niedziela, 30 września 2018

"Kręgi " Zbigniew Zborowski

Znalezione obrazy dla zapytania kregi zborowski

Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 5 września 2018 r.
Liczba stron: 480

"Życie niesie ze sobą różne sytuacje. Są takie, których nie sposób udźwignąć... "

Zbigniew Zborowski to człowiek wielu pasji. Spośród wielu możliwych dróg ,wybrał również pisarstwo. Wystarczy jedno spotkanie z jego twórczością, by pochwalić ten wybór.
"Kręgi " to kontynuacja "Skazy " z detektywem, wcześniejszym policjantem  Bartoszem Koneckim w roli głównej.

Prolog, swą dramaturgią, anonsuje  mroczną aurę kryminału i zapewnia sporą dawkę mocnych wrażeń . Autor stosując retrospekcję, przenosi nas do zdarzeń z lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia.
Zawiazując kryminalną intrygę, naświetla jednocześnie zjawisko, proceder zorganizowanej grupy przestępczej.
Polowanie, męska rzecz. Gonitwa. Adrenalina.
Tylko, że tutaj terenem jest stara, opuszczona zimna rzeźnia, a zwierzyną dziewczyna. Niewinność złapana w pułapkę. Zderzenie z całym okrucieństwem świata, gdzie traci się wiarę w człowieka, nadzieję, że ujrzy się jego ludzką twarz.
A przecież "nie wyglądali na potwory..., może nie jest tak źle?
Może chcieli tylko ponapawać się trochę jej strachem?
(...) W ich oczach było coś, co odbierało nadzieję ."
Dziewczyna została zamordowana. Zwłoki podrzucono w inne miejsce. Denatka miała odcięte dłonie.
To było "wczesniej", w 1992 roku.
Wędrówka w czasie ma na celu odszukanie i uchwycenie pewnych nitek niedopatrzonych spraw, by spleść z tymi, co pojawiają się współcześnie - "teraz ".
Teraz, po 25 latach,  w Warszawie znów odnaleziono zwłoki dziewczyny z odciętymi dłońmi. Czy to ten sam sprawca, czy naśladowca? Przypadek? Czy konsekwencja tamtych zdarzeń ?

Zło wyrządzone świadomie i celowo skrywane w mrocznym nimbie tajemniczości , podszyte strachem sprawcy w trosce o siebie samego, zatacza coraz szersze kręgi. Konsekwencją są kolejne kłamstwa, tajemnice i kolejne niewinne ofiary.
Sprawa sprzed lat tylko pozornie została załatwiona. Skazano niewinnego. Zaś ambitnego, chcącego się wykazać, aspirujacego do awansu policjanta, zdyskredytowano zawodowo.
Paradoksalne finalizowanie śledztwa, zamiast awansu, wydalenie z szeregu policji.
Niedoskonałość badania sprawy, ułomność procedur śledczych , w znacznym stopniu odzwierciedlają rzeczywistość społeczno - polityczną. Odsłaniają prawdę o regułach i zasadach działania organów ścigania.
Zło, piętnowane i wyjaśniane przez jednych jest jednocześnie tuszowane przez drugich.  Paradoks i absurd idealnie nakreślają  i obnażają miejsce największego zła.

Główny bohater, detektyw Konecki realizując zlecenie śledzenia celebrytki, natrafia na tropy prowadzące do zabójstwa sprzed lat. Łączy tamto zdarzenie z tą aktualną zbrodnią ściągając na siebie duże niebezpieczeństwo. Zbiera poszczególne elementy układanki w logiczną całość . Wszystko pasuje, ma swoje wytłumaczenie dla ciągu zdarzeń. Wszystko wiemy, śledzimy na bieżąco i zastanawiamy się nad zagadką. Czy będzie zaskoczenie? Autor zwodzi nas i wprowadza w zaułki , myli tropy ,utwierdzając, że jesteśmy we właściwym miejscu. Niespodziewanie pojawia się inna uliczka, inne wyjście, wielkie zaskoczenie. W ostatnim momencie. Niesamowita zmiana akcji.

"Kręgi " to fascynująca opowieść o zbrodniach, ich okolicznościach, o ludziach, powiązaniach, próbach rozwiązywania zagadek kryminalnych i próbach zakłamywania prawdy przez tych, którzy powinni stawać w jej obronie.
Ciekawa jest fabuła, koleje losów bohaterów skrzywdzonych przez okrutny los, okaleczonych na skutek osobistych tragedii, wyraźne ,psychologiczne ich portrety. Ciekawa jest konstrukcja przeplatająca wątki z przeszłości ze współczesnymi. Najciekawsza jest sama głębia tej opowieści, przestrzeń, jaką tworzy dla nas pisarz. Miejsce na refleksje, poszukiwanie prawdy ,zasad ,tego wszystkiego, co ludzie nieopatrznie gubią po drodze,  co doprowadzić może do zguby ich samych. Cenna jest to przestrzeń na przemyślenia dotyczące podejmowanych decyzji. Jak ominąć absurdy i paradoksy świata, w którym tkwimy ? Jak go zmienić?  Czy warto iść i robić to,  co trzeba, by w jakimś stopniu powstrzymać zło ? Sami? Z kimś?  Tworząc ten dobry krąg?  Może warto spróbować i  wierzyć, że istnieją też dobre kręgi?

Wydawnictwu Znak dziękuję za egzemplarz recenzencki.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku :  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowemhttps://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem


poniedziałek, 24 września 2018

"Spowiedź polskiego kata " Jerzy Andrzejczak

Znalezione obrazy dla zapytania spowiedź polskiego kata ksiazka

Autor: Jerzy Andrzejczak
Wydawnictwo: Aktywa
Data wydania: 27 sierpnia 2018 r.
Ilość stron: 272


"Zbrodnia wzbudza w nas rodzaj trwogi,  fascynuje  nas i poraża."

Boileau Narcejac
cyt. :"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

Po dwudziestu czterech latach pojawia się  drugie wydanie publikacji Jerzego Andrzejczaka "Spowiedź polskiego kata ". Najmocniejsze scenariusze pisze samo życie. Jest zbrodnia, musi być kara. I ktoś, kto tę karę wymierza. Ktoś, kto "odpłaca " sprawcy za wyrządzone zło. Kat. Człowiek - instytucja. Wymierza sprawiedliwość zgodnie z literą prawa. Zgodnie z własnym sumieniem? Zakłada pętlę "krawat " na szyję skazańca, zwalnia dźwignię zapadni... i czeka...
"Zło porywa za sobą jak wiatr ". Czy powinność kata jest złem?  Czy jest to zbrodnia?
O czym myśli i co czuje?
Ostatni polski kat. Ilu skazańcom założył "krawat" na szyję przez trzynaście lat? Jakim był mężem ktoś, kto przez tyle lat ukrywał prawdę o sobie przed żoną? Rozmowa z katem odbyła się 25 lat temu i wymagała wielu starań, by doszła do skutku.
Emerytowany kat wstydził się swojej przeszłości i nie przybiegł z ochotą, by się  nią chwalić.
"Chciałby dla siebie długiej "porcji spokoju", żeby wyciszyć swoją krwawą przeszłość. "
"Nie da się w skrócie opowiedzieć o sobie wszystkiego. " Jego odpowiedzi były lakoniczne. Sam sobie również stawiał pytania :"Czy przez moje zajęcie stałem się złym? Czy zło jest we mnie? "
Czy potrafił wyrażać skruchę i żal?
"Trudno jest cierpieć z godnością. Nikt tego nie zrozumie. Jak sobie poradzić z moimi wyrzutami sumienia?"
Tajemniczy funkcjonariusz MSW stracił wiarę we własne życie. Schronienia szukał w alkoholu.
To, kim był, zapisane jest w dokumentach, które będzie można odtajnić po 50 latach.

Książka ma szerszy rys, niż portret byłego kata, to również próba sportretowania skazanych za najcięższe zbrodnie, okrutne, często popełniane seryjnie.
Jerzy Andrzejczak spotkał się z tymi,  którym na mocy Ustawy Amnestyjnej  z 1989 roku zamieniono orzeczone kary śmierci na 25 lat pozbawienia wolności.
Czy tak okrutny czyn,  jak zbrodnia można wymierzyć, zważyć, nadać kategorię?  Zabić z zemsty. Zabić z zazdrości. Zabić bez skrupułów, dla samego zabijania, dla przyjemności, zlizując z noża krew swych ofiar. Zabić przypadkowo, w afpekcie, nie planując wcześniej, żałując tego, co się stało.?
"Wszystko jest względne", jak pisał Fiodor Dostojewski w "Zbrodni i karze "- swoistym studium psychologicznym mordercy.
Zależy, czy jest sumienie, wyrzuty, żal, skrucha, poczucie winy, udręczenie samego siebie...? Czy pustka?
Dlaczego zabił? Co czuł w tamtej chwili, co wtedy, gdy zapadł wyrok? Czy boi się śmierci?
"Gdyby kiedyś ktoś powiedział, że zabiję człowieka, nigdy bym nie uwierzył. Widzi Pan  co się stało ?" (słowa mordercy)
Zabijali z pustką w głowie,"jak zaprogramowana na zabijanie maszyna",by rozładować jakieś drzemiące napięcie."

Publikacja Jerzego Andrzejczaka to kompendium wiedzy z zakresu kryminalistyki, odsłania arkana prawa karnego, począwszy od Kodeksu Hammurabiego, poprzez rzymskie prawo dwunastu tablic, surowe prawo ateńskie, ustawy Diakona etc.
Poznajemy sposoby odbierania życia skazańcom pod różną szerokością geograficzną                           i przyświecającą temu ludzką myśl, by ta kara była możliwie humanitarną.
Gilotyna ? Szubienica? Krzesło elektryczne ? Zastrzyk?
Zaglądamy do więziennej celi, do celi śmierci, za kulisy egzekucji, wracamy do okrutnych tortur  i wciąż powraca pytanie: Kara śmierci tak? Kara śmierci nie? Poznajemy najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy, mroczne meandry umysłu.

Kara śmierci - KS. Zatem, czy KS to morderstwo?
Główny spór o karę śmierci rozgrywa się w sferze uczuciowej. Co silniejsze? Wybaczenie i wiara w uzdrawiającą moc miłości,  czy pamięć o ofiarach, nienawiść do zła i  jego nosicieli? A może lęk przed mnożącą  się zbrodnią?
"Oko za oko ", według Starego Testamentu?  Czy "Człowiek to jego najgorsze nawet uczynki ", jak mówi Nowy Testament?

To mocna rzecz. Czytając tę książkę, pełną ludzkich dramatów,  tragedii, ułomności, natrafiamy na liczne pytania, jakie padały w rozmowach z byłym katem, ale także z osadzonymi za największe zbrodnie więźniami. W końcu sami stawiamy pytania. Z pewnością więcej tutaj pytań, niż paragrafów w Kodeksie karnym.
Ta publikacja, choć opiera się na konkretach, faktach, liczbach, danych statystycznych, tylko pozornie jest relacją pozbawioną emocji. Otwiera szeroko furtkę do sfery uczuć, do wnętrza człowieka, kieruje na ścieżki kręte, gdzie połamano drogowskazy.

"Zło porywa za sobą jak wiatr. "

To zastanawiające, jak mocno fascynuje nas zło, świat zbrodni, kryminalne zagadki? Dlaczego?
Czy chodzi o "oswojenie czegoś, co nas przeraża", czy oczekujemy, by sprawiedliwości stało się zadość  i zło zostało ukarane?

Czy chcemy poznać tę granicę, której sami, wydawać by się mogło, nigdy nie przekroczylibyśmy? Co jest za taką granicą?  Motywy? Zemsta, nienawiść, gniew, chęć zysku, czy nuda?
W którym momencie przekracza się granicę, kiedy myśl o dokonaniu przestępstwa staje się czynem?
Pomimo całego okrucieństwa wyłaniającego się z mrocznego zbrodniczego świata, ta książka to interesujące źródło informacji, niezmierzone morze ciemnych nurtów, zatrważających pytań..., i my,  na wzburzonym oceanie,  przepełnionym wątpliwościami, usilnie walczący z nimi, prostujący znaki zapytania w wykrzykniki. Jest to też ostrzeżenie przed złym kursem i światełko wskazujące drogę do bezpiecznej przystani, jeśli uwierzymy w zwycięstwo dobra nad złem.

Jedno z pytań do polskiego kata brzmiało :
"Co chciałby przekazać czytelnikom w tym miejscu książki? "
"Mogę im tylko życzyć, żeby nie wchodzili na przestępczą drogę. Wszyscy mamy tylko jedno życie."

Autor zapowiada kontynuację, drugi portret kata po latach. To fascynujące, jak czyjeś życie, tak trudne, uzależnia, staje się częścią samego "spowiednika".
Wspomnienia, emocje, dramatyczne sytuacje  stały się "chorą obsesją " autora.
"Wyrzucę z siebie, po stokroć to wszystko"- zapowiada  w ten sposób kolejną fascynującą opowieść pt ."Cień polskiego kata ".

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Aktywa za egzemplarz recenzencki.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku : hlttps://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







poniedziałek, 10 września 2018

"Kresowa opowieść".Nadia" III tom Edward Łysiak

ZdjÄ™cie użytkownika Edward Łysiak.  Autor: Edward Łysiak
  Wydawnictwo: NOVAE RES
  Data wydania: wrzesień 2018
  Ilość stron: 290


Wojna się zakończyła, nacjonaliści walkę przegrali, a niektórzy z Polaków zaczęli pisać pamiętniki. Bohaterskie czyny pani ojca opisał jego kolega. Nie zmieniał nazwisk i to był błąd. Współcześni nacjonaliści zdobyli ten pamiętnik i postanowili się zemścić. 
               Cyt. :"Kresowa opowieść. Nadia " Edward Łysiak




We wrześniu 2013 roku ukazała się "Kresowa opowieść" Edwarda Łysiaka, pierwszy tom zatytułowany "Michał", drugi tom "Julia".
Lektura tych powieści wywarła na mnie niezapomniane wrażenie i dostarczyła ogromnych emocji. Była to nie tylko powtórka z historii, skądinąd mało znanej, ale nowa lekcja, odkrywająca niejedną zakrytą kartę. To beletrystyczny przekaz oparty na faktach historycznych ukazujący bolesne przeżycia Polaków na Kresach wschodnich.

Zachęcam do sięgnięcia po te książki poprzez swoją opinię. To ważna literatura, powiedziałabym obowiązkowa. To jest świadectwo prawdy:
http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/2014/09/kresowa-opowiesc-autor-edward-ysiak.html


Edward Łysiak jest pomysłodawcą i współrealizatorem projektu "Łączy nas wspólna historia", który powstał, by umożliwić kontakty między młodzieżą polską i ukraińską. Jest orędownikiem polsko ukraińskiego pojednania, ale też pamięci o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, popełnionych na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.


Jest już, zapowiadana wcześniej przez autora, kontynuacja "Kresowej opowieści" III tom z podtytułem "Nadia". Książka będzie miała swoją premierę 17 września.
  Jaki zamysł przyświecał autorowi i co było inspiracją, by napisać kolejną część? Czy można jeszcze coś dodać do tego, co już zostało powiedziane? Z pewnością..., nawet trzeba.
Choć "Nadia" to już czasy współczesne, jest rok 2014, jednak nie przebrzmiały reperkusje tamtych zdarzeń, a echo przeszłości nie milknie.

Edward Łysiak użył  sprytnego fortelu, nadał swej nowej powieści cechy kryminalno sensacyjne, co, wraz z ogólnym zarysem historycznym i smaczkami obyczajowymi, tworzy nowatorską, atrakcyjną fabułę. Książka powstała w zupełnie innej konwencji, która zaskoczyła mnie i zwiodła na chwilę, ale nie zawiodła, choć początkowo zastanawiałam się, czy to ten sam Edward Łysiak?
 W moim odczuciu jest to niewątpliwie walor, jednakże i tak najważniejszy pozostaje tutaj przekaz. Autor umiejętnie połączył z sobą obie te rzeczy: atrakcyjność treści oraz głębokie historyczne przesłanie. Nić przeszłości nierozerwalnie wplata się pomiędzy zdarzenia współczesne.


Poznajemy bliżej sylwetkę inspektora Andrzeja Pilarskiego, policjanta, który w "Julii" II tomie Kresowej opowieści (1996rok) prowadził śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci starszego człowieka, zamordowanego przez pomyłkę, zamiast tytułowego Michała Jakubowskiego vel Jakubek - żołnierza istrebitielnego batalionu zasłużonego w walce z UPA.
Wchodzimy w świat inspektora, z podglądem na jego życie osobiste, a właściwie jego brak, bo dobiegając pięćdziesiątki, wciąż marzy o założeniu rodziny. Związek z Ewą Konieczny, z którą rozwiązywał zawodowo kryminalne zagadki, to już bezpowrotna przeszłość.Wprawdzie wtedy na Ukrainie odnalazła go w podziemnym bunkrze i uratowała mu życie, ale to, co zrobiła potem, było dla niego wielkim zawodem i upokorzeniem.
Pomimo ciężkiej choroby, nasz inspektor wciąż przejawia zainteresowanie płcią przeciwną, jak również niemały apetyt na życie z wszystkimi najpikantniejszymi jego smakami.

Andrzej Pilarski prowadzi podwójną walkę, tę, w której najwyższą stawką jest jego życie oraz tę drugą, jaką jest ściganie przestępców.
Cztery śledztwa w sprawie zagadkowych śmierci, według niego, nie mogą być zbiegiem okoliczności. Tym bardziej, że ofiary, dziwnym trafem, pochodzą z kręgu bliskich Michała Jakubowskiego, który w czasie wojny walczył z podziemiem ukraińskiego nacjonalizmu. Inspektor, dzięki swej zawodowej intuicji, łączy tragiczne zdarzenia w całość i nadaje im charakter odwetu po latach. Czy możliwe, że śmierć przypadkowych osób jest tu przejawem odpowiedzialności zbiorowej?



 Inspektor Pilarski prowadzi nas poprzez korytarze kliniki, w której zmaga się z ciężką chorobą, do gabinetów lekarskich, zabiegowych, do łóżek innych pacjentów, towarzyszy swej niedoli. A to wszystko nie dzieje się przypadkowo, bowiem bezwzględne macki przeszłości wślizgują się w każdy zakamarek tych miejsc. Dopadają niepostrzeżenie i zupełnie znienacka.
Niebezpieczeństwo zagraża również samemu Pilarskiemu i jego nowo poznanej przyjaciółce, którą zabrał w podróż po Europie.
Nadię poznał przypadkiem. Kim, tak naprawdę, jest ta dziewczyna, która przyjechała z Ukrainy do prac sezonowych, której nasz inspektor zaproponował wycieczkę do Włoch i Chorwacji? A może nie spotkał jej wcale przypadkiem?
A spotkanie na plaży z Lubow, z kobietą, którą poznał przebywając na Ukrainie? Przypadek?
Czy cokolwiek jest tutaj przypadkiem...?
A może kolejne zdarzenia są konsekwencją czegoś...?
Tych okrucieństw z przeszłości, bólu, cierpienia, nieodżałowanych strat, nieodpartej tęsknoty, tego wszystkiego, co przeradza się w chęć zemsty, obsesyjne pragnienie odwetu?

Wszystkie nitki łączą się ze sobą. Wątki oplatają osnowę, stanowiącą filar, istotną część konstrukcji wszelakiej. Tutaj tą osnową, filarem jest pamięć.
Wszystko po to, byśmy pamiętali o tym, o czym opowiada, leżąca na szpitalnym łóżku pani Zofia, wspominając "piękne i przeklęte Kresy" i to , o czym sama nie może zapomnieć.
I o tym, co usłyszała Lubow od swojej umierającej sąsiadki Walerii na temat swojego pochodzenia i okrutnych przeżyć członków jej rodziny, o tym wszystkim, co zasiało w sercu Lubow ziarno nienawiści, silnie niszczące uczucie, zdolne pokonać nawet miłość. Bo na ogół to miłość właśnie zdolna jest unicestwić całe zło, dlaczego tutaj pragnienie zemsty wygrywa z potęgą miłości?
Do głosu dochodzi desperacka chęć odwetu bez przestrzegania granic i za każdą cenę. Co daje przyzwolenie na dokonanie samosądu? Czy może być usprawiedliwienie dla wymierzenia sprawiedliwości poza prawem?
Są rany, których czas nie zabliźni; i niczym stygmaty naznaczają kolejne pokolenia. Ci, którzy zginęli z rąk banderowskich bestii już o nic się nie upomną. Ci, którzy uciekli z nazistowskiego piekła, wciąż cierpią i nie mogą uwolnić się od bólu. Przeżyli, ale czy ocaleli, gdy oprawca pozostaje bezkarny, a wina nienazwana, gdy zabrakło zadośćuczynienia?
Trzecia część "Kresowej opowieści" z podtytułem "Nadia" jest dowodem na to, że pomimo upływu czasu reperkusje kresowej tragedii nie przebrzmiały, a echo tamtych krzywd niesie się po wsze czasy i nie milknie.

Dlatego nie wolno nam zapomnieć...

"Nie wolno nam zapomnieć o tragedii Kresowiaków,  o okrutnych zbrodniach dokonanych na polskiej ludności cywilnej przez oprawców z Ukraińskiej Powstańczej Armii - bohaterów narodowych dzisiejszej Ukrainy.
Niepodległa Ukraina się ich nie wyrzeknie,  nie pozbawi Stepana  Bandery patronatu nad setkami ulic  i placów,  nie zlikwiduje poświęconych mu pomników  i nasze protesty tego nie zmienią.
Jedyne, co nam pozostaje, to obowiązek pamiętania o ich zbrodniach,  których tragicznym symbolem jest Wołyń. "

* Serdeczne podziękowania  dla Wydawnictwa Novae Res za współpracę oraz za egzemplarz przedpremierowy.
                                               Znalezione obrazy dla zapytania novae res logo     
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/https://



piątek, 24 sierpnia 2018

"Listy do Duszki" Ewa Formella

 Znalezione obrazy dla zapytania listy do duszki  
 Wydawnictwo: Replika
 Data wydania: 2018
 Ilość stron: 304
 Autor: Ewa Formella

Duszko moja kochana, (...) czy tam, gdzie jesteś, jest też miejsce dla mnie? Czy spotkam Cię jeszcze kiedyś?
          cyt.: "Listy do Duszki" Ewa Formella
Ta książka, nie tylko "zahacza o mózg", ale jeszcze dotyka duszy, otwiera ją i już tam zostaje.
"Listy do Duszki" to opowieść, którą napisało życie. Nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa. Tak, jak prawdziwa i niewinna była miłość, która połączyła szesnastoletnią zaledwie Stefanię, córkę polskiego nauczyciela i Żydówki z dwudziestosześcioletnim studentem medycyny Heinrichem, synem niemieckiego lekarza. Los nie jest dla nich łaskawy. Wybucha wojna i brutalnie ich rozdziela. Heinrich wyjeżdża z Gdańska do Niemiec, nie wiedząc, że niebawem jego ukochana wyda na świat ich dziecko.


Prolog to jądro tej historii. Jego dramaturgia poraża bardziej, niż szalejąca wówczas nad Gdańskiem burza. Zawsze intrygują mnie prologi, zwłaszcza, gdy zabrzmią z tej najwyższej nuty "C". Tutaj właśnie, w prologu, zapada decyzja, decyzja podjęta przez jednego człowieka. Szybka. nieodwracalna. Bezwzględna. Podyktowana strachem, obawą przed niepewnym, wojennym jutrem...? Możliwe..., ale...
Ktoś "dopomógł" losowi i wziął w swoje ręce kalejdoskop przyszłych dni, decydując o życiu kilku osób. Tutaj pojawia się pytanie zasadnicze, czy zawsze cel uświęca środki? Czy jest wytłumaczenie dla tak dramatycznej w swych skutkach decyzji?

Stefania jest już "dziś"( dziś, w znaczeniu współczesności, jest rok 2014) ponad dziewięćdziesięcioletnią staruszką. Historię swojego życia opowiada, sprawującej nad nią opiekę Joannie. Pomiędzy słowa, wspomnienia, łzy, wdzierają się pytania, dlaczego ona nigdy nie szukała swojego ukochanego, dlaczego on nie poszukiwał Duszki, swojej jedynej miłości i nigdy nie wysłał pisanych do niej listów?

Urzekła mnie, nie tylko treść, ale i forma tej opowieści. Współczesność przeplata się z przeszłością. Jest to splot kilku miejsc, kilku płaszczyzn czasowych oraz spojrzenie na te same fakty z różnych perspektyw. Taki zabieg przyczynił się do pełnego zobrazowania opisywanej historii.
Jesteśmy w Gdańsku współczesnym 2014 - 2017, poznajemy topografię miasta, jego architektoniczne serce, za chwilę w Danzig sprzed lat 1938 -1939, nad którym zawisło czarne widmo nieuniknionej wojny. I w tym z 1945, gdzie pośród ruin i zgliszcz spotykają się drogi życiowe naszej Stefci, Zygmunta i małego Jureczka. Przemieszczamy się do niemieckiego miasta Koln, by czytać listy pisane przez Heinricha do Duszki. Listy pełne miłości, listy, których nigdy nie wysłał.
Z Kolonii (1985 rok) dochodzą do nas donośnym echem wyrzuty sumienia człowieka, który do końca swych dni nie może uporać się z ciężarem podjętej przed laty decyzji, wieloletniego zakłamywania prawdy. Widzimy również , jak bardzo przeszłość determinuje życie następnych pokoleń, ile trudu i starań trzeba włożyć w to, by odnaleźć brakujące ogniwa, by je połączyć ze swoją własną historią, by wreszcie zrozumieć, by umieć przebaczyć.

Wspomnienia.Tęsknoty. Ból. Wyrzuty sumienia. Miłość ponad to wszystko.
Z całej tej dramaturgii wyłania się prawda o potędze miłości. Miłości, której nie zabije wojna, nie zniszczy niczyja zła wola, żadna siła nie jest w stanie pokonać.
Przesłanie książki jest takie, że nie wszyscy Niemcy chcieli wojny, byli tacy, którzy pomagali Polakom, czy Żydom przetrwać, podejmując trudne, ryzykowne decyzje. 
Stefania, ukryta przez Niemca na kaszubskiej wsi, przeżyła wojnę, płacąc za to wysoką cenę.

 Prolog i Epilog, obejmują całą historię klamrą i niczym ramiona chcą utulić cierpienie, ból, tęsknoty wszystkich tych, których one dotknęły na skutek podjętej kiedyś złej decyzji i skrywanie przez długie lata prawdy.

Pamiętając wcześniejszą powieść pisarki "Płacz wilka", otwierającej ludzkie oczy i serce na potrzeby innych, pełną empatii, spodziewałam się, że "Listy do Duszki"mogą również poruszyć głęboko, a ona przenikła w głąb duszy.
Ile jeszcze podobnych historii skrywają zakamarki ludzkiej pamięci? Ile tajemnic zamknięto w sekretnych skrytkach, niewysłanych listach, niezgłębionych zapiskach? Ile takich historii zgotował pokrętny los?
Na koniec ważna informacja: "Listy do Duszki" to pierwsza część (z czterech) cyklu opowieści, które autorka postanowiła napisać na podstawie wspomnień swoich podopiecznych. Wspaniała rzecz. Wysłuchać, przeżyć i przekazać innym. Czekam z niecierpliwością.

Z podziękowaniem Wydawnictwu Replika za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
                                                              

Podobny obraz
Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


wtorek, 31 lipca 2018

"W cieniu tamtych dni" Magdalena Majcher

Okładka książki W cieniu tamtych dni Autor: Magdalena Majcher
 Wydawnictwo: Pascal
 Data wydania: 1 sierpnia 2018
 Ilość stron: 368



Każdy z nas ma jakąś historię. Musisz poznać przeszłość swojej rodziny, aby zrozumieć teraźniejszość i dać szansę przyszłości.

           cyt.: "W cieniu tamtych dni" Magdalena Majcher


                          Po każdą kolejną książkę Magdaleny Majcher sięgam z wielkim zainteresowaniem i z pełnym przekonaniem, że czeka mnie opowieść o czymś istotnym, ważnym, opowieść przykuwająca uwagę od pierwszego zdania.
Ostatnią książką, jaka wyszła spod pióra pisarki jest powieść "W cieniu tamtych dni". Porównując z poprzednimi jej powieściami o zarysie społeczno - obyczajowym, ta, osadzona w historycznych realiach Powstania Warszawskiego, jest nową odsłoną  Magdaleny Majcher i jej wielkiego pisarskiego potencjału.

W fabułę wplecione zostały poruszające wspomnienia Emilii (94lata), snute przed swym dwudziestoletnim wnukiem Mikołajem. Emilia powraca pamięcią do dalekiej przeszłości, do chwil, do uczuć, tajemnic, do tego wszystkiego, co wówczas wydarzyło się w jej życiu, a o czym, przez te wszystkie lata nie chciała mówić. Schowała swą przeszłość w szkatułce na strychu. Kiedy wnuk zajrzał do sekretnej skrytki, ciekawość przybrała postać znaków zapytania. 

Znaleziona na strychu biało - czerwona powstańcza opaska mogła dowodzić temu, że babcia brała udział w Powstaniu Warszawskim. Dlaczego tak ważny fakt trzymała w tajemnicy przed rodziną? A listy? Dwadzieścia trzy zaadresowane koperty do Krzysztofa, których nigdy nie wysłała. Kim był Krzysztof i co się z nim stało?
Emilia znów jest w Warszawie, w tej dawnej, którą kochała, wśród ludzi, których już nie ma. Znów jest Milą, ma 22 lata. Przenosi meldunki, rozkazy, prasę, broń. Raz opatruje rannych, drugi raz sama walczy ze śmiercią. Wchodzi do piwnic, do kanału, drży nie tylko o siebie, nie tylko o swoje życie. Ona na Starym Mieście, Krzyś prawdopodobnie gdzieś na Czerniakowie.
Wszystko powróciło; uczucia, entuzjazm, nadzieja, tęsknota za wolną Warszawą. Ale i ból, i cierpienie, przerażenie, oczekiwanie na wsparcie. Powracały obrazy czerwone od krwi. I ten czołg zdobyczny dla powstańców, jadący ulicą Kilińskiego, co okazał się pułapką rozrywającą wszystkich wokół na milion kawałków. Powraca Irena, cała we krwi, dziewczyna, która przeżyła piekło dzielnicy Wola. Wydostała się spod martwych ciał swoich bliskich. Irena urasta do rangi symbolu tych ofiar, które przeżyły, ale zostały okaleczone na resztę swych dni..., przytłoczone ciężarem tego, czego były świadkami. Powraca obraz piwnicy pełnej ludzi. Cisza. Kroki niemieckich buciorów. Wymiana spojrzeń ofiar ze spojrzeniami panów życia i śmierci. Ułamek sekundy dający naiwną nadzieję, że oni też są ludźmi, są zagubieni, że nic złego im nie zrobią... Płacz. Krzyk. Lament. Słowa modlitwy: "Słuchaj, Jezu, jak cię błaga lud..."
Powraca ogromne zaskoczenie, zdruzgotanie na skutek decyzji o zakończeniu walk, o opuszczeniu miasta.
 A oni chcieli robić to, co musieli, co trzeba, co słuszne. Przysięgali. To był obowiązek. Nie zadawali pytań o sens. Nie czuli się bohaterami. "Nie możemy bezczynnie siedzieć, kiedy Niemcy ograbiają nas z polskości".


