wtorek, 3 października 2017

"Apteka marzeń" Natasza Socha

Okładka książki Apteka marzeń
  Autor: Natasza Socha
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 13 września 2017
  Ilość stron: 400


  Kto ukradł zwyczajne życie...?
                    cyt. :"Apteka marzeń" Natasza Socha


Codzienność, powtarzalność, monotonia, może nudzić, dokuczać, uwierać. Doceniamy ją zazwyczaj wówczas, gdy nasz, dotąd spokojny świat, zatrzęsie się w swych posadach.
A gdy stanie na głowie, wtedy tęsknimy bezgranicznie za bezcenną zwyczajnością.

Był początek maja, świeciło słońce, a Ola miała zaledwie dwa latka. Bolały ją nóżki i brzuszek, objawy, które łatwo przeoczyć, zbagatelizować.

Diagnoza.
"Neuroblastoma, guz, przerzuty, krwotok, ból, onkologia, pęknięcie, przeszczep, chemia, szpital, nowotwór, czas."
Słońce nagle gaśnie...
Historia opisana przez Nataszę Sochę w "Aptece marzeń" wydarzyła się naprawdę.
Walka o życie małej Oli toczyła się kilka lat, bo choroba miała trzykrotną wznowę. Lekarze dawali dwanaście procent szans na przeżycie.
Świat kurczy się "do rozmiarów szpitalnego łóżka."
Paraliżujący strach. Niezliczone łzy. Ból. I ta nikła nitka nadziei.

Karolina Majewska jest o dziesięć lat starsza od Oli i choruje na chłoniaka anaplastycznego.
 Ich drogi łączą się w szpitalu, tak jak pozostałych dzieci i ich rodzin.
Postać Karoliny jest wymyślona, choć nie do końca, można powiedzieć, że jest postacią zbiorową, reprezentującą wszystkie dzieci, które, pomimo choroby, potrafią zawalczyć, nie tylko o siebie, ale też o innych.

"Chciałabym być przebiśniegiem. Wszyscy na niego czekają, bo zapowiada wiosnę, a on jest taki silny, że wyłazi nawet spod czapy śniegu. I od razu czujesz, że zima zaraz się skończy."

Wszystkie takie Karoliny, zwane Motylami, Wojowniczkami, Marzycielkami, są silne.
Zaskakuje i zadziwia tutaj, w tak trudnych okolicznościach, dziecięca spontaniczność, bezinteresowność, entuzjazm i pomysłowość w spełnianiu cudzych marzeń.
Marzenia są bezcenne i trzeba je spełniać. Można je dostać w aptece marzeń, bez recepty i bez pieniędzy. Wystarczy zamknąć je w czerwonym baloniku i wysłać do... do kogo? dokąd?

"To taki symbol. Balon zawsze gdzieś dolatuje i w zasadzie nigdy do nas nie wraca. Z chorobą też tak powinno być. Powinna po prostu zniknąć z naszego życia."


Natasza Socha wielokrotnie pokazała, że potrafi rozbroić każdą bombę. Znajdzie sposób na "Maminsynka", "Macocha" jej nie straszna, poradzi, by nie wpaść w "Rosół z kury domowej" i znajdzie sposób na "Hormonię".
Ale to, czego dokonała w "Aptece marzeń" jest nieporównywalne z niczym. Tutaj, gdzie walka z nieprzewidywalną, czyhającą wokół śmiercią, jest wielkim wyzwaniem, Natasza Socha dzielnie je podejmuje i pokazuje, poprzez kreację swoich bohaterów, całe rozległe pole walki o najwyższą stawkę.

Ta książka to opowieść boleśnie prawdziwa. Choć Natasza Socha, używając swego talentu, literackich sztuczek, próbuje nas znieczulić, co dostrzegam i doceniam, to i tak boli.
Jest to opowieść boleśnie prawdziwa, przejmująca do szpiku kości.
Lektura pełna skrajnych emocji, nieutulonych smutków, pretensji, żali, ale też przepełniona potężną siłą matczynej miłości, wsparciem, jakie daje rodzina, wytrwałością i niestrudzoną nadzieją.
Fantastyczny pomysł na fabułę, w której przeplatają się wątki z życia Oli i Karoliny i moc, jaka z tej opowieści wypływa, i lekcja, jaką należy wyciągnąć.

"Apteka marzeń" to bezcenna lekcja pokory.

"Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą, bo przecież nas samych nie dotyczy."

To także apel:
"Do wszystkich kobiet mających dylemat, czy lepsza jest na piance od kawy rozetka, czy może serduszko. Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu.
Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy.
Raz jeden..."

Podziwiam indywidualny styl pisarki, umiejętność pokazania realnego problemu z dystansem. Dystans do rzeczywistości, jak również do samej siebie, poczucie humoru, pokora to oręż w ukazywaniu tego, co pisarkę porusza, denerwuje, drażni, uwiera. Często patrzy przez lustro ironii z upodobaniem do absurdu i przerysowań, dzięki czemu ważne, aktualne problemy społeczne są mocno nakreślone, jednocześnie pozbawione zbędnego moralizatorstwa.
Tutaj, dzieląc się z nami tą historią z czyjegoś życia, porusza nasze najczulsze struny, uświadamia wiele i edukuje, odziera nas z komfortu spokoju, skłania do przemyśleń, podjęcia decyzji, do działania, budzi gotowość dzielenia się z innymi tym, co mamy najcenniejszego.

"Apteka marzeń" to równolegle pisząca się opowieść o Drużynie Szpiku i o tym, że każdy może dołączyć do ludzi, którzy chcą "podzielić się życiem".

              
*Kupując tę książkę, wspierasz Drużynę Szpiku.

* Wydawnictwu Pascal dziękuję za możliwość zrecenzowania książki.
                                                          
Logo


Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/











 

wtorek, 26 września 2017

"Rdza" Jakub Małecki


     

  

      Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN
  Data wydania: 27 września 2017
  Ilość stron: 288

 Nic.
Nic nic nicnicnic
Wczoraj szedłem pod wiatrak to się zatrzymałem tam gdzie ta stodoła się spaliła Jak była wojna. Z tymi, co się tam spalili to może jest tak samo jak z tą broną co po niej została rdza. Może oni też trochę tu zostali

           cyt.: "Rdza" Jakub Małecki

Na tę książkę czekałam z utęsknieniem. Bo czytałam "Dygot" i "Ślady". A Jakub Małecki napisał już dziewięć powieści. Te, których nie czytałam, nadrobię wkrótce.
Taka książka warta jest nawet tego, by zrezygnować  z wyprawy do lasu na grzybobranie. Kto kocha las, ten wie o czym mówię.

Przyjemność lektury to jedno. Przeczytałam w jeden dzień, ale nie mogę przestać o niej myśleć przez kolejnych kilka dni. Wertuję, wracam do fragmentów, gromadzi się we mnie coraz więcej emocji, budzą się coraz nowe przemyślenia. To, czego oczekuję od literatury, tutaj dostałam.

"Dostałam od książki po głowie w sposób, jakiego się nie spodziewałam."Tutaj nic nie jest jednoznaczne. Już sam tytuł powieści "Rdza" jest metaforą, symboliką, pozwalający na własną interpretację. Gatunkowo również trudno jest ją określić. Fantastyki i realizmu naturalnego, z pewnością jest tutaj znacznie mniej niż w "Dygocie", czy w "Śladach", jednakże czysty realizm też nie jest zachowany; przełamują go ludowe wierzenia, lęki, strachy, przesądy, niesamowitość codziennego życia.

O czym jest książka?

Trudno też odpowiedzieć jednym zdaniem. Jest o przyjaźni, którą weryfikuje życie, by się później przekonać co z niej zostało. Jest o wyborach, których dokonujemy z niewiadomych względów, zaskakując często samych siebie..., bo "nie wszystko o sobie można wiedzieć". Jest o miłości, co zniknąć potrafi szybciej, niż się pojawiła. Jest o sensie życia, które wcale nie jest sensem samo w sobie, tylko pewne w nim przystanki, chwile. Jest o przemijaniu i o tym, co po nas pozostaje, czy pozostaje coś w ogóle...

"Rdza" to powieść obyczajowo-psychologiczna z pierwiastkiem filozoficznym, o wydźwięku egzystencjalnym. Powiem, że jest to Magnetyzm Duszy. Inspiracją do opowieści były historie autentycznie zasłyszane przez autora. Pierwsza dotyczyła chłopca chowającego się w pralce, druga związana z bombardowaniem wioski Chojny w województwie wielkopolskim i spaleniu stodoły pełnej ludzi we wrześniu 1939 roku. I tak powstały dwa główne wątki fabuły "Rdzy". I jak się one snują i jak przeplatają.

Opowieść została osadzona w konkretnym miejscu, w Chojnach właśnie, w czasie współczesnym i w czasie historycznym, w samym sercu polskiej wsi, gdzie zbędne są maski, zbędne pozory, wszystko jest bliższe prawdy, niż udawania.

Siedmioletni Szymek chowa swoje zabawki, komiksy, dziecięce skarby do pralki. Gdyby tak mógł, sam ukryłby się w pralce. Przed Bozią. Bozia zabrała mu w jednej chwili oboje rodziców. Wracając z koncertu, ich samochód wjechał w drzewo. On też chciałby zniknąć, ale się nie dało. Teraz będzie jego "drugie życie", z babcią Tosią, nie w Mieście, a w Chojnach.

Wszystkiemu winna jest Bozia. Wciąż go straszy, wciąż się jej boi. Przywiązuje się sznurkiem do żeberka grzejnika. Najlepiej to by ją zastrzelił. Babcia ma pistolet. W blaszanym pudełku po kawie.
Babcia Tosia ma swoje siedemdziesiąt jeden lat, ma swoje lęki, strachy, swój ból po stracie córki i po wszystkich  wcześniejszych stratach. Wraca do swojej przeszłości we wspomnieniach. Ale musi być silna, musi być tu i teraz, dla Szymka. I czy "wszystko będzie dobrze", jak powtarzają wszyscy wokół, cokolwiek się wydarza?

Historie pozostałych bohaterów wiejskiej społeczności ściśle wiążą się z główną fabułą, są kolejnymi przykładami na to, jak jedna chwila, jedno wydarzenie, może zmienić bieg życia, podzielić je na etap "przed" i etap "po", niczym cezura. Pojawiają się pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Szukamy ich, ale czy znajdujemy?

Jakub Małecki znalazł własny sposób na przekazanie swojej opowieści. Oryginalny. Jego styl narracji jest niepowtarzalny, charakterystyczny, rozpoznawalny. Stawia słowa, jak hasła, jak znaki przy drodze, które mówią wszystko. Jedno słowo, czy też ciąg pojedynczych słów oddaje głęboką myśl, stan ducha, przemyślenia, wątpliwości, opisuje krajobraz, znany od zawsze. Wystarczy powiedzieć "topola", czy "jabłoń", "kapliczka", "tory kolejowe", wystarczy wspomnieć "stodołę", "rewir 77 w lesie", a budzą się emocje. Małecki potrafi zamknąć świat swoich bohaterów w pigułce jednozdaniowej. Po mistrzowsku buduje nastrój. Zdania budowane na zasadzie kontrastu, zaprzeczeń, wątpliwości, niepewności, jak ludzkie myśli.

Konstrukcja fabuły ma istotne znaczenie. Opowieść toczy się niechronologicznie, poznajemy stan obecny, poznajemy bohatera po zmianie w jego życiu, a potem dopiero okoliczności, jak do tego doszło. Zabieg ten jest wartością dodaną, wzbudza ciekawość, dodaje smaczku oraz dodatkowych emocji podczas lektury.
Jakub Małecki wiele znaczy w polskiej literaturze. Świadczą o tym nagrody, nominacje i słowa uznania krytyków literackich. Ja, swoim skromnym zdaniem wyrażam wielki podziw, dla mnie autor "Rdzy" jest wielce obiecującym objawieniem, mistrzem w magnetyzowaniu słowem.



* Wydawnictwu SQN dziękuję za możliwość zrecenzowania książki w dniu jej premiery 27 września 2017roku.

                                                                      

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/


   





piątek, 18 sierpnia 2017

"Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty." Sylwia Zientek

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/4448000/4448814/574823-352x500.jpg  Autor: Sylwia Zientek
  Wydawnictwo:W.A.B.
  Data wydania: 24 maja 2017
  Ilość stron: 656




      "Warszawa... ma w sobie coś z baśniowego Kopciuszka, który mimo zaniedbanego stroju gasił urodą księżniczki i królewny."
     (fragment z "Przewodnika po Warszawie"1870r.)
       cyt. "Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty." Sylwia Zientek


To fascynacja historią miasta, to pasja wskrzeszania ducha minionych czasów i niewątpliwie talent literacki Sylwii Zientek, sprawiły, że powstała książka taka jak "Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty." Powieść jest pierwszą częścią trzytomowej sagi rodu warszawskich hotelarzy.


Warszawa jest tutaj tłem dla beletrystycznej fabuły i jednocześnie jest też, a może przede wszystkim, główną bohaterką opowieści.

   "Historia wielu miast jest burzliwa i fascynująca, jednak to, co przez wieki przeszła Warszawa, jest absolutnie unikatowe. Wszyscy wiemy, że odrodziła się po1945 roku, dosłownie powstała z gruzów, ale to nie był jedyny raz, kiedy bieg historii w tak radykalny sposób dotknął to miasto.
Los Warszawy to sinusoida, wzloty i upadki. Wielki pożar w 1607 roku, który całkowicie niemal unicestwił miasto, rozwój i rozkwit za Wazów zakończył Potop Szwedzki, dewastując całe piękno...
Można wymieniać kolejne wydarzenia historyczne, które niszczyły Warszawę, a ona zawsze się odradzała."
Tymi słowy autorka tłumaczy powód, dla którego poświęciła miastu tak wiele uwagi w swej trzytomowej, wielowątkowej sadze.

Lektura powieści to bezcenna peregrynacja odkrywająca losy rodziny Żmijów, późniejszych Żmijewskich, Szpaków, późniejszych Szpakowskich, Melcerów i pozostałych bohaterów, losy Warszawy na przestrzeni czterystu lat, to pełna wrażeń i emocji podróż w czasie, przenosząca nas z czasów współczesnych, poprzez wiek XIX, w realia XVII wieku.
Każda z tych trzech płaszczyzn czasowych stanowi tylko pozornie trzy odrębne opowieści, bowiem dzięki nierozerwalnym więzom dziedzictwa międzypokoleniowego zazębiają się z sobą i łączą w fascynującą całość.
Współcześnie w XXI wieku toczy się sprawa spadkowa założona przez Danę Spakowski, obywatelkę świata, która przyjeżdża do stolicy, by odzyskać dawną rodzinną nieruchomość przy ulicy Długiej, w której mieścił się hotel.
W XIX wieku Hotel Varsovie jest zarządzany przez rodzinę Żmijewskich. Ojciec rodu, Jeremi poprzez swoje skłonności do hazardu, staje na granicy bankructwa i popełnia samobójstwo.
 Syn państwa Żmijewskich Konstanty, w którym matka pokładała swe nadzieje, okazuje się sybarytą, w ogóle nie jest zainteresowany losem hotelu. Pani Regina, matka rodu wyjeżdża do Florencji. Cała nadzieja w córce Eleonorze, ale czy panienka wiodąca dotąd beztroskie życie, której nagle świat wali się w gruzy, zdolna będzie do ciężkiej pracy? Czy zdoła ocalić wielowiekowe dziedzictwo?

Geneza hotelu sięga do wieku XVII, kiedy to lutnista Laurenty Żmij, po wielu trudach i znojach, realizuje swoje życiowe marzenie i otwiera własny zajazd przy nowym warszawskim trakcie zwanym Długim. Zajazd nazywa się "U Kaliny". Bowiem Kalina Melcer, siostra zmarłej żony Laurentego  Anny, odegrała znaczną rolę w jego życiu.


Wracając z takiej podróży, pełni zachwytu, wrażeń i emocji, chcąc je wyrazić, pytamy:

" A czy wiecie, że w XVII wieku w Warszawie...?"

Postępujący rozwój miasta zostaje spowolniony przez tragiczne zdarzenia:
- w 1607 roku wybucha potężny pożar; ogień zaprószony przez kuchnie polowe rozbite na rynku przez szlachtę, trawi  drewnianą zabudowę Starego Miasta. Wśród uciekających ludzi jest też bohater powieści lutnista Laurenty ze swą ciężarną żoną Anną i z dziećmi. Ogień strawił ich dom "Pod Lutnią" przy ulicy Krzywe Koło.

- wcześniej, bo w 1603 roku wiślana kra zniosła drewniany most Zygmunta Augusta powodując, że Warszawa straciła stałą przeprawę przez rzekę na ponad 250 lat.
Widzimy jak Kalina Melcer wraz z ojcem jezuitą Bonifacym, któremu pieczy zostaje powierzona, przeprawiają się łodzią przez Wisłę. Opuściła rodzinną Brodnicę i udała się do Warszawy, do domu swego owdowiałego szwagra Laurentego Żmija. To jej matka miała plan, by Kalina zajęła miejsce u boku lutnisty po swej zmarłej w połogu przyrodniej siostrze  Annie, z pierwszego małżeństwa ojca. Czy plan zostanie zrealizowany...?

-w 1624 roku miasto nawiedza morowe powietrze, zaraza dziesiątkująca ludność Warszawy. Miasto wyludnia się z dnia na dzień. Laurenty wraz z kapelą królewską opuszcza miasto, a Kamila zostaje z jego bratem Joachimem. Któremu z nich dziewczyna odwzajemni uczucia...?

"Jak to było z tą klątwą rzuconą na ojca i jego męskich potomków? Jak to dokładnie było...?"-
- pyta Laurentego, po wielu latach, już po śmierci ojca Kazimierza, młodszy brat Joachim.



Wchodzimy w przebogatą, wielowarstwową panoramę historyczno-obyczajową miasta, poznajemy codzienne życie mieszczan, ówczesne realia, stroje, język, zachowania, kulinaria, rodzinne tajemnice, intrygi, skandale. Ujawniają się pasje i marzenia, które często krępowane są przez sztywny gorset konwenansów. Utalentowana artystycznie malarka Eufrozyna musi przebierać się w męski strój. To  tylko jeden z przykładów.
Osnową, wokół której przeplatają się poszczególne wątki, jest hotel i ludzie z nim związani, cała galeria postaci ilustrujących charakterystyczne dla danej epoki przemiany społeczne, ukazujących bieg historii i zmiany zachodzące na przestrzeni wielu lat.

Zachwyca umiejętność tworzenia obrazów za pomocą słowa, nadanie im perspektywy i realistycznej wymowy, zdumiewa spójność połączenia poszczególnych obrazów w jedną wielką panoramę.
Chcę przez to podkreślić niebywałą czujność i uwagę autorki, dbałość o każdy detal, w łączeniu ze sobą życiowych ścieżek wielu bohaterów sagi. Mnogość wydarzeń z życia prostych zwykłych mieszczan, z życia polskich szlachciców, jak i samych władców naszego kraju, tworzy bogatą, kolorową fabułę.
Na uwagę zasługuje konstrukcja rozległej w czasie fabuły, przeskakujemy z jednej epoki w drugą, z zakłóconym porządkiem chronologicznym, co wcale nie utrudnia odbioru, a nadaje interesującego smaczku.
W fikcyjną fabułę wprowadzone zostały postaci autentyczne, podkreślające swoją obecnością realizm reprezentowanej przez nich epoki. Obok władców takich jak Zygmunt III Waza, Władysław IV, ich rodzin, pojawiają się najczęściej ludzie związani ze sztuką, bowiem sztuka, podobnie jak historia, jest dla autorki ważnym źródłem inspiracji. Spotykamy zatem aktorkę Helenę Modrzejewską, malarza Władysława Podkowińskiego, pisarza Bolesława Prusa, kronikarza i mistrza opowieści o Warszawie II połowy XIX wieku. Na kartach powieści wskrzeszona została ważna postać Adama Jarzębskiego, człowieka wielu pasji i talentów, ale też i autora "Gościńca"- pierwszego przewodnika po Warszawie, dzięki któremu możliwe było wierne odtworzenie przez pisarkę topografii miasta.

Duże wrażenie robi na mnie i wzbudza podziw zachowana harmonia pomiędzy warstwą historyczną, a warstwą fabularną, subtelność w przekazaniu wiedzy o ówczesnej epoce i wpisanie w jej realia niezwykle ciekawych losów bohaterów, ze znakomitą kreacją ich osobowości i portretów psychologicznych.
Doceniam książki, które są dla mnie źródłem emocji, dostarczają wielu doznań i wrażeń literackich i jeszcze pełnią rolę edukacyjną. Taką niewątpliwie jest "Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty".
Ogrom pracy włożony w napisanie tej powieści, mnóstwo czasu, pasja i talent sprawiły, że saga Sylwii Zientek stała się wydarzeniem literackim, wobec którego nikt nie pozostanie obojętnym.
Tak wielka pasja pisania musi przełożyć się na pasję czytania i zrodzić podobny do mojego zachwyt.
Czytałam tę książkę w chwili, gdy świętowano Światowy Dzień Miłośników Książek i naszła mnie refleksja, że takie książki chcę czytać i nie tylko od święta, czego i innym czytelnikom życzę.
Gorąco polecam pierwszą część sagi i czekam na ciąg dalszy.


Dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego  Wydawnictwu W.A.B.
                                                        W.A.B.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: com/myslirzezbioneslohttps





    




      

niedziela, 2 lipca 2017

"Śniadanie na skale" Iwona Walczak


Okładka książki Śniadanie na skale  Autor: Iwona Walczak
  Wydawnictwo: Replika
  Data wydania: 16 maja 2017
  Ilość stron: 367


  Są takie okresy w życiu, że trzeba odejść parę kroków, 
by zobaczyć więcej.
                                  cyt.: "Śniadanie na skale" Iwona Walczak


Kimkolwiek jesteś, skądkolwiek pochodzisz, dokądkolwiek zmierzasz, idzie za tobą twoja historia i od ciebie zależy, co z nią zrobisz. 
Tak można sparafrazować motto z klimatycznej okładki najnowszej powieści Iwony Walczak "Śniadanie na skale", wydanej przez Wydawnictwo Replika.
To właśnie napotkani na życiowej ścieżce ludzie, ich historie, oprócz własnych doświadczeń, są najczęściej inspiracją twórczą dla autorki.
I miejsca. Miejsca są bardzo ważne. Determinują nasze życie. Miejsca są "niemymi bohaterami" w powieściach Iwony Walczak. Zarówno te pierwotne, rodzime, które nas kształtują, w pewien sposób naznaczają, jak i te nowe, będące swoistą cezurą. Granicą dzielącą naszą drogę na to co było dotąd i na to, co będzie.
Strona za stroną, rozdział za rozdziałem migają migawki z życia siedmiorga osób, zupełnie przypadkowych, zupełnie sobie obcych. Każdy osobny, jak szkiełka w kalejdoskopie, mienią się własnym kolorytem, układają w różnych konfiguracjach, by niespodziewanie, ku naszemu zaskoczeniu, scalić się w tym samym punkcie, by stworzyć spójną, jednolitą kompozycję, współistniejących, współzależnych elementów.

To opowieść o ludziach, którzy doszli już do pewnego miejsca na swej życiowej drodze i zwątpili, czy chcą dalej nią podążać?
Zakręt? Rozdroże? Ściana?
Taka perspektywa..., z której wszystko co było dotąd jakby wyraźniej widać.
Taki dystans..., za mocą którego, niczym przez szkło powiększające widzisz wyraźniej samego siebie, swoją wspinaczkę do miejsca, w którym jesteś. Widać stąd nawet to, co się zgubiło. Czy warto po to wracać? Czy może zostawić coś jeszcze, niepotrzebny balast...? A co zabrać i iść dalej...?


Poznajemy siedem osób, których życie biegnie osobnym torem. Wyznaczają sobie cele, robią karierę, osiągają sukcesy. Uodparniają się na przeciwności losu, tworząc bezpieczny kokon, nakładając maski pozorów. By było łatwiej.
"Są młodzi, piękni, wykształceni i bogaci, pozornie mają wszystko, a jednak..."
A jednak czegoś brakuje każdemu z nich, by poczuć się szczęśliwym. Co ich rozczarowuje, za czym tęsknią, dlaczego są osamotnieni?

Za sprawą anonsu w prasie wszyscy trafiają w to samo miejsce, ustronne, ciche, zwane "Rajem". Gdzieś w górach, z dala od miejskiego szumu, gdzie można będzie wsłuchać się we własne myśli, nabrać dystansu i spojrzeć na wszystko z nowej perspektywy.
Pisarka, podobnie jak jeden z jej bohaterów (Wiktor, piszący swą powieść)," stara się zwieść swego czytelnika na manowce". Kreuje ludzi sukcesu, którym można tylko pozazdrościć, by za moment odebrać nam ten zachwyt. Co daje w zamian...?

Tu, w "Raju" wychodzą ze swych skorupek, zdejmują maski skrywające ich słabości, kompleksy, lęki, tajemnice. Nagle stają się bardzo podobni do nas, ujawniają się wraz ze swoimi wątpliwościami, zagubieni, niepewni, budzący empatię, czasem współczucie.
Taka konfrontacja... Pisarka stwarza nam możliwość przejrzenia się, niczym w lustrze, w portretach swych bohaterów, dostrzec siebie, swoje "tu i teraz", zobaczyć, że nasze problemy, często stanowiące o naszym końcu świata, wcale nim nie są. Że nie jesteśmy bezludną wyspą, a wokół są inni ludzie, umieć się przed nimi otworzyć, jednocześnie wsłuchać się w nich. 
"Raj" to miejsce jak każde inne, "rajem" jest tylko z nazwy, ale to nie miejsce jest tu ważne, a ludzie i to, co może wydarzyć się za sprawą wzajemnego dostrzeżenia się i zrozumienia.
Bohaterowie zawiązują przyjaźnie, odkrywają swój pozornie idealny świat, w którym tkwią stare żale, zadry, tajemnice, powodujące ból, udrękę, niepokój.
Zaufać, zwierzyć się, próbować zmienić bieg zdarzeń jest z pewnością trudniejsze od ucieczki w złudne schrony takie jak przygodne romanse, pracoholizm, uzależnienia, nawet od zabiegów medycyny estetycznej. Bo czy można uciec od samego siebie?

To mądra, dojrzała, refleksyjna proza. podobnie jak bohaterowie, każdy w jakiejś części, utożsamiający się z prasowym anonsem, za sprawą którego znaleźli się w jednym miejscu, tak i czytelnik zatrzymuje się, by spojrzeć przez ramię za siebie, by dostrzec, przemyśleć; docenić i iść dalej lub zweryfikować i zmienić. Kto z nich spróbuje, komu się uda...? Szansa jest nadzieją.
W życiu, jak w kalejdoskopie..., bo wziął w ręce ktoś kalejdoskop naszych dni i obraca nim  jak chce... Ważne, by czasami wziąć kalejdoskop we własne ręce.



Wydawnictwu Replika dziękuję za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.
                                                                         Znalezione obrazy dla zapytania replika logo


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Matka mojej córki" Magdalena Majcher

Okładka książki Matka mojej córki  Autor: Magdalena Majcher
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 24 maja 2017
  Ilość stron: 384




                Aby zatrzymać ulotność chwili.
                       cyt.: "Matka mojej córki" Magdalena Majcher




      "Aby zatrzymać ulotność chwili." Ostatnie zdanie nowej powieści  Magdaleny Majcher "Matka mojej córki", brzmi, niczym coda, zamykająca utwór muzyczny. Zdanie, pełne refleksji, zagubionych pragnień, zawiera nutę nadziei, staje się kwintesencją ( z łac. quinta essentia-dosł. piąta esencja-piąty, najdoskonalszy żywioł, nomem omen, zwany eterem, w kontekście z ulotnością chwili).
"Zatrzymać ulotność chwili...", niech trwa, jakby TERAZ miała być rekompensatą za wszystkie minione, tamte, z WTEDY, gdy mijały im osobno, oby jak najszybciej i bezpowrotnie.
Od WTEDY do TERAZ minęło szesnaście lat.


Konstrukcja fabuły, z pewnością przemyślana, jest bardzo trafiona i spełnia znaczącą rolę. 
Wątki współczesne - rozdziały zatytułowane TERAZ, przeplatają się z wątkami retrospektywnymi, sięgającymi w przeszłość - rozdziały pt.: WTEDY. Dzięki takiej konstrukcji uzupełniają się dwa obrazy i tworzą wyraźną panoramę zdarzeń, postaci i emocji, które tutaj są na pierwszym planie.

TERAZ Nina jest dojrzałą kobietą, osiągającą zawodowe sukcesy, jako dyrektor oddziału znanego banku. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. Niezamężna, bezdzietna, niezależna.
WTEDY była szesnastoletnią licealistką. Za chwilę miały otworzyć się przed nią wrota świata, za którymi spełniają się  marzenia, osiąga się życiowe cele, realizuje powzięte plany i rozwija pasje. Wszystko to było możliwe. A gdy poznała Tomka, swą pierwszą miłość, to świat stał się jeszcze piękniejszy.
Nieprzewidywalny los stawia na jej drodze do szczęścia wielkie wyzwanie.
Ciąża..., dla wielu kobiet to stan upragniony, wymodlony, błogosławiony. Dla szesnastoletniej Niny jest zaskoczeniem. Ciąża nieplanowana, niechciana. Wierzyła, że wspólnie z Tomkiem i z siłą uczucia, jakie ich łączy, poradzą sobie w tej trudnej sytuacji. Liczyła na pomoc rodziców. Oczekiwała ich wsparcia, które było bezwzględnie konieczne, by zdać maturę i pójść na studia. Nie spodziewała się żadnego końca świata...
Tymczasem był...
Pojawiają się czarne wizje jej matki; Małgorzata wpada w panikę. Widzi przyszłość córki w czarnych kolorach, a może wcale nie ma żadnej przyszłości?!
I w ogóle, jak mogła tak zawieść rodziców...?
"Nie tak cię wychowaliśmy, nie tak! Jak mogłaś tak zmarnować sobie życie? Czy ty zawsze wszystko musisz zepsuć? Jak śmiałaś? Jesteś taka bezmyślna, taka..."

Przeszkoda! Balast! Wstyd! Głupi błąd!
Nie, nie padło słowo aborcja. Matka, kierując się dobrem córki i troską o jej przyszłość, a może do głosu doszły jeszcze inne czynniki, uznała, że jedyne mądre rozwiązanie problemu to adopcja.  
Podparła swe przekonanie filarem mocnych, racjonalnych argumentów. No bo jak można "zaprzepaścić swoje szanse przez jeden głupi błąd?"
Nina poczuła się mocno zawiedziona, rozdarta wewnętrznie i bezradna. Czy w tej bezsilności mogła podjąć samodzielnie decyzję? Decyzja zapadła, ostatecznie, bez odwołania, determinująca całe życie, nie tylko Niny. Co zrobi ze swoimi wątpliwościami, gdzie je schowa, czym przykryje...?
A ojciec? Ojciec, podobnie jak Felicjan Dulski, niewiele miał do powiedzenia.
A Tomek? Co stało się z jego optymizmem, odpowiedzialnością, z jego, niczym niezmąconą, wiarą w ich wspólną przyszłość? Czy pozostawiono mu pole i możliwości wykazania się?

TERAZ i WTEDY. A co jest pomiędzy? Ile tajemnic, kłamstw, wątpliwości, ile bólu i niezaleczonych ran, ile znaków zapytania. Jakie wspomnienia, tęsknoty, smutki, pragnienia, zamknięte zostały w różowym pudełku?
TERAZ, kiedy Nina powraca do rodzinnego domu, do rodzinnej Czeladzi, powraca przeszłość, powraca tamto WTEDY, wraz z wątpliwościami. Czy dziś ich miejsce zajmie pewność, że decyzja WTEDY podjęta była jedynie słuszną? Czy to jej właśnie zawdzięcza wszystko, co osiągnęła i to kim jest? Czy uzna to za rekompensatę tego, co straciła?( Nie porzucając córki, a oddając, istotna dla Niny różnica, dla spokojności sumienia.)
Może praca, której oddała się bez reszty i sukces zawodowy, to kokon, w którym się schowała, może to tylko pozorne szczęście?
Jakie emocje wciąż żyją, jakie wątpliwości dojdą do głosu, gdy otworzy swoje różowe pudełko?


 Magdalena Majcher z odwagą, odpowiedzialnością i z dojrzałością podejmuje problemowe tematy o wydźwięku społecznym: macierzyństwo z całą paletą barw, świateł i cieni, zarówno to wyczekiwane, jak i to niechciane, adopcja, relacje dzieci z rodzicami, podejmowanie życiowych decyzji i ich konsekwencje, zdolność poświęcenia się dla innych, trudne wybory. 
Opowiedziana historia mocno zakotwiczona jest w realnym życiu. Bohaterowie, z przypisanymi im cechami charakteru, z nadaną głębią psychologiczną, doświadczający przeżyć podobnych, jak wielu z nas, stają się realnymi postaciami z krwi i kości. Autorka wprowadza nas w świat swoich bohaterów za sprawą płynnej, intrygującej narracji, pozostawia nas z nimi, niczego nie sugerując i nie oceniając, nikomu nie współczując, ani nikogo nie potępiając. To wielka umiejętność wzbudzić w kimś ogrom emocji, nie zdradzając do końca swoich. Uświadamia nam jedynie, że nic nie jest takie oczywiste i klarowne, ani czarne, ani białe, i wcale nie takie proste. Każdy popełnić może błąd, za którym ciągnie się, nieustannie goniąca nas, w końcu dopadająca, smuga, zwana konsekwencją.

Powieść "Matka mojej córki" to trzecia już książka autorstwa młodej pisarki Magdaleny Majcher. Nie znam debiutu, ale po lekturze dwóch kolejnych:"Stan nie! błogosławiony" i "Matka mojej córki", pozostaję pod silnym wrażeniem talentu autorki, jej emocjonalnej dojrzałości i objawiającego się ogromnego potencjału literackiego. To niezwykły dar, umiejętność zaciekawienia od pierwszych zdań. Jest w niej jakaś magia, wie, co chce powiedzieć i czyni to bez obaw. Na planie głównym jest człowiek, jego wnętrze, z zakamarkami duszy, meandrami myśli, gdzie skryta jest prawda, ogrom emocji, rodzących nasze emocje, nasze refleksje, naszą empatię. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo to właśnie odczuwam, czytając kolejną książkę pisarki. Kultura i estetyka języka budzą mój zachwyt. Wyłania się ambicja i pracowitość, doszlifowanie każdego szczegółu. Fascynuje mnie i fabuła, i konstrukcja, bohaterowie, w końcu credo, które każdy sam sobie odszuka.
Magdalena Majcher, bez wątpienia osiągnęła swój cel, pozostawiając mnie po lekturze "z gonitwą myśli i wieloma refleksjami". To cenię bardzo. Wróżąc pisarce wiele sukcesów wydawniczych,  czekam na kolejną książkę z zaciekawieniem. Będę obserwować jak rozwija skrzydła, bo sama sobie wyznaczyła wysoki pułap. Polecam!


