wtorek, 6 września 2016

"Zaginione miasto" Anna Klejzerowicz

  Autor: Anna Klejzerowicz
  Wydawnictwo: Replika
  Data wydania: 30 sierpnia 2016
  Ilość stron: 320


   "Odnajdź to, co ukryte. Pójdź, szukaj za gór pasmami,
Coś kryje się za górami. Zgubione - czeka cię!"

              (R. Kipling, The Explorer)
 cyt. : "Zaginione miasto" Anna Klejzerowicz




  Cykl powieści Anny Klejzerowicz, z Emilem Żądło w roli głównej, wzbogacił się o kolejną, czwartą część "Zaginione miasto".

W każdej kolejnej książce, niezmiernie intrygujący jest dla mnie prolog, który, niczym wysoko brzmiące preludium, wprowadza mnie w coraz wyższe tony. Zastanawiam się, w jak odległe czasy, w jak dalekie miejsca przeniesie mnie pisarka?

Tym razem cofamy się do roku 1937 minionego stulecia i błądzimy w gęstej amazońskiej dżungli, w poszukiwaniu tajemniczego, prahistorycznego miasta.
Inspiracją do powstania tej niezwykłej opowieści była książka "Śladami Inków" ("Exploration Fawcett"), opracowana na podstawie oryginalnych dzienników angielskiego podróżnika Percy'ego Harisona Fawcetta, którą pisarka dostała, po długich poszukiwaniach, od swojego ojca.

Podróżnik w 1925 roku udał się w kolejną już wyprawę, niestety z niej nie powrócił. Wiodła go pasja odkrywcy, fascynacja zgłębiania tajemnic historii ludzkości, głównie dla celów poznawczych.
Byli też inni, zarówno długo przed nim i jeszcze po nim. Towarzyszyła im często desperacka chęć odkrycia bogatego El Dorado. Mało kto był wizjonerem, jak Fawcett, kierowała nimi głównie chęć zdobycia, zagarnięcia, wzbogacenia się. Chciwość, zachłanność i żądza posiadania oślepia,  demaskuje naturę człowieka, odsłaniała całą prawdę o nim. Fascynacja połączona z pasją, często rodzi obsesję, a ona bywa niebezpieczna i nieprzewidywalna.

Pisarka po mistrzowsku łączy ze sobą dwa różne światy: historyczną przeszłość z literacką fikcją w konstruktywną, wielowątkową fabułę, z frapującym, rozwiniętym na szeroką skalę wątkiem kryminalnym.

Z dzikiej dżungli wracamy, drogą trochę krętą, przez Gdańsk czasów drugiej wojny światowej do Gdańska współczesnego, miasta, które niewątpliwie jest tutaj jednym z bohaterów, podobnie jak w pozostałych częściach serii z Emilem Żądło i innych powieściach autorki. Po raz kolejny, konsekwentnie, Anna Klejzerowicz dowodzi, jak zdarzenia z przeszłości kreują współczesną rzeczywistość. Przeszłości nie da się zakopać, zamknąć w sejfie, w depozycie na wieczność. Dziwnym zrządzeniem losu i tak "wypłynie".

W Gdańsku dzieją się rzeczy  tajemne, mroczne, tragiczne. Emerytowany nauczyciel historii, czując się mocno zagrożonym, powiadamia o tym Emila Żądło. Za późno, aby doszło do ich spotkania, pasjonat prahistorii zostaje zamordowany.  Emil nie poznał tajemniczych rewelacji, jakie denat chciał jemu właśnie zdradzić. Kolejną ofiarą jest przyjaciel nauczyciela, mieszkający piętro wyżej oraz dwudziestoletni bezdomny. W obu przypadkach są wątpliwości, że to samobójstwo. Zagadka goni zagadkę. Mnożą się zbiegi okoliczności, komplikujące śledztwo.

Emil Żądło, wraz ze swą niezawodną dziennikarską intuicją, snując własne "wizje", rozjaśniające policyjne, logiczne śledztwo, oparte na procedurach, przystępuje do rozwikłania niełatwej zagadki.
Tajemnica powodująca ciąg tragicznych zdarzeń okazuje się mieć ścisły związek z tajemnicą zaginionego miasta.Co może być łącznikiem Gdańska z prastarym miastem, zaginionym w amazońskiej dżungli?

W czym tkwi klucz do tej fascynującej, kryminalnej sprawy?

Anna Klejzerowicz stworzyła powieść wielogatunkową; elementy popularno-naukowe z tłem historycznym,  przenikając się z pełną zawirowań, zwrotów akcji, kryminalną intrygą, wnikają w sferę obyczajową, oddając emocje targające bohaterami, rysując jednocześnie ich wyraźne portrety psychologiczne.

Wątek obyczajowy odsłania dokuczliwą samotność i pustkę w życiu Emila i Marty Zabłockiej, co jest konsekwencją rozstania się tych dwojga, zdawać by się mogło, stworzonych dla siebie ludzi.
Świetnie uzupełniali się w roli detektywów, on jako dziennikarz śledczy, ona muzealniczka, konserwator zabytków, z imponującą wiedzą o sztuce.

I tym razem pomoc Marty okazała się nieoceniona. Jej pasja poszukiwania archiwalnych informacji jest zbawienna dla śledztwa i bardzo pouczająca dla czytelnika. Chwilami, kiedy Marta snuje swoje opowieści, odnoszę wrażenie, że siedzę nieopodal, czuję aromat herbaty, głaszczę Kota Bolero, który zdradza mi swój misterny plan, swoją misję. Cenię sobie wielce obcowanie z twórczością Anny Klejzerowicz, za budowanie nastroju właśnie, za emocje, za pasję, którą potrafi zarażać, za erudycję, którą umiejętnie nam przekazuje. Tutaj podkreślić chcę subtelne wyczucie pisarki, która nie epatuje przesadnie, nienaturalnie wiedzą, a w uzasadnionym momencie pozwala zabłysnąć nią swoim bohaterom, wzbogacając ich w kompetencję, co w moim odczuciu stanowi wielki walor w kreowaniu postaci, jak i cenny pierwiastek edukacyjny.

Ludzi od wieków, po dzień dzisiejszy ekscytuje poszukiwanie skarbów, odkrywanie tajemnych miejsc. Napotykając artefakty, utwierdzają się w celowości swych poszukiwań.

Atlantyna. El Dorado. Bursztynowa komnata. Współczesny "Złoty pociąg". Inne miejsca nieeksplorowane, niepoznane, budzą fascynację. Stają się inspiracją rozbudzającą wyobraźnię poszukiwaczy skarbów, odkrywców, no i pisarzy.
A co, jeśli marzenia desperackich poszukiwaczy spełniłyby się? Czy starczyłoby dóbr dla całej żarłocznej reszty świata?

Czy kwitłaby dziś Orchidea Cattleya, królowa orchidei? Gdyby angielski przyrodnik William Swainson ujawnił miejsce swojego odkrycia, rzeczywiste miejsce jej występowania? Kwiat ten pojawia się kilkakrotnie w powieści, owiany nimbem tajemniczości. Zachęcam gorąco do tej lektury, a woal tajemniczej mgły opadnie.

Nie ocenia się książki po okładce. Jednak po przeczytaniu..., nie mogę nie podkreślić jej uroku i tego, że piękna szata graficzna nie tylko zdobi, ale komponuje się zwięźle i stanowi z treścią  oryginalną całość. Już okładka odsłania nam rąbek tajemnicy, zapowiada prastare dzieje zatopione we mgle. I ta różowa tajemnicza orchidea. Nie znając jeszcze treści, gdy tylko otrzymałam egzemplarz, zrobiłam zdjęcie wśród swoich storczyków, przeczuwając, że ten kwiat odegra tutaj swoją rolę. Intuicja mnie nie zawiodła...



Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Replika.
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo replika logo

 
Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem
                                                              






czwartek, 1 września 2016

"Odwrócone życie" Urszula Jaksik

  Autor: Urszula Jaksik
  Wydawnictwo: Pascal
  Data wydania: 17 sierpnia 2016
  Ilość stron: 336



                             Nic za darmo na tym świecie...

                               cyt.: "Odwrócone życie" Urszula Jaksik


Czy mamy tak wielką siłę w sobie, by zmienić diametralnie swoje życie? Zaplanować wszystko od nowa? Odciąć się od tego, co było? Zapomnieć?

