wtorek, 30 października 2018

"Nikt nie idzie " Jakub Małecki

Autor: Jakub Małecki
                                                            Wydawnictwo: SQN
                                                            Data wydania : 31.10.2018
                                                           Ilość stron : 266


"Takie rzeczy po prostu się zdarzają."

Mówią : Jakub Małecki, autor "Dygotu", "Rdzy", nominowanych do Nike "Śladów "..., a ja już wiem, że to uosobienie niezwykłego talentu i nieprzeciętnej wrażliwości.
Słyszę: Jakub Małecki pisze kolejną książkę ..., czekam z ekscytacją, bo już wiem, że będzie to wydarzenie i wykwintna duchowa uczta.
No i mamy ten moment;  książka ma swą premierę 31 października. Możemy się delektować, karmić zmysły, zapomnieć o wszystkim wokół , by potem szerzej otworzyć oczy i patrzeć, i dostrzegać więcej, niż czubek własnego nosa.  Bo tego, między innymi, uczy proza Jakuba Małeckiego.
Chciałabym wznieść się ponad ten ogólny podziw, napisać spokojnie, bez emocji,  kilka słów polecenia, coś oryginalnego, ale to nie jest łatwe.
Książkę przeczytałam przedpremierowo, z początkiem września i trwam w nieopadających emocjach. Odczuwam, jakby autor pisał dla mnie, dla zaspokojenia mojego czytelniczego apetytu. Ale też domyślam się, że podobnie odczuwa każdy, kto zetknął się z twórczością Jakuba Małeckiego i to jest sztuką , jaką posiadł pisarz. Stworzył przestrzeń, w którą każdy może się wkomponować, w niej odnaleźć i dowolnie interpretować. Bo Jakub Małecki pisząc o sprawach, tylko z pozoru zwykłych, o naszych ludzkich, codziennych zmaganiach, o tym,  co tu i teraz, o tym,  jak żyć,  by nie tylko "mieć ", ale przede wszystkim "być ", nadaje swej prozie ładunek egzystencjalny i uniwersalny. Pisze w niezwykłym, swoim indywidualnym stylu. I to nie jest smutna proza,  a mądra, dojrzała, osadzona w realiach otaczającej nas rzeczywistości.

Swoją bohaterkę Olgę wyprawia w podróż, w dorosłe życie, z "ciepłego, miękkiego świata ", z rodzinnego Kalisza do obcej, anonimowej Warszawy, groźnej, niczym "potwór". Świat, w którym można się pogubić, można się o niego poobijać, pokaleczyć. Wsadza ją w pędzące pendolino, którym gna w stronę sukcesu,  kariery,  lepszego życia. Olga w korporacyjnym wyścigu osiąga wiele, zarabia,  podróżuje po świecie, ale na pewnym przystanku zastanawia się, czy to jest właściwy kierunek do szczęścia? Zwalnia, a może nawet wysiada. By dostrzec więcej, więcej niż widzą inni, a może i widzą, ale czy to ich obchodzi?
Pisarz stawia przed Olgą obraz, który był dla niego samego żywą inspiracją do napisania tej historii,  postać niepełnosprawnego  chłopca - mężczyzny z plecakiem pełnym nadmuchanych balonów. Ona dostrzega Klemensa i jego matkę. Zapadają w jej myśli, zajmują, wzruszają, zastanawiają obchodzą.
Wracam ponownie do tej sceny w tramwaju i badam,  co zadecydowało o tym,  że Olga dostrzega z takim przejęciem ten obraz,  o czym myśli w tej chwili, za czym tęskni. Czy jest tu wyraźna odpowiedź ? Pisarz nie daje takowych, ale jedno wiem na pewno: coś musiała zabrać ze sobą z rodzinnego Kalisza, co stanowi o tym , kim jest.
Odtąd , a po pół roku jeszcze bardziej, ich światy przestaną być oddzielnymi, równoległymi, nieznanymi sobie światami.
Od dzieciństwa plączą się z sobą drogi Olgi i Igora, rozchodzą się i schodzą, ale na jak daleko i na jak blisko, i na jak długo? Czy można jednocześnie tęsknić za miłością i uciekać przed nią?
Język, styl Małeckiego to już jego znak rozpoznawczy, pomiędzy kadrami z życia bohaterów wpisane są krótkie zdania, znaki, sygnały, bez zbędnych opisów, bez moralizowania, uświadamiające, że nic nie jest w życiu jednoznaczne, pewne, pełno w nim kontrastów i względności.  Może będzie tak..., a może nie. Coś jest wiadomo,  coś nie. Coś jest pewne i nie do końca. W jednej chwili coś tnie naszą drogę, naznacza,  niczym cezura dzieli na odcinki "przed" i "po". Jak w rodzinie Klemensa, kiedy w katastrofie lotniczej ginie jego ojciec pilot  i zostają sami z matką, a później tracąc matkę, zostaje sierotą. Jak w rodzinie Igora, kiedy jego brat nie powrócił z Japonii i ślad po nim zaginął, jakby Japonia go "zeżarła", niczym zły potwór. Jak w życiu Olgi..., to, co się wydarzyło, jaką podjęła decyzję , rzutowało na jej dalsze życie.
Rozłąki, straty, rozczarowania, obawy, zwątpienia, obsesje.  Wchodzimy w światy bohaterów i jesteśmy świadkami małych i dużych kataklizmów. Czasem wypadnie tylko cegła,  czasem rozsypie się ściana, a czasem w gruzy zamienia się cały świat. Cokolwiek się stanie, cokolwiek to znaczy, bez względu na wymiar straty i ogrom bólu,  ktoś powie: " takie rzeczy po prostu się zdarzają ".
Narracja ma swój rytm, wchodzimy w bieżący nurt zdarzeń,  Małecki pokazuje nam jak rozpadają się czyjeś światy, a potem wraca, robimy kilka kroków w tył, by zobaczyć jak poszczególne światy budowano, z jakich elementów, wprowadza nas w przyczyny i okoliczności ich rozpadu. Szuka czegoś, co daje siłę i energię potrzebną w trudnych chwilach.  Taka konstrukcja jest tutaj bardzo wymowna  bowiem to, co wydarzyło się wcześniej, kogo spotkaliśmy, choćby na moment, może być znaczące i mieć wpływ na naszą  przyszłość.

Wartość dodana w "Nikt nie idzie " to walor edukacyjny , nawiązujący do poezji japońskiej, krótkiej formy, jaką jest haiku , wiersz inspirowany emocjami chwili. To tradycja japońska, która sięga w głąb duszy. Tytuł powieści zaczerpnięty jest z poezji  Basho :
"Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru ".
Bardzo trafny, adekwatny tytuł, pierwotnie książka miała być zatytułowana "Nauka latania ".
Wszystko tutaj: fabuła, konstrukcja, tytuł oraz grafika okładki  idealnie współgra. Jeśli jest cokolwiek idealnego na tym świecie. Sam pisarz stara się odwieść nas od tego przekonania, przestrzega, aby nie wpaść w pułapkę wyimaginowanego ideału, idealnego świata, idealnego ja,  bo takowe nie istnieją. Warto próbować burzyć w sobie blokady, kompleksy, pokonywać przeszkody, dręczące obsesje  na drodze do pragnień, marzeń, miłości,  aby dotrzeć do samego siebie.
Jeśli szukać klucza, za pomocą którego pisarz otwiera serca czytelników,  to jest nim zdolność obserwowania, nacechowana empatią, otwartość na drugiego człowieka, pomimo, że dźwigamy  własny,  wcale nie lekki, bagaż.

Na koniec powiem, że zainspirowana haiku, emocją chwili, spróbowałam coś stworzyć, nawiązując do przesłania, jakie wyczytałam gdzieś "pomiędzy ":
Kim będziesz jutro
Patrząc na czyjeś wczoraj
Okiem obojętnym?



*Dziękuję serdecznie Wydawnictwu SQN za egzemplarz przedpremierowy na długo przed premierą książki.



Zapraszam na mój fanpage na facebooku: /https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem/



                                                         
                                                 


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz