czwartek, 22 października 2015

"Szum" - Magdalena Tulli

Autor: Magdalena Tulli
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 20 października 2014
Ilość stron: 208


 Trzeba być twardym, a nie miękkim.
                      cyt.: "Szum"-Magdalena Tulli



Czy można okiełznać demony przeszłości, uśpić je? Zamknąć w sobie?
Przeżycia, które boleśnie nas ranią, okaleczają, nigdy nie odchodzą w niebyt. Pozostają z nami na zawsze. Wybaczone, czy nie, są niezapomniane. Wracają co jakiś czas, dochodzą do głosu. 
I chociaż boli, to, nie wypada okazać słabości? Czy zawsze trzeba być "twardym", trzeba "trzymać fason"? 

Dziewczynka, jak nazywa samą siebie narratorka, oprócz własnych demonów, ma jeszcze przysposobione, odziedziczone po matce. Najgorsze są te skrywane przez całe życie, skamieniałe na serca dnie. Ta scheda po matce, byłej więźniarce obozu w Auschwitz, była nie do udźwignięcia.
Dziewczynka, będąc już dorosłą kobietą, wraca do swojego dzieciństwa, do trudnych relacji z matką i próbuje po raz kolejny wszystko sobie uporządkować i lepiej zrozumieć.

Dlaczego matka nie broniła jej, nie pocieszała, kiedy wszyscy ją poniżali i wyśmiewali? Dlaczego nie stanęła po jej stronie, gdy miała kłopoty w szkole? A w domu, matka wraz ze swą siostrą i z "nim", jej synem, egzekwowała narzucone jej "rygory", wpędzając w poczucie winy.
"Dlaczego...?- Dlatego...!"
Dziewczynka głęboko analizuje popełniane przez siebie błędy i pochodne od nich pasmo niepowodzeń. Przyjmując z każdej strony płynącą krytykę, zastanawia się, dlaczego innym, dlaczego "jemu" wszystko wolno, a jej nie. "Pół tonu ciszej", upominano ją, bo mówiła za głośno. Porównywała się z innymi. Czuła się gorsza, wyobcowana. Doświadczała na każdym kroku przejawów niesprawiedliwości.

Jej niezgoda budzi gniew. Buntując się kłamie, wagaruje, wywołuje kolejne "skandale", wpada w furię, rzucając nogami od krzeseł. Taka nienormalna. Odstająca od przyjętej normalności. 
Normalny, rzeczywisty świat był dla niej za trudny. W szkole same upomnienia, złe oceny, w domu wszechobecni esesmani w czarnych mundurach, z furią w oczach. Wyłażą ze snów matki i są wszędzie. Zjawy, mary, przybierające ich postaci, ich twarze, przenoszą matkę w tamte miejsca, na plac apelowy. Są zdolni strzelać za niedopięty guzik.
Aż chce się krzyczeć. Ale w tym świecie, w którym obowiązuje rygor "pół tonu ciszej", krzyczeć nie wolno.

Bohaterka tej opowieści stwarza swój własny, wyimaginowany świat. Przenosi się do lasu. Tutaj mogłaby wykrzyczeć cały swój ból, ale tutaj nie ma już tej potrzeby, by krzyczeć. Tutaj nie ma nakazów i ograniczeń. To świat bez "rygoru". Poznaje tam liska i jego dobre rady. Rozmowy z liskiem są bardzo dla niej ważne, pomagają wiele przetrwać. Lisek jest synonimem sprytu, mądrości i tak cennej wolności. Ucieczka w ten świat jest zbawienna. Wciąż do niego wraca, nawet w dorosłym życiu. Rozmawia przez telefon ze zmarłymi, wyjaśniając ważne, zaprzeszłe sprawy. Schodami w dół, do podziemi dostaje się do Sądu Najniższego. Kto kogo tam będzie osądzał? Kto komu będzie w stanie wybaczyć? Czy wszystkie winy można odpuścić? I wszystko jest do wybaczenia? Rzeczywistość miesza się z fantazją. To zabieg oryginalny. Pozbawia powieść charakteru stricte autobiograficznego, a wynosi ją do poziomu uniwersalnego. Pisarka, zwierzając  się nam z własnych przeżyć, uzmysławia, jak wiele nas łączy, choć nie musimy dzielić takich samych doświadczeń.

Dorosła dziewczynka wciąż chce uporać się z przeszłością. Wraca do relacji z matką, pomimo, że czuje chłód, przejmujący ziąb. Matka już nie żyje. Ale ona pragnie znaleźć wytłumaczenie, dlaczego matka "uwierzyła w wyższość milczenia, w zwycięską siłę chłodu"? Dlaczego pozwoliła, żeby "rozwinęła się w niej twardość serca, jakiej życie naprawdę od nikogo nie wymaga (...) Nigdy."
"Dlaczego?- Dlatego!"
To, co matka przemilczała, skrywała, odezwało się donośnym głosem. Nie utraciło "atrybutu istnienia". "Przeniosło się na nią", z całą przytłaczającą mocą. Jak ona ma sobie z tym poradzić? Czy wciąż czuje gniew? Tak trudno jest się go wyzbyć.  
Ale w niej, oprócz dziewczynki i lisa, mieszkał ktoś jeszcze, "ktoś twardy, na wszystko gotowy".
Czy gotowy wybaczyć? Bo to bardzo trudne,  zwłaszcza, gdy "nikt nie przeprasza".
"Ukrywanie cierpienia to straszny ciężar". Może, zatem warto podjąć trud, by go zrzucić i poczuć ulgę...? Poczuć się wolnym...?
O takich ważnych sprawach jest ta mała książeczka Magdaleny Tulli. Nie wystarczy jednak przeczytać ją, by stać się mądrzejszym. Nie jest to przyspieszony kurs wybaczania. Tego nikt nie nauczy się w tak rekordowym tempie. Trzeba cofnąć się, czasem bardzo daleko, zajrzeć wgłąb siebie. Może najpierw trzeba wybaczyć sobie samemu. Pozwolić swoim słabościom dojść do głosu, pozwolić im ujawnić się bezwstydnie. Mamy prawo je mieć. Musimy tylko umieć je okiełznać, oswoić. Może właśnie to jest normalność...?

Odziedziczona, niegojąca się "rana pod sweterkiem" i ciągła ucieczka dziewczynki, czującej na swych plecach ziejący oddech przeszłości, to motyw literatury odbijającej zjawisko Holokaustu. "Szum" Magdaleny Tulli kojarzy się mocno z "Dziewczynką w czerwonym płaszczyku" Romy Ligockiej, jak równie mocno z "Małą Zagładą" Anny Janko. Dziewczynka szuka dla siebie bezpiecznego miejsca. Odosobnienie, czy tłum? Milczeć, czy krzyczeć?

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że w małej formie można zawrzeć wiele treści. Ważnych. Uniwersalnych. Każde zdanie skłania do uwagi, do zastanowienia się. To wykwintna uczta dla wytrawnych,  wymagających smakoszy. Nie bez powodu powieść "Szum" Magdaleny Tulli znalazła się w ścisłej czołówce nominowanej do tegorocznej Nagrody Nike. 

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem




wtorek, 13 października 2015

KONKURS NA RECENZJĘ PAŹDZIERNIKA





Napisz recenzję i weź udział w KONKURSIE NA RECENZJĘ MIESIĄCA!

W październiku do wygrania książka Jakuba Małeckiego pt. "Dygot"



Zwycięska recenzja będzie pod koniec roku brać udział w konkursie na RECENZJĘ ROKU wraz z innymi zwycięskimi recenzjami z poszczególnych miesięcy!

NAPISZ RECENZJĘ, WYŚLIJ I WYGRAJ NAGRODĘ!

Zasady konkursu:
1. Aby zgłosić recenzję do konkursu, należy przesłać recenzję dowolnej książki do 25 października 2015 r. na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com (temat wiadomości: KONKURS NA RECENZJĘ) wraz z imieniem i nazwiskiem osoby zgłaszającej. Jeden uczestnik może wysłać jedną recenzję w danym miesiącu - każda recenzja może być zgłoszona tylko raz do konkursu i nie będzie mogła brać udziału w kolejnych konkursach na recenzję miesiąca.

2. Do konkursu zostaną zakwalifikowane recenzje spełniające wymogi konkursowe (patrz pkt. 7). W jednym miesiącu zakwalifikowanych do konkursu może zostać maksymalnie 5 recenzji. Jeżeli zostanie nadesłanych więcej recenzji, zakwalifikowanych zostanie 5 recenzji, które będą wyróżniały się wysokim poziomem i będą według mnie najciekawsze.

3. Recenzje zostaną jednocześnie opublikowane 26 października 2015 r. na blogu Myśli rzeźbione słowem w zakładce "KONKURS NA RECENZJĘ MIESIĄCA".

4. W konkursie zwycięży recenzja, która od momentu opublikowania zakwalifikowanych recenzji, do 31 października (włącznie) uzyska najwięcej polubień na Facebooku (przycisk "lubię  to" znajduje się pod każdą konkursową recenzją). Najlepszą recenzję wybierają więc sami czytelnicy! Zwycięska recenzja będzie pod koniec roku brać udział w konkursie na RECENZJĘ ROKU wraz z innymi zwycięskimi recenzjami z poszczególnych miesięcy.
Aby kliknięcia były naliczane, powinny być dokonane ze strony bloga Myśli rzeźbione słowem (wtedy mamy 100% pewność, że działa licznik polubień :).

5. Jeżeli zostanie nadesłanych mniej niż 3 recenzje, zwycięzca będzie wybierany przeze mnie - według kryterium poziomu i jakości recenzji.

6. Autor/Autorka zwycięskiej recenzji otrzyma nagrodę książkową ufundowaną przez wydawnictwo Sine Qua Non.

7. Wymogi konkursu:

a. Recenzję można wysłać w formie pliku (doc) lub linku / jeśli recenzję zgłasza bloger to może być ona wysłana za pomocą linka do danego bloga, z podaniem imienia i nazwiska osoby zgłaszającej (jeśli autor recenzji nie życzy sobie ujawniania swoich danych osobowych to proszę wskazać "blogowy" pseudonim, który ma być ujawniony pod konkursową recenzją natomiast imię i nazwisko pozostanie do wiadomości organizatora. W przypadku blogerów, zgłoszona recenzja zostanie skopiowana na bloga Myśli rzeźbione słowem, jako recenzja konkursowa.
b. Recenzja musi być autorstwa osoby zgłaszającej ją do konkursu, nie może naruszać cudzych praw autorskich. Organizator nie odpowiada za ewentualne naruszenia praw przez uczestników konkursu.
c. Recenzja nie może zawierać wulgaryzmów, treści obraźliwych etc.
d. Recenzję należy wysłać na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com (temat wiadomości: KONKURS NA RECENZJĘ)
e. Uczestnicy konkursu wyrażają zgodę na publikowanie ich recenzji oraz danych osobowych: imienia i nazwiska bądź pseudonim
Bieżące informacje na temat konkursu publikowane będą na fanpage'u bloga: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

W związku z powyższym zapraszam do polubienia strony, jak i zostania członkiem bloga Myśli rzeźbione słowem!

Powodzenia!

Partner konkursu:






Nagrody fundowane przez wydawnictwo SQN można nabyć również za pośrednictwem księgarni internetowej: http://www.labotiga.pl/
- See more at: http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/search/label/KONKURS%20NA%20RECENZJ%C4%98%20MIESI%C4%84CA#sthash.ZNaF6Iiq.dpuf

poniedziałek, 12 października 2015

"Dygot" - Jakub Małecki

Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 7 października 2015
Ilość stron: 320



   Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece...

                                cyt.: "Dygot"- Jakub Małecki


 Czas zatacza koło.W jakimś punkcie wszystko się kiedyś zaczyna, jak na polu w Piołunowie pod Koninem w Wielkopolsce, i wszystko się kończy.
Klamrą spięte są losy ludzi związanych ze swym miejscem na ziemi. Z pokolenia na pokolenie. Od czasów sprzed drugiej wojny  światowej do współczesności.
Nie jest tu wcale głucho, cicho i spokojnie. Mieszkańcy Piołunowa obawiają się list osób do wysiedlenia. Znajdą się na nich, czy będą mieli szczęście na nich się nie znaleźć. Dochodziło do pomyłek i dzięki temu Janowi i Irenie udało się zostać.
To oni są protoplastami rodziny Łabendowiczów. Bronek i Helena zaś, są przodkami Geldów.
Drogi obu rodzin przecinają się w pewnym momencie.

Realistyczny świat bohaterów przenikają tajemne moce. Przepowiednie, uroki, klątwy rządzą się swoimi prawami i mają silne oddziaływanie na życie tutejszej społeczności. Te siły nieczyste odpowiedzialne są za całe zło, jakiego ludzie doświadczają.  Sprawdziły się złowróżbne słowa Niemki, przeklinające Jana, gdy zostawił ją samą, bezradną na wozie. Miał pomóc jej w ucieczce przesiedleńczej do Niemiec.
Uciekł. Ze strachu przed Niemcami, przed śmiercią. Gonił go ten strach i słowa klątwy.
Żona Jana, Irena rodzi syna. "Był biały od brwi po paznokcie stóp".
Przerażenie i strach. Udusić, czy umyć...? Cisza...  "Ale podgrzej... tę wodę, bo inaczej się przeziębi".
 -"Diabeł nie dziecko". "Bezbarwny. Cudak. Zafajdaniec. Faflok.  Antychryst."
Jak było mu na tym świecie? Jak go postrzegano? Pisarz ukazuje trudny los małego Wiktora, bo tak było chłopcu na imię. Świat widziany oczami dziecka, straszny, przerażający. Z kudłami, zębami, z wygryzionym księżycem. Trudny do pojęcia. Jak ma go zrozumieć, kiedy nikt nie rozumie jego? Koledzy go upokarzają. Cieszy ich to, sprawia przyjemność. On też chciałby coś poczuć... Coś przyjemnego...
Może kogoś zbić...? Może udusić kota...? Przecież Strzępek, ten z rowu, ten z bronią, zapewnia go, że "zabijanie to najcudowniejsza rzecz na świecie". Strzępek, tajemny przyjaciel. Czym sobie "zasłużył", że już swego rowu nigdy nie opuścił?

Wieś nie akceptowała Wiktora, odmieńca. Próbowano go unicestwić. Miał szczęście ujść z życiem. Miał też szczęście zaznać miłości. Kto inny mógłby go pokochać, jak nie Emilka, córka Geldów? Pomimo tej wklęsłej bruzdy na czole... Sama okaleczona w dzieciństwie płomieniami wybuchającego granatu, też była odmieńcem. Tę tragedię przepowiedziała kiedyś Cyganka jej ojcu: "Piekło ci to dziecko pożre i wypluje jak szmatę".
Dwóch odmieńców, to nie jeden. W dwojgu siła. Siła ponadczasowa. Uczy nas akceptacji, tolerancji. Uczy...?
Każda strona tej książki czegoś uczy. Nie sposób uchwycić jednego wątku fabuły. Fabuła jest jak ta rzeka, obecna tutaj, wijąca się przez całą opowieść, niczym jedna z bohaterów. Rzeka pełna niepokojących głosów, krzyków. Fabuła jest jak to życie, pełne "rzeczy niewyraźnych, rozmytych". Fabuła jest jak dygot. Trzeba w nią wejść, doświadczyć, przeżyć. Narracja niepowtarzalnie i wymownie dygocze. Oryginalna fraza, świetnie oddająca obyczajowość przedwojennej polskiej wsi, czasów PRL-u i współczesności z uwrażliwieniem na uniwersalizm pewnych elementów.