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/



Dziękuję Wydawnictwu Pascal oraz autorce za możliwość zrecenzowania książki.


                                                  Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo pascal logo







środa, 3 maja 2017

"Królowa Śniegu" Anna Klejzerowicz

Okładka książki Królowa Śniegu  Autor: Anna Klejzerowicz
  Wydawnictwo: Filia
  Data wydania: 15 lutego 2017
  Ilość stron: 280



    Sprawiedliwości nie ma na tym świecie, a zło i dobro można rozpatrywać w kategoriach absolutu wyłącznie w baśniach.
W życiu nie istnieje czerń i biel, tylko różne mieszanki odcieni.

            cyt.: "Królowa Śniegu" Anna Klejzerowicz 


Anna Klejzerowicz wpisując w swą twórczość własne pasje, zainteresowania, własną filozofię życia, czyni ją intrygującą, fascynującą i edukacyjną. Z wrażliwością fotografika tworzy niezapomniane obrazy, z człowiekiem i absolutem natury na pierwszym planie. Okiem reportera i zmysłem publicysty dostrzega sprawy ogólnoludzkie, wychwytując wszelkie przejawy niesprawiedliwości i krzywdy społecznej. Naświetla je, uwypukla, poddaje pod rozwagę. Kruszy i obala skostniałe stereotypy. Bohaterowie wykreowani przez pisarkę wyróżniają się niepowtarzalną osobowością, głębią psychologiczną i nieskrywanym urokiem, co sprawia, że trudno jest się z nimi rozstać na dłużej, pozostają z nami w oczekiwaniu na ich dalsze losy.

Anna Klejzerowicz daje coś więcej niż wciągającą opowieść. Naświetla ją na tle wydarzeń historycznych, często jest to historia Gdańska, miasta bliskiego pisarce, gdzie rozgrywa się akcja wielu jej powieści. Kolorytu i smaczku opowieści dodaje tajemnica z przeszłości, odkrywanie jej, przy jednoczesnym zgłębianiu arkanów sztuki.

Ostatnia powieść Anny Klejzerowicz "Królowa Śniegu" zachwyciła mnie totalnie. 
Motywy z baśni Andersena, będące inspiracją autorki, spełniają tutaj swą kluczową rolę. Zawsze niosą z sobą ponadczasowe przesłanie, służą do nadania rzeczywistości wyraźnego kształtu.
Nic tak dobrze nie oddaje prawdy jak lustro. Motyw lustra, od wieków uważane za przedmiot magiczny, dzięki któremu nawiązywano kontakt z innymi wymiarami czy krainą śmierci. Lustro jest symbolem prawdy, jasności i czystości, nie tylko oblicza, ale i wnętrza człowieka.
Siłą wierzeń ludowych przetrwało przekonanie, że stłuczenie lustra, pęknięcie, zniszczenie przynosi pecha na wiele lat.
"Baśń o Królowej Śniegu i te okruchy stłuczonego zwierciadła, które wymyślił sam diabeł, zapadły w serce Kaya, zmieniając je w kawał lodu."
Baśniowość w tej współczesnej kryminalnej powieści nawiązuje do klasycznej formy poprzez postać Królowej Śniegu, zimnej, bezwzględnej, okrutnej i, może to najistotniejsze,  nieszczęśliwej, również poprzez przenikanie się świata rzeczywistego z nadprzyrodzonym, jak i przez motyw walki dobra ze złem.
Wyrażam i podkreślam jeszcze raz swój podziw nad inspiracją do tej powieści, jak i jej formą oraz treścią.

Miasteczko Kryszewo i gmina, w której jest położone, nieopodal Gdańska, to miejsce fikcyjne, miejsce jakich w Polsce wiele. Historia, jaka tam się wydarzyła, mogła zaistnieć wszędzie.
Zima nie odpuszcza. Mróz sięga minus dwudziestu stopni. Zamarzają ludzie. W podobnych okolicznościach; w drodze z knajpy do domu, prowadzącej przez las, przez śnieżne zaspy.Ofiary były pod wpływem alkoholu. Czy to jedyny związek między nimi...?

"- Klątwa, pani! Jak nic klątwa na tych grzeszników!
 - W gorzale diabeł siedzi (...) ot co!
 - Klątwa? Jeśli już, to skutki bezmyślności, a nie żadna klątwa...
 - Cała tu wieś przeklęta! (...) My swoje wiedzą..."

Społeczność miasteczka dobrze pamiętała serię podobnych zamarznięć sprzed lat. W latach dziewięćdziesiątych podobnie ginęli ludzie. Było osiem ofiar. Pamiętali, ale z jakiegoś powodu nie chcieli o tym mówić.
W pewnym momencie, następujące po sobie zdarzenia, przestają się wydawać zbiegiem przypadków.
Ślady i zeznania świadka pozwalają snuć hipotezę, że ktoś mógł pomóc naturze. Tej silnej naturze, która zachwyca swym pięknem, determinuje ludzkie życie, ale też wymaga czegoś w zamian.
Zatem kto jest Królową Śniegu i z jakich pobudek uśmierca? Dając jednocześnie swej ofierze, w ostatniej chwili życia kojący, choć złudny, widok pięknej, nieziemskiej, troskliwej pani...?

Narasta napięcie i budzą się emocje. Zamierzona okrutna zemsta? Fanatyczna chęć oczyszczenia świata z obrzydliwych pijaków, nieudaczników, zatruwających żywot własny i swoich bliskich?
Kto? I jaki miałby motyw? Co łączy ofiary oprócz spożytego alkoholu? Praca w byłym pegeerze...? 
Klucz do sprawy przełamują dane osobowe jednej z ofiar, która pochodzi z Gdańska i nigdy tam nie pracowała.

Obok policyjnego śledztwa, swoje dziennikarskie dochodzenie prowadzi Felicja Stefańska, od niedawna rzeczniczka prasowa tutejszego urzędu gminy. Śledztwo dziennikarskie, to skuteczny zabieg wprowadzony przez pisarkę. Dziennikarz, bez zbędnych procedur zbliży się do ludzi,wzbudzi ich zaufanie, otwartość, co powoduje skuteczne uzyskanie informacji.
Śledzimy każdy trop idąc po ścieżkach, po których autorka nas prowadzi.
Kiedy istnieją już mocne poszlaki, sprawa nabiera klarowności, mamy już swoje podejrzenia i logiczne ich wytłumaczenie, następuje przełom w sprawie, który wszystko komplikuje. Dowiadujemy się więcej.
To dziennikarski, wścibski nos Felicji węszy nowe tropy. Prowadzą one jeszcze w dalszą przeszłość.
Co takiego stało się w 1970 roku? Jaka tragedia...?

Od tamtego czasu zapanowała zmowa milczenia.  Narastał paroksyzm strachu. Strach, pomimo upływu czasu, paraliżuje postawy ludzi i sznuruje im usta. Osiada kurz na tamtych wydarzeniach.
Sama Greta Pazik, radna gminy Kryszewo, przyjaciółka Felicji, nabiera wody w usta. Woli nie pamiętać. Nie odgrzebywać starych spraw i nie dotykać starych ran.
Kiedy przeszłość powraca, wypływa na światło dzienne, społeczniczka Greta drży tylko o to, by nie zaszkodziło to interesom gminy i jej własnym.

Powieść intryguje równie mocno swą kryminalną fabułą, jak i społecznym wydźwiękiem.
Społeczność popegeerowskiej wsi, po transformacji ustrojowej, gubi się w nowych, trudnych realiach. Znaczna jej część popada w bezrobocie, bezradność, niemoc, beznadzieję. Z czego rodzi się frustracja, pretensje, żale, lęki i strach.
Jak silnie destrukcyjna może okazać się ludzka niemoc i jak bolesne skutki poczynić może obojętność na czyjąś niedolę...?
Autorka rozprawia się z zakłamaną przeszłością, jej realiami, rozlicza głównie tych, którzy mogliby odmienić rzeczywistość, znaleźć pozytywne rozwiązania problemów, wyjść z pomocą. Zarzucając im hipokryzję, wygodnictwo, chciwość. Na niepokojące zjawiska, nawarstwiające się od pokoleń, patrzy z różnych perspektyw, ukazując tutaj różnorodność ludzkich postaw, to daje w efekcie wyraźny i rzetelny obraz społeczeństwa.
Wyłania się z tego cała prawda o klątwie. Łatwiej zapomnieć, przemilczeć, oślepnąć, nic nie móc. Potykać się i przewracać w tym samym miejscu od lat, niż schylić się i sprawdzić co wystaje z ziemi i co jest tego przyczyną...( tutaj nie dosłownie, to w przenośni).

Anna Klejzerowicz jak zwykle ma nam wiele do przekazania. Historia za każdym razem jest inna, ale przemyślana zagadka kryminalna ma z reguły swą genezę w przeszłości. Motywem stałym jest tu prawda, że nic nie mija bezpowrotnie, przeszłość odzywa się głośnym echem, przeszłość nasza i naszego miejsca na ziemi wpływa na naszą teraźniejszość i mocno nas naznacza. 

W klimat powieści wprowadza nas piękna okładka, zaprojektowana przez Mariusza Banachowicza, a cała opowieść zamknięta jest w klamrę, utworzoną przez Prolog i Epilog, co daje do myślenia, co stawia pytania i pozwala znaleźć na nie odpowiedzi. Polecam lekturę tej książki, jak i każdej innej tej autorki, bo książki Anny Klejzerowicz mają to do siebie, że nie pozostają bez echa...



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/









 


środa, 26 kwietnia 2017

WYNIKI KONKURSU!

WYNIKI KONKURSU Z OKAZJI DNIA KSIĄŻKI I PRAW AUTORSKICH

Zadaniem konkursowym było wskazanie książki, tej jednej, którą darzysz największym sentymentem i która wywarła na Tobie szczególnie silne, niezapomniane wrażenie.
Zwyciężczynią została Magdalena Natonek, która swój wybór książki "Anioł do wynajęcia" Magdaleny Kordel, pięknie uzasadniła. Gratuluję serdecznie!
Nagrodą jest książka "Azyl. opowieść o Żydach ukrytych w warszawskim ZOO".

 
 Okładka książki Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO

 

niedziela, 23 kwietnia 2017

KONKURS Z OKAZJI ŚWIATOWEGO DNIA KSIĄŻKI ORAZ PRAW AUTORSKICH !


23 kwietnia na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień Książki oraz Praw Autorskich. Z tej okazji, ogłaszam konkurs, w którym nagrodą główną jest książka pt. "Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO" autorstwa Diane Ackerman. Autorka poprzez swą twórczość przedstawia czytelnikom historię Jana i Antoniny Żabińskich, którzy w czasach niemieckiej okupacji uratowali życie wielu osób, zapewniając im "Azyl" w warszawskim ZOO. 


                                                 

Zasady konkursu:

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1)  wejść na jedną z dwóch podanych poniżej stron:

https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/?fref=ts 

https://www.facebook.com/mariola.pomykaj?fref=ts

2)  do dnia 26 kwietnia, do godz. 15:00 podać w komentarzu (pod postem konkursowym) tytuł oraz autora książki, którą darzy się największym sentymentem wraz z uzasadnieniem dlaczego to właśnie wskazana książka jest tą najważniejszą.

3) Nagroda główna zostanie przyznana jednej osobie, która w najciekawszy sposób uzasadni wybór książki.


Termin rozstrzygnięcia konkursu:

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone dnia 26 kwietnia 2017 r., o godz. 20:00, na następujących stronach:

https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/?fref=ts 

https://www.facebook.com/mariola.pomykaj?fref=ts


Serdecznie zapraszam !



środa, 12 kwietnia 2017

"Kobiety ciężkich obyczajów" Natasza Socha

Okładka książki Kobiety ciężkich obyczajów  Autor: Natasza Socha
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 2 marca 2017
  Ilość stron: 384



 Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że zwierciadło, w którym się przegląda, zaczyna wypełniać jego wnętrze.
To tak, jakby osoby, które były dla niego ważne lub których się bał, stawały się integralną częścią jego osobowości.

                 cyt.: "Kobiety ciężkich obyczajów" Natasza Socha



 
        Tak, jak istnieje silna więź krwi pomiędzy bohaterkami, tak też zawiązuje się między nimi łańcuch przyczynowo - skutkowy wzajemnych zależności, zamykając je w kamiennym kręgu silnych emocji, ukrywanych prawd, pretensji, trudnej miłości.

Natasza Socha w trzeciej część cyklu "Matki, czyli córki", zatytułowanej "Kobiety ciężkich obyczajów" pokazuje swoje bohaterki z nowej perspektywy, skąd rzuca dodatkowe światło na powody niełatwych relacji tak bliskich sobie kobiet.


Wątek osadzony w teraźniejszości, z Kirą w roli głównej, snuje się naprzemiennie z wątkiem przeszłości, przenoszącym nas w czasy przedwojennej Warszawy, czasy jej prababci Kwiryny. A pomiędzy toczą się losy Konstancji i Kaliny, które poznałyśmy wcześniej, w pierwszej części - "Hormonii"i drugiej - "Dziecko last minute".
Kwiryna, wyjeżdżając ze swojej rodzinnej wsi, spod Łodzi do stolicy, miała zaledwie szesnaście lat. Chciała lepszego, niż dotąd ,życia. Marzyła, by zostać pielęgniarką.  O "Planie Luiza" nigdy nawet nie śniła i chyba nigdy nie zrodziłby się w jej głowie, gdyby nie...

Wielkie miasto, odkrywając uroki tętniącego w nim życia,  budziło w niej podziw i zachwyt. Wkrótce jednak poznaje inne oblicze Warszawy, z mrokiem i smrodem obskurnych bram i podejrzanymi typami.
Kwiryna podjęła już swą życiową decyzję.
Czy zadecydowała o niej chęć posiadania choć części dobrodziejstw tego luksusowego świata, czy może chęć zemsty, odwet za jego podłość i lęki, jakie z łatwością oferował zagubionym w nim istotom?
Zgodnie z "Planem Luiza", w myśl pomysłu jej nowej przyjaciółki Lucyny, równie mocno "pokopanej przez los", Kwiryna stała się Luizą-tajemniczą, ekskluzywną prostytutką. Podziwianą i pożądaną przez większość męskiego świata.
Przekroczyła próg hotelu Savoya i hotelu Bristol, gdzie poznawała dotąd nieznane smaki życia.
Co kryje się pod tajemniczą maską nieosiągalnej dla wszystkich Luizy?

Autorka kreuje postać Kwiryny nie po to, by budzić kontrowersje, by moralizować. Prowadzi nas po ścieżkach swej bohaterki, by znaleźć odpowiedzi na liczne pytania, rozwiać kłębiące się wokół wątpliwości, poznać cenę, jaką trzeba zapłacić za życiowe decyzje oraz mocno podkreślić siłę oddziaływania, jej wpływ na losy innych kobiet, w następnych pokoleniach. W pewnym stopniu, burzy też skostniałe stereotypy wokół tej starej jak świat profesji.
Czyż "kobieta ciężkich obyczajów", stając na krawędzi, nad przepaścią, musi spaść jeszcze niżej...?
Czy też zawsze pojawia się książę na białym koniu, by wyzwolić ją i zabrać do lepszego świata...?
Możliwe, że gdzieś pomiędzy, są inne alternatywy...

Dlaczego córka Kwiryny, Konstancja przysięgła swego czasu, sama przed sobą?:
 "Jeśli kiedykolwiek urodzę córkę, dam jej tyle miłości, że wystarczy na kilka pokoleń."
Przysięgi dotrzymała. Jej córka Kalina bardzo długo nie mogła wyzwolić się z nadmiary matczynej miłości. Dopiero po czterdziestce zaczęła podejmować samodzielne decyzje i spełniać swe młodzieńcze marzenia. Wychowując samodzielnie córkę Kirę, nie uniknęła błędów. Przekornie dała jej swobodę, pełen luz, zaoszczędziła kontroli i lekcji wychowawczych.
Co zrobi Kira z tą swoją wolnością? Czy będzie matce bezgranicznie wdzięczna...?
Kira potrzebowała uwielbienia, dowodu, że jest kimś wyjątkowym. Wchodzi w relacje z mężczyznami żonatymi, będącymi w związkach, uwodzi ich. Otrzymuje drogie prezenty, bywa w drogich hotelach, wysysa z nich, niczym modliszka, ile tylko się da. Odczuwa z tego powodu zadowolenie.  Chęć zemsty i nonszalancja zapędza ją w niebezpieczne rewiry, gdzie zacierają się pewne granice.
W momencie, gdy jej postępowanie zostanie nazwane po imieniu i to przez mężczyznę, uzmysławia sobie dokąd zabrnęła i kim jest.
Poznana historia z życia prababki Kwiryny wywołuje głębokie refleksje, skrupuły i pytania.
Czy podoła odmienić przeznaczenie?

