wtorek, 9 sierpnia 2016

"Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra

   Autor: Tatiana Jachyra
                                                      Wydawnictwo: Replika
                                                      Data wydania: 19 kwietnia 2016
                                                      Ilość stron: 320



     Ludzie, te pozbawione wolnej woli marionetki, do których musiał się upodobnić, brzydziły go coraz bardziej. Miał dość udawania, dość bycia śmiesznym klaunem w żałosnym cyrku życia (...)
                 Cyt.: "Teatr wskrzeszonych" Tatiana Jachyra



 "Maska zdrowego umysłu" uwierała coraz bardziej. Kim stawał się, gdy maska opadała? Kim był "reżyser" spektaklu śmierci w swym "Teatrze wskrzeszonych"?

"Teatr wskrzeszonych to powieść w całości powstała z mojej wyobraźni. Jest ukłonem w stronę dziedzin nauki, którymi się interesuję i które od jakiegoś czasu staram się zgłębić." Tak objaśnia autorka książki Tatiana Jachyra źródło inspiracji do napisania swej powieści.

I to najlepsza rekomendacja. Właśnie dlatego chciałam przeczytać "Teatr wskrzeszonych". Nie dajcie się zastraszyć wszelkim opiniom.  Nie to było celem pisarki, byśmy bali się własnego cienia, by pobudzona wyobraźnia odbierała nam oddech. Owszem, użyła mocnych środków wyrazu, aby oddać całe okrucieństwo czynów popełnionych przez człowieka z okaleczonym, chorym mózgiem, opętanego obłędem, kogoś, kto z ofiary może stać się katem. I co najważniejsze, nie ma wypisane na czole, do czego jest zdolny.

Na losowo wybranych cmentarzach powiatu stołecznego, w cyklu siedemdziesięciu dwu godzin, podrzucane są zwłoki młodych kobiet ubranych w suknie ślubne, niczym panny młode.
Prokurator okręgowy Michał Gabryjelski przejmuje śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który działa perfekcyjnie, nie pozostawiając żadnego śladu.
Znaleziono już trzy ciała, a czynności rutynowe policji wraz z prokuraturą, tkwią w martwym punkcie.
Czy mogą czekać, czy mogą liczyć na to, że morderca w końcu popełni błąd?

W sprawę zaangażowano profilera Wiktora Franka. Wykształcony, kompetentny, empatyczny, znający, jak mało kto ludzką psychikę, miał nakreślić portret seryjnego mordercy.
"Seryjny morderca posiada osobowość psychopatyczną... Patologia charakteru... Patologiczna żądza panowania nad ofiarą... W czasie między atakami, w codziennym życiu, wydają się zupełnie normalni: ojcowie, mężowie, przykładni obywatele..."
Ale to tylko "maska zdrowego umysłu".

Śmierć, odwieczna bohaterka literatury, sztuki w ogóle. Przeraża. Wstrząsa. Szokuje.
Jest źródłem inspiracji dla artystów. Jest punktem odniesienia dla każdego z nas. Jest też fascynacją, podnietą, furtką do lepszego świata, do życia po życiu.

"Odbierając tchnienie, co warte jest funta kłaków,  jedynie, oferuję nowe doznania. Nowe Życie! Przemieniam.Wskrzeszam do wyższych celów. Nie pojmują mego dzieła tworzenia, głupcy"!

Bardzo ciekawa jest dwutorowa konstrukcja fabuły, w której  słyszalny jest, oprócz głosu narratora, głos zwyrodnialca, który swą pierwszoosobową, poetycką,wręcz mitologiczną, pełną patosu, narracją, "kusi, by zanurzyć się w otchłań obłędu i dojść prawdy o źródle zła."

"Teatr wskrzeszonych", jak zapowiada okładka, jest thrillerem psychologicznym. Bardziej niż horrorem, bardziej niż kryminałem. Bardzo szybko zrozumiałam, że nie intryga kryminalna jest tu najważniejsza, nie napięcie, trzymające do końca, nie zwroty akcji, zmieniające nasze wcześniejsze domysły w wykryciu sprawcy. Nie ma tu zaskoczenia, niespodziewanego rozszyfrowania sprawy. Szybko spostrzegamy się, kto "wskrzesza", wykrada śmierci kogoś drogiego, by"uwolnić duszę i ciało z jej kościstych dłoni", by było "jak nowo narodzone".
Zawsze, w okoliczności popełnionej zbrodni, istotny jest motyw. Wskazać go, to pierwszy krok do sukcesu. Dlaczego...? Dlaczego zabił...?
Czy jest wytłumaczenie...? Usprawiedliwienie...? Zrozumienie...? Wybaczenie...? Jaką mirą mierzy się zło...?
Nasuwają się takie refleksje, gdy jesteśmy świadkami przesłuchania czternastoletniego Wojtka, który zabił ojca.
"- Broniłem mamy. Chciał ją zabić... ja ją tylko broniłem. (...) Nie miałem wyjścia.
Ja nie chciałem go zabić. Ja musiałem... Boże, ja musiałem... 
 Można zadać pytanie, dlaczego mieliśmy być świadkami tego przesłuchania? Małej jego części, migawki? Tak, jakby uchylono lekko kurtynę... z wglądem na małą scenę.

Co dzieje się na scenie głównej?
Na czym polega rytuał zabójstwa? Celebra nad ciałem - akt tworzenia? Jakich rekwizytów używa "Rycerz Śmierci", by z ofiar uczynić "śpiącą królewnę"? Jakie myśli rodzi jego umysł i jak postrzega sam siebie?
Oprócz zapachu werbeny, mającej właściwości magiczne, chroniącej przed złem, pomagającej w wybaczaniu błędów, czujemy mniej przyjemne zapachy, odory, wyziewy śmierci.
Na drugim planie, trzymając się konsekwentnie teatralnej scenerii i terminologii, widzimy stalowy, zimny stół prosektoryjny i przeprowadzaną skrupulatnie sekcję zwłok. Sekcja - "ostatnie przesłuchanie". Uzyskiwanie informacji zanotowanych przez pamięć godziny temu.
Przyglądamy się pracy patologów, medyków sądowych, uparcie dochodzących prawdy. Przenikając mroki i cienie scenografii, na tle której to wszystko ma miejsce, wsłuchując się w słowa psychologów, psychiatrów, wyjaśniające patologiczną naturę nekrofila, wprowadzające nas w arkana branży funeralnej, uzmysławiamy sobie, że ktoś na co dzień wykonuje taką pracę. Zgłębia zakamarki ludzkiej psychiki, czarnej, jak noc, szuka sposobu na rozjaśnienie jej, metod na wytępienie kiełkującego w niej zła.

Tatiana Jachyra od lat związana ze światem filmu i telewizji, oddaje się z pasją fotografowaniu.Realizuje sesje zdjęciowe na pierwsze strony gazet. Swoje artystyczne umiejętności zaprezentowała na wystawie "Gwiazdy w obiektywie". Pasjonuje się wszystkim, co symboliczne i mityczne, co znalazło odzwierciedlenie w jej twórczości. Mierząc się z tematami tabu, sięgnęła po oryginalny gatunek, jakim jest thriller erotyczny i stworzyła skandalizującą powieść "Wieczerza" (2013). Nie poznałam tej powieści i nie znam jeszcze opinii na jej temat.

Lektura "Teatru wskrzeszonych", swą mocną fabułą, wzbudza silne emocje. Z ogromnym zainteresowaniem wchodzi się w świat skomplikowanej ludzkiej psychiki, opisany fachowym, specjalistycznym językiem medycyny sądowej. Meandry naszego umysłu skrywają wiele tajemnic, zagadek, odpowiedzi na trudne pytania. Przerażające jest to, że śpiące w nim demony, budzą się w nieoczekiwanym momencie, czyniąc zło innym i nam samym.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/












poniedziałek, 25 lipca 2016

"Niepokorne. Judyta." Agnieszka Wojdowicz

  Autor: Agnieszka Wojdowicz
  Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
   Data wydania: 22 czerwca 2016
   Ilość stron: 432


Popatrz, ile trzeba doświadczyć i przez co przejść, żeby ustalić sobie hierarchię i się jej podporządkować, rezygnując z tego, co mało ważne.

                      cyt.: "Niepokorne. Judyta" Agnieszka Wojdowicz




Niepokorne, idące pod prąd, pod wiatr, przeszywający konwenansami, utartymi normami, konserwatyzmem. Muszą być silne i zdeterminowane, brnąc uparcie do wyznaczonego celu.