Komu bardziej, Emilii, czy jej wnukowi, potrzebne było wskrzeszenie tej historii po latach, odkrywanie rodzinnych tajemnic? A może każdemu z nich?
Mikołaja wychowywała babcia, gdyż matka wyjechała do Paryża robić karierę malarki; był wtedy małym chłopcem.Ojca nie znał. Tak wiele było w nim żalu, pretensji, tak wiele niedomówień. Dlaczego matka go zostawiła, o co obwinia babcię Emilię, swą matkę, czego nie może jej wybaczyć? Czy zwierzenia po latach rozwieją tajemnice, pozwolą zrozumieć, wybaczyć, poprawić rodzinne relacje?

Emilia przenosi się ze swojego domu w Libiążu do walczącej Warszawy, a z niej znów wraca na werandę swojego domu. Współczesność przeplata się z przeszłością. Z przeszłością, która nie pozwala zamknąć się w żadnym pudełku. Ona "upomina się o następne pokolenia", tak jak upomniała się o córkę Emilii Helenę, o jej wnuka Mikołaja. Przemyślana dwupłaszczyznowa czasowo konstrukcja, wraz z mądrą i  ciekawą fabułą, tworzą fascynującą, poruszającą, oddającą atmosferę tamtych dni,  opowieść.
Ta książka to gest, to hołd ku pamięci powstańców i cywilów poległych w Warszawie.
Premiera książki zbiegła się z 74 rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego i jest znaczącą dla pisarki Magdaleny Majcher "cegiełką" upamiętniającą Powstańców i Powstanie.



* Dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz przedpremierowy.
                                          

Logo
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/notifications/



wtorek, 3 lipca 2018

"Kołysanka" Krystyna Januszewska

  Autor: Krystyna Januszewska
  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  Data wydania: 19 czerwca 2018
  Ilość stron: 752

Przeszłość zawsze człowieka dogoni. Czasem ma dobrą, pogodną twarz, wygładza i poprawia krzywizny dróg. Innym razem jest upiorna, aż do granic wytrzymałości, i nie ma na nią antidotum.
                       cyt.: "Kołysanka" Krystyna Januszewska


W listopadzie 2015 roku ukazała się książka "Dziedzictwo" Krystyny Januszewskiej, historia oparta na faktach z życia przodków pisarki, osadzona w realiach historycznych, ubrana w piękno literackiego słowa.

Czekałam cierpliwie na kontynuację tej fascynującej, do bólu prawdziwej opowieści, w napisanie której autorka włożyła wiele trudu i staranności.Czas oczekiwania został mi sowicie wynagrodzony. Książka, choć bardzo osobista dla pisarki, opisująca dzieje jej rodziny, ukazuje panoramiczny obraz naszego całego społeczeństwa na tle wydarzeń naszej wspólnej historii. Piękna epicka narracja czyni z lektury wykwintną literacką ucztę. Książka "Kołysanka", wraz z wcześniejszym Dziedzictwem" jest echem przeszłości, głosem dla potomnych, świadectwem prawdy i hołdem. Takie książki są zawsze znaczącym wydarzeniem literackim, jak również głębokim przeżyciem emocjonalnym i intelektualnym.
"Kołysanka" wyzwala tyle emocji, budzi tak wiele wzruszeń, że trudno to przekazać w kilku zdaniach. Losy bohaterów przejmują do szpiku kości, oni sami nie opuszczają nas po skończonej lekturze, są obecni, chodzą za nami krok w krok, są w naszej głowie.
 Po prostu koniecznie trzeba te książki przeczytać i przeżyć.
Proponuję zapoznać się z recenzją "Dziedzictwa", która naświetli klimat oraz charakter tych powieści.















Bez względu na to, co się wydarzyło, życie płynie. Zamykamy je w pudełkach, zdjęciach,w pamięci.
Za sprawą starej fotografii, znalezionej podczas przeprowadzki wiekowych już dziś rodziców pisarki, przenosimy się do ziem wschodnich na Kresach, do czasów dawno minionych, do zdarzeń i przeżyć, o których nie da się zapomnieć.
"Przeszłość zawsze człowieka dogoni..."
Lata 1926 - 1953.
Dwa nurty, jak Prypeci wody, płyną przez fabułę; Kolonia Krymno i losy rodziny Kuśmierczyków (rodzina Antoniego Kuśmierczyka - ojca pisarki) oraz Żółkiew i losy rodziny Grudów (rodzina Zofii Grudy - matki pisarki). Ile czasu upłynie i jak wiele się wydarzy, nim te dwa prądy znajdą wspólny bieg?

Osadnicy z Kielecczyzny od kilku lat gospodarzą i dzielnie tworzą swoją nową, lepszą przyszłość. Integrują się z Poleszukami, poznają, nie zapominając o własnych,  tutejsze obyczaje i tradycję.
Na głównym planie tego epickiego obrazu jest ziemia i ciężka praca, rodzina i troska o nią. Życie, któremu rytm nadaje przyroda i kolejne pory roku.
Najważniejsze, że są razem, bezpieczni, mają co jeść i nie muszą nigdzie uciekać i tułać się po świecie.

Aż do momentu, gdy we wrześniu 1939 roku "stalowe ptaki" z czarnymi krzyżami na brzuchach nie zasłoniły im słońca...
Marzenia i plany prysły w jednym momencie. Piękna bryczka zrobiona przez Lucjana już nie jest potrzebna, jego ukochana Władka, której chciał ją podarować nagle zniknęła. Krosna jego matki Wikty połamane. Zapasy żywności utracone. Rosły jedynie długi za niezapłacone podatki, za co groziło więzienie. Nastał czas restrykcji, nakazów i zakazów.

Trudno było uwierzyć, że wojna, którą ich straszono przez lata, w końcu stała się faktem. 
Jak pojąć "dziką i nieludzką filozofię, według której zbrodnia jest środkiem do jakiegoś celu"?
Wszechobecny strach. Walka o przeżycie. Listy osób przeznaczonych do wywózki. Ucieczka!? Dokąd uciekać? Ucisk, represje fizyczne i psychiczne. Rosyjski oprawca ustępuje miejsca niemieckiemu i jeszcze ci Ukraińcy, ci sami, co wcześniej byli dobrymi pomocnymi sąsiadami, dziś są katami.
I tyko pozostaje nadzieja i wiara, że to piekło nie potrwa długo, że zaraz się skończy.
Czy można pogodzić się ze strachem?
Chwilowe złudne radości, chwilowe odczucie ulgi, wielkie obawy, mozaika ludzkich niepokoi, udręki, oczekiwanie na wiadomość od najbliższych wywiezionych w nieznane, matka czekająca przed domem czekająca w trwodze na powrót syna i jedna wielka niepewność jutra.