Los, przeznaczenie, przypadek... Co tak naprawdę stanowi o naszych decyzjach, wyborach? Na co, czy na kogo zrzucić odpowiedzialność za popełnione po drodze błędy...?
"- Chodzi o to, żeby nie zwalać winy na innych. Nie zrzucać odpowiedzialności za to, co się robi na tych, którzy nie ułatwili nam życia. Nie uniewinniać się tylko dlatego, że ktoś kiedyś nie pokazał nam właściwej drogi." - te słowa usłyszała Kira od Kosmy, partnera swej matki i ojca ich małej córeczki Heleny (pierwsze imię w rodzie nie na literę "K")

Jaką rolę odegrają w tym żeńskim świecie mężczyźni, Kosma i Józef? Józef, mąż Konstancji długo był nieobecny w ich życiu, od narodzin Kaliny, kiedy to usłyszał, że dziecko urodziło się martwe, a on ma zniknąć z życia Konstancji. Córka wzrastała w przekonaniu, że jej ojciec nie żyje.

Autorka zaskakuje pomysłowością; zaciekawia konstrukcją, intryguje fabułą. Pozostając wierna swojemu stylowi, nie rezygnując z humoru, ironii i dystansu w rozprawianiu się z rzeczywistością, porusza tematy trudne, ważne, skłaniające do introspekcji. Jest tu motyw zdrady, motyw zemsty, ale i też motyw wybaczenia. W imię miłości, która tli się tutaj niegasnącym ognikiem, z nadzieją na silniejszy podmuch.

Przyznam, że ta część cyklu "Matki, czyli córki"długo zaprzątała moje myśli, nim zdołałam o niej napisać, a to w mojej ocenie świadczy tylko na korzyść powieści.
Na końcu książki natrafiamy na furtkę, która prowadzi do urzekającego miejsca, miejsca, gdzie wszystko może się zdarzyć i to jest bardzo fascynujące i obiecujące. Czekam na ciąg dalszy...

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

                                                         data:image/png;base64,iVBORw0KGgoAAAANSUhEUgAAAP4AAABaCAMAAACvxRubAAAAe1BMVEX///8AZ7IAYbD///5uj71niroAZLEAU6sAX6/M1+YAWq0WZrLj6fKjudoAXa+OrNPZ3+r2+Pu6yd8AV6zM2OsAUKrt8fYxb7VvksTF0uRMfbtAd7jU3esoabMATamoudZbh797nMmGosuwwt6asdIARKZjgr1gjsNpi8HrtaIUAAAJ6klEQVR4nO2c54KrKBSAldlFogbbKLaM9W7m/Z9w0YQqOuWa3JKcXxODwEc5DTKW/dBi/eoO/Fp54j+yXPHBw4mMT/55OCGQ44N/LevlocSy/gUK/qPJE/+J/8R/4v99+FGUZX5dxHEzTnI8+lqBvxr/hRA3TR0nSVyMsYtdt9BKmPEjLr4fhuHhEA9DQ2UYDmEU3ZfhJyRKoerdegethBE/I2/pVZxJ6OgxSZz0lB9f/5AhcOxv4ZfaqCkCketVQXZnkm/JLfDnIcBOp6uR31BuhU8Fn4Y7w3xdfiCEABAwO+LbdpL/7iqgLoagy0vyRXziYATgh2PgdnfG+Za8RAP4Er71Eg593paEDwCkqwhjhLQRcfP7knxTYvQ1/Fmi7JAw+irP+2BaR0mqDEES343hJ+Rb+JblM83pHvmzLCixGAB4+gP0/574dFUM0gJA4217vovsik9XQMV0iQ29P8D/2RnfCoVSdPQo4jeUvfGt2GX44A9Q/rvjW3z6YXWzXu8m++M3fPqJpPun7MIsWfYphzD6VHFaK5Uoeln50r9WslrH/vghq9H26uujegiof4mmsBiRMg/iD2xifezaypuKQ1q8G0NToZB6rW1ZVVXZ5v2oVZkdjj1tcq4Dnar3vjHWcQN8X6z+SfdldUcgEI4ynD6As96a9P5I1OIgXXpQ/lh5c6lZAP3T44YmCsfyBJDaJPKqxrAG9scXURGMrWysEt0fngQ5uXkFZAFw9fILBzLs0KKQ/Xahm1rEppgEJtUyEN0fP2olfB+sRUcIvRroDwQti2r4UQDAspCdXmvQ01jSAODg9vhi9r1XKyL2mkCw3ACDaaXYroLvt66hzNTVWULD+HFJdP5b7n0SSmbQwA/1VwvjqrVxoVRvmnrax/b6/WkD39YTuvvj12xyYEV3I1sKEGCqhLGyF3CvVepJERNO5kwqpr1AUp/X6G10zTBkFd97tElagbKgYKV64vvj95g11dJPOZr6AQDJgyFugvYk71uiqr9OxAugCuI6DIs4ONM3RNeiUnp9tiGeN+l9aONrhHVRPQBBjzbZDMPYEblJdSPtjx/xttyGfgyw7ZI+FmNedInoi6KKff4FKuU1mg1ilDppZ7t0iELqF9XF2Jf4jXHlwHbReTwIM+cHIj0Fytvij7yDzsQ8pJ5+fhTwEkiJCgK+bKo1L61gRabrNoO0jrOwZz5Wl6DA1yooTpw/UTzEvfFj3kHwPn0+9EuUni0QeJIf802LzB6aJStS1K6F08fAMHgFX1mJUvnreq4PfQO/FtoLXVajwR3P3liZVH7KVDZs1yY/FuumXHXjzV+0jFPdcBv438j2HIXlAq0xDlH7kkpTGDJ8sJYljvh7kHw1lTKwVakmofbEj1uxNW1ndQVLu1wuVHsMf+2QQHg04MvnKAXfWYrn87P4qKvDKaas4w46koVFzUZfYrYTjfi2txIQBtyjKM0FNiRk7ue++DYChAadBLiKs7md5i9M+D7XzmjlZa4b3a2xNcut8KfJgPqxDzpv9sWIL6l1fDbNf8Y9CvD1JOoN8RfifHDE92rEb4VzhqqFM0kHjX0PVk3Duvh3w0eeoe+zZD71Y4s45r6bgh8Ld3C6KdAdtDkeWVe/coIQ0Tbr1zge74QPnarWS8/9KIKurSBKqAjHUMaPKmULYbfsFevBvSX82a1fH/v30kM08Em4TbolPkSwNGX3/aZ0keFkWLWOBdJrw0SKFnJu9T9zfJgV5/kEX2/yRviQxpfpqTelcIrcS8xhv+YcjI5eDCYVY43eV7u6FH+sEnNkrOH/pM9vE3KiQkhVtkdzRrZFKyH60jdqvEVRiMrLAhBJNM+4uyTJemBMG+2Pj0e/pkIDz5WujOvwBtfw0C7XCSBzKSmJ9gF+QVbSYQb8PX3+pURn+cx7yj5701pZxacdKk/6zEGYfQX/iKUBp00ipcl9Z38bPxJRAMTJnPF5rcOQnwMaA4N6LBM1j43eVfzNs9NG2E+QwLY/DgVdncVtDN82fs4zGIhIOQijzy9JRDUXlM0AKOS9D7Y0/yBM3CkvMnb+teb23HL2G9YVQJRizebsX6To5KsSnaz58UabGQ+L3ED2nGsWTt9v9jPmxYNKy2kavT5dQimpiyzJ7qN+9Z0XVjX0tJwmf/lu+GwXLpITPCW0iW9F4hLhWybnyFZzgVbIg0JNP4w83XE3fObEAs1J9VNGtY1v1Y5c8Mi1QbL62nhd+4uYubxNumMD32f5i5M2+b3Z5zeIyM9Sb/IgMn2rlybZiCNNO4qBvJvqY/klSLR3pes/H+CX8i6JhC1YywdZTPGdNNfgzNXI3Wa/AWb8XGB8hM87Pe19i1s+G7Xm8hGzqBp+LCnRe+HzvXpSNJUc1n+ALyKLZPo4iDf140H2AiuhugbRSbKhd5t9hq/kZQcpG/xpzT+7fcKQTu3q+bBivkrC8WXVJ102vOPe57elZcM3zGe8nzJ8Iq3PzibkEz5UjaLW7Pg+3yF/4ctFMnyhciis4tffmv2oZsO8gR/yzDUAl6xFVpDLexV7u6lFqOi/nYdXdgsrq3tXHPhez3S4LZkf4pR0x6YZuzZJMbyc74v1QZ2+l7mn/8xJBMitcF5LN71Cjq+HUSv4WTF2eStyzht2/yR1tez6Pq8u4R9s+VE2hqR8z/tx6o+fABdPH7uuey+BtEn43aZR0hv2nBF0XXyJqC+3CDvxllvlfdC18PIEcUcboLnJ3lfxz2OjJBfNP2eoUne+UMUb2cAPpLB7Pou/vuWEwvJPWXL61YzvXD8CLUeFuZmPci0fJsmsHWvpewin/Nq1ivEgJ1JpG2+Fgj9l1lwHl1xlfu7HLHgj6+qbUy5uIF1kuDRtz/ipqfSk5YTlyExXny7yNo9PC0zfoVI6471IouFfn3KV+Tn8jfBD0/KcZnwR0YuMH5rTp1jxX6PWVOeMH60OOWojxd6u4wt/cgf8l36ZEU2m5ZLrfZy6XpvwsX6pL+odc/Ys9a9DvkyX5pn1K/CprvKUxQpQOZs6GX9KEc97X1+ek8Y89cscYt0uE5kAe8zReyVYrYPMVrORnpr2/ufwyZujyI8PfrJ1yB13UmSTSnOdMr5s4/+utaRpAkh51fzDDxdBIThxypWbuIeeOAm70gqoykraQKhtP3AT9h1KyXhZFeOPa4upQ81L2100f+2C6ZdYXJztvW/5unx42pgdzxWZEuHnkTtq02lXGPr+/Fto9jA6NPMdZTKXboN4o+rIH/pzW1Jp82AItfg/ivNybrMN6oi/4c9NZkqbPjWyfSDkyL2lPX/Anvn6ZaN1sGy+gb5+NUSSrULR1j32T8hf/fv9j+WJ/8R/4j/xn/i/+p+I3VcU/Af/h3WP/u8KH1ae+I8sD47/Pzsg056rCJq+AAAAAElFTkSuQmCC

