środa, 29 czerwca 2016

WAKACYJNY KONKURS!



Drogi Czytelniku,

masz w perspektywie urlop, zasłużony odpoczynek
od obowiązków, zadań specjalnych i ciągłego pędu?
Chcesz się zrelaksować, nabrać dystansu, a zarazem
dobrze się bawić? Może Tobie pomóc w tym lektura najnowszej książi autorstwa Anny Szczęsnej pt. "GANG różowych KAPELUSZY", nad którą blog Myśli rzeźbione słowem sprawuje patronat medialny.
Jest to lektura z pozoru lekka, łatwa i przyjemna - z pozoru, ponieważ pozawala na głębsze przemyślenia i uświadamia, że cokolwiek  złego nas w życiu spotyka, to jeszcze nie jest to koniec świata!

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie?


1. Należy odwiedzić fanpage Myśli rzeźbione słowem;

2. Udostępnić na swoim facebookowym profilu, post konkursowy znajdujący się pod poniższym adresem:

https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

3.Odpowiedzieć w komentarzu pod postem na pytanie:

Jaki jest Twój złoty środek na życiowe zawirowania i przeciwności losu?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Co zrobić żeby wygrać książkę?

Nagrodzona zostanie osoba, która w najciekawszy sposób odpowie na pytanie konkursowe.


Kiedy i gdzie nastąpi rozstrzygnięcie konkursu?

6 lipca 2016 r. o godz. 20:00 na fanpage'u oraz blogu Myśli rzeźbione słowem.


Kto ufundował nagrodę?


 Wydawnictwo Lucky



Serdecznie ZAPRASZAM do udziału w konkursie - ja już jestem po lekturze, zapisałam się do Gangu Różowych Kapeluszy,  a na zachętę zapraszam do lektury mojej recenzji :) 



piątek, 17 czerwca 2016

"Gang różowych Kapeluszy" Anna Szczęsna

Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: czerwiec 2016
Ilość stron: 304



                                    NA ZAKRĘCIE...

              tytuł rozdziału "Gang różowych kapeluszy" Anna Szczęsna


   Każdy może nagle znaleźć się na zakręcie.Wcale nie trzeba być w wieku 60+, jak cztery bohaterki powieści Anny Szczęsnej "Gang różowych kapeluszy". Stanąć twarzą w twarz z ciemną plamą, z nieprzeniknionym mrokiem, z mgłą, burzą, sztormem, a nawet gromem. Tak nagle, nieoczekiwanie, boleśnie, coś może przesłonić i odebrać całą radość i beztroskę. Jakaś chwila, moment jakiś, niczym cezura, bez znieczulenia, przecina czyjeś życie na dwie części, na tę "przed" i na tę "po".
Zdarza się, że to ciężar nie do udźwignięcia. Powalający. Można ugiąć się i tak pozostać na długo. Samym ze sobą. Izolować się. Cierpieć. Ginąć. Można też, podczołgać się, by zobaczyć, co jest za zakrętem...? Znaleźć siły, by odebrać uporczywie dzwoniący telefon, czy też otworzyć drzwi, by podjąć*"pomocną dłoń".O tym jest właśnie ta książka.

O niepowetowanych stratach; o upływie czasu, przemijającej urodzie, utracie zdrowia i witalności, o samotności. Wszystko to przekazane jest w niekonwencjonalnej formie, z domieszką humoru, nutką szaleństwa i ogromem pozytywnej energii.  Aż dziw bierze, że pisarka, przedstawicielka młodego pokolenia, potrafiła wziąć w ręce tak trudne, przygnębiające zagadnienia, pozbawić je zbędnego balastu i wyeksponować łagodniejszą, jaśniejszą, pozytywną ich stronę.

Cztery główne bohaterki, to cztery przyjaciółki, każda ze swoim bagażem życiowych doświadczeń. Dużo je różni. A co  łączy?

MARIA, dopiero co, pochowała swojego ukochanego męża Gucia. Otacza ją "smutek gęsty jak smoła".
Dlaczego Gucio miał przed nią tajemnice? Dlaczego musiała usłyszeć to z ust jego pierwszej żony? Jakie miała intencje Krystyna, ujawniając jej to wszystko właśnie teraz? Jak wydarzenia z przeszłości wpłyną na przyszłość Marii?
Czy oswobodzi się z owijającej ją*"żałoby na metry"? 

OLGA potrafiła przed światem i przyjaciółmi kreować się na silną i barwną osobę.
"Natura obdarowała ją dość atrakcyjną powłoką, pod którą skrywała się prawdziwa ona, zimna i nieczuła."
Mężczyzn traktowała przedmiotowo. A gdy uczucia dochodziły do głosu, skrzętnie je skrywała i uciekała przed nimi. Tak było bezpieczniej. Do niej zawsze należało ostatnie słowo i to ona odchodziła. Schronienia szukała w literaturze o kobietach, jej podobnych, silnych, ale i okrutnych. Smutki topiła w alkoholu, który miał znieczulić ból samotności. 
A, gdy poznała Konrada..., wiele się zmieniło. Ale wraz z nim przyszły chwile, "gdy niemożliwym jest przybranie maski".

SERAFINA jest mistrzynią w parzeniu ziołowych mikstur. Leczy nimi wszystkie swoje i cudze niepokoje. Wyciszona, potrafi cieszyć się tym, co dookoła. "Po każdym przykrym zdarzeniu po prostu otrzepywała się i obracała twarz w stronę słońca." Swą codzienność dzieli z kotem Cynamonem. Wdzięczna była ogromnie losowi, że ma swoje przyjaciółki i są zawsze obok, gdy się coś dzieje. 
Nagle w jej spokojne życie, z impetem, wprowadza się siostrzenica Bogna, a wszelkie jej pomysły, przeganiają nudę na cztery strony świata.

BARBARA, jako jedyna z przyjaciółek, ma liczną rodzinę; czworo dzieci, wnuczkę i męża Lucka, o którego troszczy się, dba od lat, niczym o kolejne dziecko. Wszystko było na jej głowie. Sama musiała dopilnować całego domostwa, nikogo nie prosząc o pomoc. Nagle kręgosłup odmawia jej posłuszeństwa. 
Smaruje, okłada czym tylko może, by poczuć ulgę. Jakimś zbiegiem okoliczności rozmasowano jej kręgosłup olejkiem erotycznym, czego skutki były nieprzewidywalne. 
Konieczna jednak była terapia i rehabilitacja w sanatorium i związany z tym wyjazd do Ciechocinka.
*"Ale jak to, mam wyjechać?" Zostawić dom, rodzinę? Czy to możliwe?

Cztery kobiety i otaczająca je rzeczywistość. Przyjaźnią się, wspierają, rozumieją bez słów. Wspólnie i każda z osobna, robią bilans zysków i strat, dokonują podsumowań, stawiają sobie ważne pytania. I chociaż coś cennego przemija bezpowrotnie, one pozostają i ich niezrealizowane marzenia. Budujące jest to, że wiek nie zakotwicza ich w jednym miejscu. Jednoczą się swoją siłą, energią, chęcią sięgania po marzenia, by je spełniać i siebie same. Zakładają różowe kapelusze, tworząc swój GANG, uzbrajają się w szaloną spontaniczność i ruszają w bój po trochę szczęścia, które zamierzają wyrwać życiu.
Próbują coś zmienić*"w poszukiwaniu dawnego rytmu", a może*"blasku przyszłości", wpatrują się w horyzont, na którym może pojawić się coś nieprzewidzianego,*"czyżby przeznaczenie"?

Rozterki, problemy, straty, ale też i marzenia, plany, sposób na znalezienie szczęścia rozpisane na 61 rozdziałów, które to dzielą fabułę na cząsteczki, niczym puzzle, które w końcu muszą złożyć się w całość, którą różnie można nazwać: Wizją, Nadzieją, Wsparciem, Mocą, Przyjaźnią.

To moje pierwsze spotkanie z pisarką Anną Szczęsną, jakże miłe i obiecujące na przyszłość. No i mam trochę do nadrobienia. Pisarka wzbudziła we mnie wielki podziw swoim stylem, humorem, umiejętnością mówienia o rzeczach bolesnych, trudnych, nawet ostatecznych w sposób luźny, śmieszny, pozwalając przy tym sobie i nam, zarazem, na dystans do spraw, na które, tak naprawdę, nie mamy wpływu. Pozostaje więc je polubić, oswoić, no choćby zaakceptować. Podziw jest tym większy, jak już wcześniej wspomniałam, pisarka jest młodą osobą, a pisze o psychice, obawach, odczuciach kobiet mocno dojrzałych, wchodzących w objęcia bezlitosnej starości, z wielką empatią.
Zapisuję się do Gangu różowych kapeluszy - MOSB (Maria, Olga, Serafina, Barbara), który rozszyfrowałam według własnej fantazji: Muszę Odnaleźć Swój Brzeg, choćby pod prąd...



*cytowane  wyrażenia, zaznaczone tłustym drukiem, to tylko kilka z 61 tytułów rozdziałów powieści.


*Dziękuję Wydawnictwu Lucky za możliwość zrecenzowania książki Anny Szczęsnej, która miała swą premierę 15 czerwca 2016 roku.
                                         
                                                                        


Zapraszam na swój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Hormonia" Natasza Socha

Okładka książki HormoniaAutor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016
Ilość stron: 336


  Może to była chęć zobaczenia świata na własnych warunkach?
Przekonanie się, że chociaż nie można w życiu osiągnąć wszystkiego, to jednak są cele, do których każdy da radę dojść.
Wystarczy tylko założyć buty.

                                              cyt.: "Hormonia" Natasza Socha




  Powieść Nataszy Sochy "Hormonia", otwiera serię zatytułowaną: "Matki, czyli córki". Słowo "czyli", utożsamia ze sobą te dwie, tak bliskie sobie osoby, w myśl przysłowia:  "taka córka, jaka mać".
Piękna jest to relacja i jednocześnie bardzo trudna. Matki, kochając bezgranicznie, chroniąc przed całym złem tego świata, zupełnie nieświadomie, zatracają się w swej miłości.

"Widzisz, my, matki uzależnione, nie chcemy być odseparowane od życia własnych dzieci. Jesteśmy trochę jak męczennice, które całkowicie podporządkowują się swojemu dziecku. Składamy siebie w ofierze i pewnie oczekujemy w zamian wdzięczności."

Matczyna troska nie mija z czasem. Chociaż, gdzieś po drodze jest taki moment, nieoznaczona niczym granica, gdzie błyska ostrzegawcze światełko, kiedy to matki powinny puścić "ster" ze swoich rąk i uczyć córki samodzielności, pewności siebie, dodawać odwagi. Czasem udają, że nie widzą i jeszcze mocniej "owijają siecią, jak pajęczyną i chcą, żeby tak już pozostało".

"Podobno kiedy dziecku usuwa się kamienie spod nóg, w przyszłości potknie się o ziarno piasku."

Córkom też zapala się lampka i mówią: "dość", chcę sama iść, sama decydować, nawet popełniać własne błędy. A jeśli nie starczy odwagi na bunt...?
Kalina, bohaterka powieści "Hormonia" ma skończone czterdzieści pięć lat, nieudane małżeństwo za sobą. Sama wychowywała córkę Kirę, która jest już wprawdzie dorosła, ale nie samodzielna, wciąż mieszka razem z matką i babcią Konstancją. Czy udało się Karinie nie powielać błędów matki?
Dopiero teraz Karina odważyła się na sprzeciw, postanowiła odciąć się od "smyczy". Możliwe, że czekała na burzę hormonów, jaką zafundowała jej menopauza, która uzmysłowiła przy okazji, że najwyższy czas samej podejmować decyzje, realizować swoje plany i spełniać marzenia, marzenia spisane na sekretnej liście.
Nieznana dotąd Karinie odwaga, wraz z nutą szaleństwa, próbowały rozprawić się z nękającymi ją lękami, obawami, paraliżującym strachem, próbowały skutecznie odmienić jej los. 
Karina odpowiada na nietypowy, intrygujący anons z prasowego kącika towarzyskiego. Umawia się na spotkanie i wraz z nowo poznanym Kosmą, wyrusza w drogę do wymarzonego Amsterdamu.

Ucieczka?

"Największym paradoksem ucieczek w świat jest to, że tak naprawdę nie można przed niczym uciec. (...) Kalina uciekała przed zaborczością matki i atakującą ją starością. Zarówno jedna, jak i druga wpakowały jej się do samochodu."

Po drodze zabierają dwie autostopowiczki. Dosiadają się, niczym w teatrze, dwie kobiety, każda ze swoim bagażem doświadczeń i problemów, mają tutaj do odegrania znaczącą rolę. Szarlota, podobnie jak Karina, nękana jest przez menopauzę i przez  związane z nią lęki, gotowa na wszystko, by wyszarpnąć się ze szpon starości. Marianna zaś, w przeciwieństwie do Kariny, ucieka przed swą córką, z którą od dłuższego czasu nie może dojść do porozumienia. Ma tutaj miejsce niebywała konfrontacja wszelkich dylematów, problemów, rozwiązań. Ten pomysł na wspólną podróż jest rewelacyjny, uatrakcyjnia wycieczkę i wzbogaca o dodatkowe spostrzeżenia, co w konsekwencji daje nowe, świeże spojrzenie na problemy ich wszystkich i możliwość rozwiązania ich.
Trudne sytuacje, problemy, decyzje, widziane przez pryzmat  twórczości Nataszy Sochy, nie tracąc nic ze swej rangi, stają się lżejsze, łatwiejsze i możliwe do zaakceptowania.
Pisarka, dzięki swojej filozofii życiowej, posiada umiejętność przewartościowania pewnych rzeczy i dostrzegania, nawet w trudnych sprawach, łagodniejszej ich strony. Swoim pozytywnym widzeniem świata potrafi zarażać czytelnika, potrafi sprawić, że ufamy jej, odczuwamy ulgę, wierzymy, że to, co nas spotkało, to jeszcze nie jest koniec świata. Humor i styl Nataszy Sochy czyni cuda. Jest wesoło, refleksyjnie i motywująco.

Jeśli jeszcze nie zetknęliście się z utworami Nataszy Sochy, to gorąco namawiam. Poznajcie koniecznie nietypową "Macochę", "Maminsynka" oraz spróbujcie jak smakuje "Rosół z kury domowej". Tematy ważne, problemy, dotyczące jej bohaterów, stają się też naszymi problemami.  Podejście do trudnych zagadnień z poczuciem humoru, pokazuje nam i uczy zarazem, jak nabrać dystansu do nich i siebie samych.
Lektura zadziała skuteczniej, niż kolorowa tabletka na uspokojenie. Może przyśni się każdemu z Was, jego własny "Amsterdam", a możliwe, że stanie się bardzo realny. Wystarczy tylko wstać i "założyć buty".


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz recenzencki, dzięki któremu mogłam przeczytać kolejną powieść Nataszy Sochy i odebrać ją jako wielką dawkę optymizmu.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

sobota, 21 maja 2016

"Listy niezapomniane" Shaun Usher

Okładka książki Listy niezapomniane. Tom II   Autor: Shaun Usher
   tłumaczenie: Jakub Małecki
   Wydawnictwo: Sine Qua Non
   Data wydania: 18 maja 2016
   Ilość stron: 416



    "Listów niezapomnianych" ciąg dalszy...
Minął rok, jak ukazał się pierwszy tom publikacji Shauna Ushera "Listy niezapomniane, a 18 maja 2016 odbyła się premiera drugiego tomu tego fascynującego projektu, zbioru ponad stu listów z różnych zakątków świata, z bardziej i mniej odległych czasów, ukazującego ducha danej epoki, jak i ujawniającego tajemnice zakamarków dusz ich autorów.

Antologia stanowi nieocenioną skarbnicę epistolografii. Greckie anthos oznacza kwiat, a lego - zbieram, czyli dosłownie zbiór kwiatów. Tak tutaj, autor zebrał wielki bukiet ludzkich myśli, emocji, radości i smutków, dających świadectwo czasów, w których były odczuwane.

 Zachęcam gorąco do zapoznania się z moją opinią I tomu "Listów niezapomnianych": 

Pięknie wydany projekt, zapoczątkowany stroną internetową, teraz w formie pisemnej, papierowej, w sztywnej oprawie, bogato ilustrowany oryginalnymi okazami "staroświeckiej korespondencji", dokument dla współczesnych. Dokument tego, jak to się drzewiej listy pisało i dowód nieustającego, uniwersalnego uroku listów i opowiedzianych w nich historii.
Listy, telegramy, notatki; dzięki tym zapiskom przenosimy się w ciekawe czasy, poznając ciekawostki z życia ludzi, reprezentujących różne etapy rozwoju naszej cywilizacji, mieszkańców świata.
Każdy list poprzedzony jest krótką notką naświetlającą okoliczności, w jakich został napisany. Uzupełnieniem są fotografie zachowanych listów, zdjęcia nadawców i adresatów, zdjęcia dokumentujące wydarzenia historyczne.

Listy do matki, do dziecka, do wroga i przyjaciela, idola, krążące z miejsca do miejsca, pełniące rolę powiernika, rozjemcy, spowiednika, łączące dwie i nie tylko, ludzkie dusze.

- Wstrząsnęły mną bardzo odręczne zapiski pasażerów lotu nr 123 do swoich bliskich (12 sierpnia 1985)
Rejs samolotu z Tokio do Osace. Na pokładzie 509 pasażerów i 15 członków załogi. Awaria! 32 minuty dzieli ich od nieuniknionej katastrofy. Samolot rozbił się na górze Takamagahara. Katastrofę przeżyły cztery osoby. Pozostała wstrząsająca korespondencja wielu z pasażerów podczas tych 32 przerażających minut pisało listy pożegnalne z wyznaniami, prośbami, pełne lęku, rozpaczy, strachu...

"Bądź dzielny i żyj"
"Bądźcie dla siebie dobrzy..."
"Boję się. Boję się. Boję się. Pomocy. Niedobrze mi. Nie chce umierać..."
"Opiekuj się dziećmi..."
"Proszę żyj odważnie. Opiekuj się dziećmi..."

- Jan Paweł II napisał list zaraz po wyborze go na papieża do Felicji Wiadrowskiej (zwanej Lusią) swej         jedynej krewnej ze strony matki, córki Marii Wiadrowskiej- matki chrzestnej papieża.

- W więzieniu, tuż przed straceniem pisze pożegnalny list matka do córki.

-  Wzruszający list innej matki do swego nienarodzonego jeszcze dziecka.

- 24-letnia Janis Joplin pisze pełen ekscytacji list do rodziców. Zanim zdobyła szczyty kariery, zanim zaczęła "stąpać po bardzo cienkim lodzie, który w końcu miał pęknąć, wpadając w nałóg heroinowy". Trzy lata po tym liście zostaje znaleziona w pokoju hotelowym.

- Richard Burton pisze żarliwy, pożegnalny list do Elizabeth Taylor.

- List Toma Clancy'ego, którego Ronald Reagan nazwał "opowiadaczem w swoim stylu", tym samym kładąc podwaliny pod fenomenalną karierę pisarza.

- Victor Hugo pisze do wydawcy M. Daelliego (włoski przekład "Nędzników")
   "Miał Pan rację, twierdząc, iż "Nędznicy" to powieść dla wszystkich narodów. (...)
    W tej posępnej godzinie cywilizacji, którą teraz przeżywamy, imię nędznika brzmi Człowiek: to on cierpi    we wszystkich zakątkach świata i to on jęczy we wszystkich językach."

- List Marge Simson do pierwszej damy Barbary Bush, która stwierdziła, że Simpsonowieto "najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziała.

- Siostra Jane Austein, Cassandra pisze list do ulubionej siostrzenicy Jane Fanny Knight, opisując ostatnie godziny z życia siostry.


To erudycyjne kompendium epistolograficzne, pełne wyznań, westchnień, emocji, najskrytszych sekretów z głębi duszy płynących, przypieczętowane słodką euforią, ale często też słonymi łzami.


"Listy niezapomniane". Tom II, to wiele wzruszających, tragicznych, zabawnych i ponadczasowych historii zapisanych na zaskakująco trwałym tworzywie - papierze". Historie te zostały podane nam czytelnikom na stronicach tej pięknej książki o niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju, zapachu papieru. To szczyt literackich doznań. W moim przypadku, dodatkowo obudziły się wspomnienia, powróciły chwile emocji, jakie można odczuć tylko pisząc list do bliskiej osoby, a później ten stan, nieporównywalny z niczym, stan podekscytowania, oczekiwania na odpowiedź. Lubiłam pisać długie listy, niektóre mam na pamiątkę, bo powróciły do nadawcy wraz z jego adresatem. Pisaliście kiedyś długie listy...? Zawsze jeszcze można napisać.


Dziękuję Wydawnictwu SINE QUA NON za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

                                                                   Znalezione obrazy dla zapytania SQN logo


Zapraszam na mój fanpage na fecebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







wtorek, 17 maja 2016

"LAUR" Jewgienij Wodołazkin

Okładka książki Laur  Autor: Jewgienij Wodołazkin
  Tłumaczenie: Ewa Skórska
  Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  Data wydania: 20 kwietnia 2015
  Ilość stron: 356



       Tak się nie po ludzku złożyło...

                                  cyt."LAUR" Jewgienij Wodołazkin


 "Laur" Jewgienija Wodołazkina to powieść nagrodzona najbardziej cenioną rosyjską nagrodą literacką „Wielka Księga”(2013r.)
Pisarz zabiera nas w daleką podróż, do średniowiecznej Rosji. Opuszczamy współczesną rzeczywistość i błyskawicznie, strona za stroną, znajdujemy się w XV wiecznej osadzie Rukinej słobodce, by, wraz z głównym bohaterem, odbyć  życiową wędrówkę i powrócić, on do rodzinnej słobódki, my do swojej współczesności, ale już odmienieni, inni.
Arsenij, bohater Jewgienija Wodołazkina, współczesnego rosyjskiego pisarza, przemierza swą drogę w czterech etapach. Zdarzenia, jakie mają miejsce po drodze, kształtują go, doświadczają, zmieniają. Na każdym etapie swej pielgrzymki, posługuje się innym imieniem: Arsenij, Medyk, Ustin, Laur, a obfitością swych przeżyć mógłby obdarować kilka ludzkich istnień. Jest postacią fikcyjną, ale złożoną z wielu rosyjskich świętych.

"Bohater wyrósł z dziesiątków tego rodzaju ludzi, którzy żyli na Rusi. Nie istnieje żaden jeden pierwowzór. To bohaterowie wielu historii o rosyjskich świętych, z legend i kronik. Wszyscy oni połączyli się w postaci mojego Laura i stali się jego literackimi przodkami."


Arsenij, jako mały chłopiec, zostaje oddany przez biednych, chorych rodziców pod opiekę dziadka Christofora, który pełnił wobec wnuka również rolę mentora. Uczył go poznawać właściwości ziół, wprowadzał w arkana trudnego fachu medyka. Osierocony przez rodziców, jak i przez ukochanego dziadka, pozostał sam, w przerażającej pustce. Bolesną samotność przerywa pojawienie się w jego życiu Ustiny. Była to miłość po grób, a i śmiało można stwierdzić, że sięgająca znacznie dalej. Stracił ją zbyt szybko, a winą za śmierć Ustiny oraz ich narodzonego martwego synka, obarczał siebie samego.
Wewnętrzna, emocjonalna szarpanina, wyrzuty sumienia, wyznaczają jemu szlak życiowej pielgrzymki. Jest to droga przez trudy i znoje. Sterczącymi wybojami są na niej straszne choroby, bieda, siarczysty mróz, zło, śmierć. Aby je pokonać, wędrowiec musi wykazać się wielką siłą, odwagą, samozaparciem, bezgraniczną wiarą. Idzie, nie tracąc ducha, nie tracąc swej wrodzonej skromności, zachowując swą głęboką wiarę, idzie, by pomagać ludziom, nie oczekując niczego w zamian. Staje się uzdrowicielem, mnichem-pustelnikiem, jurodliwym, w końcu świętym. Bezinteresowna służba innym, jego nieustające modlitwy, mają przyczynić się do zbawienia duszy ukochanej Ustiny. Czy idzie w kierunku świętości? Przy wszystkich jego zaletach, nadprzyrodzonych umiejętnościach, jest człowiekiem, którego może zgubić jeden popełniony przez niego błąd, który trzeba odpokutować przez resztę życia.

"Chciałem opowiedzieć o człowieku zdolnym do ofiary – powiedział autor w wywiadzie dla "Głosu Rosji" – Nie chodzi o jakąś wielką jednorazową ofiarę, dla której wystarczy jedna chwila ekstazy, lecz o ofiarę składaną każdego dnia, o każdej godzinie, o całe życie oddane w ofierze. Kultowi sukcesu, jaki panuje współcześnie, chciałem przeciwstawić coś innego”.



Akcja toczy się w XV wieku i na przełomie wieków XV/VI, lecz przesłanie zawarte w fabule, ma wymiar ponadczasowy. Fabuła jest, jak rosyjska dusza, melancholijna, mroczna, tajemnicza. Dusza słowiańska, dlatego tak nam bliska. Lektura powieści "Laur" jest podróżą w głąb, w głąb duszy, nie tylko rosyjskiej, w głąb nas samych. Losy Arsenija sięgają w odległą przeszłość, w historię tamtych czasów, naświetlając obraz epoki, mentalność, wierzenia, zabobony, sposób bycia ludzi w czasach średniowiecza.
Język jest dostosowany do realiów epoki, stylizowany na biblijny, dużo jest tutaj nawiązań mitologicznych, historycznych, sporo elementów folklorystycznych, fantastycznych, nadprzyrodzonych. Piękne opisy naturystyczne wychodzą naprzeciw symbolice, napotykając po drodze na archaizmy, co nadaje autentyczności, wiarygodności opisanej historii i niewątpliwie stanowi walor książki. Powstała na tym podłożu narracja, ma charakter przypowieści, sięgającej daleko, aż do hagiografii, żywotów świętych, by pod nimbem mistycyzmu nakreślić drogę człowieka z krwi i kości, cierpiącego, osamotnionego, poszukującego sensu swojej egzystencji.

Na okładce książki jest napisane: "Autor, nazywany "rosyjskim Umberto Eco", stworzył powieść, która w historycznym kostiumie zadaje niezwykle aktualne pytania." Ładnie, co do  historycznego kostiumu i ponadczasowości. Porównanie do wielkich, znanych i uznanych  ze świata literackiego, z pewnością przyciąga uwagę czytelników. Jestem głęboko przekonana, że Jewgienij Wodołazkin już wpisał się grubą czcionką w katalog utalentowanych rosyjskich pisarzy, niezwykłych znawców dusz ludzkich i umysłów.

Mnie, książka typu: życie, to jedna wielka wędrówka, bardzo przypadła do gustu. Doceniam lekturę skłaniającą do głębokich przemyśleń, refleksji, wymagającą, by zatrzymać się nad nią na dłuższą chwilę, umożliwiającą oderwanie się od otaczającej nas rzeczywistości, po to, by zaczerpnąć z odległego "kiedyś tam", uniwersalnych prostych prawd, mądrości i przenieść je do swojego "dziś". Odpowiedzieć sobie na postawione w niej pytania i postarać się, by pojęcia takie jak bezinteresowność, pokora, wrażliwość, empatia, nie stały się archaizmami.

Chciałabym bardzo zachęcić wszystkich do tej fascynującej podróży w czasie, gdzie czas, nomen omen, okaże się wcale nie takim jednoznacznym wyznacznikiem bezkresnego istnienia świata.
"Czas się zrywa i poszczególne jego części nie są ze sobą powiązane."
 Ludność zniewolona jest obsesyjnym lękiem przed apokaliptycznym końcem świata, kresem czasu, który miał przypaść na rok 7000 od powstania świata, a na 1500 od narodzin Chrystusa.
Do lektury tej powieści zachęciła mnie rekomendacja Pani Małgorzaty Kursy, jednej z kilku wspaniałych recenzentek, które opiniując książki na portalu Książka zamiast Kwiatka, podpowiadają niezdecydowanym, po jaką książkę warto sięgnąć. Zaglądajcie tam, bo warto! 

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

piątek, 22 kwietnia 2016

"Dzieci kartografa" Sarah McCoy

Okładka książki Dzieci kartografa
 Autor: Sarah McCoy
 Wydawnictwo: Świat Książki
  Data wydania: 17 lutego 2016
  Ilość stron: 416




            Życia nie da się zmusić, żeby było takie jak chcemy, wtedy gdy chcemy.

Nie można zmienić dnia wczorajszego ani, kontrolować jutra. Możemy żyć tylko dzisiaj najlepiej jak potrafimy, co czasem okazuje się lepsze niż myśleliśmy
                                            cyt.: "Dzieci kartografa" Sarah McCoy



 "Dzieci Kartografa" Sarah McCoy to perełka wyłowiona z literackiego oceanu. Tak szczęśliwą rękę i niezawodną intuicję posiada moja córka Marta, która uwielbia robić mi tego typu niespodzianki. Trudno po takiej lekturze powrócić do rzeczywistości.

Jak powstają tak głębokie, wielowarstwowe, bogate tematycznie powieści? Zamyśliłam się nad genezą tej fascynującej historii. Co było iskrą dla pisarki, rozniecającą jej twórczy zapał?
Myśl? Postać? Miejsce? Zdarzenie?
Gdybyśmy zapytali autorkę o pomysł na tę fabułę, odpowiedziałaby, że było to jedno zasłyszane przez nią zdanie. Nasycone trwogą, bólem, bezradnością słowa, wykrzyczane przez pewną kobietę z ganku domu na Apple Hill. 

Kobiecy głos: "Pies to nie dziecko...", powracający jak mantra, stał się dla pisarki zarysem pomysłu. Twarde, wymowne słowa wwiercały się w mózg, niczym klucz w zamek potężnych drzwi do powieści.
Para bohaterów, utożsamiana z tym zdaniem, miała już swe dane osobowe. Byli nimi Eden i Jack Andersonowie.
Ukształtowane postaci tych dwojga, same przyszły do pisarki. 
Andersonowie przeprowadzają się do starego domu na  przedmieściach, by wieść dobre, spokojne życie, integrują się ze społecznością, mają plany, marzenia, całą przyszłość przed sobą. Beztroska kończy się wraz ze spadającym na nich ciosem, że marzenie o dziecku pozostanie tylko marzeniem.
Mogłaby to być, z powodzeniem, (z pewnością jednak nie większym, niż jest w rzeczywistości), samoistna historia o młodych ludziach, których życie, w całości, zostało zdominowane mozolną walką o upragnione potomstwo.
Problem bezpłodności jest obecny w literaturze. Wzbudza tyle samo dobrych, dających nadzieję, emocji, co kontrowersji. 
Są pustki, których niczym nie da się wypełnić. Nie ma alternatywy, bo każda jest tylko substytutem.
Pomimo, że problem jest bolesny, spędzający sen z powiek młodym małżonkom, to nawiążę do przedmiotowego zdania z psem, bowiem pies odegra w ich życiu istotną rolę...

 "Życia nie da się zmusić, żeby było takie jak chcemy, wtedy gdy chcemy.
Nie można zmienić dnia wczorajszego ani, kontrolować jutra. Możemy żyć tylko dzisiaj najlepiej jak potrafimy, co czasem okazuje się lepsze niż myśleliśmy."

To zdanie jest mottem, dającym doskonale wkomponować się w wiele miejsc tej wielowarstwowej powieści, adekwatnym do wielu zaistniałych w fabule sytuacji, dotyczących różnych bohaterów (może nawet wszystkich), różnych czasów, miejsc, okoliczności.

Pisarka Sarah McCoy precyzyjnie buduje konstrukcję swej powieści, dbając o każdy detal.
Kiedy znalazła miejsce na życie dla swych współczesnych bohaterów Eden i Jack'a, w dzisiejszym miasteczku New Charlestown, w Zachodniej Wirginii, zaczęła dokładnie przyglądać się temu miejscu. Zgłębiała historię okolic pełnych domków z epoki królowej Anny, z werandami, kolumienkami, spadzistymi dachami.
Stary, z XIX wieczną fasadą, teraz wyremontowany dom przy Applle Hill Land, mógłby opowiedzieć niejedną historię.
I ta tajemnicza porcelanowa głowa lalki, znaleziona przez Eden w piwnicy jej domu. Czy była tylko zwykłą zabawką...?

Dom... Adres... Historia...
Na skutek pieczołowitych poszukiwań pisarki, z archiwalnych źródeł wyłoniła się autentyczna postać Johna Browna, wraz z jego tragiczną historią. Jego heroizm w walce o zniesienie niewolnictwa, działalność w podziemiu abolicyjnym, przynależność do wyzwoleńczego ruchu Kolei Podziemnej, uczyniła z niego bohatera, znanego całemu światu.
Za bohaterstwo nie zawsze dostaje się honory, medale. John Brown dostał celę więzienną, strażnika i w końcu szubienicę. To skazanie było jedną z przyczyn wojny secesyjnej.
Tragiczna śmierć, a właściwie to już wcześniej wydany wyrok, był natchnieniem do złożenia poetyckiego hołdu temu człowiekowi przez Cypriana Kamila Norwida w utworze "Do obywatela Johna Brown": 
    "Przez oceanu ruchome płaszczyzny Pieśń Ci, jak mewę posyłam, o! Janie..."

Po śmierci Johna Browna, dzięki swej wrodzonej odwadze, sile charakteru, jego dzieło kontynuuje jedna z jego czterech córek Sarah Brown. Została obdarowana talentem artystycznym, dzięki któremu była w stanie pomóc w ratowaniu życia niewolnikom uciekającym na Północ. W swoich obrazach kreśli zakamuflowane mapy dla wyzwoleńczego ruchu Kolei Podziemnej. Pogodziwszy się z bolesnym faktem, że nie może mieć dzieci, postanowiła pomagać ludziom, jak tylko będzie potrafiła. Ukrywa ścigane rodziny. Maluje obrazy z ukrytymi mapami, a także główki lalek, za pomocą których przekazuje wiadomości walczącym.
Poznajemy wiele faktów z życia Sarah. Podziwiamy jej intelekt, pasje, zdolności, konsekwencje w podejmowaniu trudnych decyzji, gotowość do dźwigania, często bolesnych skutków swych działań. Przeżywamy razem z nią silne emocje związane z tragiczną miłością do przyjaciela, oddanego na zawsze, ale poślubionego przez inną,  Freddy'ego. Jaka siła pozwala jej to wszystko udźwignąć, zachowując dobroć, szlachetność i zdolność dzielenia się tymi wartościami?
Historia pięknej Sarah, niezapomnianej kobiety z przeszłości, nie zdominowała fabuły, by stać się biografią  bohaterki. Tutaj kolejny ukłon w stronę Sarah McCoy, która z równie wielkim talentem, jak jej bohaterka, imienniczka z resztą, kreśląca mapy i wskazówki dla uciekających z Południa niewolników, tak ona sama, jako pisarka, kreśli swą mapę dla czytelnika.

Autorka wcześniejszej powieści "Córka piekarza", w swej kolejnej książce "Dzieci kartografa", umiejętnie łączy ze sobą dwie różne epoki: współczesność przeplata się z przeszłością. Dwie czasoprzestrzenie, odległe od siebie o sto pięćdziesiąt lat. Łącznikiem są dwie bohaterki; współczesna Eden i zostawiająca po sobie ślady do przeszłości, Sarah. Spotkanie i konfrontacja epok, a także ich przedstawicielek, okazują się możliwe, dzięki temu, że przeszłość nie pozostaje niebytem, gdyż pozostawia po sobie cenne artefakty, wskazówki dla potomnych.
Te dwie postacie odbijają się w sobie, jak w symbolicznym lustrze. Łączy je  silne, niespełnione kobiece marzenie posiadania dziecka, problem jak sobie z tym poradzić, jak zachować kobiecość i w czym znaleźć życiowy sens i cel oraz siłę w dążeniu do nich. Sarah i Eden tworzą wspólną opowieść o tym, że nie zawsze dostajemy od losu to, czego oczekujemy, że czasem do głosu dochodzi przeznaczenie, niespodziewanie dostajemy coś, czego wcześniej nie przewidywaliśmy, coś, co pozwoli nam odnaleźć siebie na nowo.
Dwie różne historie niepostrzeżenie łączą się w jedną fascynującą opowieść, dowodzącą tego, że "nasze drogi, losy, decyzje, dzieje, przeznaczenia, łączą się i krzyżują na jednej gigantycznej mapie świata."


Żaden, z poruszonych w powieści tematów, nie dominuje nad innym, a każdy pozostaje równie ważny. Abolicjonizm, Wojna Secesyjna są historycznym tłem, na którym odbijają się wyraziste portrety bohaterów i bohaterek wraz z ich wyborami, decyzjami, marzeniami, wzajemnymi relacjami.
Kobiety zajmują w tych poważnych, historycznych sprawach swoje stanowisko, mówią donośnym, zdecydowanym głosem. Aktywnością, działaniem udowadniają swą odwagę i siłę. 
Że przywołam inną książkę, podobną tematycznie "Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd, gdzie poznałam siostry Sarę i Angelinę Grimke z Charlestonu z Karoliny Południowej, pierwsze w historii działaczki na rzecz abolicji i prekursorki amerykańskiej myśli feministycznej, istotnej w walce o prawa kobiet.