Aldona wierzyła, że jej się uda. Z maturą w kieszeni, z matrycą na lepsze życie, z błogosławieństwem matki, opuściła dom. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia, wyjechała ze Śląska na Teneryfę. Tutaj miał być jej raj, azyl, bezpieczny świat, bez pijackich awantur, bicia, poniżania kogokolwiek. Tutaj nie zazna zimna, nie dostrzeże żadnego odcienia dawnej, ponurej szarości.
Książę, może nie na białym koniu, ale na żelaznym ptaku, przyleciał na urlop właśnie tutaj i to prosto z jej rodzimego kraju. Po powrocie do Polski, do swojej pracy naukowca, przez kolejne osiemnaście lat żył w nieświadomości, że ma syna. 

Aldona, dzięki swojej pracowitości zdobywała kolejne szczeble zawodowej kariery, aż do menedżera hotelu, w którym pracowała od kilku lat. Odniosła niekwestionowany sukces. 
Nieprzewidywalny los wtargnął w jej zorganizowaną codzienność. Niczym była niesubordynacja dorastającego syna w zderzeniu z jego ciężką chorobą serca. Ratunkiem był jedynie przeszczep.
Koniecznością zaś, powrót do przeszłości; odszukanie ojca chłopaka, powrót do kraju, do śląskiej kliniki z kardiologami światowej sławy.
"Nie wolno ci się poddawać, nie możesz przestać walczyć! Trzeba działać! Nagle zrozumiała, że tyle razy powtarzane słowa już nie pomagały. Jej syn zaakceptował śmierć."

Każde życie toczy się własnym torem, zupełnie niezależnie od drugiego.
Niezależnie...? Zupełnie...?
Gdzieś tam, po drodze, nieoczekiwanie, drogowskazy wyznaczają każdej z dróg nowe kierunki. Nigdy nie wiadomo, która z którą przetnie się i w jakim miejscu.
Czy rządzi tym przypadek?
A może: "Nic na świecie nie dzieje się przypadkiem", jak mówi motto zamieszczone na okładce książki?

Drugim, równolegle biegnącym wątkiem jest życie Ewy. Siedemnastoletnia Ewa, tyle ma wspólnego z Aldoną, że też wychowuje się na Śląsku. Nie wiedzą nic o swoim istnieniu. To zupełnie inna historia. Kilka lat wcześniej umiera jej czteroletni braciszek Staś, a wraz z jego odejściem, znika nagle matka. Ślad po niej zaginął. Nie zabrała ze sobą niczego, tak, jakby miała zaraz wrócić. Minęło osiem lat i nie wróciła.
Ewa nie mogła pogodzić się z tym, że tak odeszła  od niej bez słowa pożegnania.

"To było tak bolesne, takie nie do przyjęcia, że omijała ten temat, spychała go gdzieś poza świadomość. Ból był nie do zniesienia.Jak mama mogła wstać, wyjść z domu i zniknąć?"

Ojciec ułożył sobie życie z Marleną i oczekują narodzin ich dziecka. Ewa, walcząc z samotnością i poczuciem odrzucenia, oddaje się swojej pasji: bieganiu.Bieganie nadawało sens jej życiu, a sukcesy w olimpiadach sportowych, wiele satysfakcji. Pełnię szczęścia dopełniło odwzajemnione uczucie do Roberta. Cóż może spotkać Ewa innego na swej drodze, jak nie kolejne sukcesy...?

Życie Aldony i życie Ewy, to dwa różne światy. Poznając je, każdy z osobna, zastanawiamy się kiedy i za sprawą jakich zdarzeń mogłyby przeniknąć się nawzajem, bo mamy podejrzenie , że tak właśnie się stanie?

Pisarka kreując postaci swoich bohaterów, wyposaża je w realistyczną ludzką powłokę, bez zbędnych masek pozorów, stają się nam bliscy, jesteśmy w stanie współodczuwać z nimi, nasiąkamy ich emocjami, w żadnym razie, nie pozostajemy obojętni.
Tocząc walkę z przeciwnościami losu, walkę o swoje marzenia, zmierzają się także, a może przede wszystkim, ze swoimi słabościami, lękami, dotykają granic zwątpienia, niepewności, aż do bezradności.

Autorka "Odwróconego życia", poprzez swych bohaterów, śle przesłanie, że nigdy nie należy się zniechęcać, poddawać, bo nawet wtedy, zwłaszcza wtedy, gdy nic już nie możemy zrobić, nie mamy wpływu na to, co będzie, nieoczekiwanie los się odmienia. Ku naszemu zaskoczeniu... daje..., coś wcześniej nieosiągalnego. Albo zabiera... Bywa tak, że wszystko wydaje się być..., na wyciągnięcie ręki. Blisko. Przybliżasz się, a to się od ciebie oddala. Znika...

Książkę czyta się lekko, z przyjemnością. Kilku wątkowa fabuła podzielona jest na krótkie rozdziały (42). Narrator, ilustrujący przeżycia Ewy, Aldony i ich rodzin, w naprzemiennych wątkach, przerywa opowieść w najciekawszym miejscu i każe czekać na dalszy ciąg. Ten, z pewnością, zamierzony zabieg, rozbudza naszą ciekawość.

Urszula Jaksik pisze prostym, ładnym, przystępnym językiem o sprawach wcale nieprostych. Jak sama mówi o swoich książkach: "łatwe w odbiorze, ale bynajmniej niełatwe w treści". Pisarka porusza ważne problemy egzystencjalne: alkoholizm, odejście bliskich, walka z ciężką chorobą, transplantacja, wola życia, uczucie osamotnienia, odrzucenia. Emocje bohaterów stają się naszymi, co sprawia, że pochłania nas bez reszty ich świat.

Motto pisarki: "Przegrasz, gdy przestaniesz próbować", znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie i utwierdza nas w przekonaniu, że "na realizację marzeń nigdy nie jest za późno."


Życie i tradycje Śląska są tu jak żywe. Bowiem Urszula Jaksik urodziła się na Górnym Śląsku.
Od zawsze towarzyszyła jej radość pisania i cieszyła "możliwość utrwalania", dodatkowo poprzez fotografowanie. Jej wcześniejsze publikacje, opowiadania, mające często swą genezę w pisanych przez pisarkę dziennikach, były zauważane i nagradzane.

Debiutowała w 1981 roku opowiadaniem dla nastolatków pt. : "Z zapisków młodszego brata".
W 1998 roku zdobyła trzecią nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Miesiąc z życia kobiety", ogłoszony przez czasopismo "Twój Styl", praca umieszczona została w książce "Historie prawdziwe".

W 2004 roku przyznano pisarce główną nagrodę "Złote Pióro"w Ogólnokrajowym Konkursie Literackim, za opowiadanie "Zakopany topór". "Literacka Przepustka Zwierciadła" - to wyróżnienie w konkursie literackim na dziennik "Dzień po dniu", zorganizowanym przez czasopismo "Zwierciadło". Literacki debiut pisarki to powieść "Sobotnie popołudnie".Inne powieści: "Zaułek szczęścia" (2012), "Dom and brzegiem oceanu" (2014).

Nie wiem, kto "zakopał topór"? Topory trzeba zakopywać. Dobrze się stało, że pisarka nie zakopała swojego talentu, tylko go przez lata pielęgnowała, rozwijała, doskonaliła. Zakopać talent, dać mu zginąć, to niepowetowana strata i żal. Gratuluję Urszuli Jaksik realizacji swoich marzeń i samej siebie.

Książkę "Odwrócone życie" zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Pascal, za co serdecznie dziękuję.


                                                                        Logo


Zaprasza na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





wtorek, 9 sierpnia 2016

"Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra

   Autor: Tatiana Jachyra
                                                      Wydawnictwo: Replika
                                                      Data wydania: 19 kwietnia 2016
                                                      Ilość stron: 320



     Ludzie, te pozbawione wolnej woli marionetki, do których musiał się upodobnić, brzydziły go coraz bardziej. Miał dość udawania, dość bycia śmiesznym klaunem w żałosnym cyrku życia (...)
                 Cyt.: "Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra



 "Maska zdrowego umysłu" uwierała coraz bardziej. Kim stawał się, gdy maska opadała? Kim był "reżyser" spektaklu śmierci w swym "Teatrze wskrzeszonych"?

"Teatr wskrzeszonych to powieść w całości powstała z mojej wyobraźni. Jest ukłonem w stronę dziedzin nauki, którymi się interesuję i które od jakiegoś czasu staram się zgłębić." Tak objaśnia autorka książki Tatiana Jachyra źródło inspiracji do napisania swej powieści.

I to najlepsza rekomendacja. Właśnie dlatego chciałam przeczytać "Teatr wskrzeszonych". Nie dajcie się zastraszyć wszelkim opiniom.  Nie to było celem pisarki, byśmy bali się własnego cienia, by pobudzona wyobraźnia odbierała nam oddech. Owszem, użyła mocnych środków wyrazu, aby oddać całe okrucieństwo czynów popełnionych przez człowieka z okaleczonym, chorym mózgiem, opętanego obłędem, kogoś, kto z ofiary może stać się katem. I co najważniejsze, nie ma wypisane na czole, do czego jest zdolny.

Na losowo wybranych cmentarzach powiatu stołecznego, w cyklu siedemdziesięciu dwu godzin, podrzucane są zwłoki młodych kobiet ubranych w suknie ślubne, niczym panny młode.
Prokurator okręgowy Michał Gabryjelski przejmuje śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który działa perfekcyjnie, nie pozostawiając żadnego śladu.
Znaleziono już trzy ciała, a czynności rutynowe policji wraz z prokuraturą, tkwią w martwym punkcie.
Czy mogą czekać, czy mogą liczyć na to, że morderca w końcu popełni błąd?

W sprawę zaangażowano profilera Wiktora Franka. Wykształcony, kompetentny, empatyczny, znający, jak mało kto ludzką psychikę, miał nakreślić portret seryjnego mordercy.
"Seryjny morderca posiada osobowość psychopatyczną... Patologia charakteru... Patologiczna żądza panowania nad ofiarą... W czasie między atakami, w codziennym życiu, wydają się zupełnie normalni: ojcowie, mężowie, przykładni obywatele..."
Ale to tylko "maska zdrowego umysłu".

Śmierć, odwieczna bohaterka literatury, sztuki w ogóle. Przeraża. Wstrząsa. Szokuje.
Jest źródłem inspiracji dla artystów. Jest punktem odniesienia dla każdego z nas. Jest też fascynacją, podnietą, furtką do lepszego świata, do życia po życiu.

"Odbierając tchnienie, co warte jest funta kłaków,  jedynie, oferuję nowe doznania. Nowe Życie! Przemieniam.Wskrzeszam do wyższych celów. Nie pojmują mego dzieła tworzenia, głupcy"!

Bardzo ciekawa jest dwutorowa konstrukcja fabuły, w której  słyszalny jest, oprócz głosu narratora, głos zwyrodnialca, który swą pierwszoosobową, poetycką,wręcz mitologiczną, pełną patosu, narracją, "kusi, by zanurzyć się w otchłań obłędu i dojść prawdy o źródle zła."

"Teatr wskrzeszonych", jak zapowiada okładka, jest thrillerem psychologicznym. Bardziej niż horrorem, bardziej niż kryminałem. Bardzo szybko zrozumiałam, że nie intryga kryminalna jest tu najważniejsza, nie napięcie, trzymające do końca, nie zwroty akcji, zmieniające nasze wcześniejsze domysły w wykryciu sprawcy. Nie ma tu zaskoczenia, niespodziewanego rozszyfrowania sprawy. Szybko spostrzegamy się, kto "wskrzesza", wykrada śmierci kogoś drogiego, by"uwolnić duszę i ciało z jej kościstych dłoni", by było "jak nowo narodzone".
Zawsze, w okoliczności popełnionej zbrodni, istotny jest motyw. Wskazać go, to pierwszy krok do sukcesu. Dlaczego...? Dlaczego zabił...?
Czy jest wytłumaczenie...? Usprawiedliwienie...? Zrozumienie...? Wybaczenie...? Jaką mirą mierzy się zło...?
Nasuwają się takie refleksje, gdy jesteśmy świadkami przesłuchania czternastoletniego Wojtka, który zabił ojca.
"- Broniłem mamy. Chciał ją zabić... ja ją tylko broniłem. (...) Nie miałem wyjścia.
Ja nie chciałem go zabić. Ja musiałem... Boże, ja musiałem... 
 Można zadać pytanie, dlaczego mieliśmy być świadkami tego przesłuchania? Małej jego części, migawki? Tak, jakby uchylono lekko kurtynę... z wglądem na małą scenę.

Co dzieje się na scenie głównej?
Na czym polega rytuał zabójstwa? Celebra nad ciałem - akt tworzenia? Jakich rekwizytów używa "Rycerz Śmierci", by z ofiar uczynić "śpiącą królewnę"? Jakie myśli rodzi jego umysł i jak postrzega sam siebie?
Oprócz zapachu werbeny, mającej właściwości magiczne, chroniącej przed złem, pomagającej w wybaczaniu błędów, czujemy mniej przyjemne zapachy, odory, wyziewy śmierci.
Na drugim planie, trzymając się konsekwentnie teatralnej scenerii i terminologii, widzimy stalowy, zimny stół prosektoryjny i przeprowadzaną skrupulatnie sekcję zwłok. Sekcja - "ostatnie przesłuchanie". Uzyskiwanie informacji zanotowanych przez pamięć godziny temu.
Przyglądamy się pracy patologów, medyków sądowych, uparcie dochodzących prawdy. Przenikając mroki i cienie scenografii, na tle której to wszystko ma miejsce, wsłuchując się w słowa psychologów, psychiatrów, wyjaśniające patologiczną naturę nekrofila, wprowadzające nas w arkana branży funeralnej, uzmysławiamy sobie, że ktoś na co dzień wykonuje taką pracę. Zgłębia zakamarki ludzkiej psychiki, czarnej, jak noc, szuka sposobu na rozjaśnienie jej, metod na wytępienie kiełkującego w niej zła.

Tatiana Jachyra od lat związana ze światem filmu i telewizji, oddaje się z pasją fotografowaniu.Realizuje sesje zdjęciowe na pierwsze strony gazet. Swoje artystyczne umiejętności zaprezentowała na wystawie "Gwiazdy w obiektywie". Pasjonuje się wszystkim, co symboliczne i mityczne, co znalazło odzwierciedlenie w jej twórczości. Mierząc się z tematami tabu, sięgnęła po oryginalny gatunek, jakim jest thriller erotyczny i stworzyła skandalizującą powieść "Wieczerza" (2013). Nie poznałam tej powieści i nie znam jeszcze opinii na jej temat.

Lektura "Teatru wskrzeszonych", swą mocną fabułą, wzbudza silne emocje. Z ogromnym zainteresowaniem wchodzi się w świat skomplikowanej ludzkiej psychiki, opisany fachowym, specjalistycznym językiem medycyny sądowej. Meandry naszego umysłu skrywają wiele tajemnic, zagadek, odpowiedzi na trudne pytania. Przerażające jest to, że śpiące w nim demony, budzą się w nieoczekiwanym momencie, czyniąc zło innym i nam samym.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/












poniedziałek, 25 lipca 2016

"Niepokorne. Judyta." Agnieszka Wojdowicz

  Autor: Agnieszka Wojdowicz
  Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
   Data wydania: 22 czerwca 2016
   Ilość stron: 432


Popatrz, ile trzeba doświadczyć i przez co przejść, żeby ustalić sobie hierarchię i się jej podporządkować, rezygnując z tego, co mało ważne.

                      cyt.: "Niepokorne. Judyta" Agnieszka Wojdowicz




Niepokorne, idące pod prąd, pod wiatr, przeszywający konwenansami, utartymi normami, konserwatyzmem. Muszą być silne i zdeterminowane, brnąc uparcie do wyznaczonego celu.


Powieść Agnieszki Wojdowicz "Niepokorne. Judyta" jest ostatnią częścią trylogii splatającej ze sobą losy trzech wyjątkowych kobiet: Elizy Pohoreckiej, Klary Stonowskiej i Judyty Schraiber.
Każdą z nich poznajemy wcześniej z "Niepokorne. Eliza" oraz "Niepokorne. Klara". Spotykają się i zaprzyjaźniają w momencie, kiedy przekraczają próg dorosłości, z nadzieją spełnienia swych marzeń i zrealizowania planów. Na przekór wszystkim i wszystkiemu.
Był to schyłek dziewiętnastego wieku, epoka wyznaczająca sztywne ramy, określające miejsce i rolę ówczesnych kobiet.  W ich kobiecym, ciasnym świecie nie było miejsca na pragnienia, racje, poglądy. Wszelkie próby wyzwolenia się z niego, w pogoni za swoimi ideami, swobodą myśli, niezależnością, okupione są wysoką ceną.

Judyta, Żydówka z Krakowskiego Kazimierza, miała poślubić tego odpowiedniego, co jej rodzice, z pomocą swatki, rają i wieść spokojne, wygodne życie. Co sobotę zapalać świecę i celebrować Szabat, jak każda żydowska rodzina. Szanowała swą wiarę i tradycję, lecz nie uszanowała woli rodziców.
Marzyła, by zostać malarką. Marzyła o wielkiej romantycznej miłości, dla której gotowa byłaby na wszystko.

 Dla Szymona Hellera, którego wybrało jej serce, uciekła z domu. Poświęcając wiele.
Oczarował ją swą malarską pasją, talentem, elokwencją, by ostatecznie okazać się podłym draniem.
Pokochała ponownie. Maurycy, brat Klary, też był malarzem. Ta miłość również ją oszukała i zdradziła.

Każda jej miłość "kończy się klęską, albo się wypala." Postanawia uciec przed miłością i przed wspomnieniami.
Czy tą ucieczką był Wiedeń? Czy był nią związek z Maxem Hennebergiem? Czy może projektowanie tkanin batikowych, haftowanie szali, połączone z pasją?
Czy tak naprawdę można uciec przed sobą samym i tym, co wewnątrz boli i nie da się uśmierzyć?

Mijały kolejne lata. Lata rozłąki między przyjaciółkami. Ta część opowieści o "Niepokornych" rozpoczyna się rokiem 1905.

Judyta mieszka z Maxem w Wiedniu, choć w głębi duszy czuje, że nie jest to jej miejsce na ziemi. Wychowują wspólnie córeczkę Hanię i to jej dobro liczyło się nade wszystko.
Pomimo wielkiej dobroci Maxa i ich przyjaźni, którą Judyta wielce ceni, nie potrafi odwzajemnić jego uczucia do niej. Nie potrafi pokochać.

Możliwe, że robiąc wewnętrzny rachunek sumienia, uważa, że nie zasługuje na miłość tak zacnego człowieka. Może wadzi jej ciężar przeszłości, której nie potrafi mu wyznać?
Dostatek..., bezpieczeństwo..., spokój..., czy to gwarancja, by Judyta mogła odczuć pełnię szczęścia, komfort życia?

Znużyła już ją "powtarzalność dni" i jak "oślepiona słońcem", zmaga się z chaosem własnych myśli. Porządkuje je, analizuje i zastanawia się, co już bezpowrotnie przebrzmiało, a co jest prawdziwym uczuciem, którego wciąż pragnęła?

Czy ta tląca się jeszcze iskra, pozostała po uczuciu do Maurycego, roznieci płomień?

Judyta, po latach niewidzenia się z przyjaciółkami, korzysta z zaproszenia Edyty i jedzie do Krakowa, ukochanego Krakowa. Podczas ich wspólnego wypadu do Zakopanego, spotyka Maurycego, nie trudno było to przewidzieć, jest on bratem Klary. Czy to, co dojdzie do głosu będzie prawdziwym uczuciem, czy nie zwiodą jej tylko wspomnienia i tęsknota do tamtych niezapomnianych chwil?

Dumna i silna Judyta zmagała się już z wieloma przeciwnościami losu. Dręczyła się brakiem kontaktu z rodzinnym domem, dręczyły niepokoje związane ze śmiercią ojca, obwiniała się za nią. Znosiła upokorzenia i brak akceptacji ze strony rodziny Maxa, wynikające z jej żydowskiego pochodzenia. I wciąż nadciągały czarne, demoniczne chmury przeszłości.

"To, co najgorsze, tkwi w człowieku głęboko i bez względu na dalszy tok życia."

A jaki będzie ten dalszy tok? Czy Judyta będzie dość silna, by podjąć najtrudniejszą w życiu decyzję?
Czy cena nie będzie za wysoka?

To, że zatrzymałam się przy osobie Judyty, usprawiedliwia tytuł powieści, jej właśnie poświęcony, ale nie tylko. Trudno ocenić, czy jest najciekawszą postacią. Eliza i Klara są równie silne i niezłomne w swym postępowaniu. Każda inna, a jednak wszystkie tak samo intrygujące, tak samo niepokorne.

Judyta jest przykładem bohaterki literackiej, która wywołać może ambiwalentne uczucia do niej, może prowokować do oceny jej postępowania, nawet krytyki. Ale czy można ją oceniać?
 Nie trzeba koniecznie utożsamiać się z bohaterem, by próbować go zrozumieć, jeśli nie współczuć, to może akceptować.

Dramaturgię stanu jej duszy kojarzę z Anną Kareniną, która, wydawać by się mogło, miała wszystko i niczego więcej do pełni szczęścia nie powinna pragnąć...
Podobnie jak bohaterka powieści Paulliny Simons "Pieśń o poranku".

A "miłość - to dziwna mieszanina namiętności i leku, pokory i szaleństwa" - (felietony Romy Ligockiej "Wszystko z miłości")

To bez znaczenia w jakich czasach historycznych, w jakiej epoce żyje kobieta, jakie stroje na siebie nakłada i jakim środkiem lokomocji się przemieszcza; "Chce dojść do sedna miłości (...) zrozumieć, co w niej jest takiego (...) chce wznieść się w chmury, dotrzeć do granic, ulecieć".

Wracając do "Niepokornych" i do ich szczęścia w poszukiwaniu prawdziwie głębokiego uczucia, los najbardziej sprzyjał Elizie. Wyszła za mąż z miłości i założyła szczęśliwą  rodzinę z Antonem Wiebrachtem, austriackim porucznikiem cesarsko królewskiej żandarmerii. To ten sam, który od przyjazdu Elizy do Krakowa, otoczył ją opieką. Był to dramat dla jej rodziny, szczególnie nie mogła pogodzić się z tym babcia Elżbieta Orzechowska. Jak można pokochać zaborcę...!?
Eliza zrealizowała swoje cele edukacyjne, zdobywając tytuł magistra farmacji, co na owe czasy było poczytane za wielkie ociągnięcie, była przecież kobietą.

Klara Stojnowska uparcie idzie własną drogą, naprzeciw nowym wyzwaniom, nowym celom, płacąc cenę braku porozumienia z konserwatywnym ojcem. Jej dziennikarska działalność społeczno polityczna, jak i wybór życia w wolnym związku z Andrzejem Odrzywolskim sprawiły, że była "solą w oku" swego rodzica.
A Klarę z Andrzejem "łączyło coś więcej niż przysięga." On, jako lekarz pomagał ludziom, miał swoją pasję i misję, dobrze więc rozumiał misję, jaką miała do spełnienia Klara. Choć konspiracyjna działalność i jej częste wyjazdy do Warszawy były śmiertelnie niebezpieczne.

Pisarka poznała nas ze swoimi bohaterkami w niezwykle urokliwej scenerii Krakowa, bo gdzie byśmy nie podążali za nimi, czy to za Klarą do Berlina, czy za Judytą do Wiednia, to i tak tęsknimy za Krakowem i do niego wracamy. Malownicze opisy sprawiają, że przenosimy się w inną epokę, jesteśmy w całej tej magii dziewiętnastowiecznego wolniejszego życia. Przyglądamy się jak obok przejeżdżają tramwaje konne, dorożki, fiakry.
 Język i styl Agnieszki Wojdowicz urzekł mnie swym pięknem. Jest to narzędzie, którym umiejętnie włada, oddając wiernie klimat, urok, ale też i realia dawnej epoki.

Tłem dla obyczajów przełomu wieków XIX i XX są realia historyczne, wydarzenia nadające kształt ówczesnej Polsce. W kraju słychać reperkusje wojny Rosji z Japonią, a klęska Rosji ma ogromny wpływ na sprawę polską. Naród budzi się z letargu i zrywa do walk narodowo wyzwoleńczych. W Warszawie trwają strajki robotników, mają miejsce branki polskich mężczyzn do carskiej armii, rozwija się działalność konspiracyjna. Bardzo niebezpieczna. "Nawet za bibułę groziła Syberia." Nie mówiąc, jak narażały życie "dromaderki", kursujące z Galicji do Kongresówki z zakamuflowaną amunicją, dynamitem za pasem.

Trylogia o "Niepokornych" Agnieszki Wojdowicz dostarczyła mi niezapomnianych literackich doznań, wspaniałych wrażeń i emocji. Obcowanie z pięknem polskiego języka, to wielka przyjemność dla czytelnika. Tutaj można uraczyć się każdym słowem, zdaniem, opisem, tutaj słychać muzykę towarzyszącą tańczącym płatkom śniegu, spadającym kroplom deszczu, szeleszczącym liściom.
Piękne opisy, język oddający realia epoki, fraza, to wszystko stanowi klimat literatury, jaką tworzy, chciałoby się powiedzieć maluje słowem, Agnieszka Wojdowicz. Z każdej strony wyłania się pasja, zainteresowanie historią Krakowa, widać doskonały warsztat pisarski i poszanowanie czytelnika.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem















                     
                                                       

wtorek, 19 lipca 2016

"Małe życie" Hanya Yanagihara

  Autor: Hanya Yanagihara
  Wydawnictwo: W.A.B.
   Tłumaczenie: Jolanta Kozak
   Data wydania: 27 kwietnia 2016
   Ilość stron: 816


Hanya Yanagihara (ur. w 1975 w Los Angeles) - pochodząca z Hawajów amerykańska pisarka i dziennikarka, od lat mieszka w Nowym Jorku.

Wydane w 2015 roku "Małe życie" stało się bestsellerem, przyniosło pisarce nominacje do najważniejszych nagród literackich w Stanach Zjednoczonych i Anglii.

Ciekawostką jest, iż książka, z języka angielskiego,w pierwszej kolejności, została przetłumaczona na język polski.
Dzięki tłumaczeniu Jolanty Kozak jest już na naszym rynku, ku zadowoleniu czytelników.


                                                       Co boli bardziej..., dusza, czy ciało...?


                                                 Książkę otrzymałam w prezencie. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po jej lekturze. Zdałam się na intuicję darczyńców, mając w pamięci inne otrzymane książki, że wspomnę "Tajemną historię" i "Szczygła" Donny Tartt. Porównuję nie tylko ze względu na podobną objętość ( 816 stron), ale na poruszane tematy, głębokie studium psychologiczne bohaterów i to, że z pewnością zostały zdjęte z najwyższej półki.

Powieść "Małe życie" Hanyi Yanagihary intryguje już swym tytułem. "Małe", to wartość względna, podobnie jak "Mała Zagłada" Anny Janko. Taka zamierzona przewrotność, sprzeczność, oksymoron.
W powieści, niejednokrotnie, bohaterowie określają wartość życia swoją miarą, uwzględniając je nawet jako pojęcie filozoficzne z wartością matematyczną. W myśl przekonania, że musi istnieć nicość, wartość zerowa, "życie jest aksjomatem pustego zbioru. Zaczyna się od zera i kończy zerem". Tylko nie ma na to dowodu...

Jest to opowieść o czterech chłopakach, którzy zaprzyjaźniają się podczas nauki w colleg'u. 
Po skończonych studiach cała czwórka: Malcolm - architekt, JB - artysta malarz, Willem - ambitny aktor i Jude - utalentowany matematycznie obiecujący prawnik, wraz ze swoimi planami, marzeniami, wkraczając w swoje dorosłe życie, wyrusza na podbój Nowego Jorku, na podbój obiecującej przyszłości.
Początek zapowiada historię o dorastaniu, o niełatwym życiu w wielkim mieście, o konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Z czasem domyślamy się, że chodzi o coś więcej.
Pisarka z zamysłem stosuje kilka przemyślanych zabiegów, żeby nam to uzmysłowić.

I wcale nie ma znaczenia, że opowieść osadzona jest w Nowym Jorku, równie dobrze mogłaby zaistnieć w każdym innym miejscu na świecie. Fabuła pozbawiona jest określonego czasu historycznego, nie ma tutaj istotnych zdarzeń społeczno politycznych, które by miały znaczenie i wpływ na ukształtowanie bohaterów.
Historia zawieszona w czasie, co nadaje fabule charakter współczesnej baśni.
Zamysłem jest, by w centrum uwagi pozostał człowiek i jego wnętrze oraz to, by nawiązała się jak najbliższa relacja między bohaterem a czytelnikiem. Wsłuchujemy się w monologi wewnętrzne bohaterów, dajemy się "uwięzić", by wysłuchać opowieści. Tylko dziwi, aż  zatrważa nadmiar nieszczęść , spadających na głównego bohatera.

Codzienność głównych bohaterów to młodzieńczy entuzjazm związany z urządzaniem się w nowym miejscu, poszukiwaniem mieszkań, wspólne posiłki, rozmowy, szukanie własnych perspektyw.
 W tę przestrzeń o jasnej tonacji, wkrada się mrok, niepokój, troska. Od spraw egzystencjalnych wchodzimy w sferę uczuć i emocji. 
Jeden z nich, Jude ma poważne problemy zdrowotne. Jest w pewnym stopniu niepełnosprawny. Przez okres studiów podpierał się laską. Nerwobóle targały jego ciałem, aż do konwulsji, do utraty przytomności. Nawet w upał nosił długie rękawy. Nikt nie znał przyczyn jego cierpienia, bo mało mówił o sobie, o swojej przeszłości. Sam, gdyby tylko mógł, wymazałby pierwsze piętnaście lat swego życia. 
Nie pozwala nakłonić się do zwierzeń.
Jego tajemnica, stając się niejako jednym z bohaterów tej książki, wysuwa się wraz z Jud'e na plan pierwszy.
Tajemniczą przeszłość Jud'e zgłębiamy przez kilkadziesiąt lat jego życia, przez kilkaset stron powieści. 
Pisarka dozuje nam stopniowo przyczyny jego boleści, tych dużych i tych małych. Tok narracji, ze swoimi długimi rozdziałami, etapami do prawdy, pochłania nas totalnie. Przyglądamy się tej niesamowitej historii z różnych perspektyw, przez pryzmat poszczególnych bohaterów, co daje światło na wzajemne relacje, ich uczucia i głębokie emocje.
Są chwile, że zostajemy sam na sam z bohaterem ( i z narratorem - narracja trzecioosobowa), z cierpieniem, niezbywalną częścią egzystencji. Przysłuchując się mu uważnie, poznając złowieszczo brzmiące imiona jego niezatartych wspomnień, staramy się go"chwycić za rękę i razem oddychać".
Brniemy przez stopniowanie napięcia, gradację cierpienia, bólu, bezradności, nienawiści do przyczyny zła. Wypatrujemy jakiegoś wyjścia, światełka, ale coraz trudniej je dostrzec. Jesteśmy sparaliżowani. Nie mamy dokąd uciec. Nie chcemy.

Zadajemy sobie pytania, na które brakuje odpowiedzi. Dane nam poznanie jest głębokie, łącznie z bólem i cierpieniem. Jude zatraca się w bólu, a jednak nie chce przyjąć pomocy, odtrąca ją.
Jak pomóc komuś, kto nie chce żyć? Pozwolić mu odejść? Czy można? Czy jesteśmy za to odpowiedzialni? Co jest głośniejsze, jego cierpienie, czy głos naszego sumienia? Co jest ważniejsze?
Dopada nas bolesne przekonanie, że "człowiek nie może uratować człowieka przed nim samym".
Przyjaźń, nawet największa, jak mówi autorka książki, to nie szereg prób zmiany kogoś, to nie osiąganie efektów, rezultatów, dla lepszego samopoczucia, tutaj chodzi o to, by być z kimś. To daje szczęście.

Najbliżej z Jud'e pozostaje Willem. Chce mu pomóc, ale czy potrafi? 
W pewnym momencie przyjaźń przeradza się w miłość, w uczucie nacechowane erotycznym pociągiem, poczuciem zazdrości. Potem, nie to jest podstawą ich relacji, a przywiązanie, odpowiedzialność, współodczuwanie.
Oddziaływanie literatury takiego formatu jest bezsprzeczne. W nas też budzą się emocje, uczucia do bohatera, tak okrutnie potraktowanego przez los. Współczujemy w jednej chwili, a w drugiej, nie potrafiąc go zrozumieć, złościmy się na niego. Nasze uczucia są niejednoznaczne, ambiwalentne, z pewnością, nie można pozostać obojętnym. Oprócz emocji, refleksji, rodzi się nowe, jaśniejsze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, zwane odkrywaniem tabu, zwane tolerancją...

