czwartek, 17 listopada 2016

"Biuro przesyłek niedoręczonych" Natasza Socha

Okładka książki Biuro przesyłek niedoręczonych Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
 Data wydania: 10 listopada 2016
 Ilość stron: 304



     W świecie dwuznaczności taka pewność uczuć przychodzi tylko raz. I nie powtórzy się, choćbyś żyła nie wiem jak długo.

                  cyt.: "Biuro przesyłek niedoręczonych" Natasza Socha
Zimowa opowieść Nataszy Sochy, darowana czytelnikom tuż przed świętami bożonarodzeniowymi, jest pięknym, wysublimowanym prezentem.  Pisarka, wraz ze swoją książką "Biuro przesyłek niedoręczonych", sprezentowała nam cudowne przeżycia, emocje, wzruszenia i przesłanie, że prawdziwą radość, tak naprawdę, czujemy uszczęśliwiając innych, widząc ich uśmiech, radość , zadziwienie.
Jeśli tylko chcemy, jesteśmy zdolni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, odczarować czyjeś smutki, zwątpienia, beznadzieje na powrót w radość, ufność, nadzieję.

Biuro przesyłek niedoręczonych, to miejsce gdzie trafiają paczki, listy, przesyłki, które nie mogły być doręczone adresatom z powodu braku właściwego adresu.
Miejsce to, z nagromadzonymi przesyłkami-beznadziejami, wydaje się smutne i przygnębiające, jak nasza szara rzeczywistość, przepełniona problemami, zdawać by się mogło, nie do rozwiązania.

Zuzanna, nie widząc, jak na razie, konkretnych dla siebie perspektyw życiowych, znalazła zatrudnienie właśnie w tym biurze. Intrygowało ją to miejsce, te osamotnione przesyłki, słowa uwięzione w listach, słowa, które wiele mogły zmienić w czyimś życiu...
Sama zmagała się z wciąż odzywającym się w niej niepokojem, związanym z  niewysłanym w porę listem do ojca.
Koperty skrywające ludzkie historie, uśpione tajemnice, słowa nieprzeczytane. Paczki z prezentami dla dzieci, niepoznane, niedoręczone. Po odpowiednim okresie oczekiwania, wszystko to zostaje zniszczone.

Ale nawet tutaj, gdzie obowiązują przepisy, regulamin, procedury, nic nie jest przesądzone ostatecznie.
Czarodziejska różdżka, niewątpliwie, była tutaj w czyimś władaniu...
Okazało się, że można odczarować sztywne, formalne zasady, a nawet etykę zawodową, jeśli intencją nie jest zwykła ciekawość, by nie nazwać jej wścibstwem i stoi za nią szczęśliwe dziecko, obdarowane prezentem przeznaczonym dla kogoś innego.

Mnóstwo niedoręczonych przesyłek silnie zadziałało na wyobraźnię i wrażliwość dwudziestotrzyletniej dziewczyny...
Zagadkowe pudełko z kopertami szczególnie spędzało Zuzannie sen z powiek.
Seledynowych kopert było trzydzieści siedem i tyle samo koper niebieskich. Listy wysyłane były co roku przed Bożym Narodzeniem od trzydziestu siedmiu lat, z nadzieją na spotkanie.
Jaka wrażliwa dusza przechowała te koperty przez te wszystkie lata i ocaliła przed zniszczeniem?
Niebawem znów święta. Znów kolejny rok...
A jeśli ktoś ciągle czeka...?

Historia jak z filmu, jak z bajki...? Niekoniecznie!
Czyż nie ma realnych historii, pełnych wątpliwości, niedopowiedzeń, pełnych znaków zapytania? Czyż nie potrafią prześladować nas, niestrudzenie,myśli dręczone przez niewypowiedziane słowa?
Ulotność chwili. Eteryczność. Platoniczność.Coś, czego nie dogoniliśmy, to moc,  posiadająca swą nieśmiertelną chęć spełnienia.

Ta wzruszająca historia, dotycząca dwojga zakochanych i ich obietnicy sprzed lat, to nie jedyna opowieść, jaką tutaj poznajemy. Kilka, nie mniej zadziwiających, ludzkich losów, wobec których nie pozostajemy obojętni, dziwnie się tutaj z sobą połączyło. Zdawać by się mogło, że bajecznie dużo tu zbiegów okoliczności.
Zbieg okoliczności...?
Przeznaczenie...?
Zrządzenie losu...?
Każdy inaczej tłumaczy rzeczy napotkane na swej drodze.
A może wszystko dzieje się po coś...?

"Ludzie na całym świecie tworzą specyficzny system naczyń połączonych. Kiedy jedna osoba zaczyna coś robić, nie pozostaje to bez wpływu na pozostałych uczestników systemu, (...) Maszyna wspólnych zależności pracuje w zasadzie bez przerwy..."

Czytając tę książkę, przeniosłam się w świat, trochę już odległy, ale niezapomniany. Powróciły emocje, jakie odczuwa się tylko przy pisaniu listów, długich, kilkustronicowych, na papierze z papeterii, listów do bliskich, do przyjaciół, pełnych uczuć, myśli, opisów. Pamiętam doskonale dziwne serca bicie, związane z oczekiwaniem na odpowiedź, z wypatrywaniem listonosza.

Mam nadzieję, że książka ta będzie dla każdego wspaniałym prezentem. Nie mogąc za wiele zdradzać, niech pozostanie tak do końca nierozpakowanym.
Celowo unikałam słowa "magia", choć trudno inaczej nazwać tę niezwykłą atmosferę, ten odświętny stan duszy, chciałabym jednak bardzo, by radość uszczęśliwiających i tych uszczęśliwionych, pozostała w sferze zwyczajnych ludzkich możliwości, a uśmiech, radość obydwu stron niech będzie sprawą nas samych, a nie jakichś magii, czarów, czy innych mocy.
Warto zatem powrócić do "czarodziejskiej różdżki" i zastanowić się czego jest synonimem...


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.
                                                                        Logo
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

niedziela, 13 listopada 2016

"Chłopiec w czerwonej sukience" Maciej Loter

  Autor: Maciej Loter
  Wydawnictwo: Videograf
  Data wydania: marzec 2016
  Ilość stron: 200


 Nie ma gorszego mnie z przeszłości i idealnego nowego mnie.
To wszystko jestem ja, tylko wcześniej nieco w złej roli. 
                       cyt.: "Chłopiec w czerwonej sukience" Maciej Loter 


Pojęcia, takie jak transwestytyzm, transseksualizm, nie są pojęciami nowymi, nieznanymi, ale wciąż budzą w opinii społecznej liczne kontrowersje. Nie należy też mylić tych pojęć; transseksualista czuje silną rozbieżność między psychicznym poczuciem płci, a biologiczną budową ciała. Natomiast transwestyta tylko czasowo identyfikuje się z płcią przeciwną, ubierając się i zachowując w odpowiedni sposób. Wciąż są to tematy tabu, bowiem wciąż wiele osób uważa, że transseksualizm to jakaś dewiacja seksualna. Istotą jest tu tożsamość płciowa, a nie seksualność.

Brak akceptacji własnej płci, niezgodność psychiki z własnym ciałem, dyskomfort, zaburzenia identyfikacji płciowej, zaburzenia tożsamości, wszystko to są eufemizmy.
Jest to prawdziwy dramat człowieka. Sens, albo bezsens życia. Chęć zmiany staje się obsesyjna, a niemożność dokonania jej prowadzić może do myśli, nawet czynów samobójczych.


"Chłopiec w czerwonej sukience" to autobiograficzna historia opowiedziana przez Macieja Lotera, chłopca, dziś jest dorosłym mężczyzną, który urodził się w niewłaściwym ciele, ciele dziewczynki. Już od wczesnego dzieciństwa odczuwał, że jest więźniem w obcym ciele i nie godził się na to. Opowiadając swoje przeżycia, nie używa w ogóle imienia dziewczynki, którą był dla rodziców, dla babci i dla całego otoczenia. Był dla siebie Maciejem.

"Biorę cię pod rękę i zapraszam na spacer. Przejdziemy się ścieżką wyznaczoną przez ślady moich stóp. Zaczniemy tam, gdzie stawiałem swoje pierwsze kroki, a skończymy w miejscu, w którym stoję dzisiaj. Po drodze napotkamy całe mnóstwo wątpliwości, a powierzchnia, po której będziemy stąpać, nieraz będzie grząska lub dla odmiany twarda tak, że trudno nam będzie uwierzyć, że to wciąż nasza planeta."- Tak rozpoczyna autor swoją opowieść.

Słuchamy tej wzruszającej opowieści, jakby opowiadał ją bezpośrednio tylko nam. Wprowadza nas w swoje światy, ten rzeczywisty, społeczny, gdzie funkcjonuje przybierając kamuflaż, nie będąc sobą i ten świat jego, wewnętrzny, prawdziwy, w którym zmaga się z myślami, z odczuciami, z samym sobą. 
Jest to szczery, prosty przekaz, bez zbędnych zabiegów, bez zbytecznych środków wyrazu, ukazujący żywy obraz jego udręki, bólu i rozpaczy. Całą prawdę o człowieku, z którego natura zakpiła, czyniąc go "biologiczną pomyłką". Jej skutki są odczuwalne przez resztę życia. Doświadczamy autentycznych, silnych emocji, z którymi, chwilami, nie potrafimy sobie poradzić. Co zrobić z tym zaufaniem, którym nas obdarzył? A gdyby na miejscu Macieja był nasz kolega, przyjaciel, ktoś bliski, czego oczekiwałby od nas w zamian?

Przebywamy z autorem jego długą drogę do normalności, z przystankami na szczegółową diagnostykę, testy, poradnie, terapię hormonalną, orzecznictwo sądowe, operacje, konfrontację z rzeczywistością, reakcje samych lekarzy, znajomych, ludzi dookoła nas.
W morzu refleksji, rodzi się głównie ta, że to żadna fanaberia, żadne dziwactwo, ani kaprys. Rodzi się zrozumienie, empatia, współodczuwanie. Najtrudniej zmierzyć się ze świadomością, czy stać byłoby nas na tyle determinacji, na taką walkę, gdyby to samo spotkało właśnie nas? Skąd czerpalibyśmy siły, by stać się sobą, ryzykując odrzucenie bliskich, czy wręcz społeczny ostracyzm? Czy nie pokonałby nas paraliżujący strach przed wszelkimi przykrymi konsekwencjami i nie umieralibyśmy po kawałku każdego dnia, nie będąc sobą? W tej niedużej książeczce, pozostawiona jest też przestrzeń na weryfikację własnych poglądów, przekonań, spostrzeżeń, na rozprawę z własnym światopoglądem, sumieniem nawet.

Książka zadedykowana jest wszystkim osobom transseksualnym: "Walczcie o siebie, bo warto".
Motto, siłą swego przekazu, trafia do każdego czytelnika, bo cóż jest cenniejszego w życiu, jak nie zgoda z sobą samym?
Książka jest też głosem w sprawie, może nawet krzykiem. Do nas wszystkich, do współczesnego świata. Byśmy swoją postawą nie przyczyniali się do tego, by kogoś paraliżował strach przed otoczeniem, jego agresją, by ktoś musiał udawać kogoś , kim nie jest, by "chowając swoją prawdziwą duszę, umrzeć jako ten, którym nigdy nie był."


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


środa, 26 października 2016

"W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu" Renata Lis

  Autor: Renata Lis
  Wydawnictwo: Sic!
  Data wydania: 2015
  Ilość stron: 432


Iwan Bunin (1870-1953) poeta i nowelista rosyjski. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1933 roku. Pierwszy rosyjski pisarz nagrodzony został za "surowe mistrzostwo, z którym rozwija tradycję klasycznej literatury rosyjskiej".

 "Pisarz, który myślał oczyma";

"Nie opisywał świata w intelektualny sposób. Sens widział w tym, jak coś wygląda, jak się to czuje i smakuje" - mówi Renata Lis, autorka książki "W lodach Prowansji".

Nie spotkałam się dotychczas z twórczością Bunina, co, za sprawą tej lektury, chciałabym w najbliższym czasie zmienić. Chciałabym poznać "Ciemne aleje" (cykl nowel), "mroczne i okrutne aleje miłości i duszy zakochanych, także opowiadania, miniaturki literackie z motywem drogi tragicznego emigranta, jak również wstrząsający dziennik z pierwszych lat rewolucyjnej pożogi, w którym autor wyraził swą niechęć do bolszewizmu zatytułowany "Nieszczęsne dni" (inne tłumaczenie: Przeklęte dni, Tragiczne dni). Część z nich została zakopana przez Bunina i nigdy się nie odnalazła. Rzeczywistość opisana w dzienniku sprawiła, że stał się na resztę życia wygnańcem. Bunin opuścił Moskwę po rewolucji październikowej, udając się do Odessy. Stąd, w 1919 roku ostatnim francuskim statkiem wyjechał do Francji i osiadł w Grasse.

Książka "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu" Renaty Lis nie jest typową biografią o nobliście, akademiku, białym Rosjaninie na emigracji. Forma ograniczająca się do suchych faktów nie wystarczała pisarce.
"Brakowało mi w tym iskry szaleństwa, transgresji (...) Brakowało mi w nim pęknięcia, które ukazuje człowieka poprzez jego tajemnicę"- wyjaśnia autorka.

Czytając książkę, poznając głównego bohatera, wyraźnie widoczne jest "pęknięcie", a nawet rozdarcie jego natury, był, niczym, znana z naszej rodzimej literatury, "rozdarta sosna", takie skojarzenie mi się nasunęło.
Rozdarty pomiędzy Rosją, ukochaną ojczyzną, a Francją, gdzie znalazł schronienie (Grasse, Paryż), jednak nigdy jej nie pokochał. "Rozdartą sosną", jak nasz Tomasz Judym z "Ludzi bezdomnych" Bunin jednak nie był. Nie musiał, jak Judym poświęcać wielkiej miłości dla wyższego celu. Bunin z miłości do kobiety nigdy by nie zrezygnował. Mało tego, nie potrafił wybrać pomiędzy żoną, a kochanką, sam nie wiedząc, którą bardziej kochał. I tu pojawia się pożądana przez pisarkę transgresja.

Będąc już dobrze po pięćdziesiątce, żonaty od prawie dwudziestu lat z Wierą Murowcewą, Bunin poznał miłość swojego życia, młodszą o wiele lat poetkę Galinę Kuzniecową. Mieszkali w trójkę, a z czasem w czwórkę, przez długie lata (1927-39). Co mógł dać każdej z kobiet, czy raczej, co mógł od każdej z nich dostać, że nie mógł z żadnej zrezygnować?
"Trójkąt z trzaskiem się domyka", tworząc pułapkę pełną bólu, zazdrości, cierpienia. Przeżycia osobiste znajdują swe odbicie w twórczości, trójkąt, owiany nimbem tajemniczości wyraźnie nakreślony w opowiadaniu "Nathalie".

Bunin na wygnaniu odczuwał wielką tęsknotę za dawną Rosją, dawną, bo nie miał złudzeń. To, co kochał w swojej ojczyźnie, tego już nie ma. Nie ma zatem "powrotu" do niej. 
"Żal i nostalgia jadły mu duszę, ale złudzeń żadnych nie miał."
"Należał do tych białych Rosjan, którzy po 22 czerwca 1941 nie opowiedzieli się po stronie Hitlera. Wciąż miał przed oczyma obraz czołgów rozjeżdżających grób jego matki. Ale Stalina również nie wybrał. Wybrał Rosję - kraj swego dzieciństwa i młodości, ziemię, na której stał dom naszego dzieciństwa i w której spoczywają kości naszych bliskich."

"Bardzo chcę do domu" pisał Bunin w 1941 roku, mając za sobą siedemdziesiąt jeden lat życia. Słowa te były różnie interpretowane przez Rosję. Nieustannie nakłaniano go do powrotu, wciąż byli wokół niego agenci sowieckich służb, inwigilujący jego życie. On znał cenę ewentualnego powrotu i nigdy się nie zgodził.
"Choćby w Moskwie panowała najpełniejsza wolność, a ja byłbym w stanie podróżować, to jednak nigdy nie pojechałbym do miasta, gdzie na placu Czerwonym leżą w galarecie dwa wstrętne trupy". - pisze po śmierci Stalina w 1953 roku, krótko przed swoją własną śmiercią.


"Wojna Rosji z Niemcami odsłania przed nim jego własne miejsce w świecie, określa ostatecznie kim jest oraz dlaczego - odkąd opuścił Rosję - istnieje w taki sposób, jakby nie było go tam, gdzie właśnie jest."
Podobnie odczuwają inni rosyjscy emigranci, których życie jest tu pokazane. 
Samotność. Głód. Bieda. Tęsknota.
Nagroda Nobla niewątpliwie się przyda, choćby miałoby nawet nic z niej nie pozostać...
 W ogóle intrygująca jest cała otoczka wokół tej prestiżowej nagrody. Kto mu gratulował, a kto nie. Kto rościł sobie nadzieje do jej części, a z kim konkurował w nominacjach? Jak wyglądała wyprawa do Sztokholmu z żoną i "przybraną córką" Galiną?

Poznajemy tutaj przede wszystkim losy Bunina i jego bliskich w latach 1940-1944, ale są cenne wspomnienia, bo przeszłość determinuje wiele i pozwala więcej zrozumieć, jak i odskocznie w przyszłość, aż do aktualnej sytuacji politycznej w Rosji i na Ukrainie, odważnie przez pisarkę ukazaną.
Książka jest wielowarstwową, bogatą prezentacją. Cechuje ją osobliwa sylwiczność, silva rerum (dosł. "las rzeczy") Fabuła, scalając w sobie kilka gatunków literackich: listy, dzienniki, reportaż, esej, tworzy w efekcie jedną fascynującą epicką opowieść.
Pisarka dopuszcza do głosu również swoich bohaterów, cytując zapiski z dzienników samego Bunina, żony Wiery oraz kochanki Galiny, ukazuje tym sposobem obraz ich życia z różnych perspektyw, sama nie oceniając nikogo i niczego.

Jak zakończył się wieloletni trudny związek miłosny tych trojga? Kto pozostał przy Buninie do jego  ostatniego tchnienia? Skąd czerpał inspiracje do swej, niewątpliwie, wyjątkowej twórczości? Czy pogodził się w końcu z nieuchronnym przemijaniem...?
Przyjaźń z Antonim Czechowem była dla Bunina jednym z najlepszych wspomnień jego życia. 
Ostatnią rzeczą, nad którą pracował, była książka "O Czechowie" (niedokończona).
Czechow wywróżył Buninowi przyszłość; przed śmiercią skierował do Mikołaja Tieleszowa prorocze słowa: 
"A Buninowi niech pan przekaże, żeby cały czas pisał. Będzie z niego poważny pisarz."


*Książka zakwalifikowana do ścisłego finału Nagrody Literackiej Nike, otrzymała też nominacje do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, Nagrody Literackiej dla Autorki "Gryfia" i Nagrody Literackiej Gdynia; kandyduje do Nagrody Europy Środkowej "Angelus".



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







piątek, 21 października 2016

"Dziecko last minute" Natasza Socha

  Autor: Natasza Socha
  Cykl: "Matki, czyli córki" ( tom II )
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 28 września 2016
  Ilość stron: 352


"Dziecko last minute" to druga (po "Hormonii") część serii "Matki, czyli córki".


Kalina wraca z wycieczki do Amsterdamu, z wycieczki, która była jej potrzebna jak powietrze. Miała ze sobą listę marzeń do spełnienia, spisywanych przez ostatnie lata. Chciała robić nareszcie to, czego nie wolno jej było, a ona po prostu miała na to ochotę.
Nareszcie! Mając czterdzieści sześć lat wyfrunęła spod skrzydeł troskliwej matki Konstancji i bez uzgodnienia, bez uprzedzenia, bez pozwolenia, po prostu pojechała. 
I choć miała swoją listę, swój plan, matrycę, przynajmniej na najbliższą przyszłość, nie była w stanie wszystkiego przewidzieć. Czasem boli świadomość, że człowiek nie ma jednak wpływu na to, co go w życiu spotka. Los potrafi "zaśmiać się nam prosto w twarz i podstawić nogę."

Menopauza, z którą Kalina zaczęła się powoli oswajać, "została odroczona." Jej miejsce zajęła ciąża.

"Ciąża?
W wieku czterdziestu sześciu lat zachodzi się do lekarza po leki na uspokojenie hormonów, a nie w ciążę z niejakim Kosmą, sympatycznym wprawdzie, ale obcym." - nie mogła pogodzić się z tą szokującą nowiną dwudziestoczteroletnia córka Kaliny, Kira.
Nie mogła też pogodzić się z tym faktem matka Konstancja.
A jak zareagowała marka Kosmy?
W spokojny, uporządkowany świat bohaterów, wtargnęło niemałe zamieszanie. Burza hormonów, eksplozja emocji, mieszanka uczuć, wszystko to zadziałało niczym trzęsienie ziemi. 
Zaskoczenie, wątpliwości, niepokój, mieszają się ze szczęściem. Gdy wszystko pomału znajduje swoje miejsce, zostaje oswojone, zaakceptowane, staje się źródłem radości, wtedy do głosu dochodzi ironia losu.

Adam, mąż Kaliny, z którym rozstała się kilkanaście lat temu, ale wciąż byli małżeństwem, nagle odkochał się w swej partnerce Ewie, a na każdym kroku troszczył się o Kalinę (pracowali w tej samej szkole), obsypywał ją kwiatami, snuł swoje ciche plany, urządzał pokoik dla dziecka...
Była żona Kosmy, Marietta, nagle nie mogła poradzić sobie z niczym bez jego pomocy.
Jakie były intencje ich zaskakującego zachowania i jakie będą tego konsekwencje...?

W życiu Kaliny, ale nie tylko w jej, duże znaczenie odegra realizacja dziesiątego z kolei marzenia z jej listy, mianowicie: "odwiedzić dom ojca". Postanowienie to zrodziło się wówczas, kiedy na strychu znalazła zdjęcie ojca, a z tyłu napis "Rozłogi". Chciała pojechać w to miejsce, odnaleźć dawny dom ojca, albo...grób.
 Matka wychowała ją sama, okłamując córkę, że jej ojciec nie żyje.
Józef Koszałka, mąż Konstancji, odnaleziony został, i to w świecie żywych.
Dlaczego Konstancja okłamała córkę, a wcześniej swojego męża. Bowiem Józef Koszałka nie wiedział, że ma córkę. Co kryje się za tą zagadką, jaka rodzinna tajemnica? Czy odpowiedź będzie zawarta w błękitnych kopertach z sekretarzyka Konstancji? I kim była Luiza?

Problemy spędzające sen z powiek, późne macierzyństwo niewątpliwie do nich należy, skomplikowane relacje rodzinne, zawirowania, zakręty, nieprzewidywalność losu, wszystko to, prosto z życia wzięte, pisarka ukazuje w niekonwencjonalny, zabawny sposób.
Natasza Socha to indywidualność wśród pisarzy, z własną artystyczną konwencją, własnym stylem, charakterystycznym piórem. Pisze o tym, co spostrzeże swym obserwatorskim zmysłem, co ją drażni w relacjach międzyludzkich, co często jest ważnym społecznym problemem. 
Potrafi zachować zdrowy dystans, co zdecydowanie pomaga rozładować dramaturgię sytuacji, jednocześnie zachowując pełną realność. Nic tak dobrze nie ukazuje naszych słabości, przywar, naszych błędów, jak krzywe zwierciadło, jak absurd. Humor, sarkazm, ironia, absurd, groteska, to narzędzia, którymi Natasza Socha umiejętnie się posługuje, by rzeźbić naszą rzeczywistość.

Nieprzewidywalność, niespodzianki od życia, przypadki i sytuacje, od których często wszystko się zmienia, a nasz świat staje na głowie, to wszystko inspiruje pisarkę i to wszystko znajduje odzwierciedlenie w jej książkach. Bezcenna jest wiara, w którą chcemy wierzyć: "jeśli czegoś naprawdę chcemy, to istnieje duża szansa, że nam się uda".

"Dziecko last minute", tak jak inne książki Nataszy Sochy, niosą z sobą duży ładunek optymizmu, dobrej energii, pozytywnych emocji, tak potrzebnych w naszej codzienności, bez względu na porę roku, jesienią jednak szczególnie. Zatem polecam gorąco!


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.



Logo

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


 


czwartek, 13 października 2016

"Maski zła" Iwona Banach

  Autor: Iwona Banach
  Wydawnictwo: Szara Godzina
  Data wydania: 13 września 2016
   Ilość stron: 304




   "W jakiś czas potem znaleziono trzecie zwłoki."- To pierwsze zdanie powieści "Maski zła" Iwony Banach.
Pierwsze zdanie, jak pierwsza nuta, wysokie C.
 Znaczące. Zapowiadające. Budujące napięcie.
W miasteczku zamordowano trzy starsze kobiety. Dwie z nich miały okrutnie zmasakrowane twarze.
Miasteczko Zawiszyn przestało być zwyczajne i spokojne, jakim było dotychczas.
Makabryczna zbrodnia? Zbieg okoliczności? Napad rabunkowy?
 Atmosfera w miasteczku gęstnieje, niczym mrok wokół instytutu, działającego tutaj przed dwudziestu laty.

Wszystko bowiem wskazuje, że morderstwa kobiet mogą mieć dużo wspólnego z tajemniczym instytutem.
Wszystkie: woźna, higienistka, nauczycielka, pracowały tam kiedyś, chociaż nie w tym samym czasie.
Kto i jaki mógł mieć motyw?
Wampir z Zawiszyna? Krwawy psychopata? Szaleniec z instytutu? Zemsta?

Dawny instytut, to osobliwe miejsce. Przebywały tutaj chore, niepełnosprawne dzieci.
"A potem był pożar." Ogień strawił dokumentację, ślady, dowody. Dzieci gdzieś rozesłano.
Pozostały plotki... Co tak naprawdę działo się przed laty w instytucie, owiał nimb tajemniczości.
Miejscowa policja ginie w natłoku, wciąż mnożących się pytań.
Do śledztwa dołącza aspirant Małecki z Wrocławia. Docieka. Szuka. Rozpytuje. Jednak pamięć małomiasteczkowej społeczności okazała się krótka i zawodna.
Tajemnice przeszłości!
Może to te z tajemnic, które najlepiej zostawić w spokoju?
Przeszłość pełna zła...?
Może dotyczyła ona wielu z nich?
Zmowa milczenia?

 Niektórzy, mając swoje powody, zamykają oczy, by nie widzieć zła, nawet "takiego zła", innym strach sznuruje usta.
Rozmowa aspiranta Małeckiego z księdzem ujawnia, zupełnie przypadkowo, że było jakieś "wtedy" i, że to "dawne dzieje", w których nie ma po co "się grzebać". 
Dużo powiązań i dużo niewiadomych.

Iwona Banach, łącząc w swojej powieści elementy kryminalne, obyczajowe, psychologiczne, jak i realizmu magicznego, stworzyła intrygujący, zarówno treścią, jak i formą, przenikający do szpiku thriller.
Konstrukcja książki jest bardzo oryginalna. Fantastycznie współgrają ze sobą przeplatające się wątki.
Wątek współcześnie prowadzonego śledztwa pisany jest czcionką prostą. Pochłania nas totalnie intryga kryminalna. Śledzimy każdy trop, obserwujemy dociekliwość dziennikarską, niepokój w zachowaniu miejscowej elity, wsłuchujemy się w szepty mieszkańców, by za chwilę wniknąć w drugi wątek, ten pisany kursywą, z którego wyłania się horror przeszłości.
Szukamy tam odpowiedzi na liczne pytania. Ale przeszłość, to gęsty mrok, przerażające głosy, równie wiele pytań, strzępy pamięci.Kto jest kim, jakie są prawdziwe imiona? Kim była babka, zanim stała się babką? Czarownica, piwnica, piekło, płacz, czwartkowa zupa i miś pełen tabletek, miś, który winien jest wszystkiemu, który "ma coś na sumieniu"...!?

Przeplatające się wątki, kończą swą opowieść w najciekawszym miejscu. Ten zabieg podsyca naszą i tak rozbudzoną już ciekawość.
Początkowy chaos myśli, z czasem porządkuje się.
Tajemnice, choćby najgłębiej schowane, zamknięte na klucz, w końcu znajdują ujście.
Maski opadają. Zło, najbardziej okrutne, ujawnia się.
A napięcie wciąż rośnie.
Podejrzenia, bardziej lub mniej logiczne, padają na wiele osób.
 Pisarka dopiero na ostatnich  stronicach otwiera właściwą szufladę i zaskakuje schowaną tam tajemnicą.
Podziw mój budzi sposób narracji, idealnie oddający chaos myśli, "amputowane, porzucone wspomnienia", strzępy, z których sklejana jest pamięć.
Pamiętam powieść Iwony Banach "Chwast", (takich książek się nie zapomina), gdzie narracją, równie doskonale oddaje pisarka stan ludzkiego umysłu. Powtórzenia, urywane zdania podkreślają tam natłok myśli, rozdartą duszę bohaterki, jej poszarpaną psychikę.

Polecam gorąco tę książkę, gwarantującą sporą dawkę emocji, skłaniającą do refleksji, demaskującą zgubną mamonę, chore ambicje, obsesję, żądze i różne inne oblicza zła.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

poniedziałek, 3 października 2016

"Ślady" Jakub Małecki

  Autor: Jakub Małecki
  Wydawnictwo: SQN
  Data wydania: 28 września 2016
  Ilość stron: 320







"Początek świata często wygląda podobnie."
Zaś:
"Koniec świata zawsze wygląda inaczej."
Te dwa zdania, niczym klamra spinają  to, co jest pomiędzy.
Życie! Pełne śladów. Naszych. Cudzych. Wspólnych.
Pierwsze zdanie, z pierwszego opowiadania "Mój", drugie zdanie z ostatniego opowiadania zatytułowanego również "Mój", są jak ramiona "czegoś, co obejmuje nas znienacka". "Milczące coś."
Oryginalna kompozycja, konstrukcja, konwencja, struktura, kształt. Przemyślany, ambitny zabieg. Imponujący rezultat.

"Ślady" Jakuba Małeckiego, książka bardzo wyczekiwana, nie tylko przeze mnie, ale przez każdego, kto spotkał się z twórczością tego utalentowanego pisarza młodego pokolenia. 
Na okładce "Śladów" czytamy: Jakub Małecki, autor głośnego "Dygotu". 
Powieść znacząca, wywołała głośne dyskusje, głośne słowa podziwu. Echo nie przebrzmiewa, niesie się długo i daleko. 
"Dygot" pozostaje w nas.
Słyszy się opinie, że pisarz podniósł sobie tą powieścią wysoko poprzeczkę. I teraz... co? Musi już tylko wyżej? Jak to zmierzyć...?
Dziennikarz Michał Nogaś (Program III Polskiego Radia i audycja "Z najwyższej półki") twierdzi:
 "Ślady", to dowód na to, że "Dygot" nie był przypadkiem."
Z pewnością nie był! Jeśli Jakub Małecki musi jeszcze coś udowadniać...!?

Najnowsza książka to zbiór dziewiętnastu opowiadań, zbiór kilkunastu różnych historii, wcale nieosobnych.
Czyż nasze życie jest oddzielną, tylko naszą historią? To historia co najmniej kilku żyć.
Opowiadania, zatem i historie różnych żyć przenikają się wzajemnie, łączą się w całość. W fascynującą opowieść. Opowieść egzystencjalną. Uniwersalną. Z przesłaniem.

Rzeczy ostateczne. Odchodzenie. Przemijanie. Śmierć. 
Na wszystko to, co nieuniknione, nie mamy wpływu.
Pisarz skupia się bardziej na życiu właśnie. Na drodze, na sensie. By nie czekać, jak Teresa na coś "aż się wydarzy"; "coś wydarza się ciągle".
Ludzkie drogi nie są prostymi równoległymi; one przecinają się, łączą się ze sobą, mają punkty wspólne. Wspólne ślady.
Bohaterowie tych krótkich, literackich etiud, pozostawiając swoje własne, natrafiają też na cudze ślady. Odnajdują je w sobie. Pozostawione przez innych ślady, naznaczają ich na resztę życia. Trwale. 

Podziwiam szczerze pomysł na konstrukcję utworu, która scala poszczególne elementy, szczegóły, myśli, wspomnienia, małe cząsteczki w całość, w jedno wielkie przesłanie. Jest tutaj pozostawione miejsce dla czytelnika, nisza, w którą może się wcisnąć wraz z własną historią.

Opowiadania stanowiące jedną opowieść nie są już opowiadaniami, ani nie są jeszcze powieścią...

"Życie z powieścią nie ma nic wspólnego (...) Ono się nie układa w jedną całość (...) Życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Poszarpane, nieprzewidywalne. Uwierz mi, mojego czy twojego życia nikomu by się nie chciało czytać."- Objaśnia Bożence Jadwiga Grabowska, Greboletta z Mody Polskiej, opowiadając wojenną historię ocalenia przed Niemcami trójki Żydów ukrytych w sypialni, wśród nich syn sąsiada Graboletty, Dawid. Dawid, którego Bożenka poślubi. Widać jak nieprzypadkowe są to historie, jak nieosobne...

Bohaterów łączą ślady, prowadzące do wspólnych miejsc, do  wspólnej przeszłości. Ich przeżycia, wspomnienia spotykają się w Kwilnie i  okolicach, w Warszawie i okolicach, w Poznaniu, w Łomiankach i okolicach, w miejscach, z których pochodzą, w miejscach znaczących.
 My, czytelnicy idziemy po śladach bohaterów, odnajdując swoje własne, te odciśnięte w nas przez innych, idziemy do swojego Kwilna, miejsca, z którego rozpoczęła się nasza wędrówka. Miejsca, które naznacza nas na resztę życia.
"Bo są takie miejsca na świecie, że człowiek do nich wraca, choć by nawet nie chciał." Opowiadał dziadek Eustaszkowi, (którego dziadek nazywał Pawełkiem, a on Pawełkiem nie jest), kiedy siedzieli na wydmach, jedli jabłka i wyczekiwali smoków.

"Ślady" Jakuba Małeckiego uświadamiają nam, że czyjś koniec świata jest też w pewnym sensie końcem świata dla innych i uśmierca ich również, o wiele wcześniej, niż ich własny koniec świata. "Całe życie zużywają przed śmiercią" i do końca pozostają 6 letnią Bożenką, "w mieście gruzu i szczerbatych kamienic", 16 letnią Julką, co do końca życia tańczyć już będzie z bratem Szymonem, jak wtedy po maturze, czy kilkuletnim Frankiem z opowiadania "Senność", który już na zawsze będzie chłopcem patrzącym na stół u Tałajów, a przy nim tamtych pięciu "śpiących" na wieki mężczyzn - Tałaje, Kokoszka i dwóch zarośniętych Rosjan. Wszystkie inne ślady pogubiły się, rozmyły, a tego nic nie zetrze. Nie zetrze ani wódka, ani bójka, ani kobiety, nawet modlitwa. Obraz będzie go prześladował do końca życia.

Jakub Małecki budzi podziw nie tylko formą, jaką nadał swojej książce, ale w równej części i treścią. Język, warsztat pisarski są już charakterystyczne dla pisarza, wypracowane, ambitne, nieprzeciętne i wyjątkowe, jego własne. Styl narracji przenosi nas w miejsca akcji, blisko bohaterów. Podglądamy. Podsłuchujemy. Jesteśmy w ich świecie. To osiągnięcie wielkich, największych literatów.

 Przez zwykłą codzienną rzeczywistość "Śladów" przewija się realizm magiczny, obecne są w niej elementy irracjonalne, niezwykłe, tajemnicze. Może w mniejszym stopniu, niż w "Dygocie", ale tutaj również ma miejsce nawiązanie do wierzeń ludowych, przepowiedni, zabobonów i magii.
Są ludzie, którzy zdawać by się mogło, stanowią część krajobrazu, wpisani są weń, jakby byli tu od zawsze i na zawsze. tak jak wiejski grajek Chwaścior, ze swoim fletem.
Chodził i grał. Był też prorokiem czarnej przyszłości:
"Przyjdą diabły - powiedział raz po żniwach u Ratajczaków. - Przyjdą i będą po diabelsku godoć.  Przyszły dwa miesiące później , diabły w płaszczach i hełmach. Rozkradły, zbiły, pogwałciły kobiety. Pół wsi spalone. Zalały ponoć całą Polskę. Tadziu ten od Markiewiczów, co na niego krzyczał z okna, zmarł podobno, zastrzelony w Łomiankach pod Warszawą."
Za ten koniec świata chciano Chwaściora spalić na sianie. 

Bo czym jest koniec świata?
"Nikt nie wierzy, że staje się już. Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, powiada przewiązując pomidory: innego końca świata nie będzie, innego końca świata nie będzie."- objaśnia Czesław Miłosz w "Piosence o końcu świata".

W "Śladach" końce świata również "stają się już".
Huk na drodze, ślady opon. Huk i prosto w drzewo. Jazda motocyklem kończąca się w jeziorze. Paraliż. Waląca się ściana remontowanej niedawno kamienicy. Uderzenie głową w latarnię. Upadek podczas szukania fioletowego mydełka. Upadek podczas szukania okularów.  Nawet nie wiadomo kiedy nadchodzi "ostatnie teraz".
Kiedy odchodzi ktoś nam bardzo bliski, drogi , kiedy jest to jego i nasz koniec świata, nie możemy pogodzić się z tym, że wszystko wokół niezmiennie płynie, tak jakby nic się nie stało.
"Świat kończy się, a potem pędzi dalej..."


Dziękuję Wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego i tym samym możliwość przeczytania i wyrażenia swojej opinii na temat książki Jakuba Małeckiego "Ślady".






 Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/






poniedziałek, 26 września 2016

"Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska

Okładka książki Beksińscy. Portret podwójny  Autor: Magdalena Grzebałkowska
  Wydawnictwo: Znak
  Data wydania: 30 października 2016
  Pierwsze wydanie: luty 2014
  Ilość stron: 480



   Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy dla czego warto było żyć.
(...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...).
Wszystkie te chwile przepadną w czasie jak łzy w deszczu. Pora umierać.
       ( z ostatniego felietonu Tomasza Beksińskiego, w którym wymienił największe swoje fascynacje)
 cyt.: "Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska



                   Pamiętam tę dramatyczną wiadomość sprzed jedenastu lat, dotyczącą śmierci znanego polskiego malarza. Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim warszawskim mieszkaniu, a zwłoki znaleziono na balkonie. Dopiero co skończył malować swój kolejny, jednocześnie ostatni obraz.
Malarz był typem samotnika, żył w "twierdzy" z pancernymi drzwiami i z wideokamerą przed nimi, były inne zabezpieczenia. 
Artysta znał chłopaka, dlatego wszedł bez trudu. Paweł K. był synem pana Kazimierza K. (w książce nazwisko fikcyjne Handler), złotej rączki, który pomagał mu przy różnych domowych naprawach, żona jego sprzątała mieszkanie malarza. Chłopak potrzebował pieniędzy na swoje długi. Chciał ukryć swoje problemy przed ojcem. Czy chciał zabić...?

Zdzisław Beksiński pod koniec swego życia żył w swojej twierdzy samotnie. Tak jak zawsze marzył, wiódł żywot "idealny"; śniadanie, sztalugi, obiad, sztalugi, kolacja, film... Porcelanę i srebrne sztućce powydawał, bo uznał je za zbędne, zastąpił  zastawą jednorazowego użytku. Odwiedzali go nieliczni. Nie cierpiał być nigdzie zapraszanym. Nie uczestniczył w wystawach, wernisażach. Wolność !

Ukochana żona Zosia zmarła nagle na tętniaka aorty. Syn Tomasz, w wieku czterdziestu jeden lat, rzuca się w ramiona, prześladującej go całe życie, śmierci. Śmierć była jego fascynacją, namiętnością, wybawieniem.

"Nie widziałem siebie w XXI wieku i czułem, że urodziłem się sto lat za późno, więc po prostu postanowiłem wyrównać rachunki. To dziwne, ale naprawdę czuję, jakby nie było jutra. Tak jakby droga tutaj się kończyła. Boję się, bardzo się boję".
Odszedł w wigilię świąt bożonarodzeniowych 24 grudnia 1999 roku. Rok po śmierci matki; nie mógł jej tego zrobić. Podobno obiecał to, że nie odejdzie przed nią, choć wciąż straszył rodziców, zapowiadał, szantażował, no i kilkakrotnie ( ok. 8-11 razy) podejmował próby samobójcze.

Takie historie poruszają nas dogłębnie, paraliżują, zatrzymują nas na dłuższą chwilę, byśmy szukali odpowiedzi na pojawiające się pytania. Są jednak pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi.
Stwierdzenie, że ojciec Zdzisław Beksiński nigdy nie przytulił swojego syna Tomka, nie jest jednoznacznym wytłumaczeniem ich skomplikowanych relacji, ich rodzinnego dramatu. Ani razu też go nie uderzył ( w ogóle nie cierpiał dotyku). Spełniał wszystkie zachcianki, kaprysy, kolejne "bziki" syna (kurki, papużki), dbał, by niczego mu nie brakowało. Razem z żoną truchleli ze strachu o syna. Dorosły Tomek mieszkał w bloku naprzeciw rodziców, by mieć go pod obserwacją (ojciec za pomocą lornetki sprawdzał, czy pali się światło, czy daje znak życia).
 

Fatum...? Czy było jakieś fatum? Czy silna fascynacja śmiercią może spowodować samounicestwienie?
Czy można sprowokować śmierć?
Zdzisław Beksiński był artystą wielu talentów, wcześniej rzeźbił, fotografował, rysował. W twórczości wyrażał swoje niepokoje, wewnętrzne szaleństwa. Snuł fantasmagoryczne wizje, które przenosił na płytę pilśniową, bo to głównie był materiał, na który wylewał stan swojej duszy.
Potwór, czy fenomen?
Interpretacje obrazów, nawet przez krytyków malarstwa, często były zaskoczeniem dla malarza.
Śmierć. Mrok. Unicestwienie. Zagłada. Samotność.
Co było inspiracją dla artysty? Czy temat pracy odzwierciedlał stan jego umysłu, stan jego duszy? Jakim był człowiekiem, mężem, ojcem, przyjacielem?
Otoczkę tajemniczości wokół rodziny Beksińskich próbuje przeniknąć Magdalena Grzebałkowska. Wybitna reportażystka. Nie znam biografii księdza Jana Twardowskiego "Ksiądz Paradoks"(do pilnego nadrobienia), ale czytałam "1945. Wojna i Pokój", to wybitna, nagradzana książka z górnej półki.


Reporterski zmysł i niekwestionowany talent kieruje pisarkę do Sanoka, skąd Beksińscy pochodzą ( dopiero później wyjeżdżają do Warszawy). Teraz to już inne miasto, z muzeum obrazów artysty, z dumą i chlubą po uznanym malarzu. (Tomek dopiero w Warszawie rozwinął skrzydła, pracując w radiowej trójce) Mieszkańcy dawnego Sanoka nie szanowali Beksińskich, była to rodzina odstająca od przeciętnej, "inna", "dziwna". Sam Zdzisław też nie lubił tego prowincjonalnego miasta.
Magdalena Grzebałkowska, niczym malarz farby, zbiera skrupulatnie materiały, by jak najwierniej stworzyć portret głównych bohaterów, Zdzisława i Tomasza Beksińskich. Z pewnością, nie jest to obraz biało czarny.

Autorka miała w zamyśle ukazać "portret potrójny", uwzględniając postać Zofii, żony i matki. Kobieta była bardzo ważna w ich życiu, tak jakby jedną swą rękę podawała mężowi, drugą zaś synowi. Znaczące, niezbędne ogniwo, by obaj mogli w ogóle funkcjonować. Zofia pozostawała w cieniu tych dwojga niezwykle inteligentnych, utalentowanych mężczyzn, związanych ze sobą wspólnymi mrocznymi fascynacjami, muzyką, filmami, sztuką. Sama skrywała się wraz ze swymi marzeniami, ambicjami. Nie ujawniała się ze swymi niepokojami, dygotami, lękami. Z pewnością miała takowe, bo jest mowa o lekach psychotropowych.
Zofia, znając diagnozę późniejszej jej choroby (tętniak aorty), martwiła się jak sobie poradzą bez niej.Udzielała rad w najbardziej prozaicznych czynnościach, jak zmiana pościeli, bielizny, sposób prania, przechowywanie produktów w lodówce. (Zdzisław wszystko to skrzętnie notował).
Łączyło ich, z pewnością, silne, głębokie uczucie. Kochali się wzajemnie, nawet bardzo, trudną do pojęcia miłością.

Magdalena Grzebałkowska opisuje losy tej nieprzeciętnej rodziny, wzajemne relacje jej członków, łącząc ze sobą wypowiedzi ludzi z ich kręgu, przyjaciół, krewnych, w oryginalną reporterską fabułę,by poprowadzić nas po śladach do kariery i sławy swych bohaterów. Dołącza do tego wypowiedzi własne bohaterów, udokumentowane w dziennikach fonicznych, czy w filmikach, robionych kamerą video. Te autorskie nagrania swej codzienności, otwierają nam drzwi do ich domu.
Ogrom pracy (około półtora roku) nad książką, składa się na rzetelny, wiarygodny obraz.  Nie są to suche fakty, a jednolita konstrukcja, z której wyłania się człowiek z krwi i kości, z mrocznym labiryntem swego umysłu i z zakamarkami zranionej duszy. To niebywała sztuka.
Ojciec i syn. Który portret jest bardziej smutny? Czy w ogóle można ich rozdzielać? Obaj wyrażali się cali w tym, co tworzyli, ojciec w malarstwie, syn w dziennikarstwie muzycznym. Tam byli sobą. Bezpieczni w świecie fikcji. Który częściej musiał nakładać  maskę pozoru, by móc funkcjonować w realnym świecie?

Zdzisław mówił o sobie: "Ja nie mam skłonności samobójczych. Jestem z gatunku tych, którzy nawet znalazłszy się na samym dnie, od razu zaczynam się zastanawiać, jak by się tu urządzić."
Natomiast on (Tomek), zsunąwszy się zaledwie o jeden szczebel w dół, uważał, że nie ma już po co żyć".

Podczas jednej ze swych rozmów, Zdzisław opowiada Tomkowi historyjkę: "jak to człowiek płynie łódką
w kierunku wodospadu, który ją i jego pochłonie, a w łódce jet do wyboru kaktus i fotel. Czy ma sens- mówiłem - by w oczekiwaniu na nieuchronny koniec siedzieć przez cały czas na kaktusie zamiast na fotelu? Odpowiedział mi wtedy, że on nie widzi w ogóle sensu w beznadziejnym oczekiwaniu i wyskoczy z łódki".

Gorąco polecam tę książkę, o której ostatnio znów głośno. Bowiem 30 września 2016 roku będzie miał swoją polską premierę film "Ostatnia rodzina" w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego.
Podczas tegorocznego 41 Festiwalu Filmowego w Gdyni, film został uznany za najlepszy w tegorocznym konkursie i tym samym otrzymał najważniejszą nagrodę Złote Lwy, jak również nagrodę dziennikarzy i nagrodę publiczności.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







wtorek, 6 września 2016

"Zaginione miasto" Anna Klejzerowicz

  Autor: Anna Klejzerowicz
  Wydawnictwo: Replika
  Data wydania: 30 sierpnia 2016
  Ilość stron: 320


   "Odnajdź to, co ukryte. Pójdź, szukaj za gór pasmami,
Coś kryje się za górami. Zgubione - czeka cię!"

              (R. Kipling, The Explorer)
 cyt. : "Zaginione miasto" Anna Klejzerowicz




  Cykl powieści Anny Klejzerowicz, z Emilem Żądło w roli głównej, wzbogacił się o kolejną, czwartą część "Zaginione miasto".

W każdej kolejnej książce, niezmiernie intrygujący jest dla mnie prolog, który, niczym wysoko brzmiące preludium, wprowadza mnie w coraz wyższe tony. Zastanawiam się, w jak odległe czasy, w jak dalekie miejsca przeniesie mnie pisarka?

Tym razem cofamy się do roku 1937 minionego stulecia i błądzimy w gęstej amazońskiej dżungli, w poszukiwaniu tajemniczego, prahistorycznego miasta.
Inspiracją do powstania tej niezwykłej opowieści była książka "Śladami Inków" ("Exploration Fawcett"), opracowana na podstawie oryginalnych dzienników angielskiego podróżnika Percy'ego Harisona Fawcetta, którą pisarka dostała, po długich poszukiwaniach, od swojego ojca.

Podróżnik w 1925 roku udał się w kolejną już wyprawę, niestety z niej nie powrócił. Wiodła go pasja odkrywcy, fascynacja zgłębiania tajemnic historii ludzkości, głównie dla celów poznawczych.
Byli też inni, zarówno długo przed nim i jeszcze po nim. Towarzyszyła im często desperacka chęć odkrycia bogatego El Dorado. Mało kto był wizjonerem, jak Fawcett, kierowała nimi głównie chęć zdobycia, zagarnięcia, wzbogacenia się. Chciwość, zachłanność i żądza posiadania oślepia,  demaskuje naturę człowieka, odsłaniała całą prawdę o nim. Fascynacja połączona z pasją, często rodzi obsesję, a ona bywa niebezpieczna i nieprzewidywalna.

Pisarka po mistrzowsku łączy ze sobą dwa różne światy: historyczną przeszłość z literacką fikcją w konstruktywną, wielowątkową fabułę, z frapującym, rozwiniętym na szeroką skalę wątkiem kryminalnym.

Z dzikiej dżungli wracamy, drogą trochę krętą, przez Gdańsk czasów drugiej wojny światowej do Gdańska współczesnego, miasta, które niewątpliwie jest tutaj jednym z bohaterów, podobnie jak w pozostałych częściach serii z Emilem Żądło i innych powieściach autorki. Po raz kolejny, konsekwentnie, Anna Klejzerowicz dowodzi, jak zdarzenia z przeszłości kreują współczesną rzeczywistość. Przeszłości nie da się zakopać, zamknąć w sejfie, w depozycie na wieczność. Dziwnym zrządzeniem losu i tak "wypłynie".

W Gdańsku dzieją się rzeczy  tajemne, mroczne, tragiczne. Emerytowany nauczyciel historii, czując się mocno zagrożonym, powiadamia o tym Emila Żądło. Za późno, aby doszło do ich spotkania, pasjonat prahistorii zostaje zamordowany.  Emil nie poznał tajemniczych rewelacji, jakie denat chciał jemu właśnie zdradzić. Kolejną ofiarą jest przyjaciel nauczyciela, mieszkający piętro wyżej oraz dwudziestoletni bezdomny. W obu przypadkach są wątpliwości, że to samobójstwo. Zagadka goni zagadkę. Mnożą się zbiegi okoliczności, komplikujące śledztwo.

Emil Żądło, wraz ze swą niezawodną dziennikarską intuicją, snując własne "wizje", rozjaśniające policyjne, logiczne śledztwo, oparte na procedurach, przystępuje do rozwikłania niełatwej zagadki.
Tajemnica powodująca ciąg tragicznych zdarzeń okazuje się mieć ścisły związek z tajemnicą zaginionego miasta.Co może być łącznikiem Gdańska z prastarym miastem, zaginionym w amazońskiej dżungli?

W czym tkwi klucz do tej fascynującej, kryminalnej sprawy?

Anna Klejzerowicz stworzyła powieść wielogatunkową; elementy popularno-naukowe z tłem historycznym,  przenikając się z pełną zawirowań, zwrotów akcji, kryminalną intrygą, wnikają w sferę obyczajową, oddając emocje targające bohaterami, rysując jednocześnie ich wyraźne portrety psychologiczne.

Wątek obyczajowy odsłania dokuczliwą samotność i pustkę w życiu Emila i Marty Zabłockiej, co jest konsekwencją rozstania się tych dwojga, zdawać by się mogło, stworzonych dla siebie ludzi.
Świetnie uzupełniali się w roli detektywów, on jako dziennikarz śledczy, ona muzealniczka, konserwator zabytków, z imponującą wiedzą o sztuce.

I tym razem pomoc Marty okazała się nieoceniona. Jej pasja poszukiwania archiwalnych informacji jest zbawienna dla śledztwa i bardzo pouczająca dla czytelnika. Chwilami, kiedy Marta snuje swoje opowieści, odnoszę wrażenie, że siedzę nieopodal, czuję aromat herbaty, głaszczę Kota Bolero, który zdradza mi swój misterny plan, swoją misję. Cenię sobie wielce obcowanie z twórczością Anny Klejzerowicz, za budowanie nastroju właśnie, za emocje, za pasję, którą potrafi zarażać, za erudycję, którą umiejętnie nam przekazuje. Tutaj podkreślić chcę subtelne wyczucie pisarki, która nie epatuje przesadnie, nienaturalnie wiedzą, a w uzasadnionym momencie pozwala zabłysnąć nią swoim bohaterom, wzbogacając ich w kompetencję, co w moim odczuciu stanowi wielki walor w kreowaniu postaci, jak i cenny pierwiastek edukacyjny.

Ludzi od wieków, po dzień dzisiejszy ekscytuje poszukiwanie skarbów, odkrywanie tajemnych miejsc. Napotykając artefakty, utwierdzają się w celowości swych poszukiwań.

Atlantyna. El Dorado. Bursztynowa komnata. Współczesny "Złoty pociąg". Inne miejsca nieeksplorowane, niepoznane, budzą fascynację. Stają się inspiracją rozbudzającą wyobraźnię poszukiwaczy skarbów, odkrywców, no i pisarzy.
A co, jeśli marzenia desperackich poszukiwaczy spełniłyby się? Czy starczyłoby dóbr dla całej żarłocznej reszty świata?

Czy kwitłaby dziś Orchidea Cattleya, królowa orchidei? Gdyby angielski przyrodnik William Swainson ujawnił miejsce swojego odkrycia, rzeczywiste miejsce jej występowania? Kwiat ten pojawia się kilkakrotnie w powieści, owiany nimbem tajemniczości. Zachęcam gorąco do tej lektury, a woal tajemniczej mgły opadnie.

Nie ocenia się książki po okładce. Jednak po przeczytaniu..., nie mogę nie podkreślić jej uroku i tego, że piękna szata graficzna nie tylko zdobi, ale komponuje się zwięźle i stanowi z treścią  oryginalną całość. Już okładka odsłania nam rąbek tajemnicy, zapowiada prastare dzieje zatopione we mgle. I ta różowa tajemnicza orchidea. Nie znając jeszcze treści, gdy tylko otrzymałam egzemplarz, zrobiłam zdjęcie wśród swoich storczyków, przeczuwając, że ten kwiat odegra tutaj swoją rolę. Intuicja mnie nie zawiodła...



Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Replika.
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo replika logo

 
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem
                                                              






czwartek, 1 września 2016

"Odwrócone życie" Urszula Jaksik

  Autor: Urszula Jaksik
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 17 sierpnia 2016
  Ilość stron: 336



                             Nic za darmo na tym świecie...

                               cyt.: "Odwrócone życie" Urszula Jaksik


Czy mamy tak wielką siłę w sobie, by zmienić diametralnie swoje życie? Zaplanować wszystko od nowa? Odciąć się od tego, co było? Zapomnieć?

Aldona wierzyła, że jej się uda. Z maturą w kieszeni, z matrycą na lepsze życie, z błogosławieństwem matki, opuściła dom. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia, wyjechała ze Śląska na Teneryfę. Tutaj miał być jej raj, azyl, bezpieczny świat, bez pijackich awantur, bicia, poniżania kogokolwiek. Tutaj nie zazna zimna, nie dostrzeże żadnego odcienia dawnej, ponurej szarości.
Książę, może nie na białym koniu, ale na żelaznym ptaku, przyleciał na urlop właśnie tutaj i to prosto z jej rodzimego kraju. Po powrocie do Polski, do swojej pracy naukowca, przez kolejne osiemnaście lat żył w nieświadomości, że ma syna. 

Aldona, dzięki swojej pracowitości zdobywała kolejne szczeble zawodowej kariery, aż do menedżera hotelu, w którym pracowała od kilku lat. Odniosła niekwestionowany sukces. 
Nieprzewidywalny los wtargnął w jej zorganizowaną codzienność. Niczym była niesubordynacja dorastającego syna w zderzeniu z jego ciężką chorobą serca. Ratunkiem był jedynie przeszczep.
Koniecznością zaś, powrót do przeszłości; odszukanie ojca chłopaka, powrót do kraju, do śląskiej kliniki z kardiologami światowej sławy.
"Nie wolno ci się poddawać, nie możesz przestać walczyć! Trzeba działać! Nagle zrozumiała, że tyle razy powtarzane słowa już nie pomagały. Jej syn zaakceptował śmierć."

Każde życie toczy się własnym torem, zupełnie niezależnie od drugiego.
Niezależnie...? Zupełnie...?
Gdzieś tam, po drodze, nieoczekiwanie, drogowskazy wyznaczają każdej z dróg nowe kierunki. Nigdy nie wiadomo, która z którą przetnie się i w jakim miejscu.
Czy rządzi tym przypadek?
A może: "Nic na świecie nie dzieje się przypadkiem", jak mówi motto zamieszczone na okładce książki?

Drugim, równolegle biegnącym wątkiem jest życie Ewy. Siedemnastoletnia Ewa, tyle ma wspólnego z Aldoną, że też wychowuje się na Śląsku. Nie wiedzą nic o swoim istnieniu. To zupełnie inna historia. Kilka lat wcześniej umiera jej czteroletni braciszek Staś, a wraz z jego odejściem, znika nagle matka. Ślad po niej zaginął. Nie zabrała ze sobą niczego, tak, jakby miała zaraz wrócić. Minęło osiem lat i nie wróciła.
Ewa nie mogła pogodzić się z tym, że tak odeszła  od niej bez słowa pożegnania.

"To było tak bolesne, takie nie do przyjęcia, że omijała ten temat, spychała go gdzieś poza świadomość. Ból był nie do zniesienia.Jak mama mogła wstać, wyjść z domu i zniknąć?"

Ojciec ułożył sobie życie z Marleną i oczekują narodzin ich dziecka. Ewa, walcząc z samotnością i poczuciem odrzucenia, oddaje się swojej pasji: bieganiu.Bieganie nadawało sens jej życiu, a sukcesy w olimpiadach sportowych, wiele satysfakcji. Pełnię szczęścia dopełniło odwzajemnione uczucie do Roberta. Cóż może spotkać Ewa innego na swej drodze, jak nie kolejne sukcesy...?

Życie Aldony i życie Ewy, to dwa różne światy. Poznając je, każdy z osobna, zastanawiamy się kiedy i za sprawą jakich zdarzeń mogłyby przeniknąć się nawzajem, bo mamy podejrzenie , że tak właśnie się stanie?

Pisarka kreując postaci swoich bohaterów, wyposaża je w realistyczną ludzką powłokę, bez zbędnych masek pozorów, stają się nam bliscy, jesteśmy w stanie współodczuwać z nimi, nasiąkamy ich emocjami, w żadnym razie, nie pozostajemy obojętni.
Tocząc walkę z przeciwnościami losu, walkę o swoje marzenia, zmierzają się także, a może przede wszystkim, ze swoimi słabościami, lękami, dotykają granic zwątpienia, niepewności, aż do bezradności.

Autorka "Odwróconego życia", poprzez swych bohaterów, śle przesłanie, że nigdy nie należy się zniechęcać, poddawać, bo nawet wtedy, zwłaszcza wtedy, gdy nic już nie możemy zrobić, nie mamy wpływu na to, co będzie, nieoczekiwanie los się odmienia. Ku naszemu zaskoczeniu... daje..., coś wcześniej nieosiągalnego. Albo zabiera... Bywa tak, że wszystko wydaje się być..., na wyciągnięcie ręki. Blisko. Przybliżasz się, a to się od ciebie oddala. Znika...

Książkę czyta się lekko, z przyjemnością. Kilku wątkowa fabuła podzielona jest na krótkie rozdziały (42). Narrator, ilustrujący przeżycia Ewy, Aldony i ich rodzin, w naprzemiennych wątkach, przerywa opowieść w najciekawszym miejscu i każe czekać na dalszy ciąg. Ten, z pewnością, zamierzony zabieg, rozbudza naszą ciekawość.

Urszula Jaksik pisze prostym, ładnym, przystępnym językiem o sprawach wcale nieprostych. Jak sama mówi o swoich książkach: "łatwe w odbiorze, ale bynajmniej niełatwe w treści". Pisarka porusza ważne problemy egzystencjalne: alkoholizm, odejście bliskich, walka z ciężką chorobą, transplantacja, wola życia, uczucie osamotnienia, odrzucenia. Emocje bohaterów stają się naszymi, co sprawia, że pochłania nas bez reszty ich świat.

Motto pisarki: "Przegrasz, gdy przestaniesz próbować", znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie i utwierdza nas w przekonaniu, że "na realizację marzeń nigdy nie jest za późno."


Życie i tradycje Śląska są tu jak żywe. Bowiem Urszula Jaksik urodziła się na Górnym Śląsku.
Od zawsze towarzyszyła jej radość pisania i cieszyła "możliwość utrwalania", dodatkowo poprzez fotografowanie. Jej wcześniejsze publikacje, opowiadania, mające często swą genezę w pisanych przez pisarkę dziennikach, były zauważane i nagradzane.