W "Dzieciach Kartografa", pisarka Sarah McCoy, jeszcze raz daje świadectwo, jak silne i zdeterminowane potrafią być kobiety, gotowe iść pod prąd, na przekór prawu, utartym normom, zapłacić wielką cenę, by osiągnąć wyznaczony sobie cel.

Nawiązując do tytułu "Dzieci kartografa", warto wspomnieć, że oprócz niezwykłej Sarah, którą mogliśmy poznać, John Braun miał jeszcze trzy córki i czterech synów. Synowie walczyli wraz z ojcem w słusznej sprawie. Jeden z synów zginął w ataku na arsenał w Harpers Ferry, drugi został ranny. Najwięcej wiemy na temat Sarah.
Za tę akcję w 1859 roku, kiedy to John Braun usiłował wywołać powstanie niewolników na południu Stanów Zjednoczonych, atakując wspomniany arsenał w stanie Wirginia, został skazany na śmierć przez powieszenie, bez możliwości do ułaskawienia.

Sarah McCoy, tworząc postaci swoich bohaterów, tych fikcyjnych i tych historycznych, zabiera nas ze sobą w niezwykle emocjonalną podróż. Każdy z jej bohaterów rozwija się, usamodzielnia, nabiera siły, która, w jakiś magiczny sposób, emanuje na nas. Autorka postarała się bardzo, by nie powstała książka stricte historyczna, czy biograficzna, a zasygnalizowane tematy, problemy rozbudziły naszą ciekawość, skłoniły do głębszych przemyśleń i pomogły każdemu z nas docenić zwykłą naszą codzienność i to, co ona nam daje, czerpać radość z tego, co możemy dobrego zrobić dla bliskich i dla każdego drugiego człowieka. Odnaleźć w tym sens.

Okładkę książki, każdy widzi już przed jej lekturą, ale, gdy jest tak adekwatna, jak ta, to po zamknięciu książki, wciąż wpatrujemy się w okładkę i trudno jest, tak po prostu, odłożyć książkę na półkę.
Piękna grafika nawiązuje do przeszłości, która nie odejdzie w zapomnienie, bo czuwa nad nią dobry duch, Sarah Braun. Inteligentna, subtelna twarz kobiety z klasą, to twarz silnej i dumnej Sarah, spoglądającej w dół, niczym anioł, czuwający nad swoim starym, pełnym wspomnień i tajemnic domem, nad Zachodnią Wirginią, nad tym, co udało się jej ocalić.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 5 kwietnia 2016

"Wróżenie z wnętrzności" Wit Szostak

Okładka książki Wróżenie z wnętrznościAutor : Wit Szostak
Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 21października 2015
Ilość stron: 264


  Wtedy zrozumiałem, że nie wszystkie wspomnienia da się wygładzić, że niektóre krążą pomiędzy wnętrznościami, raniąc je ostrymi krawędziami.
                                     cyt.: "Wróżenie z wnętrzności" Wit Szostak

Gdy przeczytam książkę tego formatu, co "Wróżenie z wnętrzności" Wita Szostaka, jeszcze długo potem, słowa drążą mój mózg i rzeźbią moje myśli, które nie dają się okiełznać, by przekazać je dalej.
Tytuł jest intrygujący i mocno oddziałuje na wyobraźnię.
Nie jest to jednak kryminał z Kubą Rozpruwaczem. Nikt nikogo nie rozpruwa, by pastwić się nad czyimiś wnętrznościami i wróżyć z nich, jak z fusów po kawie.

To powieść głęboko psychologiczna, analizująca człowieka, jego byt egzystencjalny. Poprzez jego wnętrze, przez okaleczone ostrymi wspomnieniami wnętrzności do stanu jego umysłu, jego świadomości.
To książka o życiu, o koniecznej do odbycia drodze, wiodącej pomiędzy prywatnymi Troją i Itaką.
Podczas tej wędrówki powstają, wzbudzające podziw, mity, niczym niezniszczalne monumenty i takie, które z czasem kruszą się i zamieniają w gruzy, w szary pył.

W życiu każdego następują zmiany. "Zmiany małe, jak kapanie kropli, które łatwo przegapić, bo dokonują się niezauważalnie." Są też "duże zmiany", niczym "potop", który rozpętał Mateusz i który zmienił oblicze świata." Zmiany wpływające na decyzje typu: pozostać na zatracenie, czy uciekać w nieznane?
I nie tylko życie Mateusza, podzieliło się na to sprzed potopu i na to po nim.

Dwaj bracia bliźniacy Mateusz i Błażej przeglądali się w sobie jak w lustrze, byli jak jeden. Mieli swoje marzenia i plany na przyszłość, bezkresną beztroskę dwudziestolatków. Oboje studiowali i mieli równe szanse na start w dorosłe życie.
Nagle wszystko się zmieniło. 
"Lustro pęka." 
Już nie są lustrzanym odbiciem. Są bardzo różni. Za jaką przyczyną? Co, tak nagle, wykreowało mądrego Mateusza i głupiego Błażeja?
"Jestem głupim bratem mojego mądrego brata, on ma wszystko, a ja nic i tak jest dobrze."
 Tak ocenia siebie i brata Błażej, który jest narratorem tej fascynującej opowieści.

I teraz nic nie będzie już takie samo.
Opowiadający tę historię czterdziestoletni Błażej, od dwudziestu lat pozostaje zamknięty w swoim wnętrzu i nie nawiązuje kontaktu ze światem zewnętrznym ani jednym słowem. "Słowa trzeba oszczędzać na czarną godzinę, być może komuś uratują życie." szepcze tak do siebie, do środka i pisze tę opowieść. 
Błażej obserwując teraźniejszość, wraca myślami do minionego świata, pełnego wspomnień. Dobrze, że są, choć pochodzą z szarego świata. Niektóre jednak bardzo ranią. Okaleczają jego wnętrzności, z których bardzo trudno wywróżyć dobrą przyszłość.

Wraz z Mateuszem i jego dobrą, piękną żoną Martą, zostawili dawny świat i zamieszkali na nieczynnym od lat dworcu kolejowym, w samym sercu Bieszczad, w Poświatowie.
Dlaczego mądry Mateusz pozostawił wszystko, co składało się na jego karierę zawodową, sukcesy, światowe wystawy jego rzeźb, dostatnie życie i zaszył się w głuchym lesie? Co go zawiodło? Kto zranił?
Do Poświatowa trafiają ludzie z dawnego świata, przyjaciele Mateusza, próbują  namówić go do powrotu. Wówczas on ucieka w głąb lasu. Bo, czy możliwe są powroty do światów, z których się uciekało?
Błażeja, "tylko Błażeja", nikt nie namawia. On zajmuje pozycję nieistniejącego w przestrzeni. 
Ucieczka! Pustka! Samotność! Cisza!

Kiedy w ogóle doszło do rozłamu między braćmi? Czy jest jedno miejsce? Czy jest konkretny czas?
Czy to ich wspólny wyjazd do Włoch, do Toskanii był decydujący?
W Toskanii właśnie Błażej uzmysłowił sobie wiele rzeczy, które, możliwe, że wcześniej w nim kiełkowały.
Tutaj jednak przestał rozumieć Mateusza. Całkowicie.
Bo jak można zakochać się w obcych, nieznanych miejscach, w "jednorazowości", jaką była Toskania?
Nie można"życia tkać z przelotności." Podziw? - tak. Miłość? - nie.
Błażej kochał miłością prawdziwą, kochał kobietę z krwi i kości. Co stało się z tą miłością?

Jakim echem odbiło się ich spotkanie z ojcem? Ojciec, bohater narodowy, potrafiący wróżyć z historii, wyjechał nagle, bez pożegnania, uciekając przez kilka obcych granic przed bezlitosnym systemem.
I teraz ta bolesna konfrontacja. Nie spotkali "tytana, wyrzeźbionego niczym Dawid, a szarego człowieka." (...) "Tata szary niebohaterski, zmęczony człowiek, który ucieka wzrokiem." (...)
"Pamiętasz Mateuszu, co się wydarzyło, albo co się nie wydarzyło? Bo ja nie."

Błażej pozostał sam, "głupi i osobny."
Teraz tylko jedno jest pewne, znalazł nowe słowo swojej matki, bo to pierwsze bezpowrotnie zgubił.
"Teraz byłem kochanym urwisem mojej mamy, byłem głupiutki, nie głupi. Mama potrafiła zaczarować nawet najczarniejszą noc syna."
Matka, bez pomocy ich ojca, radziła sobie sama. "Przekuwała porażkę w zwycięstwo."
" Wypruwała sobie żyły", by zapewnić synom dostatnie życie.
Błażej zgubił to pierwsze słowo, jakim go matka obdarowywała, zapomniał, ale wciąż dobrze pamiętał, jak dumna była z Mateusza, jak wycinała z gazet każdy jego sukces, każdą wystawę, każdy medal.
A potem schowała się w to ostateczne ukrycie i "była schowana, bezpieczna, chroniona przed światem i ludźmi."

Błażej nie chciał trafić do domu dla "zmęczonych dusz", gdzie już kiedyś był i czego w tej chwili najbardziej się obawiał. Mateusz z Martą zabrali go ze sobą do Poświatowa. Do świata poza światami.
Dworzec i poczekalnia, to miejsce gdzie zamieszkali. Miejsce pozwalające na zapomnienie, na "zabijanie światów." Miejsce dobre na przeczekanie, pełne nadziei na małe i duże zmiany, na lepszą przyszłość.
Ale to "tu i teraz" jest najważniejsze.

Wit Szostak poruszył temat eskapizmu, temat od zawsze aktualny, co spowodowało wprowadzenie mitologizacji pewnych fraz. Ucieczka, zazwyczaj determinowana jest strachem. Ucieczka przed bezlitosnym systemem, przed aresztowaniem, przed dotychczasowym życiem, pełnym rozczarowań, pełnym presji i wielkich oczekiwań.
Uciekał ojciec, uciekał Mateusz, uciekał Błażej... Każda próba ucieczki, kończy się fiaskiem. Nie da się uciec od życia, od siebie samego.
Pisarz podjął problematykę uniwersalną, ponadczasową i zrobił to po mistrzowsku. Mocną stroną jest tutaj styl paraboliczny, mieszanka dosłowności z alegorią i symboliką. Jak również język, którym relacjonuje nam swą opowieść narrator. Pewien chaos, powtarzalność, cykliczność sformułowań, to zamierzony i trafiony zabieg. Uzyskana w ten sposób rytmika, odzwierciedla stan umysłu narratora. Prawdziwy majstersztyk.

Narrator szepcze do siebie, do środka i pisze tę opowieść. To przekaz z głębi, z trzewi, z zakamarków labiryntu poplątanych myśli, gdzieś z miejsca, gdzie łączy się świat rzeczywisty z magią. To przekaz z nurtu realizmu magicznego, fantasy, wymagających od czytelnika zatrzymania się dla zadumy, dla refleksji. Jestem zwolenniczką takiej literatury, zgłębiającą, wciąż  do końca niezbadaną, ludzką psychikę.

Książka ukazała się w serii Kontrapunkty Wydawnictwa Powergraph. Nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy. Od niej zaczęłam odkrywanie talentu literackiego Wita Szostaka. Koniecznie muszę nadrobić. 
Ostatnia z jego powieści "Sto dni bez słońca", nominowana była do Paszportów Polityki 2014; przedostatnią "Fugę", nominowano do Nagrody Nike 2013.

Namawiam gorąco do tej lektury, bowiem każdy ma swoje "wczoraj" i wspomnienia, które pomimo, że nie zawsze dadzą się "wygładzić", to zawsze można kolejny raz je przemyśleć, by mniej raniły, by mniej bolały. 
By zapełnić pustkę, by przerwać ciszę...


Wydawnictwu Powergraph serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
        
                                
                                      http://www.powergraph.pl/wp-content/themes/graylagoon-01/images/powergraph_header.png

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


sobota, 19 marca 2016

BAJ - O - DUŻENIE" Patrycja Prochot - Sojka

Bajodużenie - Prochot-Sojka PatrycjaAutor: Patrycja Prochot - Sojka
Wydawnictwo: MaMiKo
Data wydania: 21 grudnia 2015
Ilość stron: 207



   Proszę cię, zrób zdjęcia, jak już tam będziesz. Jeśli ci się uda, ześlij je z Niebios.

   cyt.: "BAJ - O - DUŻENIE" Patrycja Prochot - Sojka



Zacznę od przedstawienia autorki "Baj-o-dużenia". Sama, dzięki lekturze tej książki, ją poznałam. Patrycja Prochot - Sojka, bo o niej mowa, zafascynowała mnie od pierwszych stronic, swym magicznym stylem w pokazywaniu rzeczywistości. Krótka notka biograficzna zawiera imponujące informacje, dotyczące jej zainteresowań, wręcz pasji.

Patrycja Prochot - Sojka jest absolwentką Filologii Polskiej i Studium Literacko-Artystycznego. Wyróżniona na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Autorka reportaży z podróży. Dokumentowała losy Polaków na Syberii, w Turcji i na Ukrainie. Współautorka cyklu wystaw fotograficznych o rodakach mieszkających w Rosji i Stanach Zjednoczonych. Zbierając materiały do swej pracy literackiej, chętnie sięga do dawnych baśni i legend, zebranych podczas "podróży do ludzi". Kolekcjonerka wspomnień i bywalczyni miejsc magicznych.

Teraz, to nas, czytelników, zabiera w podróż do swego miejsca na ziemi, gdzie mieszka i pracuje.
Bowiem, wszystkie drogi, zdawać by się mogło, poznając bohaterów, prowadzą do Ziegenhal. Taką nazwę, do roku 1945, miało miasto Głuchołazy.

Podczas lektury, poznajemy stałych mieszkańców i tych, którzy mieli kierunek do tego miasta wpisany na drogowskazach, stojących przy ich życiowych drogach.
Miasteczko Ziegenhal w ówczesnych czasach, było zupełnie zwyczajne. Panuje w nim zastój. Zagnieździła się monotonia. Życie, jakby wcześniej zaplanowane, uporządkowane, biegnie swoim stałym rytmem, od świtu do zmierzchu. Jednak, było to osobliwe i magiczne miejsce.
Co, zatem było powodem, że ludzie do niego zajeżdżali i trudno im było je opuścić? Czy mieli swą drogę i kres zapisane gdzieś wyżej? Tak, jak od dawna, mieli zapisany swój los stali mieszkańcy tego miasta?

Rodzina zegarmistrzów Kleistów, miała władzę nad czasem. Jakob Mentz, księgarz, zapiski o swym losie miał w księgach. Szczęście, bogactwo, cały majestat rodziny Tieldenów, zależały od "ubrań szytych na miarę", od daru szycia ubrań na miarę ludzkiego losu. Taki dar posiadali kolejni potomkowie rodziny Maurów z Grenady. Służyli wiernie swoim wybawcom, ofiarowując swoje niezwykłe zdolności w podzięce za uratowanie im życia.Wielkość Tieldenów nie była im dana na zawsze. Bo, gdy urodziła się córka Margit von Tielden, słaba i chorowita, nic nie było już takie samo. Margit wcale nie chciała być ani bogata, ani tak ważna i podziwiana, jak jej rodzice. Odwaga dziewczynki jest przykładem na to, jak słabość można przekuć w siłę.

Bohaterowie książki  nawiązują kontakt werbalny z najważniejszymi w Królestwie Niebieskim.
Idąc do świątyni, wznoszą do Nieba swe żale, troski, bóle, pretensje, tęsknoty i prośby o ukojenie. Rozmawiają z Maryją, matką Boga, z Chrystusem, nawet z samym Bogiem. Okazuje się, że ci wszechmocni i wszechwiedzący, przedstawiciele Nieba, też, tak jak ludzie, mają swoje słabości i gorsze dni, kiedy to nie wszystko się udaje. Nabierają cech natury ludzkiej. Bóg i Maryja, w tej całej wieczności, mają dla siebie coraz mniej czasu. Maryja żali się, że ma problemy ze swym synem.

"Bóg dzieli po równo, ale czasami jest tak zmęczony, że może akurat coś pomylił, o czymś zapomniał. Wiesz, jest tylko Bogiem..."

Pomiędzy śmiertelnikami i Świętymi, wije się ścieżka, którą podąża Śmierć. Z nią też można prowadzić konwersację, można się z nią zaprzyjaźnić, można ją nawet pokochać. Śmierć była bliską przyjaciółką, może nawet kochanką konsula Hermana von Wittelsbacha, który przybył do miasteczka jako posłaniec cesarza Wilhelma II Hohenzollerma. Jakie intencje miała zimna, namiętna Śmierć wobec Hermana? A sam Herman, jakie pobudki nim rządziły? Czy mógł coś, dzięki ich związkowi, wynegocjować, coś ugrać? Przecież Śmierć wiele mogła, mogła dać godzinę w prezencie, albo zabrać o wiele więcej.

"Niewielu z miasta wyjechało. Jakoś nigdy im nie było po drodze do świata."


Niektórzy z miasteczka, przekonani byli, że na ich mieście, kończy się świat. Nawet nie potrafili sobie wyobrazić, co jest za horyzontem. Mieli swe małe szczęścia, które bardzo naciągali, by przykryć znacznie większe niedole i zdawało im się, że złapali Pana Boga za nogi.

Byli też tacy, których bardzo ciągnęło do wielkiego świata, choćby wyjechać do Breslau/ Wrocław. Jak Leonia, córka młynarza. Kiedy Henrich Fischer wsiadł do pociągu i wyjechał z miasta na uniwersytet do Getyngi, bardzo mu zazdrościła. Tęskniła za nim i coraz bardziej za wielkim światem. Dusiła się w ciasnocie swojego małego świata. Pragnie, za wszelką cenę wydostać się z niego. Napisała list, włożyła do butelki i wrzuciła w wodę rzeki Białki.

"Jestem Leonia, córka młynarza, Niech mnie ktoś uratuje."

Uwierało ją tutejsze życie. "Bycie przeciętną, to zagłada."
Uciekła z domu. Zabrała się z taborem Cyganów. Czy wielki świat czekał na nią z otwartymi rękoma? Była młoda, siedemnastoletnia, beztroska, pełna entuzjazmu. Wszystko ją zadziwiało, zachwycało, jak coś "zakazanego".
Za jej ufność do świata, do ludzi, za infantylność, przyszło jej zapłacić wysoką cenę. Duże miasto Breslau, dokąd się udała, zakpiło z niej. Uwiodło i oszukało.

