odsyłaczy do nich, bo byłoby to uciążliwe dla czytelnika, ani też nie włożyła w usta bohaterów całej wiedzy, gdyż ludzie w swym kręgu nie rozmawiają ze sobą popisując się swą elokwencją i erudycją, byłoby to zbyt sztuczne.
Metoda, która zdała egzamin, to przeplatanie głównej fabuły fabularyzowanymi opowieściami o losach autentycznych lekarzy, pionierów wielkich odkryć z dziedziny medycyny XIX wieku.
W I tomie "Doktor Bogumił", byli to wyłącznie lekarze, w II zaś "Doktor Anna" poznajemy sylwetki naukowców, których badania i osiągnięcia naukowe wywarły kolosalny wpływ na rozwój medycyny, takich jak: Elizabeth Blackwell (lekarka), Louis Pasteur (chemik), Wilhelm Rontgen (fizyk), Charles Darwin (biolog), Felix Hoffmann (chemik) oraz Florence Nightingale (pielęgniarka).
Czas, w którym umiejscowiona jest fabuła powieści, to moment przełomowy w tej, tak ważnej dla ludzkości, dziedzinie nauki, jaką jest medycyna.

Wiele odkryć wydawało się wręcz rewolucyjnych. Przykładem jest znieczulenie, według lekarzy bezsensowne i niepotrzebnie przedłużające czas trwania zabiegów, czy operacji. Nie wiedziano, że higiena, czy czystość w szpitalu ma ścisły związek ze śmiertelnością okołoporodową.
Zalecenia Josepha Listera, inicjatora antyseptyki, są ignorowane, bo jak "zwykłe umycie rąk" może mieć takie znaczenie...?
Przeprowadzano sekcje zwłok, a następnie, nie myjąc rąk, czy narzędzi chirurgicznych, badano zdrowe położnice. Przyczyn chorób dopatrywano się w miazmatach, cząstkach obecnych w powietrzu, które miały być odpowiedzialne za zarazy nawiedzające ludzkość.

Wracając do Anny Tomaszewicz, tej pięknej, nieprzeciętnej osobowości, trzeba z szacunkiem podkreślić jej pionierską, prekursorską rolę, jaką odegrała pokonując trudną drogę do upragnionego zawodu, torując ją dla innych kobiet. Wyjeżdża do Petersburga, by tam nostryfikować dyplom i podjąć wreszcie praktykę lekarską.
 Pomimo, że polskie lekarki kończyły studia z najlepszymi wynikami, nie mogły znaleźć zatrudnienia. Ostatecznie pozwalano im opiekować się położnicami. Lekarki tworzyły szpitale, przytułki dla kobiet z ludu, aby tylko móc praktykować.
Książka opowiada o kobietach, które miały odwagę marzyć i siłę, by swoje marzenia spełniać, w trudnym czasie, w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
Pierwsza dyplomowana lekarka Elizabeth Blackwell otrzymała tytuł doktora medycyny w 1849 roku, ale dostała się na Uniwersytet przez pomyłkę. Nikomu nie przyszło do głowy, że to kobieta może aplikować na uczelnię. Poddano pod głosowanie jej kandydaturę i tylko dlatego, że studenci chcieli zrobić na złość dyrektorowi, zagłosowali wbrew jego oczekiwaniom, za jej przyjęciem...
Książka bardzo dobra, wciągająca od pierwszej strony, bogata w treści, ciekawa w formie, opowiadająca o interesujących ludziach, ich perypetiach i postawach życiowych, przyjaźniach, miłościach, wyborach, kreśląca nader fascynujące ludzkie portrety z "dedykacją" dla potomnych.
Historia warta ekranizacji. To myśl, która przyszła mi do głowy już na samym początku lektury.
O kim będzie kolejna część sagi o "Uczniach Hippokratesa"? Bo będzie... Jestem bardzo zaintrygowana.


Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za możliwość zrecenzowania powieści.
                                                                             


                                   Zapraszam na mój fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/
 


poniedziałek, 31 maja 2021

"ŻYWA I MARTWA" Magdalena Zimniak

                        Żywa i martwa - Zimniak Magdalena | Książka w Sklepie EMPIK.COM      Autor: Magdalena Zimniak          

                                                                       Wydawnictwo: Prozami

                                                                       Data wydania: 2021.05.18

                                                                      Ilość stron:  448      

 

                               "Nie pamiętam. Nic nie pamiętam po samobójstwie. Tylko to, że zostałam w ciele. Tylko tatę od czasu do czasu pochylającego się nade mną. Jakie to ma teraz znaczenie? chcę, żeby już wyszedł. Znowu się położę. Może uda mi się uwierzyć, że łóżko jest trumną."

                                                    cyt.: "ŻYWA I MARTWA" Magdalena Zimniak

    Maja jest siedemnastoletnią licealistką jednej z najlepszych szkół w Warszawie. Od jakiegoś czasu, od powrotu z wakacji, następuje w jej zachowaniu radykalna zmiana. Stroni od swoich rówieśników, wagaruje, mniej przykłada się do lekcji, sprawia wrażenie nieobecnej. Zamyka się w sobie, chowa w szerokim swetrze, chodzi ze spuszczoną nisko głową.Wychowuje ją samotny ojciec. Matki nie pamięta, Matka zmarła w tragicznych okolicznościach, gdy Maja była niemowlęciem.

Stojąc z boku, obserwując dziewczynę, można przypuszczać, że, z jakiegoś powodu, zamyka się w swoim świecie, nikogo nie chce tam wpuścić, buntuje się przeciwko komuś lub czemuś. Możliwe, że popada w depresję. Rówieśnicy mogą sądzić, że jest samolubna, zarozumiała, czuje się kimś lepszym. Szkolny psycholog zauważa problem samotności, wyobcowania, alienacji społecznej. A ona sama? Co o sobie samej sądzi Maja? Maja jest przekonana o własnej śmierci. Jest przekonana, że umarła.  Umarła podczas odwiedzin u babci (matki ojca) w Stanach Zjednoczonych. Odkąd wróciła do Warszawy jest martwa, jest trupem. Co wydarzyło się w życiu dziewczyny, że decyduje się na samobójstwo? W pomoc dziewczynie angażuje się szkolna psycholożka Iwona. Nawiązuje kontakt z ojcem i innymi osobami z otoczenia Mai. "Grzebie" w życiu rodziny, tak wnikliwie i głęboko, że zostaje zastraszana, otrzymuje wiadomości z pogróżkami. Komu może zależeć, by sprawa została niewyjaśniona?

Bardzo fascynująca fabuła, trzymająca w napięciu, z nieoczekiwanymi zmianami akcji, równie ciekawa, przemyślana konstrukcja powieści, przeplatająca teraźniejszość z przeszłością, przez co staje się analityczna, transparentna. Dzisiejsza relacja Mai, jak i psycholożki Iwony, tasują się z rozdziałami z przeszłości, które relacjonuje Kamila, matka Mai. Fabuła zaskakuje, szokuje, drąży mózg. Intryguje mnie skąd pisarka zaczerpnęła inspirację? Możliwe, że z życia... Tak jak już wcześniej wspomniałam, widzimy młodych ludzi schowanych w kapturach, smutnych, zastanawiamy się, dlaczego są tak osamotnieni? Magdalena Zimniak idzie dalej, głębiej; potrafi wejść do środka, do wnętrza osobowości, w jej tajemniczy mózg, by patrzeć oczami swych bohaterów i relacjonować otaczający ich świat.

Nie po raz pierwszy pisarka zadziwia mnie i fascynuje. Magdalena Zimniak jest mistrzynią w swoim gatunku, jakim jest thriller psychologiczny, wielką znawczynią dusz ludzkich. Z pasją i fascynacją zgłębia najmroczniejsze ich zakamarki, na tyle umiejętnie i skutecznie, by ukazać świat z perspektywy osób z zaburzeniami psychicznymi. Wprowadza nas w ten mrok, wtajemnicza, uświadamia nas w przekonaniu, że nic nie dzieje się bez przyczyny, pomaga w szukaniu odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości, zostawiając jednocześnie przestrzeń dla naszych przemyśleń i refleksji. Bo w przypadku powieści Magdaleny Zimniak  potrzebny jest niemały wysiłek, by zrozumieć postępowanie bohaterów, ich wybory oraz motywację w podejmowaniu decyzji. Na wiele pytań trudno znaleźć odpowiedź. Są takie znaki zapytania, które same, w pewnym momencie, prostują się w wykrzykniki, ale są i takie, które do końca pozostają znakami zapytania, bez odpowiedzi...

Ostatnie zdanie, jakie usłyszała Maja "za życia" brzmi jak enigma, jak szyfr: "Chciałam uzupełnić raport dla Kinseya". Czy słyszeliście o zespole Cotarda? Właśnie! Nieliczni mogli spotkać się z tym określeniem, z fachową terminologią psychiatryczną. Książki Magdaleny Zimniak nie tylko dostarczają wielu wrażeń literackich, niesamowitych emocji, są również edukacyjne, to cenny walor. Skłaniają do poszperania, wyszukania informacji uzupełniających wiedzę w nieznanych arkanach nauki.

Wracając jeszcze na chwilę do bohaterów książki, to nie tylko Maja jest ofiarą zła, tak głęboko i perfidnie zakorzenionego w ludziach. Nie tylko ona cierpi na dewiacje psychiczne, ale inni wokół niej. I tak tworzy się i trwa kamienny krąg. Czy jest z niego jakieś tajemne wyjście, czy w mroku zawiłych meandrów ludzkiego umysłu zatli się światełko nadziei...?

Lektura nowej powieści Magdaleny Zimniak, podobnie jak poprzednich, wciąga, absorbuje, wstrząsa, druzgocze nas wewnętrznie. Jedna  z takich, które nie tylko zahaczają o mózg, ale mocno na niego oddziałują, ściskając, kurcząc, świdrując. Kiedy wpada w moje ręce nowa powieść pisarki, odkładam na bok cokolwiek aktualnie czytam, pochłaniam ją jednym tchem, a potem długo chodzi za mną krok w krok; bohaterowie chwytają się mnie i nie odpuszczają. Takie książki wzmagają mój apetyt, dlatego, z wielkim utęsknieniem oczekuję następnych powieści autorki "ŻYWA I MARTWA". Polecam wszystkim, których fascynują zagadki ludzkiej psychiki.

                                                                                 Wydawnictwo Prozami - Wydawnictwo Prozami



środa, 7 kwietnia 2021

"GUSTAW. Opowieść o Holoubku" Zofia Turowska

Auror: Zofia Turowska                                             

Wydawnictwo: Marginesy

Data wydania: 2021-03-24

Ilość stron : 416

Gustaw. Opowieść o Holoubku              

    "Nie wiem, w jaki sposób dożyłem osiemdziesięciu       lat, ...( mówił pięć lat przed śmiercią- żył 85 lat) - Żyło się z dnia na dzień. (...) Nie wierzę w śmierć. To nadzieja, że się żyje w innych."

                                                        Cyt.: " Gustaw. Opowieści o Holoubku" Zofia Turowska 

To, że Gustaw Holoubek wybitnym, wielkim aktorem był, to wiemy. Znamy go z wielu ról teatralnych, czy filmowych, i że był mężem znanej aktorki Magdaleny Zawackiej, (niekoniecznie pamiętając pierwszą i drugą żonę), natomiast, co niektórzy wiedzą więcej, a co poniektórzy tyle, co wykazuje uliczna sonda.

W sondzie ulicznej, zarejestrowanej z okazji jubileuszu aktora, zagadnięte osoby ujawniają dość ciekawą wiedzę na jego temat:

- Nazwisko coś i mówi, kojarzy się z Dziadami

- Wiem, że grał pijaka... (dopisek własny - film "Pętla"- debiut kinowy Wojciecha Jerzego Hasa, ekranizacja opowiadania Marka Hłaski)

- Dobry aktor i co z tego...

- Ma w sobie coś z Mefista.

- Jeden z najmądrzejszych ludzi w Polsce.

- Ułożony, stateczny, taki po prostu pan...

- Holoubek??? Tak, bokser.

- Do filmu nie pasuje, do teatru jak najbardziej.

- Tyle wie na temat życia, że podchodzi do tego z humorem.

 Zofia Turowska, biografka m.in. Agnieszki Osieckiej, Janusza Majewskiego, Zofii Nasierowskiej, odkrywa nieznane fakty z życia Gustawa Holoubka, analizuje postawy i losy środowiska, a także określenie działania Holoubka w kontekście osobistym i politycznym. Zyskała dostęp do niepublikowanych wcześniej rodzinnych dokumentów i archiwaliów. Poruszyła szereg ważnych i nieopisanych dotychczas zdarzeń.

Bardzo mnie ucieszyła ta opowieść o tak niezwykłym człowieku, ponieważ w moim odczuciu było o nim za cicho ostatnimi czasy, jak na osobowość tak dużego formatu.

Strona za stroną odbywamy peregrynację po scenach teatralnych, planach filmowych, ukochanych zakątkach, gdzie odpoczywał, spotykał ludzi, których darzył szacunkiem, podziwem, przyjaźnią, często na całe życie. Szanował każdego człowieka, z pokorą podchodził do życia, z dystansem i humorem do wielkiej sławy, sukcesów, prestiżu; więc, co by nie powiedzieć więcej, to rysuje jego osobowość i określa klasę, jaką posiadał.

Zawsze podkreślał, by kochać teatr, a nie poszczególnych aktorów. Jego postawa wielokrotnie dowodzi temu, iż wielkie osiągnięcia, pozycja, nobilitacja, nie kłócą się wcale ze skromnością, jaką przejawiał.

Biografia opiera się m.in. na wypowiedziach osób, mających szczęście i przywilej być blisko naszego bohatera, wspomnieniach, opiniach o nim. Chciałoby się cytować wypowiedź za wypowiedzią, co jest niemożliwe, a wręcz zakazane. Mogę ogólnie ująć, że to człowiek o wielkiej kulturze osobistej, nieprzeciętnej inteligencji, nienagannych manierach i nieocenionym poczuciu humoru, nierzadko względem siebie samego.

"Dżentelmen o magicznym głosie i uwodzicielskim spojrzeniu."

"Skupia na sobie uwagę."

"Solidny w przyjaźni i lojalny."

"Będzie o nim bardzo słychać." (mój ulubiony cytat)

Gdy poznajemy bliżej człowieka, każdego, czy o dobrej, czy złej naturze, zastanawiamy się , co sprawiło, że jest takim, jakim jest.  Ja tak mam. 

Gustaw Holoubek budził wszechobecny podziw, magnetyzował swoją osobą, był mentorem dla wielu, rozbawiał towarzystwo swoimi anegdotami. Był dobrym człowiekiem. Co go ukształtowało? Można zadać to pytanie.

Autorka opowieści o Gustawie Holoubku, Zofia Turowska, skrupulatnie zbierała informacje z wielu źródeł, na podstawie których tworzy nam wyraźny portret aktora, męża, ojca, nauczyciela, kibica sportowego, miłośnika brydża, przyjaciela. Cytując wypowiedzi jego samego, na temat pracy, ludzi, poglądów, pasji, życia w ogóle, przybliża nam jego wnętrze, nawet myśli, filozofię życia, którą się kierował. Czy miał swoje słabości, obok sukcesów, jakieś porażki, co go raziło, co uszczęśliwiało, a co dawało ukojenie po ciężkiej scenicznej, reżyserskiej, dyrektorskiej pracy etc.? Był człowiekiem z krwi i kości, nie monumentem, i takim nam go przedstawiła biografka w swojej książce. 

Czytając, popadałam w jeszcze większy zachwyt i podziw nad człowiekiem, którego znam tylko ze szklanego ekranu, ale nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, magii słowa, spokoju, gry każdego mięśnia twarzy. Książka daje nam poznać jego przeżycia od wczesnego dzieciństwa, doświadczenie wojenne młodzieńca, cierpienia spowodowane chorobami, wzloty i upadki zawodowe, "słyszymy" wszystkimi zmysłami, jak deklamuje Wielką Improwizację, innym razem, wpatrujemy się w niego, debiutującego przed warszawską publicznością, siedzącego w kąciku sceny, w ciszy, czytającego gazetę, choć inni aktorzy (same asy i tuzy) na tej samej scenie perorują, dają z siebie wszystko, grając swoje role... To on przyciągał uwagę...

Książka zachwyca, jest pięknie wydana, bogato ilustrowana, podzielona na dwanaście rozdziałów, scen z życia Gustawa Holoubka, na tle historii, rodziny, wspomnień przyjaciół i kolegów. Warto, naprawdę warto poznać bliżej człowieka mądrego słowa, ciętej riposty, dowcipu, wyjątkowej inteligencji i dobroci, człowieka wybitnego, a zarazem skromnego, pokornego, o wzorcowej postawie etycznej. 

Ja pozostaję pod ogromnym wrażeniem i z nieodżałowaną stratą, że nie dane mi było widzieć aktora na żywo. Pozostaje wrócić do zarejestrowanych spektakli teatralnych, telewizyjnych, filmów, w nich pozostał na zawsze, nie wszystek umarł. Sam nigdy nie mówił o śmierci, nie wierzył w nią...

"Nie wierzę w śmierć. To nadzieja, że się żyje w innych..."(słowa wypowiedziane przez aktora w filmie "Zabij to i wyjedź z tego miasta" i jednocześnie jego motto)

Tacy ludzie, chociaż odchodzą fizycznie z tej ziemi, pozostają z nami w jakiś metafizyczny sposób, wciąż odkrywamy ich na nowo. 

"Umarli nas nie potrzebują, to my ich potrzebujemy", jak pisał Rainer Maria Rilke.


Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za możliwość zrecenzowania książki.

                                                                    Barbara Gawryluk Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia – Krakowska  Książka Miesiąca

                                   Zapraszam na mój fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 14 kwietnia 2020

"Prawda przychodzi nieproszona" Magdalena Majcher

  Autor: Magdalena Majcher
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 15 stycznia 2020
  Ilość stron: 400





  "Lepiej jest, kiedy ludzie nie wiedzą o nas zbyt dużo.
Wtedy nie mogą nas tak łatwo zranić."

      cyt.: "Prawda przychodzi nieproszona" Magdalena Majcher




Magdalena, główna bohaterka powieści, wiedzie wygodne życie. Jednak, czy wygodne? To złe określenie, bo wciąż coś boleśnie ją uwiera. Jej życie jest raczej dostatnie, lecz podszyte ciągłym strachem, lękiem o to, że wydarzy się coś, co zburzy jej "święty spokój". Ale to wydarzyło się już dawno temu i prześladuje ją krok za krokiem, odbiera radość życia.
Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość. Nawet przed mężem.
"Tamta sprawa" spędza sen z powiek Magdaleny przez długie lata.
Wszystko, co wydarzyło się po niej i co osiągnęła; nauka, studia, fascynacja Hiszpanią, praca, małżeństwo z Michałem, dom na Osiedlu Pogodnym - enklawa spokoju, wszystko to spleść się miało w bezpieczny kokon, chroniący ją przed "tamtą sprawą".
I biegła z tym swoim szczęściem w przyszłość. Jak najdalej od zdarzeń, które chciała zostawić daleko w tyle i nigdy do nich nie wracać.

Jej nowe życie, to pięcioletnie małżeństwo z Michałem, to luksusowy dom na ekskluzywnym osiedlu dla najzamożniejszych, gdzie luksusem jest przede wszystkim cisza i anonimowość. To także jej praca.
Nigdy nie wiedziała, co i kiedy wytrąci ją z równowagi, kiedy wpadnie w panikę za sprawą budzących się w niej demonów.
Dopadał ją obezwładniający strach.
Powód tego stanu skrupulatnie ukrywała przed mężem. Budowała swoje życie na kłamstwie i płaciła za to ogromną cenę. Cenę strachu przed zdemaskowaniem.
Jak opanować własne lęki? Jak umiejętnie dojść do stanu zwanego "świętym spokojem"?
Gdzie jest do niego klucz?

Dom rodzinny, do którego jeden tęskni, czerpie z niego siłę, energię potrzebną jak tlen, Magdalena chce zapomnieć, chce odciąć się od niego na zawsze.
Jej dom rodzinny spowity jest nimbem tajemniczości. Wciąż uciekała od jego mroku, od "tamtej sprawy". Ale czy ucieknie przed samą sobą?
To, co dawało jej siłę, to była praca. Jako tłumaczka uczestniczyła w ważnych dla firmy negocjacjach, odnosiła sukcesy zawodowe, praca dodawała jej skrzydeł.
Jednak lęk racjonalny, z jakiegoś powodu oraz lęk bez powodu, tworzące zespół lęku napadowego, jak zdiagnozował lekarz, okazały się silniejsze od ambitnej Magdaleny, skutecznie podcinały jej skrzydła.

Trudna, długotrwała terapia w końcu przestaje być tajemnicą w miejscu pracy.
Tak trudny moment weryfikuje wszystko. Staje się lustrem, odbijającym całą prawdę o przyjaźni, życzliwości innych, zrozumieniu, empatii, które tak naprawdę są strachem przed nieznanym.
W życiu prywatnym również dzieje się nie najlepiej. Teraz, tym bardziej, nie zdecyduje się na dziecko, o którym tak bardzo marzy jej mąż.
Czy uda się Magdalenie pozbyć paraliżujących lęków, fobii, koszmarów i w końcu, normalnie żyć?

Magdalena Majcher zrywa maskę pozorów i pokazuje, że wszystko jest względne. To, co widoczne na zewnątrz, co może budzić zazdrość innych, podziw, poczucie czegoś nieosiągalnego dla nich, może okazać się zupełnie czymś innym, czymś zupełnie nie do pozazdroszczenia.
Powieść "Prawda przychodzi nieproszona" jest pierwszą częścią cyklu "Osiedle Pogodne". 
Już 15 kwietnia, swoją premierę będzie miała druga część "Życie oparte na kłamstwach".
Magdalena Majcher jest moją ulubioną pisarką, której sekunduję od początku, od samego debiutu.  Każdą kolejną książką podnosi sobie poprzeczkę coraz wyżej i udowadnia swój talent, wrażliwość, dojrzałość. Porusza tematy trudne, ważne, niektóre wciąż tabu, o których nie mamy odwagi głośno mówić. Nie wychodzę z zachwytu. Każdą kolejną książkę pisarki czytam jednym tchem. Czekam z niecierpliwością na drugą część, zdradzając tylko tyle, że furtka jest otwarta i widać światełko...

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/notifications/

wtorek, 25 lutego 2020

"Toksyczność" Jarosław Czechowicz


  Autor: Jarosław Czechowicz
  Tytuł: "Toksyczność"
  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  Data wydania: 23 kwietnia 2019
  Ilość stron: 256



    "W naszej rodzinie były fronty...
Tylko, gdy musieliśmy uciekać z domu, byliśmy w tej ucieczce razem i jednomyślni...
Całe życie w pieprzonym cyklu bicia, upokorzeń, ucieczek, powrotów i wiecznego strachu."
                   Cyt.: "Toksyczność" Jarosław Czechowicz





 Od sześciu lat czytam recenzje książek pisane przez Jarosława Czechowicza, autora bloga literackiego "Krytycznym okiem".
Są to mądre, wnikliwe, rzetelne analizy fabuły, formy, konstrukcji powieści, stylu, warsztatu pisarza, wartości, przesłania etc. Poleca, zachęca, intryguje. Trudno oprzeć się tak kuszącym rekomendacjom. Doceniam i wiele książek, dzięki zamieszczanym tam opiniom, przeczytałam.
Teraz Jarosław Czechowicz sam napisał książkę pt.: "Toksyczność", którą właśnie przeczytałam, z apetytem na kolejną, bowiem już w marcu swoją premierę będzie miała druga powieść jego autorstwa"Winne". Będzie to "mroczna i bezkompromisowa opowieść o kobietach, które niosą w sobie poczucie winy, za coś , za co nie są odpowiedzialne. Ale także przewrotna historia tego, że możemy nie być świadomi swojego poczucia winy. Że za winą idą zawsze wstyd i rozczarowanie. I tego w życiu bohaterek jest aż nazbyt wiele..."


STRACH. NIEMOC. NIENAWIŚĆ.
"Toksyczność" porusza trudną tematykę problemu alkoholowego, z całą powagą i ciężarem jego skutków. Gdzie alkohol niszczy, nie tylko uzależnionego, ale całą rodzinę, więzy rodzinne, budzi uczucia strachu, niemocy, wstydu, pogardy, nienawiści.
Główna bohaterka powieści Janina, jednocześnie narratorka, jest najstarsza z trojga rodzeństwa.
Nie może pogodzić się z tragiczną śmiercią matki, która starała się ze wszech sił stworzyć dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Trudno też jej odnaleźć się w nowej, bolesnej rzeczywistości.
Ojca alkoholika, "jaśnie pana", jak go nazywa, nienawidzi za los, jaki im zgotował. Dziewczyna jest tuż przed maturą. Nie radzi sobie z emocjami, ze stratą matki, jedynej osoby, którą tak naprawdę kochała, popada w ciężką depresję.


SPOKÓJ...?
Układa swoje dorosłe, lepsze życie, odcinając się totalnie od przeszłości, domu rodzinnego, ojca, a także brata i siostry.
Realizuje swój plan i swoje marzenia, spotyka miłość swojego życia Jerzego, z którym ma dwoje dzieci. Zapanował spokój..., niewyobrażalne wcześniej szczęście. "Do momentu, w którym rozpadło się wszystko, w co zaczęła wierzyć, do dnia, w którym poznała prawdę o Jerzym."
Pustka w jej sercu boleśnie dźwięczy. Nie ma tam nawet miłości do własnych dzieci...
Ucieka w alkohol. Dzieci cierpią. I znów strach, złość, niemoc, nienawiść, funduje dzieciom to samo, co wcześniej rujnowało jej normalność. Ale jest też nierówna, mozolna walka z nałogiem. Nic tu nie jest jednoznaczne. Nie ma oceny, potępienia, jest wiele emocji, wzruszeń, miejsce na refleksje...
Czy Janina opamięta się, czy zrozumie ile straci, gdy odbiorą jej dzieci?
Toksyczność... Deficyt miłości...


NADZIEJA...?
Czy jest szansa, aby zmienić te stany chorobowe? Czy dzieci Janiny będą potrafiły przebaczyć matce, czy będą tak silne, by uwolnić się od toksyczności, i w końcu, czy zdolne będą do miłości, jej brania oraz dawania innym?
Kilka ostatnich, krótkich rozdziałów, to "głosy z tła". Osobne spojrzenie kilku osób z rodziny, czy też blisko z nią związanych, na przeżycia własne i całej rodziny. To taki kalejdoskop doznań, przeżyć, uczuć, odkrycie swojego wnętrza, z pewnej czasowej perspektywy.
Polecam. Wszystkim. Do odczucia, przemyślenia, do szerszego spojrzenia na poruszony tutaj problem. Z pewnością nikt nie pozostanie obojętnym.
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

środa, 27 listopada 2019

"Wschód księżyca" Magdalena Zimniak

  Autor: Magdalena Zimniak
  Wydawnictwo: Prozami
  Data wydania: 8. 10. 2019r.
  Ilość stron: 372




  "Nie dopasujemy rzeczywistości do własnych wyobrażeń"
                 cyt.: "Wschód księżyca" Magdalena Zimniak








Zapowiedź nowej książki Magdaleny Zimniak jest dla mnie obietnicą literackiego wydarzenia, dostarczającego niepowtarzalnych wrażeń, związanych z aurą powieści, portretami bohaterów, zgłębianiem ludzkiego umysłu, możliwością zajrzenia do wnętrza ludzkiej duszy, pełnej znaków zapytania i niepokojących wykrzykników.
No, a sama już lektura, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że na takie książki warto czekać.
Zahaczają o mózg, wpisują się w moją czytelniczą wrażliwość, bohaterowie, wraz ze swoimi historiami, przyczepiają się włókien mojego ubrania i pozostają ze mną na długo, zmuszając do przemyśleń, budząc refleksje.

  Zło jest wokół nas, panoszy się, zakrada, atakuje. Kiedy dopadnie swą ofiarę, potrafi być bezwzględne; zniewoli ciało, potarga duszę, zatrzęsie bezpiecznym dotąd światem i już nic nie będzie takie samo. Chociaż uda się ofierze wyrwać ze szponów zła, to bezradność wobec całego jego okrucieństwa osłabia, nie pozwala zapomnieć, nie daje zabliźnić się ranom.
Walka ze złem jest trudna. Czasem jesteśmy zdolni tylko do czarnej nienawiści... do Boga, do świata, do losu, wobec tych, co je czynią, jak i do "złej przyjemności zemsty, wręcz diabelskiej radości".
Ból ofiary dotyka nieuchronnie jej bliskich i budzi często poczucie winy i wyrzuty, czy nie można było powstrzymać biegu zdarzeń, zapobiec temu, co się wydarzyło, uchronić?
Co łatwiejsze? Przebaczyć, czy zemścić się?

Jak wielkie zło spotkała na swej drodze dwunastoletnia Monika, że przecina jej życie, niczym cezura, na to, co było przed i na to, co będzie dalej? Co stygmatyzuje jej duszę już na zawsze? Co czyni z dziewczyny ducha już za życia?
I chociaż życie potoczy się dalej, na pewno inaczej, bo złe siły, niczym "purpurowe potworki", gryzą jej wnętrze i nieustannie dają znać o sobie, i chociaż dorosła już Monika ma przy sobie bliskich: rodziców, męża, córeczkę, coś ciągnie ją na tatrzański szczyt i ściąga w przepaść. Niczego nie zdradzam, ta tragedia ma miejsce na samym początku powieści, jako konsekwencja zła, a dalej..., to już cała lawina konsekwencji tegoż. Bo "zło porywa za sobą jak wiatr".
Zawsze w obliczu podobnej ludzkiej tragedii, zastanawiam się nad przyczyną, całym łańcuchem wcześniejszych zdarzeń, które mogły pokierować człowieka do tak desperackiego kroku.

W powieści "Wschód księżyca" też nie ma jednej prawdy, a cała seria przyczynowo-skutkowa: złe decyzje, wyobrażenia, obsesje, usilna gonitwa za czymś, za wszelką cenę, a potem choćby koniec świata.
Książki Magdaleny Zimniak, mistrzyni thrillerów psychologicznych, przyciągają mnie jak magnez. Razem z pisarką zgłębiam ludzką duszę, pełną tajemnic, mroku, wątpliwości, szukam tam odpowiedzi na intrygujące pytania, co tak boleśnie zakotwiczyło się w niej, co wywołuje tak wielki ból że człowiek zdolny jest do czynów, których wcześniej sam nie potrafiłby pojąć?
Gdzie w nas jest ta granica, jeśli jest...?

To zastanawiające jak mocno fascynuje nas zło, świat okrutnych przestępstw, gwałtów, poniżania człowieka, kryminalne zagadki.
Dlaczego?
Czy chodzi o oswojenie czegoś, co nas przeraża, czy oczekujemy, by sprawiedliwości stało się zadość i zło zostało ukarane? Czy może chodzi jeszcze o coś innego?
Możliwe, że chcemy poznać tę granicę, której sami, wydawać by się mogło, nigdy nie przekroczylibyśmy.
W powieści, oprócz fascynującej fabuły, przemyślanej konstrukcji, mocno zarysowanych postaci, ma miejsce cenny moment zaskoczenia, w moim odczuciu, bardzo związany jest z poznawaniem tej naszej wewnętrznej granicy, do czego jesteśmy zdolni w obliczu nieprzewidywalnej sytuacji, w ekstremalnych życiowych okolicznościach, kiedy zawładną nami silne emocje...
"Wszystko jest względne", jak pisał Fiodor Dostojewski, żal, poczucie winy, udręczenie samego siebie.
Złożoność ludzkich postaw, ich wyborów, decyzji, autorka wyraziła poprzez artystycznie wplecione elementy fantastyki i mistycyzmu.
Z jednej strony pokrzywdzeni, ze swoimi niepewnościami, słabościami, a z drugiej mroczny świat, przemoc, wciąganie ofiary w mroczne gęstwiny.
Można dostrzec też pewne elementy realizmu magicznego, jednak tutaj wątek magiczny jest bardzo subtelny. Realizm magiczny jest prądem, w którym zderzają się dwie przeciwstawne tendencje: dążenie do realistycznego opisu rzeczywistości, a jednocześnie wprowadzenie do tekstu elementów fantastycznych. Do głosu dochodzi wyobraźnia i poetyka oniryczna.
Bohaterami targają straszne sny, koszmary nocne, demony.
Świat realny przeplata się z magicznym, mrocznym, pełnym demonów, zjaw, głosów, których rozum ludzki zwyczajnie nie pojmuje. Są to silne środki wyrazu, odzwierciedlające nic innego, jak nasze lęki, niepokoje, obawy, strach.
Wątki fabuły, z kolejami losów bohaterów, skrzywdzonych przez okrutny los, okaleczonych na skutek osobistych tragedii, wyraźne, głębokie portrety psychologiczne, to wszystko idealnie współgra z konstrukcją powieści, przeplatającą, za sprawą retrospekcji, współczesność z przeszłością.
Doceniam przestrzeń, jaką pisarka pozostawia dla czytelnika. Miejsce na refleksje, poszukiwanie własnych myśli, próbę podejmowania decyzji, szukanie prawdy, zasad, tego wszystkiego, co doprowadzić może do zguby nas samych. Miejsce na lekcję, jak ominąć absurdy, paradoksy świata, w którym tkwimy? Jak możemy go zmienić?

* Z serdecznym podziękowaniem Wydawnictwu Prozami za przesłanie książki "Wschód księżyca".

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 30 października 2018

"Nikt nie idzie " Jakub Małecki

Autor: Jakub Małecki
                                                            Wydawnictwo: SQN
                                                            Data wydania : 31.10.2018
                                                           Ilość stron : 266


"Takie rzeczy po prostu się zdarzają."

Mówią : Jakub Małecki, autor "Dygotu", "Rdzy", nominowanych do Nike "Śladów "..., a ja już wiem, że to uosobienie niezwykłego talentu i nieprzeciętnej wrażliwości.
Słyszę: Jakub Małecki pisze kolejną książkę ..., czekam z ekscytacją, bo już wiem, że będzie to wydarzenie i wykwintna duchowa uczta.
No i mamy ten moment;  książka ma swą premierę 31 października. Możemy się delektować, karmić zmysły, zapomnieć o wszystkim wokół , by potem szerzej otworzyć oczy i patrzeć, i dostrzegać więcej, niż czubek własnego nosa.  Bo tego, między innymi, uczy proza Jakuba Małeckiego.
Chciałabym wznieść się ponad ten ogólny podziw, napisać spokojnie, bez emocji,  kilka słów polecenia, coś oryginalnego, ale to nie jest łatwe.
Książkę przeczytałam przedpremierowo, z początkiem września i trwam w nieopadających emocjach. Odczuwam, jakby autor pisał dla mnie, dla zaspokojenia mojego czytelniczego apetytu. Ale też domyślam się, że podobnie odczuwa każdy, kto zetknął się z twórczością Jakuba Małeckiego i to jest sztuką , jaką posiadł pisarz. Stworzył przestrzeń, w którą każdy może się wkomponować, w niej odnaleźć i dowolnie interpretować. Bo Jakub Małecki pisząc o sprawach, tylko z pozoru zwykłych, o naszych ludzkich, codziennych zmaganiach, o tym,  co tu i teraz, o tym,  jak żyć,  by nie tylko "mieć ", ale przede wszystkim "być ", nadaje swej prozie ładunek egzystencjalny i uniwersalny. Pisze w niezwykłym, swoim indywidualnym stylu. I to nie jest smutna proza,  a mądra, dojrzała, osadzona w realiach otaczającej nas rzeczywistości.

Swoją bohaterkę Olgę wyprawia w podróż, w dorosłe życie, z "ciepłego, miękkiego świata ", z rodzinnego Kalisza do obcej, anonimowej Warszawy, groźnej, niczym "potwór". Świat, w którym można się pogubić, można się o niego poobijać, pokaleczyć. Wsadza ją w pędzące pendolino, którym gna w stronę sukcesu,  kariery,  lepszego życia. Olga w korporacyjnym wyścigu osiąga wiele, zarabia,  podróżuje po świecie, ale na pewnym przystanku zastanawia się, czy to jest właściwy kierunek do szczęścia? Zwalnia, a może nawet wysiada. By dostrzec więcej, więcej niż widzą inni, a może i widzą, ale czy to ich obchodzi?
Pisarz stawia przed Olgą obraz, który był dla niego samego żywą inspiracją do napisania tej historii,  postać niepełnosprawnego  chłopca - mężczyzny z plecakiem pełnym nadmuchanych balonów. Ona dostrzega Klemensa i jego matkę. Zapadają w jej myśli, zajmują, wzruszają, zastanawiają obchodzą.
Wracam ponownie do tej sceny w tramwaju i badam,  co zadecydowało o tym,  że Olga dostrzega z takim przejęciem ten obraz,  o czym myśli w tej chwili, za czym tęskni. Czy jest tu wyraźna odpowiedź ? Pisarz nie daje takowych, ale jedno wiem na pewno: coś musiała zabrać ze sobą z rodzinnego Kalisza, co stanowi o tym , kim jest.
Odtąd , a po pół roku jeszcze bardziej, ich światy przestaną być oddzielnymi, równoległymi, nieznanymi sobie światami.
Od dzieciństwa plączą się z sobą drogi Olgi i Igora, rozchodzą się i schodzą, ale na jak daleko i na jak blisko, i na jak długo? Czy można jednocześnie tęsknić za miłością i uciekać przed nią?
Język, styl Małeckiego to już jego znak rozpoznawczy, pomiędzy kadrami z życia bohaterów wpisane są krótkie zdania, znaki, sygnały, bez zbędnych opisów, bez moralizowania, uświadamiające, że nic nie jest w życiu jednoznaczne, pewne, pełno w nim kontrastów i względności.  Może będzie tak..., a może nie. Coś jest wiadomo,  coś nie. Coś jest pewne i nie do końca. W jednej chwili coś tnie naszą drogę, naznacza,  niczym cezura dzieli na odcinki "przed" i "po". Jak w rodzinie Klemensa, kiedy w katastrofie lotniczej ginie jego ojciec pilot  i zostają sami z matką, a później tracąc matkę, zostaje sierotą. Jak w rodzinie Igora, kiedy jego brat nie powrócił z Japonii i ślad po nim zaginął, jakby Japonia go "zeżarła", niczym zły potwór. Jak w życiu Olgi..., to, co się wydarzyło, jaką podjęła decyzję , rzutowało na jej dalsze życie.
Rozłąki, straty, rozczarowania, obawy, zwątpienia, obsesje.  Wchodzimy w światy bohaterów i jesteśmy świadkami małych i dużych kataklizmów. Czasem wypadnie tylko cegła,  czasem rozsypie się ściana, a czasem w gruzy zamienia się cały świat. Cokolwiek się stanie, cokolwiek to znaczy, bez względu na wymiar straty i ogrom bólu,  ktoś powie: " takie rzeczy po prostu się zdarzają ".
Narracja ma swój rytm, wchodzimy w bieżący nurt zdarzeń,  Małecki pokazuje nam jak rozpadają się czyjeś światy, a potem wraca, robimy kilka kroków w tył, by zobaczyć jak poszczególne światy budowano, z jakich elementów, wprowadza nas w przyczyny i okoliczności ich rozpadu. Szuka czegoś, co daje siłę i energię potrzebną w trudnych chwilach.  Taka konstrukcja jest tutaj bardzo wymowna  bowiem to, co wydarzyło się wcześniej, kogo spotkaliśmy, choćby na moment, może być znaczące i mieć wpływ na naszą  przyszłość.