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





 

czwartek, 6 kwietnia 2017

"Azyl" Diane Ackerman

Okładka książki Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO  Autor: Diane Ackerman
  Wydawnictwo: Świat Książki
  Data wydania: 15 marca 2017
  Ilość stron: 296




Kiedy pasja staje się misją...

Książka "Azyl" Diane Ackerman, amerykańskiej pisarki ukazała się już jakiś czas temu, bowiem w 2009 roku została przełożona na język polski, co przeszło bez większego echa. Teraz, gdy o historię bohaterskich Polaków upomniało się Hollywood i na kanwie powieści powstał film, o tym samym tytule, z Jessicą Chastin w roli głównej, ukazało się kolejne wydanie książki, w nowej szacie graficznej i stało się o niej głośniej.
Autorka specjalizuje się w książkach popularno-naukowych i historycznych, a do bestsellerów jej autorstwa należy m.in. "Alchemia mózgu". 
Dlaczego zdecydowała się opisać historię małżeństwa Antoniny i Jana Żabińskich, organizatorów i opiekunów warszawskiego Zoo?

Z tą historią łączy ją więź bardzo osobista. Jej dziadkowie ze strony matki pochodzili z Polski. W dzieciństwie chłonęła opowieści o życiu codziennym Łętowni pod Przemyślem, skąd dziadek wyjechał przed drugą wojną światową.
Podziw budzi research, jakiego dokonała, docierając do wielu źródeł, do ludzi, świadków tamtych wydarzeń, ale przede wszystkim polegała na wspomnieniach Antoniny Żabińskiej, "żony Noego", dyrektorowej warszawskiego ogrodu zoologicznego, zawartych w książce "Ludzie i zwierzęta".
Pisarka wybrała się również na peregrynacje do samej Warszawy. Odwiedziła modernistyczną willę rodziny Żabińskich, rozmawiała z ich synem Ryszardem ( państwo Żabińscy mieli również młodszą od Ryszarda córkę Teresę). 

Wojenna Warszawa została tutaj ukazana przez pryzmat ogrodu zoologicznego, który urósł do symbolu Arki Noego, był azylem dla prześladowanych, dla uciekających z getta Żydów. Azylem dla zwierząt i dla ludzi, cudem wydartych śmierci.
W tej opowieści nakładają się na siebie dwa dramatyczne obrazy, dwa światy. Obraz uciekających z bombardowanej Warszawy ludzi, z tobołkami, struchlałych, zbolałych, śmiertelnie przerażonych, obok obraz uciekających spod ostrzałów panicznie wystraszonych zwierząt. Obrazy te scalają się w jednolitą panoramę płonącej stolicy.

"Komu nie zabrakło odwagi, żeby stanąć w oknie, albo miał pecha znaleźć się na zewnątrz, mógł podziwiać zjawiskowy korowód jak z kart Biblii."

 Wiele zwierząt zginęło na miejscu, te, które stanowiły zagrożenie dla ludzi jak niedźwiedzie czy lwy, trzeba było wystrzelać, reszta podopiecznych Żabińskich rozpierzchła się po nadwiślańskich zaroślach. Po wkroczeniu wojsk niemieckich Lutz Heck, dyrektor berlińskiego ZOO, zabrał najcenniejsze z ocalałych okazów, m.in. oswojone rysiczki, reszta zwierząt została zabita podczas polowania, które niemieccy wojskowi urządzili sobie podczas Sylwestra 1940 roku. W
warszawskim ZOO utworzona została hodowla świń. Tuczarnia świń była wykorzystana do walki z Niemcami, otóż podawano im mięso zakażone pasożytami.
Walka z wrogiem przybierała różne postaci. 

Jan miał przepustkę do getta i pod pozorem zbierania odpadów dla świń, ryzykując życie własne i rodziny, wyprowadzał Żydów. Najłatwiej było wyjść tym o "dobrym wyglądzie". 
Opustoszałe po zwierzętach pomieszczenia zostały przeznaczone na kryjówki dla ludzi.
"Goście" nosili zwierzęce przezwiska, wśród nich krążyły oswojone zwierzaki, m.in. prosiaczek, królik, chomik, czy szpak, którym była przyjaciółka Antoniny, Magdalena Gross, znana rzeźbiarka.
Sygnałem do schowania się w kryjówkach była melodia z operetki "Piękna Helena"  Offenbacha, grana przez Antoninę na fortepianie.
Ogród zoologiczny był miejscem często odwiedzanym przez oficerów niemieckich, było tu zatem względnie bezpiecznie. Panowało napięcie ciągłego zagrożenia. Miały miejsce liczne incydenty mrożące krew w żyłach.

Antonina miała niezwykle mocno rozwinięty instynkt opiekowania się innymi. Jej czułość i potrzeba pomagania dotyczyły wszystkich istot żywych. Było to dla niej sprawą oczywistą, że pomaga się tym, którzy mają jeszcze gorzej.
Jan miał swoje osobiste zobowiązanie wobec Żydów.
"I ja, i mój ojciec wzrastaliśmy w sąsiedztwie żydowskich mieszkańców". Zawiązywały się przyjaźnie, traktowali się jak równy z równym.
Jan, przez swoją skromność, zawsze stronił od pochwał.
"Po co to zamieszanie. Jeśli jakiejś istocie grozi niebezpieczeństwo, to się ją ratuje, zwierzę czy człowieka." 
Jan, pierwszy organizator i pierwszy dyrektor warszawskiego ogrodu zoologicznego (1929r.), od początku zawiązania się Armii Krajowej, aktywnie działał w konspiracji. Przechowywał na terenie ogrodu broń i amunicję.  Funkcję dyrektora pełnił do 1951roku, kiedy to został odwołany ze względu na przynależność do AK.
 Taką byli parą.


Antonina była też obdarzona nadzwyczajnym zmysłem obserwacji. Zostało to szczegółowo wykazane w opisach zachowań zwierząt, które z ogromnym zainteresowaniem podglądała. Zachowanie zwierząt przenosiła na zachowania ludzkie.Swoje spostrzeżenia wykorzystywała czasem w kontaktach z Niemcami, wiedziała jak z nimi postępować, ufając swojej intuicji, potrafiła przewidzieć ich reakcję.
Nieodparcie nasuwały się jej pytania o dziką i agresywną postawę zwierząt i ludzi.
"Jak to się dzieje, że niektóre odwieczne prawa przyrody, zakorzenione w instynkcie drapieżców, zmieniają swój zasadniczy charakter w ciągu paru miesięcy, niekiedy nawet tygodni?... jak to się dzieje, że przedstawiciele gatunku ludzkiego, którzy się mienią panami świata, mający za sobą długie wieki ewolucji i doskonalenia się, w ciągu godzin potrafią przeobrazić się w bestię?"

Autorka "Azylu" patrzy na tamte wydarzenia reporterskim okiem, łączy jednak fakty z barwnym, poetyckim stylem narracji, co dodatkowo wzmaga i tak już ogromne emocje.
Walorem powieści jest niewątpliwie jej historyczne tło. Szczegółowy rys życia w Warszawie, pełnej ruin i zgliszcz, oddający tragizm tamtych czasów, z którego wyłania się, niczym Feniks z popiołów, altruistyczna postawa ludzi, którym dane było w niej żyć. Którzy potrafili dobro innych stawiać nad własnym bezpieczeństwem.


"Tak, groziła nam śmierć, ale wydaje mi się, że to było naturalne zachowanie. (…) W tych czasach wielu ludzi ryzykowało życiem. Można powiedzieć – tak wyglądało życie”- powiedział ich syn Ryszard w jednym z wywiadów.

W 1965 r.oku działalność Jana i Antoniny Żabińskich została uhonorowana przez instytut Yad Vashem, który przyznał im tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/