Na fabułę składa się czternaście opowiadań z życia mieszkańców,  Ziegenhalls - wcześniej, Głuchołaz - później. Opowiadania mieszczą się w dwóch częściach książki: "Ziegenhals przed..." oraz "Głuchołazy po..."

Zawarta jest w nich cała magia, otaczająca bohaterów, ich wierzenia, obyczaje, folklor ludowy.
Pisarka wkradła się w wewnętrzne przeżycia i w podświadomość swoich bohaterów.
Dużo o ich stanie duchowym, o tym, co ich niepokoi, co stanowi traumę na całe życie, a co jest  marzeniem, mówią ich sny. Sny wielu z bohaterów, to znacząca przestrzeń, nierozerwalna cześć ich rzeczywistości. Sny, to zwierciadlane odbicie ich samych, ukazujące jacy są naprawdę.
Wprowadzone tutaj, przez autorkę, elementy nadnaturalne, irracjonalne, mityczne i baśniowe, wcale nie zniekształcają rzeczywistości. Pierwiastki zaprzeczające prawom natury i zdrowej logice, łączą się magicznie z realizmem i stają się jedną konstrukcją.

Niecodzienna atmosfera powieści, pisana w nurcie realizmu magicznego, przenosi nas w, niczym nieograniczony, świat wyobraźni. Wyobraźnia, to główny czynnik charakterystyczny dla tego nurtu w literaturze. Doskonale ją rozwija operowanie tym, co dziwne, niezwykłe, zaskakujące, jak i nawiązywanie do legend, mitów, duchów oraz lokalnych tradycji. 

Jestem zafascynowana tą lekturą. Lubię książki wywodzące się z nurtu realizmu magicznego, skłaniają do głębokich przemyśleń, refleksji. Za pomocą magicznych środków wyrazu, powstała mądra fabuła, mocno związana z problemami egzystencjalnymi, dotyczącymi nas wszystkich, a przez to uzyskuje wartość ponadczasową.

"Baj-o-dużenie" Patrycji Prochot-Sojki jest debiutem literackim, zasłużenie nagrodzonym Nagrodą Główną w Konkursie Promotorzy Debiutów - 2015, organizowanym przez „Tygodnik Powszechny” i Instytut Książki. 

Książka została zakwalifikowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus" 2016. 


* Wydawnictwu MaMiKo, serdecznie dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza recenzenckiego.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

sobota, 12 marca 2016

"Ukochany z piekła rodem" - Alek Rogoziński

Okładka książki Ukochany z piekła rodem Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 23 marca 2015
Ilość stron: 272


"Joanna Szmidt sprzedała ponad pięćdziesiąt milionów egzemplarzy książek na całym świecie i zdobyła dwadzieścia prestiżowych nagród literackich. A pana jedynym osiągnięciem jest regularne zamienianie tlenu w dwutlenek węgla".   
                cyt.: "Ukochany z piekła rodem" Alek Rogoziński

                                       

 Na okładce książki widzimy młodą, rudowłosą kobietę w czerwonej sukience, w pozie świadczącej o jej wielkiej determinacji, z siekierą desperacko zaciśniętą w dłoni, zwróconą twarzą w stronę panoramy Warszawy.  Gotowa do realizacji swojego planu?

W "Ukochanym z piekła rodem" Alka Rogozińskiego ma miejsce zbrodnia, zbrodnia dokonana za pomocą siekiery.
Ofiarą jest Konrad, dwudziestosiedmioletni fotograf gwiazd, gwiazdorów i gwiazdeczek. Niczym po orbitach, krążą wokół niego, za wszelką cenę pragnące sławy, celebrytki. A on, aktualnie jest chłopakiem Joanny, czterdziestoletniej singielki, popularnej autorki romansów.
Jest też, powracająca jak bumerang jego była dziewczyna Agnieszka. Już rozglądała się za ślubną suknią, a tu taki cios! Ukochany dzwoni z wiadomością, że lepiej będzie, gdy o nim zapomni...

Już Prolog uchyla nam drzwi do piekiełka, z którego ukochany się wywodzi i zdradza makiawelistyczne pobudki Konrada, jak również to, co tak naprawdę jest obiektem jego pożądania, co tak naprawdę może w nim wzbudzić uczucie bezgranicznej, namiętnej miłości.

Joanna jest w szoku. Była bezgranicznie zakochana, przekonana, że podczas pobytu w Zakopanem, gdzie się poznali, znalazła swego księcia i to na całe życie, jak bohaterki jej sentymentalnych romansów. W dodatku, to ona odkryła zwłoki ukochanego w swoim domu, w kabinie prysznicowej.
Pojawia się wiele pytań i zagadek. Dlaczego? Kto? Jaki mógł być motyw tej masakrycznej zbrodni? W jaki sposób morderca wszedł do jej domu? Drzwi wejściowe były zamknięte na klucz.
Ukochana denata nie mogła bezczynnie czekać na wyniki śledztwa policji. Nie wierzyła w jej zaangażowanie i skuteczność. Postanowiła zatem, z pomocą swej menadżerki Betti (Beaty), wszcząć prywatne śledztwo. 

Planowanie mordu, sama zbrodnia, wiadomo, to ciężka tematyka.
Prowadzone w tej sprawie amatorskie śledztwo, mało, że nie wieje grozą, to komizm sytuacyjny i prowadzone dialogi, prowokują do śmiechu, wręcz rozbawiają.
Autor obrał niekonwencjonalną formę dla swojego kryminału. Z pewnością, to przemyślany i zarazem trafiony zabieg. Według pisarza, dobry kryminał to "dobrze skonstruowana i poprowadzona droga przez labirynt" , koniecznie "z domieszką poczucia humoru". Humor gra tutaj jedną z głównych ról. Jest pierwiastkiem nadającym lekkości dramatycznej fabule. Chociaż to powieść z "trupem w roli głównej", nie jest klasycznym kryminałem, a można ją uznać za komediowy kryminał.

Śledztwo w sprawie morderstwa biegnie dwutorowo, prowadzone przez policję, jak również przez dwie kobiety Joannę i Betty. Napięcie rośnie, proporcjonalnie z nim, rośnie nasza ciekawość. Autor nie prowadzi nas prostą drogą do celu, to niedozwolone, a właśnie wpuszcza nas w labirynt, a na każdym zakręcie, podejrzenie rzuca  na kogoś innego. Sprytnie! Zaskakująco!
Towarzysząca zwykle intrydze kryminalnej groza, ustąpiła nieco miejsca wszechobecnej rzeczywistości.
Rzeczywistości, przeglądającej się w krzywym zwierciadle. W konsekwencji, odbicie jest jej karykaturą.

Akcja książki ma miejsce w Polsce, w polskich realiach, by autor mógł zakpić z naszego show biznesu.
Alek Rogoziński, swoim wyostrzonym, dziennikarskim zmysłem obserwacji, podgląda świat celebrytów i dostrzega wszelkie jego mankamenty, śmieszności i absurdy.
Oglądana z bliska, zdeformowana rzeczywistość, nie jest już ani piękna, ani dobra. Niektórym powykrzywiały się drogowskazy, poplątały drogi i dawne ideały zboczyły w złym kierunku. Jak w gabinecie krzywych luster, ludzie i sytuacje z nimi związane, wyglądają zabawnie, śmiesznie, groteskowo, głupio.
Celebryci, którzy chcą świecić tylko zewnętrznym blaskiem, rzeźbią swoje ciało, idealne figury, z większym poświęceniem, niż zwoje, czy komórki mózgowe. Kreują się na swoje karykatury, pełne snobizmu i hipokryzji. Główne bohaterki książki, ale nie tylko one, są tego doskonałym przykładem.
Cenniejszy, nade wszystko, jest wygląd, markowe ciuchy i torebki. Prawdziwa przyjaźń, to tylko gra pozorów.
Joanna, pisząc swoje książki, miesza nielogicznie wątki, dziwnie splata losy bohaterów, łącząc w parę rodzeństwo, daje tym wyraz grafomanii. Poza tym, nie lubi swoich czytelników, ani spotkań z nimi.
Menadżerka Betti, promując książki swej pracodawczyni, wcale ich nie czyta.
Na pozór, nierozłączne przyjaciółki, tak naprawdę szczęśliwe są, gdy mogą od siebie odpocząć.

"Ukochany z piekła rodem", to debiut literacki Alka Rogozińskiego. Ciekawostką jest, że początkowo autor napisał "Ukochanego...", w mniejszej formie, dla magazynu "Party", dla redakcji, w której pisarz pracuje. Później, pierwotna wersja została rozpisana.
Książka ta jest pierwszą z serii kryminałów, w każdej następnej spotkamy się z Joanną romansopisarką i jej menadżerką Betty.
To moje pierwsze literackie spotkanie z Alkiem Rogozińskim. Udane. Wniósł, w moim odczuciu, pewne innowacje, co nadało literaturze świeżości przekazu. Znawcą kryminałów, to znów nie jestem. Czytam je od niedawna. Pisarz jest zafascynowany piórem Agathy Christie i Joanny Chmielewskiej i chciałby, by miały godnych siebie następców. By młodzi, zdolni, obdarzeni poczuciem humoru, wypełnili ogromną lukę, jaką pozostawiły po sobie.
Epilog, poprzez podróż Joanny na Korfu, zapowiada kontynuację jej losów w następnej części serii kryminałów.  Zapowiedź stała się faktem. "Morderstwo na Korfu" ukazało się 23 września 2015 roku. 
Autor zapowiada trzecią część "Jak cię zabić, kochanie?", która ukaże się w księgarniach na początku czerwca br. - czekam z niecierpliwością!