Wartość dodana w "Nikt nie idzie " to walor edukacyjny , nawiązujący do poezji japońskiej, krótkiej formy, jaką jest haiku , wiersz inspirowany emocjami chwili. To tradycja japońska, która sięga w głąb duszy. Tytuł powieści zaczerpnięty jest z poezji  Basho :
"Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru ".
Bardzo trafny, adekwatny tytuł, pierwotnie książka miała być zatytułowana "Nauka latania ".
Wszystko tutaj: fabuła, konstrukcja, tytuł oraz grafika okładki  idealnie współgra. Jeśli jest cokolwiek idealnego na tym świecie. Sam pisarz stara się odwieść nas od tego przekonania, przestrzega, aby nie wpaść w pułapkę wyimaginowanego ideału, idealnego świata, idealnego ja,  bo takowe nie istnieją. Warto próbować burzyć w sobie blokady, kompleksy, pokonywać przeszkody, dręczące obsesje  na drodze do pragnień, marzeń, miłości,  aby dotrzeć do samego siebie.
Jeśli szukać klucza, za pomocą którego pisarz otwiera serca czytelników,  to jest nim zdolność obserwowania, nacechowana empatią, otwartość na drugiego człowieka, pomimo, że dźwigamy  własny,  wcale nie lekki, bagaż.

Na koniec powiem, że zainspirowana haiku, emocją chwili, spróbowałam coś stworzyć, nawiązując do przesłania, jakie wyczytałam gdzieś "pomiędzy ":
Kim będziesz jutro
Patrząc na czyjeś dzisiaj
Okiem obojętnym?



*Dziękuję serdecznie Wydawnictwu SQN za egzemplarz przedpremierowy na długo przed premierą książki.



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: /https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/



                                                         
                                                 


niedziela, 30 września 2018

"Kręgi " Zbigniew Zborowski

Znalezione obrazy dla zapytania kregi zborowski

Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 5 września 2018 r.
Liczba stron: 480

"Życie niesie ze sobą różne sytuacje. Są takie, których nie sposób udźwignąć... "

Zbigniew Zborowski to człowiek wielu pasji. Spośród wielu możliwych dróg ,wybrał również pisarstwo. Wystarczy jedno spotkanie z jego twórczością, by pochwalić ten wybór.
"Kręgi " to kontynuacja "Skazy " z detektywem, wcześniejszym policjantem  Bartoszem Koneckim w roli głównej.

Prolog, swą dramaturgią, anonsuje  mroczną aurę kryminału i zapewnia sporą dawkę mocnych wrażeń . Autor stosując retrospekcję, przenosi nas do zdarzeń z lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia.
Zawiazując kryminalną intrygę, naświetla jednocześnie zjawisko, proceder zorganizowanej grupy przestępczej.
Polowanie, męska rzecz. Gonitwa. Adrenalina.
Tylko, że tutaj terenem jest stara, opuszczona zimna rzeźnia, a zwierzyną dziewczyna. Niewinność złapana w pułapkę. Zderzenie z całym okrucieństwem świata, gdzie traci się wiarę w człowieka, nadzieję, że ujrzy się jego ludzką twarz.
A przecież "nie wyglądali na potwory..., może nie jest tak źle?
Może chcieli tylko ponapawać się trochę jej strachem?
(...) W ich oczach było coś, co odbierało nadzieję ."
Dziewczyna została zamordowana. Zwłoki podrzucono w inne miejsce. Denatka miała odcięte dłonie.
To było "wczesniej", w 1992 roku.
Wędrówka w czasie ma na celu odszukanie i uchwycenie pewnych nitek niedopatrzonych spraw, by spleść z tymi, co pojawiają się współcześnie - "teraz ".
Teraz, po 25 latach,  w Warszawie znów odnaleziono zwłoki dziewczyny z odciętymi dłońmi. Czy to ten sam sprawca, czy naśladowca? Przypadek? Czy konsekwencja tamtych zdarzeń ?

Zło wyrządzone świadomie i celowo skrywane w mrocznym nimbie tajemniczości , podszyte strachem sprawcy w trosce o siebie samego, zatacza coraz szersze kręgi. Konsekwencją są kolejne kłamstwa, tajemnice i kolejne niewinne ofiary.
Sprawa sprzed lat tylko pozornie została załatwiona. Skazano niewinnego. Zaś ambitnego, chcącego się wykazać, aspirujacego do awansu policjanta, zdyskredytowano zawodowo.
Paradoksalne finalizowanie śledztwa, zamiast awansu, wydalenie z szeregu policji.
Niedoskonałość badania sprawy, ułomność procedur śledczych , w znacznym stopniu odzwierciedlają rzeczywistość społeczno - polityczną. Odsłaniają prawdę o regułach i zasadach działania organów ścigania.
Zło, piętnowane i wyjaśniane przez jednych jest jednocześnie tuszowane przez drugich.  Paradoks i absurd idealnie nakreślają  i obnażają miejsce największego zła.

Główny bohater, detektyw Konecki realizując zlecenie śledzenia celebrytki, natrafia na tropy prowadzące do zabójstwa sprzed lat. Łączy tamto zdarzenie z tą aktualną zbrodnią ściągając na siebie duże niebezpieczeństwo. Zbiera poszczególne elementy układanki w logiczną całość . Wszystko pasuje, ma swoje wytłumaczenie dla ciągu zdarzeń. Wszystko wiemy, śledzimy na bieżąco i zastanawiamy się nad zagadką. Czy będzie zaskoczenie? Autor zwodzi nas i wprowadza w zaułki , myli tropy ,utwierdzając, że jesteśmy we właściwym miejscu. Niespodziewanie pojawia się inna uliczka, inne wyjście, wielkie zaskoczenie. W ostatnim momencie. Niesamowita zmiana akcji.

"Kręgi " to fascynująca opowieść o zbrodniach, ich okolicznościach, o ludziach, powiązaniach, próbach rozwiązywania zagadek kryminalnych i próbach zakłamywania prawdy przez tych, którzy powinni stawać w jej obronie.
Ciekawa jest fabuła, koleje losów bohaterów skrzywdzonych przez okrutny los, okaleczonych na skutek osobistych tragedii, wyraźne ,psychologiczne ich portrety. Ciekawa jest konstrukcja przeplatająca wątki z przeszłości ze współczesnymi. Najciekawsza jest sama głębia tej opowieści, przestrzeń, jaką tworzy dla nas pisarz. Miejsce na refleksje, poszukiwanie prawdy ,zasad ,tego wszystkiego, co ludzie nieopatrznie gubią po drodze,  co doprowadzić może do zguby ich samych. Cenna jest to przestrzeń na przemyślenia dotyczące podejmowanych decyzji. Jak ominąć absurdy i paradoksy świata, w którym tkwimy ? Jak go zmienić?  Czy warto iść i robić to,  co trzeba, by w jakimś stopniu powstrzymać zło ? Sami? Z kimś?  Tworząc ten dobry krąg?  Może warto spróbować i  wierzyć, że istnieją też dobre kręgi?

Wydawnictwu Znak dziękuję za egzemplarz recenzencki.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku :  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowemhttps://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem


poniedziałek, 24 września 2018

"Spowiedź polskiego kata " Jerzy Andrzejczak

Znalezione obrazy dla zapytania spowiedź polskiego kata ksiazka

Autor: Jerzy Andrzejczak
Wydawnictwo: Aktywa
Data wydania: 27 sierpnia 2018 r.
Ilość stron: 272


"Zbrodnia wzbudza w nas rodzaj trwogi,  fascynuje  nas i poraża."

Boileau Narcejac
cyt. :"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

Po dwudziestu czterech latach pojawia się  drugie wydanie publikacji Jerzego Andrzejczaka "Spowiedź polskiego kata ". Najmocniejsze scenariusze pisze samo życie. Jest zbrodnia, musi być kara. I ktoś, kto tę karę wymierza. Ktoś, kto "odpłaca " sprawcy za wyrządzone zło. Kat. Człowiek - instytucja. Wymierza sprawiedliwość zgodnie z literą prawa. Zgodnie z własnym sumieniem? Zakłada pętlę "krawat " na szyję skazańca, zwalnia dźwignię zapadni... i czeka...
"Zło porywa za sobą jak wiatr ". Czy powinność kata jest złem?  Czy jest to zbrodnia?
O czym myśli i co czuje?
Ostatni polski kat. Ilu skazańcom założył "krawat" na szyję przez trzynaście lat? Jakim był mężem ktoś, kto przez tyle lat ukrywał prawdę o sobie przed żoną? Rozmowa z katem odbyła się 25 lat temu i wymagała wielu starań, by doszła do skutku.
Emerytowany kat wstydził się swojej przeszłości i nie przybiegł z ochotą, by się  nią chwalić.
"Chciałby dla siebie długiej "porcji spokoju", żeby wyciszyć swoją krwawą przeszłość. "
"Nie da się w skrócie opowiedzieć o sobie wszystkiego. " Jego odpowiedzi były lakoniczne. Sam sobie również stawiał pytania :"Czy przez moje zajęcie stałem się złym? Czy zło jest we mnie? "
Czy potrafił wyrażać skruchę i żal?
"Trudno jest cierpieć z godnością. Nikt tego nie zrozumie. Jak sobie poradzić z moimi wyrzutami sumienia?"
Tajemniczy funkcjonariusz MSW stracił wiarę we własne życie. Schronienia szukał w alkoholu.
To, kim był, zapisane jest w dokumentach, które będzie można odtajnić po 50 latach.

Książka ma szerszy rys, niż portret byłego kata, to również próba sportretowania skazanych za najcięższe zbrodnie, okrutne, często popełniane seryjnie.
Jerzy Andrzejczak spotkał się z tymi,  którym na mocy Ustawy Amnestyjnej  z 1989 roku zamieniono orzeczone kary śmierci na 25 lat pozbawienia wolności.
Czy tak okrutny czyn,  jak zbrodnia można wymierzyć, zważyć, nadać kategorię?  Zabić z zemsty. Zabić z zazdrości. Zabić bez skrupułów, dla samego zabijania, dla przyjemności, zlizując z noża krew swych ofiar. Zabić przypadkowo, w afpekcie, nie planując wcześniej, żałując tego, co się stało.?
"Wszystko jest względne", jak pisał Fiodor Dostojewski w "Zbrodni i karze "- swoistym studium psychologicznym mordercy.
Zależy, czy jest sumienie, wyrzuty, żal, skrucha, poczucie winy, udręczenie samego siebie...? Czy pustka?
Dlaczego zabił? Co czuł w tamtej chwili, co wtedy, gdy zapadł wyrok? Czy boi się śmierci?
"Gdyby kiedyś ktoś powiedział, że zabiję człowieka, nigdy bym nie uwierzył. Widzi Pan  co się stało ?" (słowa mordercy)
Zabijali z pustką w głowie,"jak zaprogramowana na zabijanie maszyna",by rozładować jakieś drzemiące napięcie."

Publikacja Jerzego Andrzejczaka to kompendium wiedzy z zakresu kryminalistyki, odsłania arkana prawa karnego, począwszy od Kodeksu Hammurabiego, poprzez rzymskie prawo dwunastu tablic, surowe prawo ateńskie, ustawy Diakona etc.
Poznajemy sposoby odbierania życia skazańcom pod różną szerokością geograficzną                           i przyświecającą temu ludzką myśl, by ta kara była możliwie humanitarną.
Gilotyna ? Szubienica? Krzesło elektryczne ? Zastrzyk?
Zaglądamy do więziennej celi, do celi śmierci, za kulisy egzekucji, wracamy do okrutnych tortur  i wciąż powraca pytanie: Kara śmierci tak? Kara śmierci nie? Poznajemy najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy, mroczne meandry umysłu.

Kara śmierci - KS. Zatem, czy KS to morderstwo?
Główny spór o karę śmierci rozgrywa się w sferze uczuciowej. Co silniejsze? Wybaczenie i wiara w uzdrawiającą moc miłości,  czy pamięć o ofiarach, nienawiść do zła i  jego nosicieli? A może lęk przed mnożącą  się zbrodnią?
"Oko za oko ", według Starego Testamentu?  Czy "Człowiek to jego najgorsze nawet uczynki ", jak mówi Nowy Testament?

To mocna rzecz. Czytając tę książkę, pełną ludzkich dramatów,  tragedii, ułomności, natrafiamy na liczne pytania, jakie padały w rozmowach z byłym katem, ale także z osadzonymi za największe zbrodnie więźniami. W końcu sami stawiamy pytania. Z pewnością więcej tutaj pytań, niż paragrafów w Kodeksie karnym.
Ta publikacja, choć opiera się na konkretach, faktach, liczbach, danych statystycznych, tylko pozornie jest relacją pozbawioną emocji. Otwiera szeroko furtkę do sfery uczuć, do wnętrza człowieka, kieruje na ścieżki kręte, gdzie połamano drogowskazy.

"Zło porywa za sobą jak wiatr. "

To zastanawiające, jak mocno fascynuje nas zło, świat zbrodni, kryminalne zagadki? Dlaczego?
Czy chodzi o "oswojenie czegoś, co nas przeraża", czy oczekujemy, by sprawiedliwości stało się zadość  i zło zostało ukarane?

Czy chcemy poznać tę granicę, której sami, wydawać by się mogło, nigdy nie przekroczylibyśmy? Co jest za taką granicą?  Motywy? Zemsta, nienawiść, gniew, chęć zysku, czy nuda?
W którym momencie przekracza się granicę, kiedy myśl o dokonaniu przestępstwa staje się czynem?
Pomimo całego okrucieństwa wyłaniającego się z mrocznego zbrodniczego świata, ta książka to interesujące źródło informacji, niezmierzone morze ciemnych nurtów, zatrważających pytań..., i my,  na wzburzonym oceanie,  przepełnionym wątpliwościami, usilnie walczący z nimi, prostujący znaki zapytania w wykrzykniki. Jest to też ostrzeżenie przed złym kursem i światełko wskazujące drogę do bezpiecznej przystani, jeśli uwierzymy w zwycięstwo dobra nad złem.

Jedno z pytań do polskiego kata brzmiało :
"Co chciałby przekazać czytelnikom w tym miejscu książki? "
"Mogę im tylko życzyć, żeby nie wchodzili na przestępczą drogę. Wszyscy mamy tylko jedno życie."

Autor zapowiada kontynuację, drugi portret kata po latach. To fascynujące, jak czyjeś życie, tak trudne, uzależnia, staje się częścią samego "spowiednika".
Wspomnienia, emocje, dramatyczne sytuacje  stały się "chorą obsesją " autora.
"Wyrzucę z siebie, po stokroć to wszystko"- zapowiada  w ten sposób kolejną fascynującą opowieść pt ."Cień polskiego kata ".

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Aktywa za egzemplarz recenzencki.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku : hlttps://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







poniedziałek, 10 września 2018

"Kresowa opowieść".Nadia" III tom Edward Łysiak

ZdjÄ™cie użytkownika Edward Łysiak.  Autor: Edward Łysiak
  Wydawnictwo: NOVAE RES
  Data wydania: wrzesień 2018
  Ilość stron: 290


Wojna się zakończyła, nacjonaliści walkę przegrali, a niektórzy z Polaków zaczęli pisać pamiętniki. Bohaterskie czyny pani ojca opisał jego kolega. Nie zmieniał nazwisk i to był błąd. Współcześni nacjonaliści zdobyli ten pamiętnik i postanowili się zemścić. 
               Cyt. :"Kresowa opowieść. Nadia " Edward Łysiak




We wrześniu 2013 roku ukazała się "Kresowa opowieść" Edwarda Łysiaka, pierwszy tom zatytułowany "Michał", drugi tom "Julia".
Lektura tych powieści wywarła na mnie niezapomniane wrażenie i dostarczyła ogromnych emocji. Była to nie tylko powtórka z historii, skądinąd mało znanej, ale nowa lekcja, odkrywająca niejedną zakrytą kartę. To beletrystyczny przekaz oparty na faktach historycznych ukazujący bolesne przeżycia Polaków na Kresach wschodnich.

Zachęcam do sięgnięcia po te książki poprzez swoją opinię. To ważna literatura, powiedziałabym obowiązkowa. To jest świadectwo prawdy:
http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/2014/09/kresowa-opowiesc-autor-edward-ysiak.html


Edward Łysiak jest pomysłodawcą i współrealizatorem projektu "Łączy nas wspólna historia", który powstał, by umożliwić kontakty między młodzieżą polską i ukraińską. Jest orędownikiem polsko ukraińskiego pojednania, ale też pamięci o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, popełnionych na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.


Jest już, zapowiadana wcześniej przez autora, kontynuacja "Kresowej opowieści" III tom z podtytułem "Nadia". Książka będzie miała swoją premierę 17 września.
  Jaki zamysł przyświecał autorowi i co było inspiracją, by napisać kolejną część? Czy można jeszcze coś dodać do tego, co już zostało powiedziane? Z pewnością..., nawet trzeba.
Choć "Nadia" to już czasy współczesne, jest rok 2014, jednak nie przebrzmiały reperkusje tamtych zdarzeń, a echo przeszłości nie milknie.

Edward Łysiak użył  sprytnego fortelu, nadał swej nowej powieści cechy kryminalno sensacyjne, co, wraz z ogólnym zarysem historycznym i smaczkami obyczajowymi, tworzy nowatorską, atrakcyjną fabułę. Książka powstała w zupełnie innej konwencji, która zaskoczyła mnie i zwiodła na chwilę, ale nie zawiodła, choć początkowo zastanawiałam się, czy to ten sam Edward Łysiak?
 W moim odczuciu jest to niewątpliwie walor, jednakże i tak najważniejszy pozostaje tutaj przekaz. Autor umiejętnie połączył z sobą obie te rzeczy: atrakcyjność treści oraz głębokie historyczne przesłanie. Nić przeszłości nierozerwalnie wplata się pomiędzy zdarzenia współczesne.


Poznajemy bliżej sylwetkę inspektora Andrzeja Pilarskiego, policjanta, który w "Julii" II tomie Kresowej opowieści (1996rok) prowadził śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci starszego człowieka, zamordowanego przez pomyłkę, zamiast tytułowego Michała Jakubowskiego vel Jakubek - żołnierza istrebitielnego batalionu zasłużonego w walce z UPA.
Wchodzimy w świat inspektora, z podglądem na jego życie osobiste, a właściwie jego brak, bo dobiegając pięćdziesiątki, wciąż marzy o założeniu rodziny. Związek z Ewą Konieczny, z którą rozwiązywał zawodowo kryminalne zagadki, to już bezpowrotna przeszłość.Wprawdzie wtedy na Ukrainie odnalazła go w podziemnym bunkrze i uratowała mu życie, ale to, co zrobiła potem, było dla niego wielkim zawodem i upokorzeniem.
Pomimo ciężkiej choroby, nasz inspektor wciąż przejawia zainteresowanie płcią przeciwną, jak również niemały apetyt na życie z wszystkimi najpikantniejszymi jego smakami.

Andrzej Pilarski prowadzi podwójną walkę, tę, w której najwyższą stawką jest jego życie oraz tę drugą, jaką jest ściganie przestępców.
Cztery śledztwa w sprawie zagadkowych śmierci, według niego, nie mogą być zbiegiem okoliczności. Tym bardziej, że ofiary, dziwnym trafem, pochodzą z kręgu bliskich Michała Jakubowskiego, który w czasie wojny walczył z podziemiem ukraińskiego nacjonalizmu. Inspektor, dzięki swej zawodowej intuicji, łączy tragiczne zdarzenia w całość i nadaje im charakter odwetu po latach. Czy możliwe, że śmierć przypadkowych osób jest tu przejawem odpowiedzialności zbiorowej?



 Inspektor Pilarski prowadzi nas poprzez korytarze kliniki, w której zmaga się z ciężką chorobą, do gabinetów lekarskich, zabiegowych, do łóżek innych pacjentów, towarzyszy swej niedoli. A to wszystko nie dzieje się przypadkowo, bowiem bezwzględne macki przeszłości wślizgują się w każdy zakamarek tych miejsc. Dopadają niepostrzeżenie i zupełnie znienacka.
Niebezpieczeństwo zagraża również samemu Pilarskiemu i jego nowo poznanej przyjaciółce, którą zabrał w podróż po Europie.
Nadię poznał przypadkiem. Kim, tak naprawdę, jest ta dziewczyna, która przyjechała z Ukrainy do prac sezonowych, której nasz inspektor zaproponował wycieczkę do Włoch i Chorwacji? A może nie spotkał jej wcale przypadkiem?
A spotkanie na plaży z Lubow, z kobietą, którą poznał przebywając na Ukrainie? Przypadek?
Czy cokolwiek jest tutaj przypadkiem...?
A może kolejne zdarzenia są konsekwencją czegoś...?
Tych okrucieństw z przeszłości, bólu, cierpienia, nieodżałowanych strat, nieodpartej tęsknoty, tego wszystkiego, co przeradza się w chęć zemsty, obsesyjne pragnienie odwetu?

Wszystkie nitki łączą się ze sobą. Wątki oplatają osnowę, stanowiącą filar, istotną część konstrukcji wszelakiej. Tutaj tą osnową, filarem jest pamięć.
Wszystko po to, byśmy pamiętali o tym, o czym opowiada, leżąca na szpitalnym łóżku pani Zofia, wspominając "piękne i przeklęte Kresy" i to , o czym sama nie może zapomnieć.
I o tym, co usłyszała Lubow od swojej umierającej sąsiadki Walerii na temat swojego pochodzenia i okrutnych przeżyć członków jej rodziny, o tym wszystkim, co zasiało w sercu Lubow ziarno nienawiści, silnie niszczące uczucie, zdolne pokonać nawet miłość. Bo na ogół to miłość właśnie zdolna jest unicestwić całe zło, dlaczego tutaj pragnienie zemsty wygrywa z potęgą miłości?
Do głosu dochodzi desperacka chęć odwetu bez przestrzegania granic i za każdą cenę. Co daje przyzwolenie na dokonanie samosądu? Czy może być usprawiedliwienie dla wymierzenia sprawiedliwości poza prawem?
Są rany, których czas nie zabliźni; i niczym stygmaty naznaczają kolejne pokolenia. Ci, którzy zginęli z rąk banderowskich bestii już o nic się nie upomną. Ci, którzy uciekli z nazistowskiego piekła, wciąż cierpią i nie mogą uwolnić się od bólu. Przeżyli, ale czy ocaleli, gdy oprawca pozostaje bezkarny, a wina nienazwana, gdy zabrakło zadośćuczynienia?
Trzecia część "Kresowej opowieści" z podtytułem "Nadia" jest dowodem na to, że pomimo upływu czasu reperkusje kresowej tragedii nie przebrzmiały, a echo tamtych krzywd niesie się po wsze czasy i nie milknie.

Dlatego nie wolno nam zapomnieć...

"Nie wolno nam zapomnieć o tragedii Kresowiaków,  o okrutnych zbrodniach dokonanych na polskiej ludności cywilnej przez oprawców z Ukraińskiej Powstańczej Armii - bohaterów narodowych dzisiejszej Ukrainy.
Niepodległa Ukraina się ich nie wyrzeknie,  nie pozbawi Stepana  Bandery patronatu nad setkami ulic  i placów,  nie zlikwiduje poświęconych mu pomników  i nasze protesty tego nie zmienią.
Jedyne, co nam pozostaje, to obowiązek pamiętania o ich zbrodniach,  których tragicznym symbolem jest Wołyń. "

* Serdeczne podziękowania  dla Wydawnictwa Novae Res za współpracę oraz za egzemplarz przedpremierowy.
                                               Znalezione obrazy dla zapytania novae res logo     
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://