"Małe życie" to powieść o godności. 
Jude milczy. Czuje wstyd. Czuje wstręt do siebie. Odczuwa "lęk przed wszystkimi i nienawiść do siebie samego". A jeśli poznają prawdę, poczują odrazę i ich straci? Taka pobudka, może być odczytana jako egoistyczna. Druga, możliwe, że wynika z troski o przyjaciół; dlaczego miałby obarczać swoim ciężarem tych, których kocha? Trudne! Im dłużej więzi tajemnice, tym trudniej mu je wyznać. Chociaż mógłby poczuć ulgę.
Wspomnienia krzyczą, bolą, tkwią w środku jak zwierzę, podnoszące łeb, wystawiające szpony.
Jak ma je stłumić? Jak zabić?
Nie ma nad tym kontroli. Ma wpływ na swoje ciało...


"Małe życie" to powieść o przyjaźni. Silna męska przyjaźń, jest "hołdem", złożonym przez pisarkę pewnemu stylowi życia, z podkreśleniem znaczenia wieloletnich przyjaźni, zawieranych z własnego wyboru.
Bohaterowie tworzą więź, która jest wartością odznaczającą się wieloma cechami, jak: ufność, szczerość, zobowiązanie, odpowiedzialność. Współodczuwają swoje udręki, ale też radości, "chwile doskonałe", kiedy mniej boli codzienność.

W powieści dokonuje się trudnych wyborów, o zarysie moralnym, podyktowanych lękiem przed niewygodą, nędzą, samotnością.
Jest to też powieść o formach władzy. Silnej, bezwzględnej, odbijającej piętno na zawsze. O tym, jak wszechmogący dorośli sprawują władzę nad dziećmi, władzę zmieniającą się w przemoc, zdolną odmienić i naznaczyć całe przyszłe życie.


Zdołałam oddać zaledwie część swoich emocji i przekaz, jaki do mnie dotarł. Zachęcam wszystkich wymagających czytelników do poznania treści tej niezwykle fascynującej, głębokiej opowieści.
 Przejdźcie, wspólnie z autorką i jej bohaterami drogę do ich dorosłości, sukcesów, porażek, pięknie wzbogaconą uczuciem przyjaźni, która jest wyrazem szczęścia w bolesnym świecie.

To powieść totalna. Uniwersalna. Taka literatura nas naznacza. Trudno się z nią rozstać. Zapomnieć...? 
To niemożliwe!


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem





środa, 6 lipca 2016

WYNIKI WAKACYJNEGO KONKURSU!

Serdecznie dziękuję wszystkim uczestniczkom za udział w Wakacyjnym  Konkursie oraz za Wasze cudowne przepisy na zmaganie się z przeciwnościami losu. Rady bardzo cenne, z pewnością skuteczne, warte naśladowania. Wybrać trzeba jednak tę zwycięską. Dzięki szczodrości Wydawnictwa Lucky mogę nagrodzić dwie odpowiedzi, co mnie niezmiernie cieszy.














Ogłaszam zwyciężczynie:

Pani Jolanta Prusakowska
Pani Kasia Katarzyna


Gratuluję wygranej i już teraz życzę miłej lektury. Pozdrawiam wakacyjnie i uprzejmie proszę o nadesłanie adresów korespondencyjnych na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com, abym mogła wysłać nagrodę w postaci książki autorstwa Anny Szczęsnej pt. "GANG różowych KAPELUSZY", którą ufundowało Wydawnictwo Lucky Wydawnictwo Lucky - logo




środa, 29 czerwca 2016

WAKACYJNY KONKURS!



Drogi Czytelniku,

masz w perspektywie urlop, zasłużony odpoczynek
od obowiązków, zadań specjalnych i ciągłego pędu?
Chcesz się zrelaksować, nabrać dystansu, a zarazem
dobrze się bawić? Może Tobie pomóc w tym lektura najnowszej książi autorstwa Anny Szczęsnej pt. "GANG różowych KAPELUSZY", nad którą blog Myśli rzeźbione słowem sprawuje patronat medialny.
Jest to lektura z pozoru lekka, łatwa i przyjemna - z pozoru, ponieważ pozawala na głębsze przemyślenia i uświadamia, że cokolwiek  złego nas w życiu spotyka, to jeszcze nie jest to koniec świata!

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie?


1. Należy odwiedzić fanpage Myśli rzeźbione słowem;

2. Udostępnić na swoim facebookowym profilu, post konkursowy znajdujący się pod poniższym adresem:

https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

3.Odpowiedzieć w komentarzu pod postem na pytanie:

Jaki jest Twój złoty środek na życiowe zawirowania i przeciwności losu?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Co zrobić żeby wygrać książkę?

Nagrodzona zostanie osoba, która w najciekawszy sposób odpowie na pytanie konkursowe.


Kiedy i gdzie nastąpi rozstrzygnięcie konkursu?

6 lipca 2016 r. o godz. 20:00 na fanpage'u oraz blogu Myśli rzeźbione słowem.


Kto ufundował nagrodę?


 Wydawnictwo Lucky



Serdecznie ZAPRASZAM do udziału w konkursie - ja już jestem po lekturze, zapisałam się do Gangu Różowych Kapeluszy,  a na zachętę zapraszam do lektury mojej recenzji :) 



piątek, 17 czerwca 2016

"Gang różowych Kapeluszy" Anna Szczęsna

Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: czerwiec 2016
Ilość stron: 304



                                    NA ZAKRĘCIE...

              tytuł rozdziału "Gang różowych kapeluszy" Anna Szczęsna


   Każdy może nagle znaleźć się na zakręcie.Wcale nie trzeba być w wieku 60+, jak cztery bohaterki powieści Anny Szczęsnej "Gang różowych kapeluszy". Stanąć twarzą w twarz z ciemną plamą, z nieprzeniknionym mrokiem, z mgłą, burzą, sztormem, a nawet gromem. Tak nagle, nieoczekiwanie, boleśnie, coś może przesłonić i odebrać całą radość i beztroskę. Jakaś chwila, moment jakiś, niczym cezura, bez znieczulenia, przecina czyjeś życie na dwie części, na tę "przed" i na tę "po".
Zdarza się, że to ciężar nie do udźwignięcia. Powalający. Można ugiąć się i tak pozostać na długo. Samym ze sobą. Izolować się. Cierpieć. Ginąć. Można też, podczołgać się, by zobaczyć, co jest za zakrętem...? Znaleźć siły, by odebrać uporczywie dzwoniący telefon, czy też otworzyć drzwi, by podjąć*"pomocną dłoń".O tym jest właśnie ta książka.

O niepowetowanych stratach; o upływie czasu, przemijającej urodzie, utracie zdrowia i witalności, o samotności. Wszystko to przekazane jest w niekonwencjonalnej formie, z domieszką humoru, nutką szaleństwa i ogromem pozytywnej energii.  Aż dziw bierze, że pisarka, przedstawicielka młodego pokolenia, potrafiła wziąć w ręce tak trudne, przygnębiające zagadnienia, pozbawić je zbędnego balastu i wyeksponować łagodniejszą, jaśniejszą, pozytywną ich stronę.

Cztery główne bohaterki, to cztery przyjaciółki, każda ze swoim bagażem życiowych doświadczeń. Dużo je różni. A co  łączy?

MARIA, dopiero co, pochowała swojego ukochanego męża Gucia. Otacza ją "smutek gęsty jak smoła".
Dlaczego Gucio miał przed nią tajemnice? Dlaczego musiała usłyszeć to z ust jego pierwszej żony? Jakie miała intencje Krystyna, ujawniając jej to wszystko właśnie teraz? Jak wydarzenia z przeszłości wpłyną na przyszłość Marii?
Czy oswobodzi się z owijającej ją*"żałoby na metry"? 