Ekstremalne sytuacje. Gradacja emocji, które to sięgają zenitu, to znów opadają. Szybkie pogrzeby. "Nie było czasu na żal, o tym, co ciąży na sercu pomyślą później..."
Pomimo piekła, cykały pasikoniki, odzywała się sowa, pies łasił się do nóg. Przyroda żyła swoim rytmem. Niestety, piękne odgłosy natury są zagłuszane przez  wojenne wybuchy, strzały, szloch, bolesny krzyk, nieporównywalny z niczym dźwięk kamieni spadających do dołu, w którym trzeba pochować najbliższych.

To tylko hasła, refleksje, pojedyncze zapiski czynione podczas lektury, jak pojedyncze mgnienia, jak szkiełka kalejdoskopu, kadry z projekcji, jak kartki z kalendarza, etapy z długiej wędrówki, jak poszczególne pamiątki chowane w pudełkach, jak pojedyncze wspomnienia skryte w pamięci...
No i tytuł "Kołysanka". Bardzo mnie intrygował jeszcze zanim książka się ukazała. Znając treść wcześniejszego "Dziedzictwa", domyślałam się smutnych okoliczności, w jakich zabrzmi..., tutaj są one (okoliczności) druzgoczące, ale to jest dosłowne odniesienie się do tytułu. Ja odczytuję go jeszcze symbolicznie, jako ukojenie, ukołysanie... Jeśli można "ukołysać", utulić żal, ból, cierpienie, pozostające w sercu i w pamięci na zawsze...?

Nie sposób odnieść  się wnikliwie do treści, do chronologii zdarzeń, do poszczególnych bohaterów, bo to wielki ocean. Podziw budzi uzyskanie przez autorkę tak wielu informacji o swoich przodkach, taka skrupulatność przekazu, znajomość ich upodobań, uzdolnień, charakterów i wzajemnych relacji, odnalezienie dróg, którymi przeszli swoją dolę i niedolę. Pisarka, dzięki swojemu literackiemu talentowi,  wrodzonej wrażliwości, tworzy fascynującą opowieść. Opowieść ta, choć bardzo osobista dla niej samej, staje się po części i naszą, może którąś z tych dróg szli nasi najbliżsi, a jeśli nawet nie szli, to ówczesne realia są naszą wspólną kartą, którą trzeba znać i pamiętać. To, czego dokonała Krystyna Januszewska to nie tylko odwaga, to też wspaniałomyślność, by podzielić się swoją emocjonalną schedą, to wreszcie dowód na jej kunszt literacki, na zdolność tworzenia, nieporównywalnej z nikim, literatury przez wielkie "L".

Zapraszam na mój fanpage na faceboku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/notifications/













środa, 20 czerwca 2018

"Mgły Toskanii" Natasza Socha

OkÅ‚adka książki MgÅ‚y Toskanii  Autor: Natasza Socha
  Wydawnictwo: EDIPRESSE Książki
  Data wydania: 20 czerwca 2018
  Ilość stron: 320





   Myśl w kategoriach metafory, używaj wyobraźni, a wtedy można oszukać nawet przesuwające się wskazówki zegara.

            cyt.: "Mgły Toskanii" Natasza Socha.




  Jestem świeżo po lekturze najnowszej powieści Nataszy Sochy
"Mgły Toskanii". Dziś, 20 czerwca ma miejsce premiera książki.
Pozostając wciąż w jej klimacie, w ferii barw, obfitości zapachów ,różnorodności smaków, zmagam się z jedną dokuczliwą myślą; gdybym tak przeczytała tę książkę, nie znając autora, czy domyśliłabym się kto nim jest? 
Jestem pod wrażeniem talentu narracyjnego Nataszy Sochy, tej nowej konwencji, nowej odsłony pisarki.
Mniej tutaj humoru, ironii, środków niwelujących ciężar podejmowanych tematów, jak bywało wcześniej, jest bardziej refleksyjnie, metaforycznie.

"Myśl w kategoriach metafory, używaj wyobraźni, a wtedy można oszukać nawet przesuwające się wskazówki zegara."

Wertowałam książkę chyba przez godzinę, żeby znaleźć ten cytat, bo uważam go za jądro całej fabuły. Ta myśl i związana z nią filozofia życia, tworzy atmosferę powieści. Łączy w sobie wiele elementów, cząstek składowych, chwil, odczuć, tego, co buduje poczucie sensu, istoty, radości, czegoś, co zmierza w kierunku afirmacji szeroko pojętej.

Główna bohaterka, dwudziestodziewięcioletnia Lena jest konserwatorką dzieł sztuki. Wyjeżdża do Włoch, by wziąć udział przy renowacji fresku z przełomu XVI  i XVII wieku, skrywającego tajemnice tamtych czasów, jak i jego twórcy, być może był nim sam mistrz Caravaggio...
Pasję, z jaką Lena oddaje się pracy, łączy z fascynacją miejsca, w którym się znalazła i z zainteresowaniem człowiekiem, który odkrywa przed nią uroki baśniowej krainy, jaką jest Toskania.

Nowe doznania, przeżycia kształtują Lenę na nowo. Rozbudzają jej zmysły i apetyt na życie. Lepiej poznaje samą siebie, swoje pragnienia. Dopadają ją jednak ambiwalentne odczucia, skrupuły i wątpliwości. Jak chce dalej żyć, tak jak tu i teraz, czy tak jak dotychczas? Czy tęskni jeszcze za tym, co było wcześniej? Przecież wciąż kocha Igora, swojego chłopaka, który pozostał w kraju i pod jej nieobecność poszukuje wyjątkowego, jak ona sama, pierścionka zaręczynowego i planuje ich wspólną przyszłość.

Pokochała równie mocno Maksymiliana, właściwie Iana (imię, które on sam woli), dojrzałego, sześćdziesięcioletniego rzeźbiarza, który uczy ją niestrudzenie, że "nie warto ścigać się z czasem", że "każda minuta ma znaczenie i nie zawsze trzeba być pierwszym na mecie". Uczy ją łapać te najcenniejsze chwile, dzień po dniu, każdy inny, i chować je do blaszanego pudełka, jakie dostała w prezencie od swojego ojca. (To tez piękna metafora)
Budzi się nowe uczucie, dramatyczne, bo los okrutny potrafi dać pstryczka w nos. Igor i Ian nie są sobie obcy. Budzą się pytania, na które nie tak łatwo znaleźć odpowiedź. Bo, czy można kochać ich dwoje, bez dokonania wyboru?


Tej książki nie można tak po prostu zamknąć i odłożyć. Wracam do opisów miejsc, które nie poddały się człowiekowi, ocalały przed jego ingerencją, pozostając nietknięte, są jak "przebudzenie, jakbyś doświadczyła czegoś pierwotnego", malowane przez samą naturę". Wracam do opisu mgły "puszystej, miękkiej, leniwej", która "roztapiała się powoli, jakby do końca chciała mi pokazać swoją białą sukienkę, a potem wreszcie odsłonić zieleń, we wszystkich jej odcieniach".
Wracam do twarzy ponad dziewięćdziesięcioletniej Priory, kobiety wpisanej w krajobraz, którą Ian fotografował co roku o tym samym czasie i w tym samym miejscu, która była uosobieniem wszystkiego, za co można kochać Toskanię. Której Lena powierzała swoje sekretne myśli. Można tylko zamarzyć, by poznać takie miejsca, co własnie jest siłą umiejętności pisarskich Nataszy Sochy, magią zarażania innych swą pasją.
Zachęcam gorąco do tej lektury, do odkrywania niepowtarzalnych miejsc, poznawania smaków, zapachów, delektowania się nimi, do snucia własnych refleksji i przemyśleń, do poznania nowego wcielenia naszej utalentowanej Nataszy Sochy. 


Dziękuję Wydawnictwu EDIPRESSE Książki za egzemplarz przedpremierowy.

                                                                       Znalezione obrazy dla zapytania edipresse ksiazki logo
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: 





   

poniedziałek, 11 czerwca 2018

"Gra poza prawem" Magdalena Zimniak

Okładka książki Gra poza prawem
  Autor: Magdalena Zimniak

  Wydawnictwo: Prozami
   Data wydania: 22 maja 2018
   Ilość stron: 384





    Ujawnisz kiedyś moje istnienie...?
                    cyt.: "Gra poza prawem" Magdalena Zimniak



Gra pomiędzy prawdą a kłamstwem, pomiędzy rzeczywistością, a iluzją. Gra pozorów. Gra poza prawem. Co decyduje...? Lojalność, czy strach?
Kłamstwo rodzi kolejne kłamstwo, zła decyzja pociąga za sobą kolejną złą. Zaciska się paraliżująca  pętla strachu.
I to najpiękniejsze, a zarazem najtrudniejsze uczucie, wyrzekające się przyjemności, rozrywek, znajomości, przepełnione troską, ofiarnością... Miłość pomiędzy matką a córką. 

"Gra poza prawem" to nowy, kolejny thriller psychologiczny Magdaleny Zimniak. W tym gatunku pisarka osiągnęła mistrzostwo.


Beata pracuje w bibliotece na kierowniczym stanowisku.
"Blondynka, wysoka, szczupła, falujące włosy, wielkie niebieskie oczy. No i biust...Zbliża się do czterdziestki, ale nadal udaje małolatę..." ocenia ją z zazdrością koleżanka z pracy Ola.
Po pracy Beata wraca do swojego domku pod lasem, na skraju Sopotu. Bezpieczny azyl, schronienie przed gwarem, szumem, złem tego świata. 
Rzeczywistość, czy tylko pozorny zarys jej spokojnego świata? 

"- Wszystkiego dobrego w Nowym Roku mamo (...) Pa mamuś." - Beata składa życzenia swojej matce.
To tylko taka gra. Wewnątrz dochodzą do głosu pretensje i żale, wewnątrz aż kipi od jadu. Matka, "stara, głupia jędza, stara czarownica", to ona "wytyczyła jej ścieżkę samotności przez życie. Wtedy, dwadzieścia lat temu decydując za nią..., o niej, ojej przyszłości. Konsekwencją są nieustające lęki, obawy, strach, żeby ich wspólna tajemnica, schowana w cichym, ustronnym domku nie ujrzała światła dziennego.
Błąd młodości, straszna pomyłka, zła decyzja, ciążąca tajemnica ma na imię Dorota. Ma dwadzieścia lat i przez cały ten czas odizolowana jest od świata zewnętrznego.

"Ujawnisz kiedyś moje istnienie?"- pyta niepełnosprawna Dorota swą matkę.
Czym jest ta izolacja? Schronem przed złem tego świata? Wstydem? A może jeszcze czym innym...?
Czy córka może być wdzięczna matce za taką troskę?

Cały ten sztuczny ład ulegnie zmianie, gdy do gry włączy się Ola, koleżanka Beaty z pracy.
Ten pozorny spokój zostaje zaburzony, tajemnica narażona na zdemaskowanie. Spokojny świat Beaty zadrży w posadach. Dlaczego młoda bibliotekarka ryzykuje wszystko i włamuje się do cudzego mieszkania? Ola żywi do swej kierowniczki przyjacielsko siostrzane uczucia, a może nawet widzi w niej swą matkę. I jeszcze nosi to samo imię, co jej matka. Czy Beata odpowie za błędy popełnione przez matkę Oli, jak również za brak uczuć matczynych, za jej pobyt w domu dziecka etc.?

Włamanie do mieszkania Beaty to jedno, a znaleziony tam w tym samym czasie trup jej matki to już poważniejsza sprawa. To morderstwo, strzał w głowę. Czy zdarzenia te zostają zgłoszone  na policję? Nic z tego...
Znów trzeba grać poza prawem. Kolejna tajemnica, pospiesznie zakopana. Ciche prywatne śledztwo. Kto zabił? Czy ta gra toczy się z powodu poczucia lojalności, czy z powodu strachu? Chociaż na horyzoncie pojawiają się policjant i adwokat, to czy zostaną wtajemniczeni i wciągnięci do gry?

Splątane ludzkie losy. Babcia, matka, córka i ich współzależność. Zaciskająca się pętla kłamstw i ciężar tajemnicy. Czy jest wyjście z tej mgły? 
Deficyt uczuć, relacje między najbliższymi, nakręcająca się niebezpiecznie spirala kłamstw i tajemnic oraz przerażający strach to główni bohaterowie tej fabuły.
Doskonale skonstruowany thriller, spojrzenie z kilku płaszczyzn, dogłębna analiza psychologiczna przyczynowo skutkowa w aspekcie ludzkich zachowań i poczynań.
Rewelacyjna lektura, wywołująca dreszcz emocji, spełniająca zadanie dreszczowca w stu procentach.
Jest tutaj napięcie, tajemnica, niepewność, jako istotne elementy gatunku.
Ciąg zdarzeń podąża do punktu kulminacyjnego, a fabuła konsekwentnie opiera się na obronie słusznej sprawy, jakiejś wartości, pewnego dobra. No i ma miejsce zaskakujące rozwiązanie akcji.

Decyzje wcześniej podjęte mocno naznaczają przyszłość. Konsekwencje nie milkną, a krzyczą. Przeszłość nie pozwala się od siebie odciąć, o sobie zapomnieć, nie da się zamknąć na klucz.

Znalezione obrazy dla zapytania prozami logo


Dziękuję Wydawnictwu Prozami za egzemplarz książki.
                                                       


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/notifications

piątek, 16 lutego 2018

"Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" Maria Paszyńska

Okładka książki Willa pod Zwariowaną Gwiazdą
  Autor: Maria Paszyńska

  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 31 stycznia 2018
  Ilość stron: 368





                         Zrobić to, co słuszne...

          cyt.:"Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" Maria Paszyńska



"Willa pod Zwariowaną Gwiazdą, samotna wyspa dobra i wartości na morzu ginącego świata."
To dom, w którym mieszkali Antonina i Jan Żabińscy, dyrektorostwo warszawskiego zoo. To azyl, w którym schronienie znaleźli Żydzi szukający pomocy, jak i ci, cudem wyprowadzeni przez Jana z getta.


Znam tę niesamowitą, poruszającą historię Jana i Antoniny Żabińskich z różnych źródeł. Czytałam też książkę amerykańskiej pisarki Diane Ackerman "Azyl". To bogata w historyczne i biograficzne fakty relacja o charakterze reporterskim, z dużą dawką emocji. Informacja o tym, że na jej kanwie powstaje hollywoodzka produkcja filmowa wywołała uczucie zazdrości, dlaczego wykradają nam tę historię.

Kiedy niespodziewanie wpadła w moje ręce książka "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" Marii Paszyńskiej, polskiej, młodej, nieznanej mi jeszcze pisarki, pomyślałam przewrotnie, że to powtórka z historii, że to nic nowego. 
Już pierwsze strony opowieści z życia Piotra, chłopca z prawobrzeżnej przedwojennej Warszawy wyprowadziły mnie z błędnych przypuszczeń.
To zupełnie inna opowieść, to nowe spojrzenie i zaskakująco piękne przeżycie literackie, to nowe wzruszenia.
Jeśli traci się w życiu wszystko i zostaje samotnym na świecie, to zbawieniem jest mieć marzenia i wiarę, że się spełnią.
Los nie mógł już bardziej doświadczyć Piotra. Ma swoje czternaście lat i wizję trafienia do jednego ze schronisk dla bezdomnych, podobnych do znanego chłopcu miejsca na Annopolu. Nie chciał stać się częścią "tamtej społeczności i zamieszkać wśród ludzi o pustym wzroku, żyjących bez celu."
Największym marzeniem Piotra myło zobaczyć żywego słonia, zaopiekować się nim, zostać kornakiem.
Marzenia zawiodły chłopaka pod ogrodzenia nowo powstającego ogrodu zoologicznego, a potem pod sam próg willi Jana i Antoniny Żabińskich.
I kiedy wdrapał się na dach tego świata, odnalazł swoje marzenia, szczęście a nawet miłość, znów pojawia się jakieś "niestety", jakieś "jednak", jakieś "ale". Znów okrutny los daje mu doświadczyć, że nic nie jest nam dane na zawsze.

Autorka "Willi pod Zwariowaną Gwiazdą" miała ciekawy pomysł na fabułę, jej konstrukcję, jak i na przekaz najistotniejszych treści. Kreując portrety swoich trzech głównych bohaterów: Piotra, Ady i Daniela, daje każdemu z nich własną przestrzeń i oddaje im głos. To ich oczami oglądamy światy, jakie stworzyła im okrutna wojna. Zanim trafimy za nimi do Willi Żabińskich, przejdziemy przez piekło wojny, przez przedsionek śmierci, szponom której cudem się wyrwali.


Ada była Żydówką. To, czego doświadczyła, na co musiały patrzeć jej oczy nie opiszą żadne słowa. Chociaż uszła z życiem, to i tak większa jej część umarła na zawsze. To Jan Żabiński wyprowadził Adę z murów getta i dał schronienie w swojej willi, tak jak wielu innym Żydom, narażając życie własne i całej swojej rodziny.
"Ryzykowałem i dałem schronienie nie dlatego, że byli Żydami, lecz dlatego, że byli prześladowani. Gdyby prześladowani byli Niemcy, postępowałbym tak samo. Mowa bowiem o ludziach,którzy zostali skazani, choć niczego złego nie zrobili. To było przerażające." (powiedział Jan Żabiński odbierając w 1965 roku odznaczenie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata)


Daniel Kleinmann przyjął polskie nazwisko Kwiatkowski. Był lekarzem. Dźwigał swą traumę, bolesną tęsknotę po rozłące z żoną i córką i tę straszną niewiedzę co tak naprawdę stało się z jego rodziną. Daniel z racji swej lekarskiej profesji był częstym gościem w domu Żabińskich.

Liczby, statystyki, daty... Nic tak  nie przemawia, nie oddaje ludzkich przeżyć jak osobna ludzka historia, osobna opowieść, osobny obraz. Tutaj trzy osobne wątki splatają się w jedną niesamowitą historię, za sprawą wojny, za sprawą miłości, strat, bólu, cierpienia i za sprawą przypadku. Czy spotkanie się tych trojga było szczęśliwym zrządzeniem losu dla każdego z nich?


"Zrobić to, co słuszne..."
Często wymagało to wielkiej odwagi i wielkiego ryzyka.
"Tak, musiał zrobić to, co słuszne, inaczej nie mógłby w ogóle żyć dalej, utraciłby swoją tożsamość, nie mógłby spojrzeć w lustro. Lecz gdy zrobi to, co słuszne, jego życie ostatecznie straci swój sens. Co mu zostanie?"
To dylemat i trudna decyzja przed jakimi przyszło stanąć bohaterom tej powieści.
Jak zakończy się ta historia...?
Co jest silniejszego od bólu i strachu...?

I wciąż tli się nadzieja..., i pomimo wszystko..., choć nic już nigdy nie będzie takim jak było...
"A może jednak nadzieja...?"



Znalezione obrazy dla zapytania pascal logo
Wydawnictwu Pascal dziękuję za egzemplarz recenzencki.
                                                             

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/










                                         

środa, 7 lutego 2018

"Wszystkie pory uczuć. Zima" Magdalena Majcher


Okładka książki Wszystkie pory uczuć. Zima                                                           Autor: Magdalena Majcher
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 17 stycznia 2018
  Ilość stron: 368
 
 
 "...Żaden czas nie jest niewłaściwy na zmiany."

         cyt.: "Wszystkie pory uczuć. Zima" Magdalena Majcher
 
 
 
 W pierwszej części cyklu "Wszystkie pory uczuć. Jesień" Magdaleny Majcher zwróciłam uwagę na kreację bohaterów drugiego planu, postaci ważnych, znaczących, często symbolicznych i uniwersalnych. Takich, które spotykamy na swej życiowej drodze, których rada, pocieszenie, czasem tylko jedno zdanie idą z nami przez całe życie i tkwią głęboko w nas.
 
Taką osobą jest niewątpliwie pani Róża, opiekunka z domu dziecka.
W drugiej części "...Zima" bliżej poznajemy postać Róży.
Nigdy nie był jej obojętny los wychowanków, nawet wówczas, gdy opuścili dom dziecka i poszli w świat. Poświęciła całe swoje młode życie innym. Wcześnie stała się dorosła i odpowiedzialna za młodszą, niepełnosprawną siostrę Ludmiłę.
 
Długoletnia znajomość z Tadeuszem i wspólne lata pracy w domu dziecka przerodziły się w prawdziwe uczucie. Czy Róża, mając swoje sześćdziesiąt lat nie zasłużyła sobie na miłość? Oczywiście, to pytanie retoryczne, każdy zasługuje na uczucie drugiego człowieka.
Piękno dojrzałego gorącego uczucia wpisuje się tutaj w malowniczy, mroźny klimat polskich gór.
Pisarka złożyła hołd głębokiemu, prawdziwemu uczuciu w ogóle. Można odczytać je jako inspirację do stworzenia tej fabuły.
 Róża nie potrafiła cieszyć się swoim szczęściem. Nie potrafiła uwolnić się z lęku o siostrę. Długotrwałe niepokoje, troski, z czasem przerodziły się w nadopiekuńczość, której nie potrafiła się wyzbyć.
Ludmiła wykorzystywała siostrzaną miłość, potrafiła bez skrupułów manipulować bliskimi, zwracając na siebie uwagę.
 
Druga część powieści to retrospekcja. Róża wraca wspomnieniami w czasy PRL-u, do swego dzieciństwa, do relacji z matką, która wymuszając na Róży obietnicę sprawowania opieki nad Miłką. obarczając ją tak wielką odpowiedzialnością, odebrała jej na zawsze beztroskę i spokój.
Nowa, szczęśliwa rzeczywistość Róży wciąż zakłócana jest dziwnym, prześladującym lękiem. Tajemnica sprzed czterdziestu lat nie dawała jej spokoju, zatruwała i "dusiła ją od środka".
 Rosła obawa, że dalsze jej skrywanie może wpłynąć na jej związek z Tadeuszem.
To nie była tylko jej tajemnica, a wspólna z siostrą. Czyja bardziej? I czy każda z nich znała tę samą wersję zdarzeń z przeszłości? Czy dojdzie do konfrontacji, pomimo obaw, co do jej skutków? Przed czym Róża chce uchronić swą młodszą siostrę?
Jak wyjść z potrzasku? Trudne pytania. Trudne decyzje. Strach przed konsekwencjami paraliżuje i obezwładnia. Pisarka wprowadza nas w wątek kryminalny. Buduje napięcie, długo trzymając nas w niewiedzy, co do dramatycznych zdarzeń pewnej sylwestrowej nocy.
 
Przeszłość. Stare czasy PRL- u , ich historyczno obyczajowe tło przybliża realia dawnej epoki.
Cóż znaczą trudności egzystencjalne, gdy rodzi się pierwsza miłość? Uczucie to ma wiele odcieni. Ma też smak zranienia, osamotnienia, odtrącenia. Narastające frustracje pozwalają obwiniać cały świat. Wywołują uczucie nienawiści, aż do chęci zemsty włącznie. Miłości zawiedzione i te, które "przegrały z wyrzutami sumienia, bólem i żalem."
Przeszłość upomina się o rozliczenie...
 
 
Wydawnictwu Pascal dziękuję za egzemplarz recenzencki.
                                                              
                                                                     Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo pascal logo
 
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/