Debiutowała w 1981 roku opowiadaniem dla nastolatków pt. : "Z zapisków młodszego brata".
W 1998 roku zdobyła trzecią nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Miesiąc z życia kobiety", ogłoszony przez czasopismo "Twój Styl", praca umieszczona została w książce "Historie prawdziwe".

W 2004 roku przyznano pisarce główną nagrodę "Złote Pióro"w Ogólnokrajowym Konkursie Literackim, za opowiadanie "Zakopany topór". "Literacka Przepustka Zwierciadła" - to wyróżnienie w konkursie literackim na dziennik "Dzień po dniu", zorganizowanym przez czasopismo "Zwierciadło". Literacki debiut pisarki to powieść "Sobotnie popołudnie".Inne powieści: "Zaułek szczęścia" (2012), "Dom and brzegiem oceanu" (2014).

Nie wiem, kto "zakopał topór"? Topory trzeba zakopywać. Dobrze się stało, że pisarka nie zakopała swojego talentu, tylko go przez lata pielęgnowała, rozwijała, doskonaliła. Zakopać talent, dać mu zginąć, to niepowetowana strata i żal. Gratuluję Urszuli Jaksik realizacji swoich marzeń i samej siebie.

Książkę "Odwrócone życie" zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Pascal, za co serdecznie dziękuję.


                                                                        Logo


Zaprasza na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





wtorek, 9 sierpnia 2016

"Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra

   Autor: Tatiana Jachyra
                                                      Wydawnictwo: Replika
                                                      Data wydania: 19 kwietnia 2016
                                                      Ilość stron: 320



     Ludzie, te pozbawione wolnej woli marionetki, do których musiał się upodobnić, brzydziły go coraz bardziej. Miał dość udawania, dość bycia śmiesznym klaunem w żałosnym cyrku życia (...)
                 Cyt.: "Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra



 "Maska zdrowego umysłu" uwierała coraz bardziej. Kim stawał się, gdy maska opadała? Kim był "reżyser" spektaklu śmierci w swym "Teatrze wskrzeszonych"?

"Teatr wskrzeszonych to powieść w całości powstała z mojej wyobraźni. Jest ukłonem w stronę dziedzin nauki, którymi się interesuję i które od jakiegoś czasu staram się zgłębić." Tak objaśnia autorka książki Tatiana Jachyra źródło inspiracji do napisania swej powieści.

I to najlepsza rekomendacja. Właśnie dlatego chciałam przeczytać "Teatr wskrzeszonych". Nie dajcie się zastraszyć wszelkim opiniom.  Nie to było celem pisarki, byśmy bali się własnego cienia, by pobudzona wyobraźnia odbierała nam oddech. Owszem, użyła mocnych środków wyrazu, aby oddać całe okrucieństwo czynów popełnionych przez człowieka z okaleczonym, chorym mózgiem, opętanego obłędem, kogoś, kto z ofiary może stać się katem. I co najważniejsze, nie ma wypisane na czole, do czego jest zdolny.

Na losowo wybranych cmentarzach powiatu stołecznego, w cyklu siedemdziesięciu dwu godzin, podrzucane są zwłoki młodych kobiet ubranych w suknie ślubne, niczym panny młode.
Prokurator okręgowy Michał Gabryjelski przejmuje śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który działa perfekcyjnie, nie pozostawiając żadnego śladu.
Znaleziono już trzy ciała, a czynności rutynowe policji wraz z prokuraturą, tkwią w martwym punkcie.
Czy mogą czekać, czy mogą liczyć na to, że morderca w końcu popełni błąd?

W sprawę zaangażowano profilera Wiktora Franka. Wykształcony, kompetentny, empatyczny, znający, jak mało kto ludzką psychikę, miał nakreślić portret seryjnego mordercy.
"Seryjny morderca posiada osobowość psychopatyczną... Patologia charakteru... Patologiczna żądza panowania nad ofiarą... W czasie między atakami, w codziennym życiu, wydają się zupełnie normalni: ojcowie, mężowie, przykładni obywatele..."
Ale to tylko "maska zdrowego umysłu".

Śmierć, odwieczna bohaterka literatury, sztuki w ogóle. Przeraża. Wstrząsa. Szokuje.
Jest źródłem inspiracji dla artystów. Jest punktem odniesienia dla każdego z nas. Jest też fascynacją, podnietą, furtką do lepszego świata, do życia po życiu.

"Odbierając tchnienie, co warte jest funta kłaków,  jedynie, oferuję nowe doznania. Nowe Życie! Przemieniam.Wskrzeszam do wyższych celów. Nie pojmują mego dzieła tworzenia, głupcy"!

Bardzo ciekawa jest dwutorowa konstrukcja fabuły, w której  słyszalny jest, oprócz głosu narratora, głos zwyrodnialca, który swą pierwszoosobową, poetycką,wręcz mitologiczną, pełną patosu, narracją, "kusi, by zanurzyć się w otchłań obłędu i dojść prawdy o źródle zła."

"Teatr wskrzeszonych", jak zapowiada okładka, jest thrillerem psychologicznym. Bardziej niż horrorem, bardziej niż kryminałem. Bardzo szybko zrozumiałam, że nie intryga kryminalna jest tu najważniejsza, nie napięcie, trzymające do końca, nie zwroty akcji, zmieniające nasze wcześniejsze domysły w wykryciu sprawcy. Nie ma tu zaskoczenia, niespodziewanego rozszyfrowania sprawy. Szybko spostrzegamy się, kto "wskrzesza", wykrada śmierci kogoś drogiego, by"uwolnić duszę i ciało z jej kościstych dłoni", by było "jak nowo narodzone".
Zawsze, w okoliczności popełnionej zbrodni, istotny jest motyw. Wskazać go, to pierwszy krok do sukcesu. Dlaczego...? Dlaczego zabił...?
Czy jest wytłumaczenie...? Usprawiedliwienie...? Zrozumienie...? Wybaczenie...? Jaką mirą mierzy się zło...?
Nasuwają się takie refleksje, gdy jesteśmy świadkami przesłuchania czternastoletniego Wojtka, który zabił ojca.
"- Broniłem mamy. Chciał ją zabić... ja ją tylko broniłem. (...) Nie miałem wyjścia.
Ja nie chciałem go zabić. Ja musiałem... Boże, ja musiałem... 
 Można zadać pytanie, dlaczego mieliśmy być świadkami tego przesłuchania? Małej jego części, migawki? Tak, jakby uchylono lekko kurtynę... z wglądem na małą scenę.

Co dzieje się na scenie głównej?
Na czym polega rytuał zabójstwa? Celebra nad ciałem - akt tworzenia? Jakich rekwizytów używa "Rycerz Śmierci", by z ofiar uczynić "śpiącą królewnę"? Jakie myśli rodzi jego umysł i jak postrzega sam siebie?
Oprócz zapachu werbeny, mającej właściwości magiczne, chroniącej przed złem, pomagającej w wybaczaniu błędów, czujemy mniej przyjemne zapachy, odory, wyziewy śmierci.
Na drugim planie, trzymając się konsekwentnie teatralnej scenerii i terminologii, widzimy stalowy, zimny stół prosektoryjny i przeprowadzaną skrupulatnie sekcję zwłok. Sekcja - "ostatnie przesłuchanie". Uzyskiwanie informacji zanotowanych przez pamięć godziny temu.
Przyglądamy się pracy patologów, medyków sądowych, uparcie dochodzących prawdy. Przenikając mroki i cienie scenografii, na tle której to wszystko ma miejsce, wsłuchując się w słowa psychologów, psychiatrów, wyjaśniające patologiczną naturę nekrofila, wprowadzające nas w arkana branży funeralnej, uzmysławiamy sobie, że ktoś na co dzień wykonuje taką pracę. Zgłębia zakamarki ludzkiej psychiki, czarnej, jak noc, szuka sposobu na rozjaśnienie jej, metod na wytępienie kiełkującego w niej zła.

Tatiana Jachyra od lat związana ze światem filmu i telewizji, oddaje się z pasją fotografowaniu.Realizuje sesje zdjęciowe na pierwsze strony gazet. Swoje artystyczne umiejętności zaprezentowała na wystawie "Gwiazdy w obiektywie". Pasjonuje się wszystkim, co symboliczne i mityczne, co znalazło odzwierciedlenie w jej twórczości. Mierząc się z tematami tabu, sięgnęła po oryginalny gatunek, jakim jest thriller erotyczny i stworzyła skandalizującą powieść "Wieczerza" (2013). Nie poznałam tej powieści i nie znam jeszcze opinii na jej temat.

Lektura "Teatru wskrzeszonych", swą mocną fabułą, wzbudza silne emocje. Z ogromnym zainteresowaniem wchodzi się w świat skomplikowanej ludzkiej psychiki, opisany fachowym, specjalistycznym językiem medycyny sądowej. Meandry naszego umysłu skrywają wiele tajemnic, zagadek, odpowiedzi na trudne pytania. Przerażające jest to, że śpiące w nim demony, budzą się w nieoczekiwanym momencie, czyniąc zło innym i nam samym.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/