OLGA potrafiła przed światem i przyjaciółmi kreować się na silną i barwną osobę.
"Natura obdarowała ją dość atrakcyjną powłoką, pod którą skrywała się prawdziwa ona, zimna i nieczuła."
Mężczyzn traktowała przedmiotowo. A gdy uczucia dochodziły do głosu, skrzętnie je skrywała i uciekała przed nimi. Tak było bezpieczniej. Do niej zawsze należało ostatnie słowo i to ona odchodziła. Schronienia szukała w literaturze o kobietach, jej podobnych, silnych, ale i okrutnych. Smutki topiła w alkoholu, który miał znieczulić ból samotności. 
A, gdy poznała Konrada..., wiele się zmieniło. Ale wraz z nim przyszły chwile, "gdy niemożliwym jest przybranie maski".

SERAFINA jest mistrzynią w parzeniu ziołowych mikstur. Leczy nimi wszystkie swoje i cudze niepokoje. Wyciszona, potrafi cieszyć się tym, co dookoła. "Po każdym przykrym zdarzeniu po prostu otrzepywała się i obracała twarz w stronę słońca." Swą codzienność dzieli z kotem Cynamonem. Wdzięczna była ogromnie losowi, że ma swoje przyjaciółki i są zawsze obok, gdy się coś dzieje. 
Nagle w jej spokojne życie, z impetem, wprowadza się siostrzenica Bogna, a wszelkie jej pomysły, przeganiają nudę na cztery strony świata.

BARBARA, jako jedyna z przyjaciółek, ma liczną rodzinę; czworo dzieci, wnuczkę i męża Lucka, o którego troszczy się, dba od lat, niczym o kolejne dziecko. Wszystko było na jej głowie. Sama musiała dopilnować całego domostwa, nikogo nie prosząc o pomoc. Nagle kręgosłup odmawia jej posłuszeństwa. 
Smaruje, okłada czym tylko może, by poczuć ulgę. Jakimś zbiegiem okoliczności rozmasowano jej kręgosłup olejkiem erotycznym, czego skutki były nieprzewidywalne. 
Konieczna jednak była terapia i rehabilitacja w sanatorium i związany z tym wyjazd do Ciechocinka.
*"Ale jak to, mam wyjechać?" Zostawić dom, rodzinę? Czy to możliwe?

Cztery kobiety i otaczająca je rzeczywistość. Przyjaźnią się, wspierają, rozumieją bez słów. Wspólnie i każda z osobna, robią bilans zysków i strat, dokonują podsumowań, stawiają sobie ważne pytania. I chociaż coś cennego przemija bezpowrotnie, one pozostają i ich niezrealizowane marzenia. Budujące jest to, że wiek nie zakotwicza ich w jednym miejscu. Jednoczą się swoją siłą, energią, chęcią sięgania po marzenia, by je spełniać i siebie same. Zakładają różowe kapelusze, tworząc swój GANG, uzbrajają się w szaloną spontaniczność i ruszają w bój po trochę szczęścia, które zamierzają wyrwać życiu.
Próbują coś zmienić*"w poszukiwaniu dawnego rytmu", a może*"blasku przyszłości", wpatrują się w horyzont, na którym może pojawić się coś nieprzewidzianego,*"czyżby przeznaczenie"?

Rozterki, problemy, straty, ale też i marzenia, plany, sposób na znalezienie szczęścia rozpisane na 61 rozdziałów, które to dzielą fabułę na cząsteczki, niczym puzzle, które w końcu muszą złożyć się w całość, którą różnie można nazwać: Wizją, Nadzieją, Wsparciem, Mocą, Przyjaźnią.

To moje pierwsze spotkanie z pisarką Anną Szczęsną, jakże miłe i obiecujące na przyszłość. No i mam trochę do nadrobienia. Pisarka wzbudziła we mnie wielki podziw swoim stylem, humorem, umiejętnością mówienia o rzeczach bolesnych, trudnych, nawet ostatecznych w sposób luźny, śmieszny, pozwalając przy tym sobie i nam, zarazem, na dystans do spraw, na które, tak naprawdę, nie mamy wpływu. Pozostaje więc je polubić, oswoić, no choćby zaakceptować. Podziw jest tym większy, jak już wcześniej wspomniałam, pisarka jest młodą osobą, a pisze o psychice, obawach, odczuciach kobiet mocno dojrzałych, wchodzących w objęcia bezlitosnej starości, z wielką empatią.
Zapisuję się do Gangu różowych kapeluszy - MOSB (Maria, Olga, Serafina, Barbara), który rozszyfrowałam według własnej fantazji: Muszę Odnaleźć Swój Brzeg, choćby pod prąd...



*cytowane  wyrażenia, zaznaczone tłustym drukiem, to tylko kilka z 61 tytułów rozdziałów powieści.


*Dziękuję Wydawnictwu Lucky za możliwość zrecenzowania książki Anny Szczęsnej, która miała swą premierę 15 czerwca 2016 roku.
                                         
                                                                        


Zapraszam na swój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Hormonia" Natasza Socha

Okładka książki HormoniaAutor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016
Ilość stron: 336


  Może to była chęć zobaczenia świata na własnych warunkach?
Przekonanie się, że chociaż nie można w życiu osiągnąć wszystkiego, to jednak są cele, do których każdy da radę dojść.
Wystarczy tylko założyć buty.

                                              cyt.: "Hormonia" Natasza Socha




  Powieść Nataszy Sochy "Hormonia", otwiera serię zatytułowaną: "Matki, czyli córki". Słowo "czyli", utożsamia ze sobą te dwie, tak bliskie sobie osoby, w myśl przysłowia:  "taka córka, jaka mać".
Piękna jest to relacja i jednocześnie bardzo trudna. Matki, kochając bezgranicznie, chroniąc przed całym złem tego świata, zupełnie nieświadomie, zatracają się w swej miłości.

"Widzisz, my, matki uzależnione, nie chcemy być odseparowane od życia własnych dzieci. Jesteśmy trochę jak męczennice, które całkowicie podporządkowują się swojemu dziecku. Składamy siebie w ofierze i pewnie oczekujemy w zamian wdzięczności."

Matczyna troska nie mija z czasem. Chociaż, gdzieś po drodze jest taki moment, nieoznaczona niczym granica, gdzie błyska ostrzegawcze światełko, kiedy to matki powinny puścić "ster" ze swoich rąk i uczyć córki samodzielności, pewności siebie, dodawać odwagi. Czasem udają, że nie widzą i jeszcze mocniej "owijają siecią, jak pajęczyną i chcą, żeby tak już pozostało".

"Podobno kiedy dziecku usuwa się kamienie spod nóg, w przyszłości potknie się o ziarno piasku."

Córkom też zapala się lampka i mówią: "dość", chcę sama iść, sama decydować, nawet popełniać własne błędy. A jeśli nie starczy odwagi na bunt...?
Kalina, bohaterka powieści "Hormonia" ma skończone czterdzieści pięć lat, nieudane małżeństwo za sobą. Sama wychowywała córkę Kirę, która jest już wprawdzie dorosła, ale nie samodzielna, wciąż mieszka razem z matką i babcią Konstancją. Czy udało się Karinie nie powielać błędów matki?
Dopiero teraz Karina odważyła się na sprzeciw, postanowiła odciąć się od "smyczy". Możliwe, że czekała na burzę hormonów, jaką zafundowała jej menopauza, która uzmysłowiła przy okazji, że najwyższy czas samej podejmować decyzje, realizować swoje plany i spełniać marzenia, marzenia spisane na sekretnej liście.
Nieznana dotąd Karinie odwaga, wraz z nutą szaleństwa, próbowały rozprawić się z nękającymi ją lękami, obawami, paraliżującym strachem, próbowały skutecznie odmienić jej los. 
Karina odpowiada na nietypowy, intrygujący anons z prasowego kącika towarzyskiego. Umawia się na spotkanie i wraz z nowo poznanym Kosmą, wyrusza w drogę do wymarzonego Amsterdamu.

Ucieczka?

"Największym paradoksem ucieczek w świat jest to, że tak naprawdę nie można przed niczym uciec. (...) Kalina uciekała przed zaborczością matki i atakującą ją starością. Zarówno jedna, jak i druga wpakowały jej się do samochodu."

Po drodze zabierają dwie autostopowiczki. Dosiadają się, niczym w teatrze, dwie kobiety, każda ze swoim bagażem doświadczeń i problemów, mają tutaj do odegrania znaczącą rolę. Szarlota, podobnie jak Karina, nękana jest przez menopauzę i przez  związane z nią lęki, gotowa na wszystko, by wyszarpnąć się ze szpon starości. Marianna zaś, w przeciwieństwie do Kariny, ucieka przed swą córką, z którą od dłuższego czasu nie może dojść do porozumienia. Ma tutaj miejsce niebywała konfrontacja wszelkich dylematów, problemów, rozwiązań. Ten pomysł na wspólną podróż jest rewelacyjny, uatrakcyjnia wycieczkę i wzbogaca o dodatkowe spostrzeżenia, co w konsekwencji daje nowe, świeże spojrzenie na problemy ich wszystkich i możliwość rozwiązania ich.
Trudne sytuacje, problemy, decyzje, widziane przez pryzmat  twórczości Nataszy Sochy, nie tracąc nic ze swej rangi, stają się lżejsze, łatwiejsze i możliwe do zaakceptowania.
Pisarka, dzięki swojej filozofii życiowej, posiada umiejętność przewartościowania pewnych rzeczy i dostrzegania, nawet w trudnych sprawach, łagodniejszej ich strony. Swoim pozytywnym widzeniem świata potrafi zarażać czytelnika, potrafi sprawić, że ufamy jej, odczuwamy ulgę, wierzymy, że to, co nas spotkało, to jeszcze nie jest koniec świata. Humor i styl Nataszy Sochy czyni cuda. Jest wesoło, refleksyjnie i motywująco.

Jeśli jeszcze nie zetknęliście się z utworami Nataszy Sochy, to gorąco namawiam. Poznajcie koniecznie nietypową "Macochę", "Maminsynka" oraz spróbujcie jak smakuje "Rosół z kury domowej". Tematy ważne, problemy, dotyczące jej bohaterów, stają się też naszymi problemami.  Podejście do trudnych zagadnień z poczuciem humoru, pokazuje nam i uczy zarazem, jak nabrać dystansu do nich i siebie samych.
Lektura zadziała skuteczniej, niż kolorowa tabletka na uspokojenie. Może przyśni się każdemu z Was, jego własny "Amsterdam", a możliwe, że stanie się bardzo realny. Wystarczy tylko wstać i "założyć buty".


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz recenzencki, dzięki któremu mogłam przeczytać kolejną powieść Nataszy Sochy i odebrać ją jako wielką dawkę optymizmu.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

sobota, 21 maja 2016

"Listy niezapomniane" Shaun Usher

Okładka książki Listy niezapomniane. Tom II   Autor: Shaun Usher
   tłumaczenie: Jakub Małecki
   Wydawnictwo: Sine Qua Non
   Data wydania: 18 maja 2016
   Ilość stron: 416



    "Listów niezapomnianych" ciąg dalszy...
Minął rok, jak ukazał się pierwszy tom publikacji Shauna Ushera "Listy niezapomniane, a 18 maja 2016 odbyła się premiera drugiego tomu tego fascynującego projektu, zbioru ponad stu listów z różnych zakątków świata, z bardziej i mniej odległych czasów, ukazującego ducha danej epoki, jak i ujawniającego tajemnice zakamarków dusz ich autorów.

Antologia stanowi nieocenioną skarbnicę epistolografii. Greckie anthos oznacza kwiat, a lego - zbieram, czyli dosłownie zbiór kwiatów. Tak tutaj, autor zebrał wielki bukiet ludzkich myśli, emocji, radości i smutków, dających świadectwo czasów, w których były odczuwane.

 Zachęcam gorąco do zapoznania się z moją opinią I tomu "Listów niezapomnianych": 

Pięknie wydany projekt, zapoczątkowany stroną internetową, teraz w formie pisemnej, papierowej, w sztywnej oprawie, bogato ilustrowany oryginalnymi okazami "staroświeckiej korespondencji", dokument dla współczesnych. Dokument tego, jak to się drzewiej listy pisało i dowód nieustającego, uniwersalnego uroku listów i opowiedzianych w nich historii.
Listy, telegramy, notatki; dzięki tym zapiskom przenosimy się w ciekawe czasy, poznając ciekawostki z życia ludzi, reprezentujących różne etapy rozwoju naszej cywilizacji, mieszkańców świata.
Każdy list poprzedzony jest krótką notką naświetlającą okoliczności, w jakich został napisany. Uzupełnieniem są fotografie zachowanych listów, zdjęcia nadawców i adresatów, zdjęcia dokumentujące wydarzenia historyczne.

Listy do matki, do dziecka, do wroga i przyjaciela, idola, krążące z miejsca do miejsca, pełniące rolę powiernika, rozjemcy, spowiednika, łączące dwie i nie tylko, ludzkie dusze.

- Wstrząsnęły mną bardzo odręczne zapiski pasażerów lotu nr 123 do swoich bliskich (12 sierpnia 1985)
Rejs samolotu z Tokio do Osace. Na pokładzie 509 pasażerów i 15 członków załogi. Awaria! 32 minuty dzieli ich od nieuniknionej katastrofy. Samolot rozbił się na górze Takamagahara. Katastrofę przeżyły cztery osoby. Pozostała wstrząsająca korespondencja wielu z pasażerów podczas tych 32 przerażających minut pisało listy pożegnalne z wyznaniami, prośbami, pełne lęku, rozpaczy, strachu...

"Bądź dzielny i żyj"
"Bądźcie dla siebie dobrzy..."
"Boję się. Boję się. Boję się. Pomocy. Niedobrze mi. Nie chce umierać..."
"Opiekuj się dziećmi..."
"Proszę żyj odważnie. Opiekuj się dziećmi..."

- Jan Paweł II napisał list zaraz po wyborze go na papieża do Felicji Wiadrowskiej (zwanej Lusią) swej         jedynej krewnej ze strony matki, córki Marii Wiadrowskiej- matki chrzestnej papieża.

- W więzieniu, tuż przed straceniem pisze pożegnalny list matka do córki.

-  Wzruszający list innej matki do swego nienarodzonego jeszcze dziecka.

- 24-letnia Janis Joplin pisze pełen ekscytacji list do rodziców. Zanim zdobyła szczyty kariery, zanim zaczęła "stąpać po bardzo cienkim lodzie, który w końcu miał pęknąć, wpadając w nałóg heroinowy". Trzy lata po tym liście zostaje znaleziona w pokoju hotelowym.

- Richard Burton pisze żarliwy, pożegnalny list do Elizabeth Taylor.

- List Toma Clancy'ego, którego Ronald Reagan nazwał "opowiadaczem w swoim stylu", tym samym kładąc podwaliny pod fenomenalną karierę pisarza.

- Victor Hugo pisze do wydawcy M. Daelliego (włoski przekład "Nędzników")
   "Miał Pan rację, twierdząc, iż "Nędznicy" to powieść dla wszystkich narodów. (...)
    W tej posępnej godzinie cywilizacji, którą teraz przeżywamy, imię nędznika brzmi Człowiek: to on cierpi    we wszystkich zakątkach świata i to on jęczy we wszystkich językach."

- List Marge Simson do pierwszej damy Barbary Bush, która stwierdziła, że Simpsonowieto "najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziała.

- Siostra Jane Austein, Cassandra pisze list do ulubionej siostrzenicy Jane Fanny Knight, opisując ostatnie godziny z życia siostry.


To erudycyjne kompendium epistolograficzne, pełne wyznań, westchnień, emocji, najskrytszych sekretów z głębi duszy płynących, przypieczętowane słodką euforią, ale często też słonymi łzami.


"Listy niezapomniane". Tom II, to wiele wzruszających, tragicznych, zabawnych i ponadczasowych historii zapisanych na zaskakująco trwałym tworzywie - papierze". Historie te zostały podane nam czytelnikom na stronicach tej pięknej książki o niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju, zapachu papieru. To szczyt literackich doznań. W moim przypadku, dodatkowo obudziły się wspomnienia, powróciły chwile emocji, jakie można odczuć tylko pisząc list do bliskiej osoby, a później ten stan, nieporównywalny z niczym, stan podekscytowania, oczekiwania na odpowiedź. Lubiłam pisać długie listy, niektóre mam na pamiątkę, bo powróciły do nadawcy wraz z jego adresatem. Pisaliście kiedyś długie listy...? Zawsze jeszcze można napisać.


Dziękuję Wydawnictwu SINE QUA NON za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

                                                                   Znalezione obrazy dla zapytania SQN logo


Zapraszam na mój fanpage na fecebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/