Wiktor przedwcześnie odchodzi z tego świata. Na polu, gdzie umarł jego ojciec. Nie był tam sam. Czarna postać, która też tam była, to już wieloletnia tajemnica. Po latach rozwikła ją Sebastian, jedyny syn Wiktora i Emilki. Był to winien ojcu, który opuścił ten świat przed jego narodzinami. Był to winien dziadkowi Bronkowi, zobligowany listem dziadka, niczym testamentem. Pomóc może mu tylko babka Dojka. Uznawana za wariatkę. Dojka jest wpisana w tutejszy krajobraz. Ma chyba ze sto lat, jest tu od zawsze. Wiele widziała i dużo słyszała. Zna najmroczniejsze ludzkie sekrety.
Dojka to element stały tej fascynującej opowieści. Tak, jak  i rzeka, która wciąż płynie i co jakiś czas słychać z niej głosy. Swym rykiem przywołuje kogoś. I znów kogoś. Kolejne krople swej toni. By zasiliły jej łakome wody.
"Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece".

Fascynuje mnie wybitna proza, odwzorowująca mowę ludową, lakoniczna, a zarazem pełna treści, odzwierciedlająca zwykłe ludzkie życie.
"Co trzeba widzieć, czego trzeba się bać", żeby toczyć walkę nie tylko z sobą, ale, żeby wybrać się na wojnę z samym Bogiem? Jak to zrobił  Sebastian. Jego konfrontacja z Najwyższym, przepojona goryczą, pełna pretensji, żalu i  niemocy, to scena, która robi mocne wrażenie, wyzwala ogromne emocje.
Ból... Bezradność... Zwątpienie...

"Dobre. I to bardzo dobre. Po cóż pisać więcej". Powiedział o powieści Jakuba Małeckiego dziennikarz Michał Nogaś. Podpisuję się pod tymi słowami. To książka, która "zahacza o mózg".
Jestem pod wielkim wrażeniem dojrzałości w postrzeganiu świata, jak i talentu tak młodego człowieka, jakim jest Jakub Małecki. Znacie już to nazwisko? Z pewnością, jeszcze nie raz o nim usłyszymy.
Ponadczasowość jego przekazu, to wartość nadrzędna.
Wyobcowanie.  Miłość. Cierpienie. Ból. Przemijanie. Życie. I nierozerwalnie związany z nimi dygot.

Dziękuję Wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.


Zapraszam na mój fanpage na fecebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

wtorek, 6 października 2015

"Szczęśliwy dom" - Krystyna Mirek

Okładka książki Szczęśliwy domAutor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 26 sierpnia 2015
Ilość stron: 360 


 Czasem jedna krótka burza może zniszczyć wysiłek wielu miesięcy, a nawet lat... (...)
... Jedna błędna decyzja i może się okazać, że drogi powrotnej nie ma.
               cyt.: "Szczęśliwy dom"- Krystyna Mirek 


Otwierając książkę "Szczęśliwy dom" Krystyny Mirek, otwieramy drzwi domu rodziny Zagórskich. Otwieramy furtkę do ich ogrodu, do jabłoniowego sadu, do ich świata, który Helena z Janem, tworzą wspólnie przez wiele lat. Niebawem będą świętować czterdziestą rocznicę ślubu. Rodzina żyje tą chwilą, kiedy wszyscy zasiądą przy dużym stole, ustawionym w sadzie pośród jabłoni. A na drzewach zawisną lampiony.

Do tego miejsca na ziemi, w podkrakowskiej miejscowości, niczym do bezpiecznej przystani, w każdej chwili mogą wrócić ich cztery dorosłe córki. Znajdą tu schronienie, dobrą radę, zrozumienie. Rodzice są dla nich pięknym obrazkiem, wzorem do naśladowania. Bo, żeby tak na siebie patrzeć...? I tak się o siebie nawzajem troszczyć...?
Każda z nich chciałaby tak samo być szczęśliwa. Ale tutaj nie zadziała sposób: kopiuj - wklej.
Dostały kompas i mapę, by  udały się w samodzielną wędrówkę. Dobrze, że busola zawsze wskaże drogę do domu. Bo błądzą. Podejmują złe decyzje. Stoją na rozdrożu...

- Maryla, która rozwiodła się z mężem i sama wychowuje dwóch synów. 
- Gabrysia, której największym pragnieniem jest zajście w ciążę, pokonać tęsknotę za mężem pracującym za granicą i zwalczyć niszczącą wszystko zazdrość. 
- Julia, doktor weterynarii, dla której zaręczyny z Ksawerym są wielką wątpliwością. Niespodziewanie powraca do niej przeszłość. Ale, czy wystarczy, by "przeszłość" wystroiła się w starą kurtkę sprzed lat?
Najmłodsza Anielka mieszka z rodzicami w rodzinnym domu. Razem z ojcem prowadzi jego księgarnię. Sama wychowuje córeczkę. Nikt nie wie, kto jest ojcem jej dziecka. Dom jest dla niej schronieniem, gdzie może bezpiecznie pomilczeć.

Saga rodzinna Krystyny Mirek, to nie bajka.To nie sielanka. To mądry, realistyczny przekaz. Każda z postaci, wraz ze swymi doświadczeniami życiowymi, wzbudza głębokie refleksje i ogromne emocje.
Pisarka weszła w posiadanie tajemnego klucza, za pomocą którego celnie trafia w oczekiwania czytelnika, w jego przeżycia, w tajne zakamarki jego duszy.
W jednych wzbudza sentyment, tęsknotę, dumę, a w innych żal, marzenie o podobnym miejscu. Bo nie każdy ma swą oazę, jak poznane tutaj cztery siostry, gdzie mógłby zwierzyć się, jak one, ze swych trosk rodzicom, czy ciotce Marcie, siostrze mamy. I zamiast wracać, z poczuciem ulgi do swego domu, uciekają z niego w pośpiechu, by coś tym udowodnić, zwrócić na siebie uwagę. Jak zagubiona Eliza, o którą, w końcu zaczęła się zamartwiać sama Gabriela.

"Piękno zawsze rodzi piękno. Miłość rodzi miłość. Nigdy na jabłoni nie nie wyrośnie orzech. Takie jest nienaruszalne prawo natury. "

My ludzie , możemy tylko usilnie dążyć do podobnej doskonałości, do podobnego piękna, do jego idealnej formy. Bohaterowie Krystyny Mirek szukają odpowiedniej drogi i mądrości potrzebnej w pokonywaniu przeszkód. By, pomimo różnic pomiędzy partnerami, być gotowym "przerzucać mosty nad każdą dzielącą szczeliną". A jeśli nie jesteśmy zdolni, czy tak silni, tak mądrzy, by budować mosty, a zrobi to ktoś za nas i dla nas, to mądrością jest też zaufać i przejść  przez ten most. I być razem, stanowić "trwały punkt w zmiennym wszechświecie", jak o rodzicach Zagórskich myślały ich córki:
"Mają siebie nawzajem, żadna siła ich nie złamie."

Czy jest "klucz do sprawy"? Gdzie on jest schowany? Zagórscy mają swój klucz. Klucz do przeszłości, do swych tajemnic. Czy tylko znajdą odwagę, by spojrzeć w oczy duchom przeszłości? Czy zdolni będą ją odczarować  i o niej rozmawiać? Ile trzeba czasu, ile mądrości, by wiedzieć, które drzwi otwierać na oścież, a które za sobą zamykać na siedem spustów?
Czy rodzice Zagórscy zaakceptują fakt, że ich dzieci są już od dawna dorosłe, same podejmują decyzje, wraz z ich konsekwencjami? A oni już nie mają na nie wpływu? Mogą tylko wyciągać wnioski z własnego wobec nich postępowania. Mogą podejmować decyzje, ale własne. Jaką podejmą?

Krystyna Mirek, za pomocą słowa kreuje piękne światy. Mówi o rzeczach bliskich nam wszystkim, ważnych, ale nie trywializuje. Każde zdanie jest przemyślane, mądre, dojrzałe. Bez patosu, bez zbędnego morale, wypływa z każdej stronicy to, co w życiu jest najcenniejsze. W pełni sprostała moim oczekiwaniom, jakie stawiam wobec literatury. Wkradła się w moją duszę. Wzbudza emocje tak mi bliskie i jednocześnie utwierdza w przekonaniu, że ten nasz mały świat jest przecież bardzo ważny. Jeszcze bardziej kocham naszą starą złotą jabłoń, która chroni przed upalnym słońcem, ale i przed głupotą nagłą. " I niech nam złote jabłka kradną..."
Wchodzę w te światy. Urzekła mnie księgarnia pana Jana Zagórskiego. Sama księgarnia w małej społeczności traci rację bytu. Herbaciarnia, sama w sobie, też nie ma większych szans na powodzenie. Ale razem?
Wchodzę tam. Zapach książek miesza się z naparem ziół. Sięgam z półki tomik poezji Juliana Tuwima i kładę na stoliku przy wejściu, otwarty na wierszu "Nadzieja". Niech wszyscy czytają:

"(...) Po minionych złych deszczach i burzy, powracają burze i złe deszcze. Ale ciągle nadzieja mi wróży, że to, czego czekam, przyjdzie jeszcze (...)"

"Szczęśliwy dom". Jaki on jest? Czy taki absolutnie idealny, bez skazy? Czy taki, w którym zawsze trzeba coś jeszcze poprawić, uszczelnić, wymienić?
"Szczęście". Czym ono jest? Sielanką? Beztroską? Czy może szczęściem jest strach przed burzą? O każdą dachówkę domu, o każdą gałąź, każdy kwiat, doniczkę? O każdego z domowników, kto jeszcze, z jakiegoś powodu, nie dotarł do domu?
"Mądrość". Jak ją zmierzyć? Ile okazać troski, by nie przesadzić? Ile dać ciepła, by nie poparzyć? Trochę mniej..., trochę więcej...? Byle nie być obojętnym, gdy ktoś stanie w progu...

Urzekła mnie ta powieść, jej magiczna aura, bohaterowie. "Szczęśliwy dom", to pierwsza część trzytomowego projektu sagi rodzinnej "Jabłoniowy sad". Z wielką niecierpliwością będę czekać na drugą część "Rodzinne sekrety" oraz trzecią "Spełnione marzenia."

Zapraszam na mój fanpage na facebooku:  https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem


czwartek, 1 października 2015

"Francuska opowieść"- Krystyna Mirek

Okładka książki Francuska opowieśćAutor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 17 czerwca 2015
Ilość stron: 

Walczysz o coś jak gladiator, pokonujesz konkurencję, każdą przeszkodę i zdobywasz wszystko. Wszystko, prócz tego, na czym najbardziej ci zależy.
                                cyt.:"Francuska opowieść"- Krystyna Mirek 





 Krystyna Mirek ma w swoim pisarskim dorobku już dziesięć powieści. I duże grono czytelników, do których ja dopiero dołączam. Pocieszam się jednak, że szybko nadrobię zaległości i to, co straciłam, bowiem książki, to nie moda jednego sezonu, książki pozostają już na zawsze i każdy może po nie sięgnąć w każdym czasie. Powstaje wówczas ta wspaniała współzależność odkrycie nowego pisarza, a zyskanie przez niego kolejnego czytelnika.

Promocja ostatniej powieści pisarki "Szczęśliwy dom", zwróciła moją uwagę na tyle, że brałam udział w konkursach, by ją zdobyć. Jednak bez powodzenia.
Znajomość z twórczością Krystyny Mirek zapoczątkowała tymczasem "Francuska opowieść". I już teraz mogę przyznać się, że jest to zauroczenie od pierwszego zdania. Takie miałam przeczucie i mnie nie zawiodło. Podobne odczucie już kiedyś mnie spotkało. I to nie chodzi o jakiekolwiek porównanie, a o wzbudzone we mnie emocje. Przed laty słuchając radia, stanęłam w miejscu, by wysłuchać fragmentu powieści, czytanej przez Annę Seniuk. Była to powieść Krystyny Januszewskiej "Niebo ma kolor zielony". Zawiązała się wówczas niewidzialna, silna nić. Wielką magię, za pomocą słowa uprawia też Anna Klejzerowicz. Potrafi wytworzyć, z niczym nieporównywalną energię, aurę, która pochłania całkowicie. To, co pozwoliło mi na konfrontację tych trzech pisarek, to ich wielka umiejętność obserwowania realiów otaczającego nas świata, mądrość w przekazywaniu swych obserwacji, dojrzałość emocjonalna i stawianie drogowskazów ze wskazaniem na wartości, rzeczy ważne, klucze do istoty spraw.

"Francuska opowieść", to dalsze losy Bereniki, Jakuba, Olgi i Kacpra, bohaterów wykreowanych przez pisarkę w "Szczęściu all inclusive". Wrócili już z Krety do swoich zajęć, do codzienności, która stawiała przed każdym z nich nowe wyzwania. Ostatnia, po rocznym pobycie w Grecji, wraca Berenika, dla przyjaciół Beata. Pracowała tam w hotelu jako pokojówka. To kolejne przypadkowe miejsce jej zatrudnienia, pomimo, że skończyła studia geodezyjne. W planach ma już kolejny wyjazd do pracy, też za granicę. Brak stabilizacji zaprzątał jej umysł. Pocieszająca była perspektywa wspólnego wyjazdu z Jakubem. Tak, bo Berenika nie jest już z Kacprem. Na greckiej wyspie wiele się zmieniło w ich życiu. Poddany próbie związek Jakuba i Oliwii, nie zdał egzaminu. Szczęśliwie na jego drodze pojawiła się Berenika. Tak szybko się to wszystko potoczyło. Ich uczucie zostało przypieczętowane zaręczynami. 

Czy Berenika zachłysnęła się swym szczęściem bezgranicznie? 
Radość ze spotkania, tęsknota za Jakubem, czekającym na nią już w kraju, w swym mieszkaniu, zakłócają pewne wątpliwości. Skąd one się wzięły, na jakim gruncie wykiełkowały? Jakie są oczekiwania dziewczyny wobec partnera na całe życie? Skąd pewność, skąd gwarancja, że to właściwy wybór?
Wybory... Dokonać ich. Decyzje... Podjąć je. Konsekwencje... Ponieść je, z pełną świadomością.
To wielka sztuka. I o tym, przede wszystkim traktuje powieść "Francuska opowieść".
By nie przegapić tego właściwego momentu...
Bo czasu nie da się cofnąć. 
"Wszystko w życiu ma swoją cenę. Najwyższą sprawy wartościowe i niezwykłe. Jeśli chce się brać, trzeba być gotowym, by płacić."

Dziwnym zbiegiem okoliczności, do Francji, razem z Bereniką i Jakubem, jadą też Oliwia i Kacper. Oliwia, redakcyjna szefowa Jakuba ma zaskakujący dziennikarski plan do zrealizowania, a Kacper, jej nowy asystent, dostał możliwość wykazania się. 
Nie, nie. To nie jest takie przewidywalne, tak banalne, jak by mogło się z pozoru wydawać. 
W południowej, Francji, wśród winnic, poznajemy nowe postaci.
W intrygujący sposób splatają się ludzkie losy. 
Pisarka wprowadza nas w świat każdego z nich. Rysuje przy tym wnikliwe portrety swych bohaterów. Ukazuje stan ich duszy. Po to, by poznali się wzajemnie, jednocześnie lepiej poznali samego siebie. 

Skąpane w słońcu południe Francji, gdzie w rozległych winnicach dojrzewają winogrona, dające swe smaki najlepszym winom. Kraina, gdzie rodzą się romantyczne uczucia, impresje. Ekskluzywności temu miejscu nadaje posiadłość właściciela winnicy, wiekowy zamek, owiany nimbem tajemniczości. Hrabia jest bogaty, może mieć wszystko. 
Idylla? Bogactwo? Szczęście?
Krystyna Mirek uzmysławia nam, że nie ma takich miejsc, bajecznie pięknych, beztroskich. Tutaj też żyją ludzie ze swoimi problemami, wątpliwościami, przeciwnościami losu. 
Z jaką tajemnicą chowa się w swym zamku, niczym w warowni, hrabia?
Za czym tęskni, mając swe bogactwo?
Maska zimnego, surowego zarządcy Aleksa, też z czasem spada. Kto się za nią kryje? Co zakłóca spokój jego duszy? Jak długo można chować się w skorupie, pozornie tylko dającej schronienie.? Przeszłość jest silna i bezwzględna. I sprytna. Pokona drogę z Polski do Francji, dopadnie  wszędzie, by przypomnieć, jak jest ważna. Czy Aleks da radę się z nią uporać?
Za maską pozoru skrywa się też Oliwia. Redaktor naczelna, kobieta sukcesu. Czy, tak naprawdę, ma wszystko, czego zapragnie?

Sploty wydarzeń, konieczność podejmowania trudnych decyzji, zrywają maskę pozoru z wszystkiego, co wydawać by się mogło na wskroś oczywiste. Nic tutaj nie jest czarne, ani białe. Nikt nie jest dobry, czy zły w prostej formie tego słowa. Dociera to do naszej świadomości, bez zbędnego moralizowania, niepotrzebnego patosu, oceniania kogokolwiek ze strony autorki. To niezwykła umiejętność pisarskiego przekazu, mądrego, dojrzałego.
Z kolejnych stronic tej fascynującej fabuły, przepojonej aromatami francuskich winnic, wypływa  myśl przewodnia, doprowadzająca czytelnika do konkretnego punktu.
Aby, mimo trudności, znaleźć w sobie taką siłę, taką odwagę, by "zachować się jak należy", by nie zmarnować swej, czasem jedynej, szansy. Dotyczy to poszukiwania swojego miejsca, walki o swoje uczucia, odnalezienie sensu. Bez znaczenia, czy jest to Francja, czy też Młynki Górne na Mazurach.

Losy poszczególnych bohaterów splecione w jeden symboliczny splot, niczym warkocz Bereniki, są jakoby przestrogą, by nie przeoczyć tego, co dla nas najważniejsze, niczego po drodze nie zgubić i nie minąć się ze swym szczęściem. Nie przeoczyć prawdziwej miłości. Nie stracić jej. By nie zamieniła się w iluzję, chwilowy miraż w postaci warkocza Bereniki, symbol wspomnień właściciela winnicy, hrabiego. By nie była dla nikogo niedoścignionym, niedosięgnionym warkoczem Bereniki w gwiazdozbiorze, wysoko na niebie.
Nie wiem, czy wybór imienia dla swej bohaterki Bereniki był przez pisarkę zamierzony, ale ja takie właśnie miałam skojarzenie.

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

czwartek, 24 września 2015

WYNIKI WRZEŚNIOWEGO KONKURSU NA RECENZJĘ!






Ogłaszam, że we wrześniowym KONKURSIE na recenzję miesiąca, zwyciężyła recenzja nadesłana przez Bohaterkę Realną. Zrecenzowana książka to powieść Agnieszki Kalugi pt. "Zorkownia".
Gratuluję serdecznie! 

Jednocześnie dziękuję pozostałym uczestnikom za nadesłane recenzje. 

Zapraszam do lektury nagrodzonej recenzji, która znajduje się w poniższym linku!



* Nagrodą jest poruszająca opowieść "Między światami. Moje życie i niewola w Iranie"-Roxany Saberi - ufundowana przez wydawnictwo SQN.


środa, 23 września 2015

"Między światami. Moje życie i niewola w Iranie"- Roxana Saberi

Okładka książki Między światami. Moje życie i niewola w Iranie

Autor: Roxana Saberi
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 23 września 2015
Ilość stron: 384


   Ignorantem jest ten, co myśli, że religia i polityka to dwie różne rzeczy.
                     cyt.: "Między światami. Moje życie i niewola w Iranie"
                             Roxana Saberi



   Iran bardzo fascynował Roxanę. Urzekł ją swym pięknem, wielokulturowością. Kraj zamieszkiwany przez różne grupy etniczne,  pełen tajemnic, intrygował i zachęcał do poznania go.
W 2003 roku, dwudziestopięcioletnia amerykańska dziennikarka, Roxana Saberi, wyjechała z rodzinnej Dakoty Północnej w Stanach i zamieszkała w Iranie, ojczyźnie swego ojca. Zostając zagranicznym korespondentem, spełniała swoje marzenia. Po trzech latach, zupełnie nieoczekiwanie, władze Iranu odwołały jej oficjalną przepustkę prasową. Mogła wówczas wyjechać. Została. Z zamiarem napisania książki o życiu w Iranie, widzianym oczami jego mieszkańców.

Zachłanność w poznawaniu świata, jak wielka chęć naprawiania go, to cała jej wina. Całe zło, jakiego się dopuściła. Rozmowy z ludźmi i ta jej nieposkromiona ciekawość. To wystarczyło. Oskarżono ją o szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu. Aresztowano i osadzono w teherańskim okrutnym więzieniu Evin, gdzie trafiali więźniowie polityczni.
Wkrótce miała się przekonać, że istnieją światy, jakże różne od tego, który znała. Jaka dzieli je czeluść.
Bezwzględne szpony reżimu wciągnęły ją w świat, gdzie "prawda nie ma zastosowania". W świat, gdzie rządzi strach. Strach przenika oprawców, których nadrzędnym celem jest, by ich ofiary bały się jeszcze bardziej.
Roxana, pod zarzutem działania na szkodę bezpieczeństwa narodowego, została skazana na osiem lat totalitarnego piekła. To świat irańskiego reżimu i jego absurdalne oblicze.

Monarchia w Iranie wcale się nie skończyła wraz z upadkiem szacha. Błędne koło kręci się nadal.
Po rewolucji w 1979 roku, po obaleniu szacha, po kolejnych czystkach, nastał ustrój, łączący elementy nowoczesnej demokracji z religijną dyktaturą. Autorytety religijne wprowadziły surowe prawa wzorowane na szariacie.
Miał to być początek nowego etapu historii ze znamionami wolności. A był gorzkim rozczarowaniem. Brak wolności, ale też utrata prawa jednostki. Łamanie praw człowieka jest tu na porządku dziennym. Dyskryminacja ze względu na płeć i na religię. Kobiety zakutane w szmaty od stóp do głów.
Reżim, to siła nieustraszona. Przetrwał inwazję Iraku, wewnętrzne walki o władzę, jak i liczne sankcje polityczne i gospodarcze, nakładane przez Stany Zjednoczone i ONZ.

Więzienie Evin, to jedno z tych miejsc, które za główny cel miało unicestwić każdego szpiega, każdą śmielszą myśl, każde zagrożenie wobec władzy.
Przesłuchania, szantaż, tortury, to narzędzia, za pomocą których zmieniano tok myśli więźniów, wzbudzano strach. Paniczny, bezgraniczny strach. Silniejszy niż zasady. Strach fabrykujący kłamstwa, jako warunek konieczny by ocalić życie. Bo z Evin można było już nigdy nie wyjść na wolność. Tu poznawało się znaczenie tego słowa.
Roxana Saberi uległa strachowi. W obawie o życie swoje, rodziców, brata.
Oszołomiona, przerażona, zaczęła "współpracować", tak, jak tego od niej oczekiwano. Przyznała się do wszystkiego, co jej zarzucano, a czego nie zrobiła. Złamała się, by "nie zgnić w więzieniu".

Jeśli książka, do której zbierała tak liczne materiały, była tylko przykrywką jej współpracy z obcymi agencjami wywiadowczymi, to kto za tym stoi?
"Kto kazał robić tyle wywiadów?". "Kto pani płaci za książkę?"
Kto? Kto? Kto...?
Ginęła pod ciężarem absurdu. Czując obrzydzenie do śledczych, starała się z całych sił wzbudzić ich zaufanie, by jej wierzyli. Nawet w to, że godzi się na ich układ i po wyjściu z więzienia, będzie dla nich szpiegować zagranicznych dziennikarzy, dyplomatów.
Porzuciła prawdę. Kim się stała? Dlaczego pozwoliła odrzeć się z godności?
Izolacja, osamotnienie, bezsilność, to tortury silniejsze od fizycznych.
Ciemność. Przytłaczająca, że traci się poczucie istnienia.

Wbrew obietnicom, nawet, gdy przyznała się do swej "winy", nie wyszła na wolność. Wyszła z odosobnienia, z izolatki. Przechodziła z jednej celi do drugiej. W największym mroku tego świata spotkała Anioły. Anioły z Evin. Tak nazwała swoje współlokatorki. Czego się od nich nauczyła? Jaką wskazały jej drogę, by powrócić do prawdy, do samej siebie? Szła za ich głosem... "To dzięki głosom innych powróciła jej siła." Siła i odwaga, by odwołać wcześniejsze zeznania. Pomimo, że śmierć zaglądała w oczy.

Czuła do siebie pogardę. I wstyd.
 Roxana Saberi,  podjęła walkę. Odnalazła w sobie siłę, o której wcześniej nie miała pojęcia. Walczy o sprawiedliwość, rozdarta pomiędzy prawdą, a pragnieniem wolności. Cierpienie było trudną drogą w głąb jej świadomości, podróżą do lepszego zrozumienia wielu ważnych spraw. To doświadczenie pomogło jej zrozumieć, co znaczy utracić podstawowe prawa. Odczuła, jak bolesna jest walka z wszelką niesprawiedliwością. Tu pozbawiona wolności, oceniła tę wartość ponad wszystko.
Po stu dniach pobytu w więzieniu, sąd apelacyjny zmienia wyrok...
O sprawie Roxany Saberi mówi już cały świat. Tysiące ludzi ujmuje się o jej uwolnienie. Wstawiają się za nią organizacje ochrony praw człowieka. List w jej obronie podpisują szefowie najważniejszych amerykańskich mediów. Czy miało to wpływ na irańską sądowniczą machinę...?
Dziennikarka opowiada o tym światu. Daje swoje świadectwo prawdy, odwagi, walki o godność i wolność.
Mówi o tym szczerze i nieskrępowanie, w imieniu własnym i innych, walczących o swoje podstawowe prawa. Podkreślając naukę, jaką wyniosła z tamtej otchłani, że "w każdej ciemności jest jakieś światło, i mimo iż zawsze po drodze ktoś będzie cierpiał, ostatecznie zwycięży prawda."


Dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego Wydawnictwu Sine Qua Non.


 

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem






wtorek, 15 września 2015

"1945. WOJNA i POKÓJ " - Magdalena Grzebałkowska

"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska literatura faktuAutor: Magdalena Grzebałkowska
Wydawnictwo: Agora SA
Data wydania: kwiecień 2015
Ilość stron: 420

    Po coś ty, dziecko, tutaj wróciła? Po co? Tu jest tak strasznie w tej Polsce...

                                 cyt.: "1945. Wojna i pokój"- Magdalena Grzebałkowska


Każdy, kto przeżył wojnę, ma jej własny obraz, ma też własne odczucie wyzwolenia. Własną pamięć. Poprzez ludzką pamięć, po wielu latach, wracamy do 1945 roku. Końca wojny, jak i do wcześniejszych zdarzeń, przywołanych wspomnieniami tych, którzy chcieli o tym opowiedzieć.
"A pani pyta, czy jakieś szczęście mnie w 1945 roku spotkało? Więc odpowiadam: szczęściem było, że nikt z mojej rodziny w tamten rok nie umarł. (...) Kto miał takie szczęście, to miał."

Nadal zabijali. Nadal umierali. Ludzie ludzi...
Rok końca wojny był czasem wielkiego chaosu. Żywi, ale poobijani, zbolali, wracali do swych ojczyzn, które zostały im odebrane, wracali do domów, których już nie było. Jeśli dom nie był ruiną, to mieszkał w nim ktoś inny, mówiący w  innym, niż oni języku.
Kto zmienił tak diametralnie krajobraz? Kto poprzesuwał granice?

Fakty. Daty. Liczby. Miejsca. Mnóstwo książek, filmów, lekcji historii. Pomniki. Muzea. Ogrom tragedii. Przytłaczający. Czy wiemy już wszystko? Czy dość już o wojnie? Więcej się nie da?
Każdy człowiek, to osobna historia, osobna opowieść, przemawiająca bardziej, niż najciekawsza lekcja historii. Przekonałam się o tym, czytając książkę "1945. Wojna i pokój" Magdaleny Grzebałkowskiej.
Jest to reporterski przekaz tamtej dramatycznej rzeczywistości, ukazany z perspektywy tych, którzy przeżyli. Autorka dociera do świadków tamtego czasu. Złego czasu. Słucha ich wspomnień, ogląda zdjęcia, patrzy im w oczy, w ich twarze i widzi strach. Tamten. Nieustępliwy. Strach wlecze się i zostaje. Strach się nawet dziedziczy. Taka scheda.

Autorka swą peregrynację odbywa po śladach Wandy Melcer, powojennej reporterki, która opisywała proces repatriacji ludności. Magdalena Grzebałkowska drąży, dopytuje, weryfikuje. Zmywa z tego wcześniejszego obrazu kłamliwe kolory zachwytu i tworzy nowy, może mniej barwny, a rzetelny obraz. Wielowymiarowy.
Przemieszczam się, wraz z pisarką i z jej bohaterami, z miejsca na miejsce. Towarzyszy mi przy tym natłok myśli, ogrom emocji. Ta książka zahacza o mózg. Tyle ważnych i trudnych spraw dzieje się na kartach tej książki.
Ludzie opuszczają swoje domy, w pośpiechu, w strachu, oceniają, co ma dla nich największą wartość, co muszą ze sobą zabrać. Co zakopać, schować, gdyby wrócili...? Tu, na Kresy Wschodnie.
"Jeszcze ostatni raz spojrzenie na dom, na sad..."
Dokąd jadą? Czy wrócą, jak się uspokoi? "Tu będzie teraz Rosja"- przekonywali do wyjazdu agitatorzy.
Trudno było uwierzyć w te słowa, które wciąż tłuką się po głowie. Jeszcze trudniej pojąć, gdy nowe władze wmawiały Kresowiakom, że urodzili się w Związku Radzieckim.

Wielka akcja przesiedleńcza "Wisła". Na Ziemie Odzyskane. Stąd uciekają zamieszkujący do tej pory rodziny niemieckie. Zostawiają swój dobytek. Co cenniejsze zakopują, z nadzieją powrotu. Tak, jak Polacy na Kresach. Inni szabrują, sprzedają, kombinują. Przyjeżdżają osadnicy.
Jak to jest wejść w czyjeś domostwo, dopiero co opuszczone? "Jak to jest żyć w cudzych butach, szytych na miarę?"

Reporterskim okiem Magdaleny Grzebałkowskiej obserwujemy popłoch na statku "Wilhelm Gustloff". Załadowany ponad miarę niemieckimi cywilami. Około 8-9 tysięcy pasażerów marzy tylko o tym, by bezpiecznie dopłynąć do Kilonii. Nadzieja tych ludzi zostaje storpedowana przez trzy torpedy-  "Za Ojczyznę", "Za Leningrad", "Za naród sowiecki", czwarta, "Za Stalina", utknęła w wyrzutni...
Jest styczeń, dwudziestostopniowy mróz, w lodowatej wodzie można przeżyć zaledwie dwie minuty. Ocalało około 1200 osób.

Wielowymiarowość obrazu Grzebałkowskiej polega właśnie na tym. Pokazuje ludzkie cierpienie bez uwzględniania narodowości. Pokazuje człowieka. Uciekającego, poganianego przez strach. Chowającego się na śmietnikach, w studniach, w psich budach. Tak, jak pokazane tutaj żydowskie dzieci, którym udało się uciec z getta. Odnajdujemy je w otwockim Domu Dziecka. Tam też, przesiąknięte strachem, chowały się w różne zakamarki. 

Wojna to wielogłowa hydra o wielu twarzach. Co ją tak oślepia? Czego się tak panicznie boi? Że jest tak bezwzględna? Prze do swojego celu przez piekło i musi zabrać ze sobą tak wielu? I wciąż nie może zaspokoić swego głodu? Wciąż żądna ofiar?
Rok 1945. Już łeb urwany hydrze, a wciąż giną ludzie... o krok od zwycięstwa, o krok od wolności...
Radość, euforia miesza się z wciąż żywą wrogością, chęcią zemsty. Co bardzo dobitnie widzimy w obozie pracy dla jeńców niemieckich w Łambinowicach. Jego komendant Czesław Gęborski jest uosobieniem nienawiści do faszyzmu, co przejawia się w akcie zemsty na jeńcach. Akt zemsty, jako jedyny, nadrzędny cel.

Rok 1945. Koniec wojny i wielkie rumowisko. Gdzie będzie stolica? W Warszawie, której nie ma? A może w Łodzi? Ludzie zamieszkują w ruinach. Rozkładające się ludzkie ciała. Trwa ekshumacja zwłok i godny pochówek. Do zrujnowanych, wypalonych kamienic Warszawy wraca życie. Ludzie szukają swoich bliskich. Piszą na murach pozostałych z ich domów adresy, wskazówki... Ból, niezagojone rany i nadzieja.
To wszystko opisane jest w dwunastu rozdziałach, dwunastu miesiącach roku 1945. Reporterskie relacje przeplatają się z ogłoszeniami prasowymi tamtych chwil, co nadaje jeszcze bardziej wyrazistych rysów, wiarygodności zdarzeń.

Autorka zadedykowała książkę swojej babci Władysławie Gawryluk. która w 1945 roku miała 19 lat.
Pomyślałam sobie, że moja mama w tym roku też miała 19 lat. Tata miał lat 29. Gdzie w tym czasie byli nasi bliscy? Czy wszystko nam opowiedzieli? Czy zdążyliśmy zapytać?
Kto był sprawcą tego zamieszania...?
"Dlaczego właściwie tylu Polaków w 1945 roku przyjechało na Śląsk?"
Zastanawia się Niemka, mieszkająca w Polsce cały czas, 69 lat po wojnie...

(...???); (...!!!)

"- Ach, to o to chodziło!"

Zapraszam na mój fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem


środa, 9 września 2015

KONKURS NA RECENZJĘ WRZEŚNIA




Napisz recenzję i weź udział w KONKURSIE NA RECENZJĘ MIESIĄCA!


We wrześniu do wygrania książka Roxany Saberi  pt."Między światami. Moje życie i niewola w Iranie"






Zwycięska recenzja będzie pod koniec roku brać udział w konkursie na RECENZJĘ ROKU wraz z innymi zwycięskimi recenzjami z poszczególnych miesięcy!

NAPISZ RECENZJĘ, WYŚLIJ I WYGRAJ NAGRODĘ!

Zasady konkursu:
1. Aby zgłosić recenzję do konkursu, należy przesłać recenzję dowolnej książki do 22 września 2015 r. na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com (temat wiadomości: KONKURS NA RECENZJĘ) wraz z imieniem i nazwiskiem osoby zgłaszającej. Jeden uczestnik może wysłać jedną recenzję w danym miesiącu - każda recenzja może być zgłoszona tylko raz do konkursu i nie będzie mogła brać udziału w kolejnych konkursach na recenzję miesiąca.

2. Do konkursu zostaną zakwalifikowane recenzje spełniające wymogi konkursowe (patrz pkt. 7). W jednym miesiącu zakwalifikowanych do konkursu może zostać maksymalnie 5 recenzji. Jeżeli zostanie nadesłanych więcej recenzji, zakwalifikowanych zostanie 5 recenzji, które będą wyróżniały się wysokim poziomem i będą według mnie najciekawsze.

3. Recenzje zostaną jednocześnie opublikowane 23 września 2015 r. na blogu Myśli rzeźbione słowem w zakładce "KONKURS NA RECENZJĘ MIESIĄCA".

4. W konkursie zwycięży recenzja, która od momentu opublikowania zakwalifikowanych recenzji, do 30 września (włącznie) uzyska najwięcej polubień na Facebooku (przycisk "lubię  to" znajduje się pod każdą konkursową recenzją). Najlepszą recenzję wybierają więc sami czytelnicy! Zwycięska recenzja będzie pod koniec roku brać udział w konkursie na RECENZJĘ ROKU wraz z innymi zwycięskimi recenzjami z poszczególnych miesięcy.
Aby kliknięcia były naliczane, powinny być dokonane ze strony bloga Myśli rzeźbione słowem (wtedy mamy 100% pewność, że działa licznik polubień :).

5. Jeżeli zostanie nadesłanych mniej niż 3 recenzje, zwycięzca będzie wybierany przeze mnie - według kryterium poziomu i jakości recenzji.

6. Autor/Autorka zwycięskiej recenzji otrzyma nagrodę książkową ufundowaną przez wydawnictwo Sine Qua Non.

7. Wymogi konkursu:

a. Recenzję można wysłać w formie pliku (doc) lub linku / jeśli recenzję zgłasza bloger to może być ona wysłana za pomocą linka do danego bloga, z podaniem imienia i nazwiska osoby zgłaszającej (jeśli autor recenzji nie życzy sobie ujawniania swoich danych osobowych to proszę wskazać "blogowy" pseudonim, który ma być ujawniony pod konkursową recenzją natomiast imię i nazwisko pozostanie do wiadomości organizatora. W przypadku blogerów, zgłoszona recenzja zostanie skopiowana na bloga Myśli rzeźbione słowem, jako recenzja konkursowa.
b. Recenzja musi być autorstwa osoby zgłaszającej ją do konkursu, nie może naruszać cudzych praw autorskich. Organizator nie odpowiada za ewentualne naruszenia praw przez uczestników konkursu.
c. Recenzja nie może zawierać wulgaryzmów, treści obraźliwych etc.
d. Recenzję należy wysłać na adres mailowy: myslirzezbioneslowem@gmail.com (temat wiadomości: KONKURS NA RECENZJĘ)
e. Uczestnicy konkursu wyrażają zgodę na publikowanie ich recenzji oraz danych osobowych: imienia i nazwiska bądź pseudonim
Bieżące informacje na temat konkursu publikowane będą na fanpage'u bloga: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem

W związku z powyższym zapraszam do polubienia strony, jak i zostania członkiem bloga Myśli rzeźbione słowem!

Powodzenia!

Partner konkursu:







Nagrody fundowane wydawnictwo SQN można nabyć również za pośrednictwem księgarni internetowej: http://www.labotiga.pl/

poniedziałek, 7 września 2015

"Nie oddam dzieci" - Katarzyna Michalak

Okładka książki Nie oddam dzieci!
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 22 kwietnia 2015
Ilość stron: 304


    Obyśmy nasze "zakręty śmierci" minęli szczęśliwie i wrócili do domu...

           cyt.: "Nie oddam dzieci"- Katarzyna Michalak 


To zacytowane motto zawarła Katarzyna Michalak w dedykacji swej powieści "Nie oddam dzieci"-" wszystkim, którzy żegnają się z życiem, gdy mają wyruszyć w podróż po polskich drogach".


    Ostatnio wydana powieść pisarki "Nie oddam dzieci", trzecia z serii z Czarnym kotem, to zarazem pierwsza, jaką przeczytałam z jej imponującego dorobku.
Już sam tytuł, jak również pięknie ilustrowana okładka, pobudzają emocje i ciekawość.
"Nie oddam dzieci!", to deklaracja, zobowiązanie, życiowy cel samotnego ojca.

  Tego, co wydarzyło się sądnego dnia w życiu rodziny Michała Sokołowskiego, nikt nie mógł przewidzieć. Bo niby jak? Sny? Przeczucia? Intuicja? Odpędzamy od siebie złe myśli, sny, mary. Bo dlaczego akurat nas miałoby spotkać coś złego? 
Wpadamy w wir zwykłych codziennych spraw. Ważnych. Mniej ważnych. Czasochłonnych. Gonimy, niczym Pendolino. Mijają nas postaci naszych najbliższych. Ich głos jest ledwie słyszalny, niezrozumiały.
W takim pędzie funkcjonował Michał Sokołowski, wzięty chirurg, mąż Marty, ojciec trójki dzieci.
Praca w szpitalu pochłonęła go bez reszty. Coraz mniej miał czasu dla rodziny...

Tego dnia też nie mógł odebrać Antosia z przedszkola. Nie miał jeszcze prezentu dla trzylatka na jego urodziny. I te ciągłe wymówki żony... Ale on to wszystko nadrobi. Wieczorem. Marta na pewno zrozumie... Wybaczy... Przecież on tak się stara...

Jednak, czasami zdarza się tak, że już niczego nie można nadrobić, dopowiedzieć, wytłumaczyć. Nie można już spojrzeć sobie w oczy, przytulić, przebaczyć. I o tym właśnie jest ta książka.
Marta Sokołowska, w ósmym miesiącu ciąży, wraz z synkiem Antosiem, ginie w wypadku samochodowym. A jeszcze kilka minut temu byli u Michała w szpitalu...
Pisarka swą książką zabiera głos w bardzo ważnym temacie, w temacie dramatycznych zdarzeń na naszych drogach. To krzyk w sprawie wypadków z winy nieodpowiedzialnych kierowców, prowadzących pod wpływem alkoholu i środków odurzających. Przerażający krzyk!
Katarzyna Michalak nie oszczędza czytelnika. Zabiera go na "zakręt śmierci", gdzie, bez znieczulenia, pokazuje szczegół, za szczegółem tragicznego wypadku.

Michał  pogrążony jest w niewyobrażalnej rozpaczy. Do bólu dołącza się trudne do zniesienia poczucie winy.
To dopiero początek tragedii. Druzgocącej. Miażdżącej.
Pisarka, splotem następujących po sobie wydarzeń, nakręca spiralę emocji. Na jednym nieszczęściu się nie kończy. Zamiast pomocnej dłoni, Michał obrywa następne bolesne razy.
Popada w depresję, odcina się od świata. Trudno jest komukolwiek przebić tę skorupę i wejść z pomocą. Cios, za ciosem... Ale przecież nie może oddać dzieci... Musi walczyć...Czy da radę się podnieść?

Fatalne zrządzenie losu.  Do granic wyobraźni, możliwości, zrozumienia. Do granic absurdu. Taką drogę wybrała pisarka, taki środek wyrazu, by dotrzeć do naszej wyobraźni, świadomości, wrażliwości, do najczulszych strun. Wydawać by się mogło, że to niewiarygodne. Nie godzimy się na to. Mamy za złe pisarce, że wymyśla niestworzone rzeczy, że utwierdza nas w skamieniałych stereotypach. Bo może to za dużo, jak na jednego bohatera? Ale, czy opisane sytuacje są tak nierealne, że nie mogłyby mieć miejsca? Wyssane z palca? Ściągnięte z innych planet?

Wokół nas pełno jest absurdu. Właśnie w tym ważnym temacie walki rodziców o własne dzieci. Bezględny, bezduszny system wciąż funkcjonuje. Zabiera się dzieci z powodu biedy, depresji, nawet z powodu nieładu w mieszkaniu i fruwających muszek owocówek.
Książka wyzwala ogromne pokłady emocji już od samego prologu.
To, co uznałabym za nietakt ze strony pisarki, to narzucona miejscami interpretacja własna, uprzedzanie mających nastąpić zdarzeń. To niefortunny zabieg. Niczego nie wnosi. Jest bezwzględnie konieczne pozostawienie miejsca dla czytelnika, na jego przemyślenia, refleksje, opinie, wnioski. Nikt nie oczekuje wystawiania tak do końca "kawy na ławę". Autor powinien zaufać czytelnikowi i jego inteligencji, zdolności kojarzenia faktów.

Podoba mi się konstrukcja fabuły. Tak, jak w życiu splatają się ludzkie drogi, losy, tak tutaj przeplatają się wątki. Pisarka nie poprzestała na lakonicznej informacji, kto jest sprawcą wypadku, w którym ginie Marta Sokołowska z synkiem. Sprawcy nie pozostają anonimowi. Naprzemiennie kontynuowane wątki mówią nam raz o głównych bohaterach - Sokołowskich, raz o światku, z którego wywodzi się Alfred Niro- Kołek i Tadek Marszak, jadący czarnym BMW. Kim oni są...? Z jakiego piekła wyszli...? Pisarka dobitnie, wyraziście rysuje portrety czarnych charakterów.

Codzienne wypadki komunikacyjne na drogach, to codzienne ludzkie cierpienie. Niewinne ofiary. Czarna statystyka. Ciągła walka. Poczucie bezsilności. Jazda samochodem pod wpływem spożycia alkoholu, czy narkotyków, to wciąż plaga. Gdzie tkwi przyczyna...? Dlaczego czują się bezkarni...?
"Panowie tego świata. Panowie życia i śmierci." Sama uszłam szczęśliwie z wypadku, spowodowanego przez jednego z nich, bo tkwią w mniemaniu, że mają swoje własne prawo. Tacy przeważnie najmniej ucierpią fizycznie.

Katarzyna Michalak napisała książkę z przesłaniem. I na nim skupiłam całą swą uwagę. Nigdy nie wiemy, co czeka nas na naszej drodze życia, na zakręcie... Dlatego cieszmy się każdą wspólną chwilą, a wychodząc z domu, rozstając się z bliskimi, odpuszczajmy gniew, wyciszmy zbędne emocje, wyciągnijmy dłoń, przytulmy się, zdając sobie sprawę, że może nie być drugiej szansy.

  Zapraszam na mój fanpage a facebooku: https://www.facebook.com/myslirzezbioneslowem