Książka genialna! Super relaks!

Bez urazy kogokolwiek, spotkałam po drodze pewne błędy redakcyjne, które nie powinny ujść uwadze korektora. Korekta była, sprawdziłam. No cóż, nazwa Wydawnictwa MELANŻ, czy nawiązująca do imprezy, czy mieszaniny form, kształtów i barw, w końcu zobowiązuje i wszystko tłumaczy. Ale to tak nawiasem mówiąc, bo prawda jest taka, że w ogóle nie przeszkodziło mi to w dobrej zabawie. Wierzę, że to tylko chochlik drukarski i następnym razem niczego nie zauważę. Kiedyś, to były załączane erraty.



* Książką zostałam obdarowana przez jej autora, za udział w JURY Książki Roku 2015, wybierające Książkę i Autora 2015 roku, przy organizacji Redaktorek "Książki zamiast Kwiatka". Byłam zaszczycona :)



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem








piątek, 4 marca 2016

"Moje córki krowy" Kinga Dębska

Okładka książki Moje córki krowyAutor: Kinga Dębska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 13 stycznia 2016
Ilość stron: 304




Błogosławiona niewiedza, zapomnienie, nieświadomość. Bez nich życie byłoby nie do wytrzymania.

                         cyt.: "Moje córki krowy" Kinga Dębska

Są w życiu sprawy, od których nie da się uciec, nie ochroni nas żadna niewiedza, ani zapomnienie. Choć są nieuniknione, to trudno jest wcześniej przygotować się na spotkanie takowych, a tym bardziej nie można, w żaden sposób, się znieczulić.

W powieści Kingi Dębskiej "Moje córki krowy" i jednocześnie w filmie, którego autorka jest reżyserem (reżyseria to jej zawód), stajemy w obliczu śmiertelnej choroby, utraty bliskich, konfliktu dwóch sióstr. To trudna tematyka, bolesna. Ciężar poruszonych problemów jest wielki. Aby łatwiej było go udźwignąć, Kinga Dębska, przekonana, że "człowiek jest istotą tragikomiczną", wprowadza humor, elementy tragikomedii. Tak, tak! Można czuć się zaskoczonym przez ten humor, bo to wielka sztuka. Jak przepleść strach, ból, cierpienie z humorem, śmiechem, żeby zachować naturalność i uzasadnioną powagę sytuacji? Można, bo śmiech jest naszym mechanizmem obronnym. Przybieramy, oszukując samego siebie, maskę pozorów, przyjmujemy pozę twardziela, a prawda jest inna, chcemy się pod tą maską pozorów schować, żeby było łatwiej.

Poznajemy dwie siostry, dorosłe kobiety, Martę i Kasię. Czytamy zapiski z ich dzienników, pisane w pierwszej osobie. Pisanie jest dla nich, swego rodzaju, terapią.  Rozdziały zatytułowane Marta, przeplatają się z rozdziałami o tytule Kasia. Nie uszło mojej uwadze, że ich imiona napisane są różnym charakterem pisma, a to też dużo mówi o bohaterkach. Marta (43lata) jest aktorką, samotnie wychowującą córkę. Od dzieciństwa postrzegana była za silną osobowość, dominującą, dobrze zorganizowaną, taką, co to w życiu da sobie radę. Młodsza o rok Kasia, wszystkiego Marcie zazdrościła, żyła w przekonaniu, że jest od niej gorsza i mniej kochana przez rodziców, pozostawiona na drugim planie. Prześladowały ją kompleksy. Szczęścia nie dawała jej ani praca nauczycielki, ani małżeństwo z życiowym nieudacznikiem, wciąż szukającym pracy, a i z synem ma coraz poważniejsze kłopoty. Kasia jest wrażliwa, sentymentalna, ze skłonnością do egzaltacji.

Siostry są tak różne, że same zastanawiają się, czy jedna z nich nie jest adoptowana?
Idą przez życie, każda swoją drogą, coraz bardziej oddalając się od siebie. Więzy krwi, to największa siła łącząca ludzi, dlatego najbardziej boli  nas cios zadany przez osobę najbliższą.
Co musi się wydarzyć, gdzie muszą się znaleźć, by spojrzeć na siebie inaczej, "nie z dołu, nie z zazdrością i porozmawiać jak siostry, jakby nigdy nie było kłótni, wojen, wzajemnej złości na siebie"?
Czy to im się uda?

"Rzeczywistość (...), jak zły pies. Warczy i wyje ". Ich wspólna rzeczywistość krzyczy z bezradności. Utrata matki, to największy ból. Wiem! Utrata dziecka dla matki, dla ojca, to strata nieporównywalna z żadną inną. Oby nikt nigdy...
 "Czy można znieczulić się na rzeczywistość, która nas przerasta"? I to bezlitosne zdumienie, towarzyszące cierpieniom po tak bolesnej utracie, że życie toczy się dalej, swoim rytmem, bez zmian, jakby nic się nie stało.
Kasia była z matką bliżej, mieszkała z rodzicami, ale Marta nie mogła pogodzić się, że tak mało znała swą matkę. Nie zdążyła się z nią zaprzyjaźnić. "Kim ona była ta moja mama"? "Nic nie będzie już takie samo". Niczego nie da się nadrobić. "Za krótko"!
Książka Kingi Dębskiej, to dwugłos, ciągle jeszcze analizujący ich wcześniejsze relacje, sięgające dzieciństwa, z podkreśleniem wzajemnych pretensji, złości, w ich mniemaniu, nienawiści nawet, no i wspólne, bolesne przeżycie, ukazane z dwóch perspektyw.

Tytuł "Moje córki krowy", został skrupulatnie przemyślany i według mnie jest bardzo trafiony, wymowny. "Tak do córek zwraca się charyzmatyczny, silny ojciec, ale to nie oznacza patologii, marginesu." W tych słowach jest "więcej miłości niż impertynencji". Córki bardzo kochają swojego ojca, jest on największą miłością obu sióstr, są z nim silnie związane emocjonalnie. 
Cios za ciosem. Ojciec załamany przeżyciami, sam zapada na poważną chorobę. Diagnoza: guz mózgu. Powoli przechodzi w inny wymiar, ma swój świat, do którego coraz trudniej córkom dotrzeć. Czy sprostają tak ciężkiej próbie?

"Dlaczego mówić na smutno o rzeczach nieuchronnych"? - do takich wniosków dochodzi autorka książki, a zarazem reżyserka filmu. "Nie lubię sentymentalizmu, czułostkowości, epatowania nieszczęściem"- mówi Kinga Dębska w jednym z wywiadów. "Nie jest to dramat psychologiczny a tragikomedia"- tłumaczy.
Żart stosuje tutaj, jako wentyl, żeby nie zwariować. Za pomocą czarnego humoru, obśmiewa rzeczywistość i siebie też. Autorka nie ukrywa, że inspiracją do stworzenia tej historii, były jej osobiste przeżycia. Ból, cierpienie duszy, trudno jest o tym mówić. Zatem pisanie było dla niej, tak jak i dla jej bohaterek, wyzwalającą terapią.

Każdego dnia, ktoś doświadcza podobnych przeżyć, zmierza się z walką o nadzieję, jak Marta, Kasia i ich ojciec. Ktoś utracił kogoś kochanego, a ktoś inny drży przed taką utratą. Każdy odbierze tę historię indywidualnie, ale z pewnością nie pozostanie obojętnym. Zapewniam, że ta książka będzie wielkim przeżyciem dla każdego, bez względu na to, czy ma siostrę, czy jej nie ma. Nie sposób oprzeć się emocjom, nasuwającym się refleksjom, nie sposób odpędzić silnie napierających myśli. Wprawdzie chwilami się uśmiechnęłam, na czym tak bardzo zależało autorce tej opowieści, ale nie pamiętam, która książka, wycisnęła ze mnie tak "słone" emocje. Choć moje  n i e p o k o j e  sprzed trzynastu lat, nigdy nie odejdą w zapomnienie, jednak teraz odezwały się gromkim głosem:

                                Bezsenne długie noce, co kiedyś były Twoje, 
                                nie oddam ich nikomu i teraz będą moje 
                                
                                Cierpliwa i pokorna czekasz na sen spokojny
                                 Słońce już dawno zaszło, a księżyc taki chłodny
                                                               (...)
                                Ciemno jest i cicho, cisza gra muzyką
                                Nuty gdzieś pobłądziły, wesołość swą zgubiły

                                Noce nieprzewidziane, nie jak kiedyś każde
                                Drżące, mokre, słone, dlatego są tak ważne
                                                               (...)            
                                                                  (wrzesień 2003) M.P.  




  Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem            
                                                         
Ciemno jest i cicho
Cisza gra muzyką
Nuty gdzieś pobłądziły
Wesołość swą zgubiły
               Noce nieprzewidziane
               Nie jak kiedyś każde
               Drżące, mokre, słone
               Dlatego są tak ważne - See more at: http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/2014/04/niepokoje.html#sthash.ubz4drxT.dpuf

Ciemno jest i cicho
Cisza gra muzyką
Nuty gdzieś pobłądziły
Wesołość swą zgubiły
               Noce nieprzewidziane
               Nie jak kiedyś każde
               Drżące, mokre, słone
               Dlatego są tak ważne - See more at: http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/2014/04/niepokoje.html#sthash.ubz4drxT.dpuf