Powieść Agnieszki Wojdowicz "Niepokorne. Judyta" jest ostatnią częścią trylogii splatającej ze sobą losy trzech wyjątkowych kobiet: Elizy Pohoreckiej, Klary Stonowskiej i Judyty Schraiber.
Każdą z nich poznajemy wcześniej z "Niepokorne. Eliza" oraz "Niepokorne. Klara". Spotykają się i zaprzyjaźniają w momencie, kiedy przekraczają próg dorosłości, z nadzieją spełnienia swych marzeń i zrealizowania planów. Na przekór wszystkim i wszystkiemu.
Był to schyłek dziewiętnastego wieku, epoka wyznaczająca sztywne ramy, określające miejsce i rolę ówczesnych kobiet.  W ich kobiecym, ciasnym świecie nie było miejsca na pragnienia, racje, poglądy. Wszelkie próby wyzwolenia się z niego, w pogoni za swoimi ideami, swobodą myśli, niezależnością, okupione są wysoką ceną.

Judyta, Żydówka z Krakowskiego Kazimierza, miała poślubić tego odpowiedniego, co jej rodzice, z pomocą swatki, rają i wieść spokojne, wygodne życie. Co sobotę zapalać świecę i celebrować Szabat, jak każda żydowska rodzina. Szanowała swą wiarę i tradycję, lecz nie uszanowała woli rodziców.
Marzyła, by zostać malarką. Marzyła o wielkiej romantycznej miłości, dla której gotowa byłaby na wszystko.

 Dla Szymona Hellera, którego wybrało jej serce, uciekła z domu. Poświęcając wiele.
Oczarował ją swą malarską pasją, talentem, elokwencją, by ostatecznie okazać się podłym draniem.
Pokochała ponownie. Maurycy, brat Klary, też był malarzem. Ta miłość również ją oszukała i zdradziła.

Każda jej miłość "kończy się klęską, albo się wypala." Postanawia uciec przed miłością i przed wspomnieniami.
Czy tą ucieczką był Wiedeń? Czy był nią związek z Maxem Hennebergiem? Czy może projektowanie tkanin batikowych, haftowanie szali, połączone z pasją?
Czy tak naprawdę można uciec przed sobą samym i tym, co wewnątrz boli i nie da się uśmierzyć?

Mijały kolejne lata. Lata rozłąki między przyjaciółkami. Ta część opowieści o "Niepokornych" rozpoczyna się rokiem 1905.

Judyta mieszka z Maxem w Wiedniu, choć w głębi duszy czuje, że nie jest to jej miejsce na ziemi. Wychowują wspólnie córeczkę Hanię i to jej dobro liczyło się nade wszystko.
Pomimo wielkiej dobroci Maxa i ich przyjaźni, którą Judyta wielce ceni, nie potrafi odwzajemnić jego uczucia do niej. Nie potrafi pokochać.

Możliwe, że robiąc wewnętrzny rachunek sumienia, uważa, że nie zasługuje na miłość tak zacnego człowieka. Może wadzi jej ciężar przeszłości, której nie potrafi mu wyznać?
Dostatek..., bezpieczeństwo..., spokój..., czy to gwarancja, by Judyta mogła odczuć pełnię szczęścia, komfort życia?

Znużyła już ją "powtarzalność dni" i jak "oślepiona słońcem", zmaga się z chaosem własnych myśli. Porządkuje je, analizuje i zastanawia się, co już bezpowrotnie przebrzmiało, a co jest prawdziwym uczuciem, którego wciąż pragnęła?

Czy ta tląca się jeszcze iskra, pozostała po uczuciu do Maurycego, roznieci płomień?

Judyta, po latach niewidzenia się z przyjaciółkami, korzysta z zaproszenia Edyty i jedzie do Krakowa, ukochanego Krakowa. Podczas ich wspólnego wypadu do Zakopanego, spotyka Maurycego, nie trudno było to przewidzieć, jest on bratem Klary. Czy to, co dojdzie do głosu będzie prawdziwym uczuciem, czy nie zwiodą jej tylko wspomnienia i tęsknota do tamtych niezapomnianych chwil?

Dumna i silna Judyta zmagała się już z wieloma przeciwnościami losu. Dręczyła się brakiem kontaktu z rodzinnym domem, dręczyły niepokoje związane ze śmiercią ojca, obwiniała się za nią. Znosiła upokorzenia i brak akceptacji ze strony rodziny Maxa, wynikające z jej żydowskiego pochodzenia. I wciąż nadciągały czarne, demoniczne chmury przeszłości.

"To, co najgorsze, tkwi w człowieku głęboko i bez względu na dalszy tok życia."

A jaki będzie ten dalszy tok? Czy Judyta będzie dość silna, by podjąć najtrudniejszą w życiu decyzję?
Czy cena nie będzie za wysoka?

To, że zatrzymałam się przy osobie Judyty, usprawiedliwia tytuł powieści, jej właśnie poświęcony, ale nie tylko. Trudno ocenić, czy jest najciekawszą postacią. Eliza i Klara są równie silne i niezłomne w swym postępowaniu. Każda inna, a jednak wszystkie tak samo intrygujące, tak samo niepokorne.

Judyta jest przykładem bohaterki literackiej, która wywołać może ambiwalentne uczucia do niej, może prowokować do oceny jej postępowania, nawet krytyki. Ale czy można ją oceniać?
 Nie trzeba koniecznie utożsamiać się z bohaterem, by próbować go zrozumieć, jeśli nie współczuć, to może akceptować.

Dramaturgię stanu jej duszy kojarzę z Anną Kareniną, która, wydawać by się mogło, miała wszystko i niczego więcej do pełni szczęścia nie powinna pragnąć...
Podobnie jak bohaterka powieści Paulliny Simons "Pieśń o poranku".

A "miłość - to dziwna mieszanina namiętności i leku, pokory i szaleństwa" - (felietony Romy Ligockiej "Wszystko z miłości")

To bez znaczenia w jakich czasach historycznych, w jakiej epoce żyje kobieta, jakie stroje na siebie nakłada i jakim środkiem lokomocji się przemieszcza; "Chce dojść do sedna miłości (...) zrozumieć, co w niej jest takiego (...) chce wznieść się w chmury, dotrzeć do granic, ulecieć".

Wracając do "Niepokornych" i do ich szczęścia w poszukiwaniu prawdziwie głębokiego uczucia, los najbardziej sprzyjał Elizie. Wyszła za mąż z miłości i założyła szczęśliwą  rodzinę z Antonem Wiebrachtem, austriackim porucznikiem cesarsko królewskiej żandarmerii. To ten sam, który od przyjazdu Elizy do Krakowa, otoczył ją opieką. Był to dramat dla jej rodziny, szczególnie nie mogła pogodzić się z tym babcia Elżbieta Orzechowska. Jak można pokochać zaborcę...!?
Eliza zrealizowała swoje cele edukacyjne, zdobywając tytuł magistra farmacji, co na owe czasy było poczytane za wielkie ociągnięcie, była przecież kobietą.

Klara Stojnowska uparcie idzie własną drogą, naprzeciw nowym wyzwaniom, nowym celom, płacąc cenę braku porozumienia z konserwatywnym ojcem. Jej dziennikarska działalność społeczno polityczna, jak i wybór życia w wolnym związku z Andrzejem Odrzywolskim sprawiły, że była "solą w oku" swego rodzica.
A Klarę z Andrzejem "łączyło coś więcej niż przysięga." On, jako lekarz pomagał ludziom, miał swoją pasję i misję, dobrze więc rozumiał misję, jaką miała do spełnienia Klara. Choć konspiracyjna działalność i jej częste wyjazdy do Warszawy były śmiertelnie niebezpieczne.

Pisarka poznała nas ze swoimi bohaterkami w niezwykle urokliwej scenerii Krakowa, bo gdzie byśmy nie podążali za nimi, czy to za Klarą do Berlina, czy za Judytą do Wiednia, to i tak tęsknimy za Krakowem i do niego wracamy. Malownicze opisy sprawiają, że przenosimy się w inną epokę, jesteśmy w całej tej magii dziewiętnastowiecznego wolniejszego życia. Przyglądamy się jak obok przejeżdżają tramwaje konne, dorożki, fiakry.
 Język i styl Agnieszki Wojdowicz urzekł mnie swym pięknem. Jest to narzędzie, którym umiejętnie włada, oddając wiernie klimat, urok, ale też i realia dawnej epoki.

Tłem dla obyczajów przełomu wieków XIX i XX są realia historyczne, wydarzenia nadające kształt ówczesnej Polsce. W kraju słychać reperkusje wojny Rosji z Japonią, a klęska Rosji ma ogromny wpływ na sprawę polską. Naród budzi się z letargu i zrywa do walk narodowo wyzwoleńczych. W Warszawie trwają strajki robotników, mają miejsce branki polskich mężczyzn do carskiej armii, rozwija się działalność konspiracyjna. Bardzo niebezpieczna. "Nawet za bibułę groziła Syberia." Nie mówiąc, jak narażały życie "dromaderki", kursujące z Galicji do Kongresówki z zakamuflowaną amunicją, dynamitem za pasem.

Trylogia o "Niepokornych" Agnieszki Wojdowicz dostarczyła mi niezapomnianych literackich doznań, wspaniałych wrażeń i emocji. Obcowanie z pięknem polskiego języka, to wielka przyjemność dla czytelnika. Tutaj można uraczyć się każdym słowem, zdaniem, opisem, tutaj słychać muzykę towarzyszącą tańczącym płatkom śniegu, spadającym kroplom deszczu, szeleszczącym liściom.
Piękne opisy, język oddający realia epoki, fraza, to wszystko stanowi klimat literatury, jaką tworzy, chciałoby się powiedzieć maluje słowem, Agnieszka Wojdowicz. Z każdej strony wyłania się pasja, zainteresowanie historią Krakowa, widać doskonały warsztat pisarski i poszanowanie czytelnika.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem















                     
                                                       

wtorek, 19 lipca 2016

"Małe życie" Hanya Yanagihara

  Autor: Hanya Yanagihara
  Wydawnictwo: W.A.B.
   Tłumaczenie: Jolanta Kozak
   Data wydania: 27 kwietnia 2016
   Ilość stron: 816


Hanya Yanagihara (ur. w 1975 w Los Angeles) - pochodząca z Hawajów amerykańska pisarka i dziennikarka, od lat mieszka w Nowym Jorku.

Wydane w 2015 roku "Małe życie" stało się bestsellerem, przyniosło pisarce nominacje do najważniejszych nagród literackich w Stanach Zjednoczonych i Anglii.

Ciekawostką jest, iż książka, z języka angielskiego,w pierwszej kolejności, została przetłumaczona na język polski.
Dzięki tłumaczeniu Jolanty Kozak jest już na naszym rynku, ku zadowoleniu czytelników.


                                                       Co boli bardziej..., dusza, czy ciało...?


                                                 Książkę otrzymałam w prezencie. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po jej lekturze. Zdałam się na intuicję darczyńców, mając w pamięci inne otrzymane książki, że wspomnę "Tajemną historię" i "Szczygła" Donny Tartt. Porównuję nie tylko ze względu na podobną objętość ( 816 stron), ale na poruszane tematy, głębokie studium psychologiczne bohaterów i to, że z pewnością zostały zdjęte z najwyższej półki.

Powieść "Małe życie" Hanyi Yanagihary intryguje już swym tytułem. "Małe", to wartość względna, podobnie jak "Mała Zagłada" Anny Janko. Taka zamierzona przewrotność, sprzeczność, oksymoron.
W powieści, niejednokrotnie, bohaterowie określają wartość życia swoją miarą, uwzględniając je nawet jako pojęcie filozoficzne z wartością matematyczną. W myśl przekonania, że musi istnieć nicość, wartość zerowa, "życie jest aksjomatem pustego zbioru. Zaczyna się od zera i kończy zerem". Tylko nie ma na to dowodu...

Jest to opowieść o czterech chłopakach, którzy zaprzyjaźniają się podczas nauki w colleg'u. 
Po skończonych studiach cała czwórka: Malcolm - architekt, JB - artysta malarz, Willem - ambitny aktor i Jude - utalentowany matematycznie obiecujący prawnik, wraz ze swoimi planami, marzeniami, wkraczając w swoje dorosłe życie, wyrusza na podbój Nowego Jorku, na podbój obiecującej przyszłości.
Początek zapowiada historię o dorastaniu, o niełatwym życiu w wielkim mieście, o konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Z czasem domyślamy się, że chodzi o coś więcej.
Pisarka z zamysłem stosuje kilka przemyślanych zabiegów, żeby nam to uzmysłowić.

I wcale nie ma znaczenia, że opowieść osadzona jest w Nowym Jorku, równie dobrze mogłaby zaistnieć w każdym innym miejscu na świecie. Fabuła pozbawiona jest określonego czasu historycznego, nie ma tutaj istotnych zdarzeń społeczno politycznych, które by miały znaczenie i wpływ na ukształtowanie bohaterów.
Historia zawieszona w czasie, co nadaje fabule charakter współczesnej baśni.
Zamysłem jest, by w centrum uwagi pozostał człowiek i jego wnętrze oraz to, by nawiązała się jak najbliższa relacja między bohaterem a czytelnikiem. Wsłuchujemy się w monologi wewnętrzne bohaterów, dajemy się "uwięzić", by wysłuchać opowieści. Tylko dziwi, aż  zatrważa nadmiar nieszczęść , spadających na głównego bohatera.

Codzienność głównych bohaterów to młodzieńczy entuzjazm związany z urządzaniem się w nowym miejscu, poszukiwaniem mieszkań, wspólne posiłki, rozmowy, szukanie własnych perspektyw.
 W tę przestrzeń o jasnej tonacji, wkrada się mrok, niepokój, troska. Od spraw egzystencjalnych wchodzimy w sferę uczuć i emocji. 
Jeden z nich, Jude ma poważne problemy zdrowotne. Jest w pewnym stopniu niepełnosprawny. Przez okres studiów podpierał się laską. Nerwobóle targały jego ciałem, aż do konwulsji, do utraty przytomności. Nawet w upał nosił długie rękawy. Nikt nie znał przyczyn jego cierpienia, bo mało mówił o sobie, o swojej przeszłości. Sam, gdyby tylko mógł, wymazałby pierwsze piętnaście lat swego życia. 
Nie pozwala nakłonić się do zwierzeń.
Jego tajemnica, stając się niejako jednym z bohaterów tej książki, wysuwa się wraz z Jud'e na plan pierwszy.
Tajemniczą przeszłość Jud'e zgłębiamy przez kilkadziesiąt lat jego życia, przez kilkaset stron powieści. 
Pisarka dozuje nam stopniowo przyczyny jego boleści, tych dużych i tych małych. Tok narracji, ze swoimi długimi rozdziałami, etapami do prawdy, pochłania nas totalnie. Przyglądamy się tej niesamowitej historii z różnych perspektyw, przez pryzmat poszczególnych bohaterów, co daje światło na wzajemne relacje, ich uczucia i głębokie emocje.
Są chwile, że zostajemy sam na sam z bohaterem ( i z narratorem - narracja trzecioosobowa), z cierpieniem, niezbywalną częścią egzystencji. Przysłuchując się mu uważnie, poznając złowieszczo brzmiące imiona jego niezatartych wspomnień, staramy się go"chwycić za rękę i razem oddychać".
Brniemy przez stopniowanie napięcia, gradację cierpienia, bólu, bezradności, nienawiści do przyczyny zła. Wypatrujemy jakiegoś wyjścia, światełka, ale coraz trudniej je dostrzec. Jesteśmy sparaliżowani. Nie mamy dokąd uciec. Nie chcemy.

Zadajemy sobie pytania, na które brakuje odpowiedzi. Dane nam poznanie jest głębokie, łącznie z bólem i cierpieniem. Jude zatraca się w bólu, a jednak nie chce przyjąć pomocy, odtrąca ją.
Jak pomóc komuś, kto nie chce żyć? Pozwolić mu odejść? Czy można? Czy jesteśmy za to odpowiedzialni? Co jest głośniejsze, jego cierpienie, czy głos naszego sumienia? Co jest ważniejsze?
Dopada nas bolesne przekonanie, że "człowiek nie może uratować człowieka przed nim samym".
Przyjaźń, nawet największa, jak mówi autorka książki, to nie szereg prób zmiany kogoś, to nie osiąganie efektów, rezultatów, dla lepszego samopoczucia, tutaj chodzi o to, by być z kimś. To daje szczęście.

Najbliżej z Jud'e pozostaje Willem. Chce mu pomóc, ale czy potrafi? 
W pewnym momencie przyjaźń przeradza się w miłość, w uczucie nacechowane erotycznym pociągiem, poczuciem zazdrości. Potem, nie to jest podstawą ich relacji, a przywiązanie, odpowiedzialność, współodczuwanie.
Oddziaływanie literatury takiego formatu jest bezsprzeczne. W nas też budzą się emocje, uczucia do bohatera, tak okrutnie potraktowanego przez los. Współczujemy w jednej chwili, a w drugiej, nie potrafiąc go zrozumieć, złościmy się na niego. Nasze uczucia są niejednoznaczne, ambiwalentne, z pewnością, nie można pozostać obojętnym. Oprócz emocji, refleksji, rodzi się nowe, jaśniejsze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, zwane odkrywaniem tabu, zwane tolerancją...

"Małe życie" to powieść o godności. 
Jude milczy. Czuje wstyd. Czuje wstręt do siebie. Odczuwa "lęk przed wszystkimi i nienawiść do siebie samego". A jeśli poznają prawdę, poczują odrazę i ich straci? Taka pobudka, może być odczytana jako egoistyczna. Druga, możliwe, że wynika z troski o przyjaciół; dlaczego miałby obarczać swoim ciężarem tych, których kocha? Trudne! Im dłużej więzi tajemnice, tym trudniej mu je wyznać. Chociaż mógłby poczuć ulgę.
Wspomnienia krzyczą, bolą, tkwią w środku jak zwierzę, podnoszące łeb, wystawiające szpony.
Jak ma je stłumić? Jak zabić?
Nie ma nad tym kontroli. Ma wpływ na swoje ciało...


"Małe życie" to powieść o przyjaźni. Silna męska przyjaźń, jest "hołdem", złożonym przez pisarkę pewnemu stylowi życia, z podkreśleniem znaczenia wieloletnich przyjaźni, zawieranych z własnego wyboru.
Bohaterowie tworzą więź, która jest wartością odznaczającą się wieloma cechami, jak: ufność, szczerość, zobowiązanie, odpowiedzialność. Współodczuwają swoje udręki, ale też radości, "chwile doskonałe", kiedy mniej boli codzienność.

W powieści dokonuje się trudnych wyborów, o zarysie moralnym, podyktowanych lękiem przed niewygodą, nędzą, samotnością.
Jest to też powieść o formach władzy. Silnej, bezwzględnej, odbijającej piętno na zawsze. O tym, jak wszechmogący dorośli sprawują władzę nad dziećmi, władzę zmieniającą się w przemoc, zdolną odmienić i naznaczyć całe przyszłe życie.


Zdołałam oddać zaledwie część swoich emocji i przekaz, jaki do mnie dotarł. Zachęcam wszystkich wymagających czytelników do poznania treści tej niezwykle fascynującej, głębokiej opowieści.
 Przejdźcie, wspólnie z autorką i jej bohaterami drogę do ich dorosłości, sukcesów, porażek, pięknie wzbogaconą uczuciem przyjaźni, która jest wyrazem szczęścia w bolesnym świecie.

To powieść totalna. Uniwersalna. Taka literatura nas naznacza. Trudno się z nią rozstać. Zapomnieć...? 
To niemożliwe!


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem





środa, 6 lipca 2016

WYNIKI WAKACYJNEGO KONKURSU!

Serdecznie dziękuję wszystkim uczestniczkom za udział w Wakacyjnym  Konkursie oraz za Wasze cudowne przepisy na zmaganie się z przeciwnościami losu. Rady bardzo cenne, z pewnością skuteczne, warte naśladowania. Wybrać trzeba jednak tę zwycięską. Dzięki szczodrości Wydawnictwa Lucky mogę nagrodzić dwie odpowiedzi, co mnie niezmiernie cieszy.














Ogłaszam zwyciężczynie:

Pani Jolanta Prusakowska
Pani Kasia Katarzyna


Gratuluję wygranej i już teraz życzę miłej lektury. Pozdrawiam wakacyjnie i uprzejmie proszę o nadesłanie adresów korespondencyjnych na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com, abym mogła wysłać nagrodę w postaci książki autorstwa Anny Szczęsnej pt. "GANG różowych KAPELUSZY", którą ufundowało Wydawnictwo Lucky Wydawnictwo Lucky - logo




środa, 29 czerwca 2016

WAKACYJNY KONKURS!



Drogi Czytelniku,

masz w perspektywie urlop, zasłużony odpoczynek
od obowiązków, zadań specjalnych i ciągłego pędu?
Chcesz się zrelaksować, nabrać dystansu, a zarazem
dobrze się bawić? Może Tobie pomóc w tym lektura najnowszej książi autorstwa Anny Szczęsnej pt. "GANG różowych KAPELUSZY", nad którą blog Myśli rzeźbione słowem sprawuje patronat medialny.
Jest to lektura z pozoru lekka, łatwa i przyjemna - z pozoru, ponieważ pozawala na głębsze przemyślenia i uświadamia, że cokolwiek  złego nas w życiu spotyka, to jeszcze nie jest to koniec świata!

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie?


1. Należy odwiedzić fanpage Myśli rzeźbione słowem;

2. Udostępnić na swoim facebookowym profilu, post konkursowy znajdujący się pod poniższym adresem:

https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

3.Odpowiedzieć w komentarzu pod postem na pytanie:

Jaki jest Twój złoty środek na życiowe zawirowania i przeciwności losu?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Co zrobić żeby wygrać książkę?

Nagrodzona zostanie osoba, która w najciekawszy sposób odpowie na pytanie konkursowe.


Kiedy i gdzie nastąpi rozstrzygnięcie konkursu?

6 lipca 2016 r. o godz. 20:00 na fanpage'u oraz blogu Myśli rzeźbione słowem.


Kto ufundował nagrodę?


 Wydawnictwo Lucky



Serdecznie ZAPRASZAM do udziału w konkursie - ja już jestem po lekturze, zapisałam się do Gangu Różowych Kapeluszy,  a na zachętę zapraszam do lektury mojej recenzji :) 



piątek, 17 czerwca 2016

"Gang różowych Kapeluszy" Anna Szczęsna

Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: czerwiec 2016
Ilość stron: 304



                                    NA ZAKRĘCIE...

              tytuł rozdziału "Gang różowych kapeluszy" Anna Szczęsna


   Każdy może nagle znaleźć się na zakręcie.Wcale nie trzeba być w wieku 60+, jak cztery bohaterki powieści Anny Szczęsnej "Gang różowych kapeluszy". Stanąć twarzą w twarz z ciemną plamą, z nieprzeniknionym mrokiem, z mgłą, burzą, sztormem, a nawet gromem. Tak nagle, nieoczekiwanie, boleśnie, coś może przesłonić i odebrać całą radość i beztroskę. Jakaś chwila, moment jakiś, niczym cezura, bez znieczulenia, przecina czyjeś życie na dwie części, na tę "przed" i na tę "po".
Zdarza się, że to ciężar nie do udźwignięcia. Powalający. Można ugiąć się i tak pozostać na długo. Samym ze sobą. Izolować się. Cierpieć. Ginąć. Można też, podczołgać się, by zobaczyć, co jest za zakrętem...? Znaleźć siły, by odebrać uporczywie dzwoniący telefon, czy też otworzyć drzwi, by podjąć*"pomocną dłoń".O tym jest właśnie ta książka.

O niepowetowanych stratach; o upływie czasu, przemijającej urodzie, utracie zdrowia i witalności, o samotności. Wszystko to przekazane jest w niekonwencjonalnej formie, z domieszką humoru, nutką szaleństwa i ogromem pozytywnej energii.  Aż dziw bierze, że pisarka, przedstawicielka młodego pokolenia, potrafiła wziąć w ręce tak trudne, przygnębiające zagadnienia, pozbawić je zbędnego balastu i wyeksponować łagodniejszą, jaśniejszą, pozytywną ich stronę.

Cztery główne bohaterki, to cztery przyjaciółki, każda ze swoim bagażem życiowych doświadczeń. Dużo je różni. A co  łączy?

MARIA, dopiero co, pochowała swojego ukochanego męża Gucia. Otacza ją "smutek gęsty jak smoła".
Dlaczego Gucio miał przed nią tajemnice? Dlaczego musiała usłyszeć to z ust jego pierwszej żony? Jakie miała intencje Krystyna, ujawniając jej to wszystko właśnie teraz? Jak wydarzenia z przeszłości wpłyną na przyszłość Marii?
Czy oswobodzi się z owijającej ją*"żałoby na metry"? 

OLGA potrafiła przed światem i przyjaciółmi kreować się na silną i barwną osobę.
"Natura obdarowała ją dość atrakcyjną powłoką, pod którą skrywała się prawdziwa ona, zimna i nieczuła."
Mężczyzn traktowała przedmiotowo. A gdy uczucia dochodziły do głosu, skrzętnie je skrywała i uciekała przed nimi. Tak było bezpieczniej. Do niej zawsze należało ostatnie słowo i to ona odchodziła. Schronienia szukała w literaturze o kobietach, jej podobnych, silnych, ale i okrutnych. Smutki topiła w alkoholu, który miał znieczulić ból samotności. 
A, gdy poznała Konrada..., wiele się zmieniło. Ale wraz z nim przyszły chwile, "gdy niemożliwym jest przybranie maski".

SERAFINA jest mistrzynią w parzeniu ziołowych mikstur. Leczy nimi wszystkie swoje i cudze niepokoje. Wyciszona, potrafi cieszyć się tym, co dookoła. "Po każdym przykrym zdarzeniu po prostu otrzepywała się i obracała twarz w stronę słońca." Swą codzienność dzieli z kotem Cynamonem. Wdzięczna była ogromnie losowi, że ma swoje przyjaciółki i są zawsze obok, gdy się coś dzieje. 
Nagle w jej spokojne życie, z impetem, wprowadza się siostrzenica Bogna, a wszelkie jej pomysły, przeganiają nudę na cztery strony świata.

BARBARA, jako jedyna z przyjaciółek, ma liczną rodzinę; czworo dzieci, wnuczkę i męża Lucka, o którego troszczy się, dba od lat, niczym o kolejne dziecko. Wszystko było na jej głowie. Sama musiała dopilnować całego domostwa, nikogo nie prosząc o pomoc. Nagle kręgosłup odmawia jej posłuszeństwa. 
Smaruje, okłada czym tylko może, by poczuć ulgę. Jakimś zbiegiem okoliczności rozmasowano jej kręgosłup olejkiem erotycznym, czego skutki były nieprzewidywalne. 
Konieczna jednak była terapia i rehabilitacja w sanatorium i związany z tym wyjazd do Ciechocinka.
*"Ale jak to, mam wyjechać?" Zostawić dom, rodzinę? Czy to możliwe?

Cztery kobiety i otaczająca je rzeczywistość. Przyjaźnią się, wspierają, rozumieją bez słów. Wspólnie i każda z osobna, robią bilans zysków i strat, dokonują podsumowań, stawiają sobie ważne pytania. I chociaż coś cennego przemija bezpowrotnie, one pozostają i ich niezrealizowane marzenia. Budujące jest to, że wiek nie zakotwicza ich w jednym miejscu. Jednoczą się swoją siłą, energią, chęcią sięgania po marzenia, by je spełniać i siebie same. Zakładają różowe kapelusze, tworząc swój GANG, uzbrajają się w szaloną spontaniczność i ruszają w bój po trochę szczęścia, które zamierzają wyrwać życiu.
Próbują coś zmienić*"w poszukiwaniu dawnego rytmu", a może*"blasku przyszłości", wpatrują się w horyzont, na którym może pojawić się coś nieprzewidzianego,*"czyżby przeznaczenie"?

Rozterki, problemy, straty, ale też i marzenia, plany, sposób na znalezienie szczęścia rozpisane na 61 rozdziałów, które to dzielą fabułę na cząsteczki, niczym puzzle, które w końcu muszą złożyć się w całość, którą różnie można nazwać: Wizją, Nadzieją, Wsparciem, Mocą, Przyjaźnią.

To moje pierwsze spotkanie z pisarką Anną Szczęsną, jakże miłe i obiecujące na przyszłość. No i mam trochę do nadrobienia. Pisarka wzbudziła we mnie wielki podziw swoim stylem, humorem, umiejętnością mówienia o rzeczach bolesnych, trudnych, nawet ostatecznych w sposób luźny, śmieszny, pozwalając przy tym sobie i nam, zarazem, na dystans do spraw, na które, tak naprawdę, nie mamy wpływu. Pozostaje więc je polubić, oswoić, no choćby zaakceptować. Podziw jest tym większy, jak już wcześniej wspomniałam, pisarka jest młodą osobą, a pisze o psychice, obawach, odczuciach kobiet mocno dojrzałych, wchodzących w objęcia bezlitosnej starości, z wielką empatią.
Zapisuję się do Gangu różowych kapeluszy - MOSB (Maria, Olga, Serafina, Barbara), który rozszyfrowałam według własnej fantazji: Muszę Odnaleźć Swój Brzeg, choćby pod prąd...



*cytowane  wyrażenia, zaznaczone tłustym drukiem, to tylko kilka z 61 tytułów rozdziałów powieści.


*Dziękuję Wydawnictwu Lucky za możliwość zrecenzowania książki Anny Szczęsnej, która miała swą premierę 15 czerwca 2016 roku.
                                         
                                                                        


Zapraszam na swój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/





poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Hormonia" Natasza Socha

Okładka książki HormoniaAutor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016
Ilość stron: 336


  Może to była chęć zobaczenia świata na własnych warunkach?
Przekonanie się, że chociaż nie można w życiu osiągnąć wszystkiego, to jednak są cele, do których każdy da radę dojść.
Wystarczy tylko założyć buty.

                                              cyt.: "Hormonia" Natasza Socha




  Powieść Nataszy Sochy "Hormonia", otwiera serię zatytułowaną: "Matki, czyli córki". Słowo "czyli", utożsamia ze sobą te dwie, tak bliskie sobie osoby, w myśl przysłowia:  "taka córka, jaka mać".
Piękna jest to relacja i jednocześnie bardzo trudna. Matki, kochając bezgranicznie, chroniąc przed całym złem tego świata, zupełnie nieświadomie, zatracają się w swej miłości.

"Widzisz, my, matki uzależnione, nie chcemy być odseparowane od życia własnych dzieci. Jesteśmy trochę jak męczennice, które całkowicie podporządkowują się swojemu dziecku. Składamy siebie w ofierze i pewnie oczekujemy w zamian wdzięczności."

Matczyna troska nie mija z czasem. Chociaż, gdzieś po drodze jest taki moment, nieoznaczona niczym granica, gdzie błyska ostrzegawcze światełko, kiedy to matki powinny puścić "ster" ze swoich rąk i uczyć córki samodzielności, pewności siebie, dodawać odwagi. Czasem udają, że nie widzą i jeszcze mocniej "owijają siecią, jak pajęczyną i chcą, żeby tak już pozostało".

"Podobno kiedy dziecku usuwa się kamienie spod nóg, w przyszłości potknie się o ziarno piasku."

Córkom też zapala się lampka i mówią: "dość", chcę sama iść, sama decydować, nawet popełniać własne błędy. A jeśli nie starczy odwagi na bunt...?
Kalina, bohaterka powieści "Hormonia" ma skończone czterdzieści pięć lat, nieudane małżeństwo za sobą. Sama wychowywała córkę Kirę, która jest już wprawdzie dorosła, ale nie samodzielna, wciąż mieszka razem z matką i babcią Konstancją. Czy udało się Karinie nie powielać błędów matki?
Dopiero teraz Karina odważyła się na sprzeciw, postanowiła odciąć się od "smyczy". Możliwe, że czekała na burzę hormonów, jaką zafundowała jej menopauza, która uzmysłowiła przy okazji, że najwyższy czas samej podejmować decyzje, realizować swoje plany i spełniać marzenia, marzenia spisane na sekretnej liście.
Nieznana dotąd Karinie odwaga, wraz z nutą szaleństwa, próbowały rozprawić się z nękającymi ją lękami, obawami, paraliżującym strachem, próbowały skutecznie odmienić jej los. 
Karina odpowiada na nietypowy, intrygujący anons z prasowego kącika towarzyskiego. Umawia się na spotkanie i wraz z nowo poznanym Kosmą, wyrusza w drogę do wymarzonego Amsterdamu.

Ucieczka?

"Największym paradoksem ucieczek w świat jest to, że tak naprawdę nie można przed niczym uciec. (...) Kalina uciekała przed zaborczością matki i atakującą ją starością. Zarówno jedna, jak i druga wpakowały jej się do samochodu."

Po drodze zabierają dwie autostopowiczki. Dosiadają się, niczym w teatrze, dwie kobiety, każda ze swoim bagażem doświadczeń i problemów, mają tutaj do odegrania znaczącą rolę. Szarlota, podobnie jak Karina, nękana jest przez menopauzę i przez  związane z nią lęki, gotowa na wszystko, by wyszarpnąć się ze szpon starości. Marianna zaś, w przeciwieństwie do Kariny, ucieka przed swą córką, z którą od dłuższego czasu nie może dojść do porozumienia. Ma tutaj miejsce niebywała konfrontacja wszelkich dylematów, problemów, rozwiązań. Ten pomysł na wspólną podróż jest rewelacyjny, uatrakcyjnia wycieczkę i wzbogaca o dodatkowe spostrzeżenia, co w konsekwencji daje nowe, świeże spojrzenie na problemy ich wszystkich i możliwość rozwiązania ich.
Trudne sytuacje, problemy, decyzje, widziane przez pryzmat  twórczości Nataszy Sochy, nie tracąc nic ze swej rangi, stają się lżejsze, łatwiejsze i możliwe do zaakceptowania.
Pisarka, dzięki swojej filozofii życiowej, posiada umiejętność przewartościowania pewnych rzeczy i dostrzegania, nawet w trudnych sprawach, łagodniejszej ich strony. Swoim pozytywnym widzeniem świata potrafi zarażać czytelnika, potrafi sprawić, że ufamy jej, odczuwamy ulgę, wierzymy, że to, co nas spotkało, to jeszcze nie jest koniec świata. Humor i styl Nataszy Sochy czyni cuda. Jest wesoło, refleksyjnie i motywująco.

Jeśli jeszcze nie zetknęliście się z utworami Nataszy Sochy, to gorąco namawiam. Poznajcie koniecznie nietypową "Macochę", "Maminsynka" oraz spróbujcie jak smakuje "Rosół z kury domowej". Tematy ważne, problemy, dotyczące jej bohaterów, stają się też naszymi problemami.  Podejście do trudnych zagadnień z poczuciem humoru, pokazuje nam i uczy zarazem, jak nabrać dystansu do nich i siebie samych.
Lektura zadziała skuteczniej, niż kolorowa tabletka na uspokojenie. Może przyśni się każdemu z Was, jego własny "Amsterdam", a możliwe, że stanie się bardzo realny. Wystarczy tylko wstać i "założyć buty".


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz recenzencki, dzięki któremu mogłam przeczytać kolejną powieść Nataszy Sochy i odebrać ją jako wielką dawkę optymizmu.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

sobota, 21 maja 2016

"Listy niezapomniane" Shaun Usher

Okładka książki Listy niezapomniane. Tom II   Autor: Shaun Usher
   tłumaczenie: Jakub Małecki
   Wydawnictwo: Sine Qua Non
   Data wydania: 18 maja 2016
   Ilość stron: 416



    "Listów niezapomnianych" ciąg dalszy...
Minął rok, jak ukazał się pierwszy tom publikacji Shauna Ushera "Listy niezapomniane, a 18 maja 2016 odbyła się premiera drugiego tomu tego fascynującego projektu, zbioru ponad stu listów z różnych zakątków świata, z bardziej i mniej odległych czasów, ukazującego ducha danej epoki, jak i ujawniającego tajemnice zakamarków dusz ich autorów.

Antologia stanowi nieocenioną skarbnicę epistolografii. Greckie anthos oznacza kwiat, a lego - zbieram, czyli dosłownie zbiór kwiatów. Tak tutaj, autor zebrał wielki bukiet ludzkich myśli, emocji, radości i smutków, dających świadectwo czasów, w których były odczuwane.

 Zachęcam gorąco do zapoznania się z moją opinią I tomu "Listów niezapomnianych": 

Pięknie wydany projekt, zapoczątkowany stroną internetową, teraz w formie pisemnej, papierowej, w sztywnej oprawie, bogato ilustrowany oryginalnymi okazami "staroświeckiej korespondencji", dokument dla współczesnych. Dokument tego, jak to się drzewiej listy pisało i dowód nieustającego, uniwersalnego uroku listów i opowiedzianych w nich historii.
Listy, telegramy, notatki; dzięki tym zapiskom przenosimy się w ciekawe czasy, poznając ciekawostki z życia ludzi, reprezentujących różne etapy rozwoju naszej cywilizacji, mieszkańców świata.
Każdy list poprzedzony jest krótką notką naświetlającą okoliczności, w jakich został napisany. Uzupełnieniem są fotografie zachowanych listów, zdjęcia nadawców i adresatów, zdjęcia dokumentujące wydarzenia historyczne.

Listy do matki, do dziecka, do wroga i przyjaciela, idola, krążące z miejsca do miejsca, pełniące rolę powiernika, rozjemcy, spowiednika, łączące dwie i nie tylko, ludzkie dusze.

- Wstrząsnęły mną bardzo odręczne zapiski pasażerów lotu nr 123 do swoich bliskich (12 sierpnia 1985)
Rejs samolotu z Tokio do Osace. Na pokładzie 509 pasażerów i 15 członków załogi. Awaria! 32 minuty dzieli ich od nieuniknionej katastrofy. Samolot rozbił się na górze Takamagahara. Katastrofę przeżyły cztery osoby. Pozostała wstrząsająca korespondencja wielu z pasażerów podczas tych 32 przerażających minut pisało listy pożegnalne z wyznaniami, prośbami, pełne lęku, rozpaczy, strachu...

"Bądź dzielny i żyj"
"Bądźcie dla siebie dobrzy..."
"Boję się. Boję się. Boję się. Pomocy. Niedobrze mi. Nie chce umierać..."
"Opiekuj się dziećmi..."
"Proszę żyj odważnie. Opiekuj się dziećmi..."

- Jan Paweł II napisał list zaraz po wyborze go na papieża do Felicji Wiadrowskiej (zwanej Lusią) swej         jedynej krewnej ze strony matki, córki Marii Wiadrowskiej- matki chrzestnej papieża.

- W więzieniu, tuż przed straceniem pisze pożegnalny list matka do córki.

-  Wzruszający list innej matki do swego nienarodzonego jeszcze dziecka.

- 24-letnia Janis Joplin pisze pełen ekscytacji list do rodziców. Zanim zdobyła szczyty kariery, zanim zaczęła "stąpać po bardzo cienkim lodzie, który w końcu miał pęknąć, wpadając w nałóg heroinowy". Trzy lata po tym liście zostaje znaleziona w pokoju hotelowym.

- Richard Burton pisze żarliwy, pożegnalny list do Elizabeth Taylor.

- List Toma Clancy'ego, którego Ronald Reagan nazwał "opowiadaczem w swoim stylu", tym samym kładąc podwaliny pod fenomenalną karierę pisarza.

- Victor Hugo pisze do wydawcy M. Daelliego (włoski przekład "Nędzników")
   "Miał Pan rację, twierdząc, iż "Nędznicy" to powieść dla wszystkich narodów. (...)
    W tej posępnej godzinie cywilizacji, którą teraz przeżywamy, imię nędznika brzmi Człowiek: to on cierpi    we wszystkich zakątkach świata i to on jęczy we wszystkich językach."

- List Marge Simson do pierwszej damy Barbary Bush, która stwierdziła, że Simpsonowieto "najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziała.

- Siostra Jane Austein, Cassandra pisze list do ulubionej siostrzenicy Jane Fanny Knight, opisując ostatnie godziny z życia siostry.


To erudycyjne kompendium epistolograficzne, pełne wyznań, westchnień, emocji, najskrytszych sekretów z głębi duszy płynących, przypieczętowane słodką euforią, ale często też słonymi łzami.


"Listy niezapomniane". Tom II, to wiele wzruszających, tragicznych, zabawnych i ponadczasowych historii zapisanych na zaskakująco trwałym tworzywie - papierze". Historie te zostały podane nam czytelnikom na stronicach tej pięknej książki o niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju, zapachu papieru. To szczyt literackich doznań. W moim przypadku, dodatkowo obudziły się wspomnienia, powróciły chwile emocji, jakie można odczuć tylko pisząc list do bliskiej osoby, a później ten stan, nieporównywalny z niczym, stan podekscytowania, oczekiwania na odpowiedź. Lubiłam pisać długie listy, niektóre mam na pamiątkę, bo powróciły do nadawcy wraz z jego adresatem. Pisaliście kiedyś długie listy...? Zawsze jeszcze można napisać.


Dziękuję Wydawnictwu SINE QUA NON za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

                                                                   Znalezione obrazy dla zapytania SQN logo


Zapraszam na mój fanpage na fecebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/







wtorek, 17 maja 2016

"LAUR" Jewgienij Wodołazkin

Okładka książki Laur  Autor: Jewgienij Wodołazkin
  Tłumaczenie: Ewa Skórska
  Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  Data wydania: 20 kwietnia 2015
  Ilość stron: 356



       Tak się nie po ludzku złożyło...

                                  cyt."LAUR" Jewgienij Wodołazkin


 "Laur" Jewgienija Wodołazkina to powieść nagrodzona najbardziej cenioną rosyjską nagrodą literacką „Wielka Księga”(2013r.)
Pisarz zabiera nas w daleką podróż, do średniowiecznej Rosji. Opuszczamy współczesną rzeczywistość i błyskawicznie, strona za stroną, znajdujemy się w XV wiecznej osadzie Rukinej słobodce, by, wraz z głównym bohaterem, odbyć  życiową wędrówkę i powrócić, on do rodzinnej słobódki, my do swojej współczesności, ale już odmienieni, inni.
Arsenij, bohater Jewgienija Wodołazkina, współczesnego rosyjskiego pisarza, przemierza swą drogę w czterech etapach. Zdarzenia, jakie mają miejsce po drodze, kształtują go, doświadczają, zmieniają. Na każdym etapie swej pielgrzymki, posługuje się innym imieniem: Arsenij, Medyk, Ustin, Laur, a obfitością swych przeżyć mógłby obdarować kilka ludzkich istnień. Jest postacią fikcyjną, ale złożoną z wielu rosyjskich świętych.

"Bohater wyrósł z dziesiątków tego rodzaju ludzi, którzy żyli na Rusi. Nie istnieje żaden jeden pierwowzór. To bohaterowie wielu historii o rosyjskich świętych, z legend i kronik. Wszyscy oni połączyli się w postaci mojego Laura i stali się jego literackimi przodkami."


Arsenij, jako mały chłopiec, zostaje oddany przez biednych, chorych rodziców pod opiekę dziadka Christofora, który pełnił wobec wnuka również rolę mentora. Uczył go poznawać właściwości ziół, wprowadzał w arkana trudnego fachu medyka. Osierocony przez rodziców, jak i przez ukochanego dziadka, pozostał sam, w przerażającej pustce. Bolesną samotność przerywa pojawienie się w jego życiu Ustiny. Była to miłość po grób, a i śmiało można stwierdzić, że sięgająca znacznie dalej. Stracił ją zbyt szybko, a winą za śmierć Ustiny oraz ich narodzonego martwego synka, obarczał siebie samego.
Wewnętrzna, emocjonalna szarpanina, wyrzuty sumienia, wyznaczają jemu szlak życiowej pielgrzymki. Jest to droga przez trudy i znoje. Sterczącymi wybojami są na niej straszne choroby, bieda, siarczysty mróz, zło, śmierć. Aby je pokonać, wędrowiec musi wykazać się wielką siłą, odwagą, samozaparciem, bezgraniczną wiarą. Idzie, nie tracąc ducha, nie tracąc swej wrodzonej skromności, zachowując swą głęboką wiarę, idzie, by pomagać ludziom, nie oczekując niczego w zamian. Staje się uzdrowicielem, mnichem-pustelnikiem, jurodliwym, w końcu świętym. Bezinteresowna służba innym, jego nieustające modlitwy, mają przyczynić się do zbawienia duszy ukochanej Ustiny. Czy idzie w kierunku świętości? Przy wszystkich jego zaletach, nadprzyrodzonych umiejętnościach, jest człowiekiem, którego może zgubić jeden popełniony przez niego błąd, który trzeba odpokutować przez resztę życia.

"Chciałem opowiedzieć o człowieku zdolnym do ofiary – powiedział autor w wywiadzie dla "Głosu Rosji" – Nie chodzi o jakąś wielką jednorazową ofiarę, dla której wystarczy jedna chwila ekstazy, lecz o ofiarę składaną każdego dnia, o każdej godzinie, o całe życie oddane w ofierze. Kultowi sukcesu, jaki panuje współcześnie, chciałem przeciwstawić coś innego”.



Akcja toczy się w XV wieku i na przełomie wieków XV/VI, lecz przesłanie zawarte w fabule, ma wymiar ponadczasowy. Fabuła jest, jak rosyjska dusza, melancholijna, mroczna, tajemnicza. Dusza słowiańska, dlatego tak nam bliska. Lektura powieści "Laur" jest podróżą w głąb, w głąb duszy, nie tylko rosyjskiej, w głąb nas samych. Losy Arsenija sięgają w odległą przeszłość, w historię tamtych czasów, naświetlając obraz epoki, mentalność, wierzenia, zabobony, sposób bycia ludzi w czasach średniowiecza.
Język jest dostosowany do realiów epoki, stylizowany na biblijny, dużo jest tutaj nawiązań mitologicznych, historycznych, sporo elementów folklorystycznych, fantastycznych, nadprzyrodzonych. Piękne opisy naturystyczne wychodzą naprzeciw symbolice, napotykając po drodze na archaizmy, co nadaje autentyczności, wiarygodności opisanej historii i niewątpliwie stanowi walor książki. Powstała na tym podłożu narracja, ma charakter przypowieści, sięgającej daleko, aż do hagiografii, żywotów świętych, by pod nimbem mistycyzmu nakreślić drogę człowieka z krwi i kości, cierpiącego, osamotnionego, poszukującego sensu swojej egzystencji.

Na okładce książki jest napisane: "Autor, nazywany "rosyjskim Umberto Eco", stworzył powieść, która w historycznym kostiumie zadaje niezwykle aktualne pytania." Ładnie, co do  historycznego kostiumu i ponadczasowości. Porównanie do wielkich, znanych i uznanych  ze świata literackiego, z pewnością przyciąga uwagę czytelników. Jestem głęboko przekonana, że Jewgienij Wodołazkin już wpisał się grubą czcionką w katalog utalentowanych rosyjskich pisarzy, niezwykłych znawców dusz ludzkich i umysłów.

Mnie, książka typu: życie, to jedna wielka wędrówka, bardzo przypadła do gustu. Doceniam lekturę skłaniającą do głębokich przemyśleń, refleksji, wymagającą, by zatrzymać się nad nią na dłuższą chwilę, umożliwiającą oderwanie się od otaczającej nas rzeczywistości, po to, by zaczerpnąć z odległego "kiedyś tam", uniwersalnych prostych prawd, mądrości i przenieść je do swojego "dziś". Odpowiedzieć sobie na postawione w niej pytania i postarać się, by pojęcia takie jak bezinteresowność, pokora, wrażliwość, empatia, nie stały się archaizmami.

Chciałabym bardzo zachęcić wszystkich do tej fascynującej podróży w czasie, gdzie czas, nomen omen, okaże się wcale nie takim jednoznacznym wyznacznikiem bezkresnego istnienia świata.
"Czas się zrywa i poszczególne jego części nie są ze sobą powiązane."
 Ludność zniewolona jest obsesyjnym lękiem przed apokaliptycznym końcem świata, kresem czasu, który miał przypaść na rok 7000 od powstania świata, a na 1500 od narodzin Chrystusa.
Do lektury tej powieści zachęciła mnie rekomendacja Pani Małgorzaty Kursy, jednej z kilku wspaniałych recenzentek, które opiniując książki na portalu Książka zamiast Kwiatka, podpowiadają niezdecydowanym, po jaką książkę warto sięgnąć. Zaglądajcie tam, bo warto! 

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/

piątek, 22 kwietnia 2016

"Dzieci kartografa" Sarah McCoy

Okładka książki Dzieci kartografa
 Autor: Sarah McCoy
 Wydawnictwo: Świat Książki
  Data wydania: 17 lutego 2016
  Ilość stron: 416




            Życia nie da się zmusić, żeby było takie jak chcemy, wtedy gdy chcemy.

Nie można zmienić dnia wczorajszego ani, kontrolować jutra. Możemy żyć tylko dzisiaj najlepiej jak potrafimy, co czasem okazuje się lepsze niż myśleliśmy
                                            cyt.: "Dzieci kartografa" Sarah McCoy



 "Dzieci Kartografa" Sarah McCoy to perełka wyłowiona z literackiego oceanu. Tak szczęśliwą rękę i niezawodną intuicję posiada moja córka Marta, która uwielbia robić mi tego typu niespodzianki. Trudno po takiej lekturze powrócić do rzeczywistości.

Jak powstają tak głębokie, wielowarstwowe, bogate tematycznie powieści? Zamyśliłam się nad genezą tej fascynującej historii. Co było iskrą dla pisarki, rozniecającą jej twórczy zapał?
Myśl? Postać? Miejsce? Zdarzenie?
Gdybyśmy zapytali autorkę o pomysł na tę fabułę, odpowiedziałaby, że było to jedno zasłyszane przez nią zdanie. Nasycone trwogą, bólem, bezradnością słowa, wykrzyczane przez pewną kobietę z ganku domu na Apple Hill. 

Kobiecy głos: "Pies to nie dziecko...", powracający jak mantra, stał się dla pisarki zarysem pomysłu. Twarde, wymowne słowa wwiercały się w mózg, niczym klucz w zamek potężnych drzwi do powieści.
Para bohaterów, utożsamiana z tym zdaniem, miała już swe dane osobowe. Byli nimi Eden i Jack Andersonowie.
Ukształtowane postaci tych dwojga, same przyszły do pisarki. 
Andersonowie przeprowadzają się do starego domu na  przedmieściach, by wieść dobre, spokojne życie, integrują się ze społecznością, mają plany, marzenia, całą przyszłość przed sobą. Beztroska kończy się wraz ze spadającym na nich ciosem, że marzenie o dziecku pozostanie tylko marzeniem.
Mogłaby to być, z powodzeniem, (z pewnością jednak nie większym, niż jest w rzeczywistości), samoistna historia o młodych ludziach, których życie, w całości, zostało zdominowane mozolną walką o upragnione potomstwo.
Problem bezpłodności jest obecny w literaturze. Wzbudza tyle samo dobrych, dających nadzieję, emocji, co kontrowersji. 
Są pustki, których niczym nie da się wypełnić. Nie ma alternatywy, bo każda jest tylko substytutem.
Pomimo, że problem jest bolesny, spędzający sen z powiek młodym małżonkom, to nawiążę do przedmiotowego zdania z psem, bowiem pies odegra w ich życiu istotną rolę...

 "Życia nie da się zmusić, żeby było takie jak chcemy, wtedy gdy chcemy.
Nie można zmienić dnia wczorajszego ani, kontrolować jutra. Możemy żyć tylko dzisiaj najlepiej jak potrafimy, co czasem okazuje się lepsze niż myśleliśmy."

To zdanie jest mottem, dającym doskonale wkomponować się w wiele miejsc tej wielowarstwowej powieści, adekwatnym do wielu zaistniałych w fabule sytuacji, dotyczących różnych bohaterów (może nawet wszystkich), różnych czasów, miejsc, okoliczności.

Pisarka Sarah McCoy precyzyjnie buduje konstrukcję swej powieści, dbając o każdy detal.
Kiedy znalazła miejsce na życie dla swych współczesnych bohaterów Eden i Jack'a, w dzisiejszym miasteczku New Charlestown, w Zachodniej Wirginii, zaczęła dokładnie przyglądać się temu miejscu. Zgłębiała historię okolic pełnych domków z epoki królowej Anny, z werandami, kolumienkami, spadzistymi dachami.
Stary, z XIX wieczną fasadą, teraz wyremontowany dom przy Applle Hill Land, mógłby opowiedzieć niejedną historię.
I ta tajemnicza porcelanowa głowa lalki, znaleziona przez Eden w piwnicy jej domu. Czy była tylko zwykłą zabawką...?

Dom... Adres... Historia...
Na skutek pieczołowitych poszukiwań pisarki, z archiwalnych źródeł wyłoniła się autentyczna postać Johna Browna, wraz z jego tragiczną historią. Jego heroizm w walce o zniesienie niewolnictwa, działalność w podziemiu abolicyjnym, przynależność do wyzwoleńczego ruchu Kolei Podziemnej, uczyniła z niego bohatera, znanego całemu światu.
Za bohaterstwo nie zawsze dostaje się honory, medale. John Brown dostał celę więzienną, strażnika i w końcu szubienicę. To skazanie było jedną z przyczyn wojny secesyjnej.
Tragiczna śmierć, a właściwie to już wcześniej wydany wyrok, był natchnieniem do złożenia poetyckiego hołdu temu człowiekowi przez Cypriana Kamila Norwida w utworze "Do obywatela Johna Brown": 
    "Przez oceanu ruchome płaszczyzny Pieśń Ci, jak mewę posyłam, o! Janie..."

Po śmierci Johna Browna, dzięki swej wrodzonej odwadze, sile charakteru, jego dzieło kontynuuje jedna z jego czterech córek Sarah Brown. Została obdarowana talentem artystycznym, dzięki któremu była w stanie pomóc w ratowaniu życia niewolnikom uciekającym na Północ. W swoich obrazach kreśli zakamuflowane mapy dla wyzwoleńczego ruchu Kolei Podziemnej. Pogodziwszy się z bolesnym faktem, że nie może mieć dzieci, postanowiła pomagać ludziom, jak tylko będzie potrafiła. Ukrywa ścigane rodziny. Maluje obrazy z ukrytymi mapami, a także główki lalek, za pomocą których przekazuje wiadomości walczącym.
Poznajemy wiele faktów z życia Sarah. Podziwiamy jej intelekt, pasje, zdolności, konsekwencje w podejmowaniu trudnych decyzji, gotowość do dźwigania, często bolesnych skutków swych działań. Przeżywamy razem z nią silne emocje związane z tragiczną miłością do przyjaciela, oddanego na zawsze, ale poślubionego przez inną  Freddy'ego. Jaka siła pozwala jej to wszystko udźwignąć, zachowując dobroć, szlachetność i zdolność dzielenia się tymi wartościami?
Historia pięknej Sarah, niezapomnianej kobiety z przeszłości, nie zdominowała fabuły, by stać się biografią  bohaterki. Tutaj kolejny ukłon w stronę Sarah McCoy, która z równie wielkim talentem, jak jej bohaterka, imienniczka z resztą, kreśląca mapy i wskazówki dla uciekających z Południa niewolników, tak ona sama, jako pisarka, kreśli swą mapę dla czytelnika.

Autorka wcześniejszej powieści "Córka piekarza", w swej kolejnej książce "Dzieci kartografa", umiejętnie łączy ze sobą dwie różne epoki: współczesność przeplata się z przeszłością. Dwie czasoprzestrzenie, odległe od siebie o sto pięćdziesiąt lat. Łącznikiem są dwie bohaterki; współczesna Eden i zostawiająca po sobie ślady do przeszłości, Sarah. Spotkanie i konfrontacja epok, a także ich przedstawicielek, okazują się możliwe, dzięki temu, że przeszłość nie pozostaje niebytem, gdyż pozostawia po sobie cenne artefakty, wskazówki dla potomnych.
Te dwie postacie odbijają się w sobie, jak w symbolicznym lustrze. Łączy je  silne, niespełnione kobiece marzenie posiadania dziecka, problem jak sobie z tym poradzić, jak zachować kobiecość i w czym znaleźć życiowy sens i cel oraz siłę w dążeniu do nich. Sarah i Eden tworzą wspólną opowieść o tym, że nie zawsze dostajemy od losu to, czego oczekujemy, że czasem do głosu dochodzi przeznaczenie, niespodziewanie dostajemy coś, czego wcześniej nie przewidywaliśmy, coś, co pozwoli nam odnaleźć siebie na nowo.
Dwie różne historie niepostrzeżenie łączą się w jedną fascynującą opowieść, dowodzącą tego, że "nasze drogi, losy, decyzje, dzieje, przeznaczenia, łączą się i krzyżują na jednej gigantycznej mapie świata."


Żaden, z poruszonych w powieści tematów, nie dominuje nad innym, a każdy pozostaje równie ważny. Abolicjonizm, Wojna Secesyjna są historycznym tłem, na którym odbijają się wyraziste portrety bohaterów i bohaterek wraz z ich wyborami, decyzjami, marzeniami, wzajemnymi relacjami.
Kobiety zajmują w tych poważnych, historycznych sprawach swoje stanowisko, mówią donośnym, zdecydowanym głosem. Aktywnością, działaniem udowadniają swą odwagę i siłę. 
Że przywołam inną książkę, podobną tematycznie "Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd, gdzie poznałam siostry Sarę i Angelinę Grimke z Charlestonu z Karoliny Południowej, pierwsze w historii działaczki na rzecz abolicji i prekursorki amerykańskiej myśli feministycznej, istotnej w walce o prawa kobiet.

W "Dzieciach Kartografa", pisarka Sarah McCoy, jeszcze raz daje świadectwo, jak silne i zdeterminowane potrafią być kobiety, gotowe iść pod prąd, na przekór prawu, utartym normom, zapłacić wielką cenę, by osiągnąć wyznaczony sobie cel.

Nawiązując do tytułu "Dzieci kartografa", warto wspomnieć, że oprócz niezwykłej Sarah, którą mogliśmy poznać, John Braun miał jeszcze trzy córki i czterech synów. Synowie walczyli wraz z ojcem w słusznej sprawie. Jeden z synów zginął w ataku na arsenał w Harpers Ferry, drugi został ranny. Najwięcej wiemy na temat Sarah.
Za tę akcję w 1859 roku, kiedy to John Braun usiłował wywołać powstanie niewolników na południu Stanów Zjednoczonych, atakując wspomniany arsenał w stanie Wirginia, został skazany na śmierć przez powieszenie, bez możliwości do ułaskawienia.

Sarah McCoy, tworząc postaci swoich bohaterów, tych fikcyjnych i tych historycznych, zabiera nas ze sobą w niezwykle emocjonalną podróż. Każdy z jej bohaterów rozwija się, usamodzielnia, nabiera siły, która, w jakiś magiczny sposób, emanuje na nas. Autorka postarała się bardzo, by nie powstała książka stricte historyczna, czy biograficzna, a zasygnalizowane tematy, problemy rozbudziły naszą ciekawość, skłoniły do głębszych przemyśleń i pomogły każdemu z nas docenić zwykłą naszą codzienność i to, co ona nam daje, czerpać radość z tego, co możemy dobrego zrobić dla bliskich i dla każdego drugiego człowieka. Odnaleźć w tym sens.

Okładkę książki, każdy widzi już przed jej lekturą, ale, gdy jest tak adekwatna, jak ta, to po zamknięciu książki, wciąż wpatrujemy się w okładkę i trudno jest, tak po prostu, odłożyć książkę na półkę.
Piękna grafika nawiązuje do przeszłości, która nie odejdzie w zapomnienie, bo czuwa nad nią dobry duch, Sarah Braun. Inteligentna, subtelna twarz kobiety z klasą, to twarz silnej i dumnej Sarah, spoglądającej w dół, niczym anioł, czuwający nad swoim starym, pełnym wspomnień i tajemnic domem, nad Zachodnią Wirginią, nad tym, co udało się jej ocalić.


Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/