niedziela, 23 marca 2014

"Złodziejka książek"- recenzja książki


Autor: Markus Zusak
Tytuł oryginału: The Book Thief
Tłumaczenie: Hanna Baltyn
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 22 stycznia 2014
Liczba stron 496



    
                   - Na pewno umrzecie-
                     Namawiam- nie bójcie się.
                     Ja nigdy nie postępuję nie fair (...)

cyt. "Złodziejka książek" Markus Zusak



           Śmierci należy współczuć. Zwłaszcza w takich chwilach, kiedy ludzie "włażą w jej serce i sprawiają, że płacze". Jest bezwolna, bezsilna, gdy jej ramiona nie mogą udźwignąć aż tylu istnień ludzkich. A zdawałoby się, że jest bezwzględna, bezlitosna i nie ma eufemizmu na jej określenie. Bo jak inaczej nazwać śmierć? Śmierć jedno ma imię.
               Markus Zusak urodził się w Sydney, jest australijskim pisarzem, austriackiego pochodzenia. Dorastając słuchał opowieści o III Rzeszy, bombardowaniu Monachium i Żydach przechodzących przez małe miasteczko, w którym żyła jego matka. Te opowieści zainspirowały go do napisania "Złodziejki książek". W swej powieści właśnie oczami Śmierci przedstawił czytelnikowi fascynującą historię 10 letniej Liesel Meminger i jej bliskich. Autor uczynił Śmierć tutaj narratorem w męskim rodzaju.
           Tematyka poruszona przez pisarza dotyczy czasów II Wojny Światowej z całym jej okrucieństwem. Czytelnik, zwłaszcza młody odbiorca, dowiaduje się, że w straszne oblicze Holokaustu zajrzały też niemieckie dzieci, ich rodziny i cały naród, ukochany przecież przez głównego sprawcę- którym był Fuhrer Adolf Hitler.
          Wojna to czas, kiedy śmierć jest wszechobecna i każdy czuje jej oddech na swoich plecach. I strach. Na każdym kroku.Pomimo powagi tematu, lektura ma łagodny przekaz i z łatwością trafia do czytelnika.Osiągnął to Zusak poprzez swój oryginalny zabieg, jakim jest personifikacja śmierci. Umiejętnie stwarza dystans do całego wojennego piekła. Poprzez dowcip, czarny humor, pewną infantylność w stylu pisania, aplikuje czytelnikowi skuteczny środek znieczulający w odbiorze swego przekazu.
          Liesel - 10 letnia dziewczynka, córka niemieckich komunistów, krzyczy z każdej strony, że u nich też była straszna wojna. Krzyczy, że bardzo nienawidzi Hitlera. Poznajemy ją , gdy z matką i 6 letnim bratem Wernerem, jadą pociągiem do Rosy i Hansa Hubermannów, którzy mają być dla dzieci rodzicami zastępczymi. Jadą w nieznane, gdzieś w okolice Monachium. Straszna była to podróż. Braciszek nagle umiera w pociągu. Pochowano go w miejscowości, której nazwy Liesel nie pamiętała.A ona z matką musiały jechać dalej. Dlaczego mama musi ją oddać obcym ludziom?  Została sama. Z rozdartym sercem. Pozostała jej książka, która będzie jej ich przypominała. Matkę i braciszka. Ukradła ją na pogrzebie brata. Książka leżała w śniegu - czarny "Podręcznik grabarza". Był dla niej elementarzem. Uczyła się z niego pierwszych słów. Uczyła się czytać. W tej mozolnej edukacji pomagał jej Hans - nowy ojciec. Poczciwy, dobry człowiek.Słowa pisał jej białą farbą na ścianach piwnicy, albo też na odwrotnej stronie papieru ściernego.Grał dziewczynce na ukochanym akordeonie. Z muzyki i z tych słów powstała ich przyjaźń, która miała zapach farby i tytoniu.
            Tęskniła za mamą. Rosa - matka zastępcza była zimna, despotyczna i wulgarna. Bynajmniej taką ją postrzegała na samym początku, kiedy było jej tak strasznie ciężko. Tęskniła za braciszkiem. Nawiedzały ją nocne koszmary. Bo najtrudniej jest tym, "co zostają z tyłu. Mają podziurawione serca i rozbite płuca."
            Ucieczką dla Liesel były książki. Pisanie i czytanie słów dawało jej ogromną satysfakcję. Dzięki nim poznawała swój lepszy świat, a to dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Fascynacja słowami była niepohamowanym napędem do zdobycia następnej, kolejnej i jeszcze jednej książki. Jak je zdobyć?
Kradła. Nie rozumiała wielu rzeczy, które działy się wokół. Najbardziej nie rozumiała, dlaczego ludzie palą książki? Drugą książkę ukradła z ognia, ze stosu palonego w dniu urodzin Hitlera. Nie zważając na poparzone ręce, mocno ją do siebie tuliła. Książki kojarzyły się Liesel  z jedynym dobrem, jaki odczuwała w ten trudny czas. Czytanie było miarą przyjaźni z Żydem Maxem, którego jej nowi rodzice ukrywali w swojej piwnicy. Dużo czasu spędzali razem. Przynosiła mu w prezencie prognozy pogody, opis nieba, nawet śnieg, żeby wspólnie zrobić bałwana.
         Max też miał książkę - "Mein Kampf" autorstwa Adolfa Hitlera ("Moja Walka"), z którą odbył podróż do swojej kryjówki.
- "Czy to dobra książka?"- pytała Liesel swego przyjaciela.
-"Najlepsza ze wszystkich. Uratowała mi życie"- odpowiedział.
A potem pomalował białą farbą strony książki, by móc napisać rysunkową książkę "Strząsaczka słów". Zbiór myśli i wspólnych przeżyć w prezencie dla Liesel. Na pozostałych białych kartkach ona sama później będzie pisała swoją książkę.
         W tak bezwzględnych czasach zawiązują się przyjaźnie. Zawiązują się tak mocno, że nic i nikt ich nie rozwiąże. Liesel miała przyjaciela z sąsiedztwa-Rudiego. Razem urządzali sobie zabawy, grę w piłkę, eskapady na rowerach. Razem kradli jabłka, jedzenie no i książki. Największy głód, jaki czuła Liesel, to głód słów. Zakradali się do biblioteki żony burmistrza.Było to miejsce niepojęte. Totalne objawienie. Widok takiej ilości książek i możliwość ich dotknięcia graniczyły z cudem.
         Jaką drogę mentalną przeszły dzieci w tej czarnej swej rzeczywistości. Jak szybko musiały wyzbyć się dzieciństwa, marzeń. Dopiero co beztrosko kradły jabłka, jedzenie, a już za chwilę, narażając życie, rozkładają chleb na drodze. Drogą tą pójdą Żydzi w swej" Paradzie" do Dachau, w swym "preludium do śmierci". Dogłębnie mnie wzruszył opis przemarszu Żydów. Co wtedy myśli, co czuje Liesel? Chciała, by Żydzi mogli wyczytać z jej oczu, z jej twarzy ból i współczucie. "Ukrywam w piwnicy jednego z Was"- krzyczała swym niemym wewnętrznym głosem.
         Pisarz wykazał się wielkim kunsztem opisując codzienność wojenną postrzeganą przez dzieci. Ich dzieciństwo miało gorzki i słony smak. Osłodzić go mogły tylko jednym cukierkiem ssanym na zmianę. Stan ich umysłu nie mógł pojąć dlaczego nie można kibicować czarnoskóremu biegaczowi, dlaczego giną ludzie, dlaczego wciąż muszą się bać?
         Liesel wiedziała jedno, że za bilans jej strat, brak matki, brata, winny jest jeden człowiek.
- "Nienawidzę Fuhrera! Nienawidzę!"- wyraziła swą wściekłość.
   I za te słowa ukochany papa wymierzył jej mocny karcący policzek.
   I znów nic nie rozumiała....
   Przecież papa też go nienawidził. Sam nie był nazistą, nie należał nawet do partii. Ukrywał Żyda. Podawał rękę z chlebem upadającemu w przemarszu Żydowi. Narażał życie, by zachować resztki człowieczeństwa.
   No więc d l a c z e g o....?


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz