czwartek, 11 września 2014

"Myszy i ludzie"- autor: John Steinbeck- recenzja

Autor: John Steinbeck
Tłumacz: Zbigniew Batko
Tytuł oryginału: Of Mice and Men
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 lutego 2012
Ilość stron: 120


                            Tacy jak my, co to pracują na ranczach, to najbardziej samotni goście na świecie. Nie mają rodziny. Nie mają własnego kąta (...)Zarobią trochę forsy, a potem idą do miasta i przepuszczają wszystko(...) Żadnej przyszłości ani planów.
                                           Z nami jest całkiem inaczej (...) Bo ja mam ciebie, a ty masz mnie...
                                                                                       
                                                                                          Cyt.:"Myszy i ludzie"- autor: John Steinbeck

                   John Steinbeck-amerykański pisarz i dziennikarz, laureat literackiej Nagrody Nobla (1962), do której niewątpliwie przyczyniła się powieść : "Grona gniewu"(1939)- realistyczna, poruszająca opowieść o tułaczce oklahomskich farmerów poszukujących pracy podczas Wielkiego Kryzysu w Stanach.
Pisarz, często sam, w przerwach podczas studiowania, podejmował pracę na ranczach, w sadach, w fabryce cukru. Zaprzyjaźniał się z ludźmi niższych warstw społecznych.Świat, jaki przedstawiał w swoich utworach nie był fikcyjnym wytworem, a powstał w wyniku własnego doświadczenia.
            Wielki Kryzys lat 30-tych XX wieku w Ameryce jest tłem książki Steinbecka "Myszy i ludzie" (1937). Brak pracy, trudności ze znalezieniem jej, to problem wielki i trudny, a książeczka, w której jest o tym mowa, kontrastowo mała i niepozorna. W swej krótkiej, 120 stronicowej formie, to lektura na jeden wieczór. I tutaj jest miejsce, by zapewnić, że treść po stokroć przerasta formę i na długo zostanie w pamięci, w nas.
           Głównych bohaterów tej opowieści poznajemy podczas wędrówki od farmy do farmy w poszukiwaniu pracy. Z przodu maszeruje niski, lecz silny, energiczny George, krok w krok za nim "stąpał ciężko jak niedźwiedź" Lenni. "A jego ramiona zwisały bezwładnie wzdłuż boków". Lenni był nieporadny, jak małe dziecko. Zachowuje się impulsywnie i nieprzewidywalnie, co sprawia, że często obaj znajdują się w poważnych tarapatach i szybko muszą zmieniać miejsce pracy. Mocą obietnicy, złożonej ciotce Lenniego, Klarze, George wziął na siebie odpowiedzialność za niego. Bez względu na kłopoty, jakich mu przysparzał, różnic, jakie ich dzieliły, połączyła ich silna więź bezinteresownej przyjaźni. Budzili podziw spotykanych po drodze ludzi.
         Ich celem było zarobienie pieniędzy na wymarzony kawałek ziemi, wymarzone ranczo ze zwierzętami. Takie małe gospodarstwo i to, by żyć z tego, co da ziemia i z królików było ich wielkim marzeniem. Wizja  wspólnej przyszłości, opowiadana kilkakrotnie przez Georga na życzenie infantylnego przyjaciela, stała się sensem ich trudnej egzystencji. George i Lenni są uosobieniem amerykańskiego snu o raju utraconym. Sen ten dotyczył wielu mieszkańców Ameryki. Często był to sen, który nigdy z jawą nie miał nic wspólnego.
        Gospodarstwo, gdzie znajdują pracę jest swego rodzaju hierarchią, według której pracownicy ustanawiają dla siebie pewien szyk, ład, porządek. Stwarza to poczucie, że ktoś jest ważniejszy, lepszy, coś od niego zależy, a ktoś drugi nic nie znaczy.
        Steinbeck, uczulony na nierówność społeczną, wszelkie formy poniżania kogokolwiek, nakreślił wymowny obraz relacji ogólnoludzkich. Zamiarem jego było uwypuklenie czyjegoś mniemania o sobie, o swojej wyższości, jakże często mylnego. W tym błędnym przekonaniu, w nieświadomości swojej, zgoła, małości, tkwił jeden z pracowników-Carlson. Utożsamiał się z silnymi, lepszymi, bo ci tylko mają rację bytu. Słabi, inwalidzi są już nikomu nie potrzebni, nie zasługują na nic dobrego, nawet, by żyć. Tak właśnie czuł się stary Candy. Bezużyteczny, ponieważ nie miał jednej ręki, obawiał się, że podzieli los swego starego, ukochanego psa. Wyrok na psa wydał Carlson i z właściwą dla siebie siłą przekonania, tłumaczył swoją rację. Szczegółowa scena uśmiercania psa, daje wyraz filozofii życiowej, wyznawanej przez ludzi pokroju Carlsona. Podobnie, jak stary Candy, czuł się czarnoskóry stajenny Crooks. Odizolowany, wyalienowany,  nie mógł z pozostałymi przebywać w jednym baraku, nie mógł z nimi grać w karty. Był "gorszy". Sam w stodole, niczym "schowany w skorupie", czytał książki. "Książki są psa warte. człowiek musi mieć kogoś bliskiego. Dostaje fioła, jak nikogo nie ma (...) Człowiek z tej samotności może się rozchorować".
  Na samotność cierpi też młoda piękna żona Curley'a, syna gospodarza. Dziewczyna nie ma imienia, reprezentuje rzesze kobiet wyalienowanych, pozostających w cieniu mężczyzn. Niespełniona zawodowo, artystycznie, chciała zostać aktorką, nosić piękne suknie, poszukuje bliskości, choćby rozmowy z kimś. Przez co zaborczy i chorobliwie zazdrosny mąż, zakompleksiony, z powodu swego niezbyt słusznego wzrostu, popada w stany agresji. Nikogo nie lubi, z każdym szuka zaczepki, każdemu chciałby udowodnić swą "wyższość", poprzez bokserskie ciosy.
       Para nierozłącznych przyjaciół, George i Lenni, w swej niedoli, mają siebie. I marzenia. Te wartości przekuwają się w siłę, ponadczasowość. Są mocą dla każdego, bez względu na narodowość, kolor skóry, wiek, bez względu na położenie geograficzne. I ta bezcenna przyjaźń, poprzez splot niefortunnych zdarzeń, zostaje wystawiona na ciężką próbę. Stanowić o niej mają niezwykle trudne wybory, o wątpliwej moralności, ale uwzględniające, nie siebie samego, spokój własnego sumienia, a właśnie dobro czyjeś. W imię przyjaźni szczerej, prawdziwej. I nie postawię tutaj żadnego znaku zapytania odnośnie tej próby, tego trudnego testu. Było by to pytanie retoryczne. Bo to właśnie taka przyjaźń jest, przez duże "P".
          Z pozoru prosta fabuła o przyjaźni. Sentymentalność, prosty sposób postrzegania problemów społecznych, jak również prosty język, to cechy, które były podkreślane przez znawców literatury, z całym ich krytycznym wydźwiękiem. Jednak, to te cechy właśnie , stanowią o konsekwencji pisarza, przywiązaniu do tradycyjnego stylu narracji, co w rezultacie czyni z twórczości Steinbecka zwierciadlany realizm, ponadczasowe motywy ludzkiej godności i cierpienia.
      Jednowątkowa problematyka, typowa dla noweli, rozszerza się, poprzez powieść, do paraboli ludzkiej egzystencji, uwzględniając, nie tylko społeczną nierówność, ale też ogólnoludzkie odczuwanie. Jest to historia nie tylko o wspaniałej przyjaźni, poświęceniu, odpowiedzialności za drugiego człowieka, ale też o wyobcowaniu, samotności, tęsknotach i marzeniach.
    Ta mała książeczka, niczym baśń na jeden wieczór, na długo pozostanie w pamięci czytelnika. Nie chciałabym porównywać jej z żadną inną lekturą, ale siłą rzeczy wspomnę o "Małym księciu" Antoine'a de Saint Exupery'ego.
    I za kolejne 77 lat, czy lat 100, czy więcej, gdy ludziom będą wystawać już może antenki z głów, a wokół świecić będzie srebrzysty nimb, galaktyczne halo, kosmiczna aura, to treść tej książeczki będzie równie aktualna, jak w chwili pierwszego wydania (1937) i ważna jak jest dziś.

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz